Bohaterowie, którzy dali przykład troski o drugiego człowieka

Wsparcie najsłabszych, najuboższych, potrzebujących może przybierać różne formy - materialne, duszpasterskie czy nawet prawne. W historii naszego narodu nie brakuje postaci, które całe swoje życie poświęciły pomocy drugiemu człowiekowi.

Paweł Zalewski
Paweł
Zalewski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bohaterowie, którzy dali przykład troski o drugiego człowieka
Wsparcie najsłabszych, najuboższych, potrzebujących może przybierać różne formy - materialne, duszpasterskie czy nawet prawne. W historii naszego narodu nie brakuje postaci, które całe swoje życie poświęciły pomocy drugiemu człowiekowi.

Była jedną z najpiękniejszych i najbardziej podziwianych kobiet XIX wieku. Matką dziesięciorga dzieci, patriotką, wreszcie społeczniczką działającą na rzecz potrzebujących. Zofia Czartoryska Zamoyska to przedstawicielka dwóch wielkich rodów arystokratycznych. To właśnie z inicjatywy hrabiny powstało w 1814 roku Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności (w tej siedzibie mieści się dziś Caritas Polska). Towarzystwo organizowało kwesty na rzecz potrzebujących, prowadziło przytułki dla ubogich i starców, a następnie domy sierot. Zofia była przykładem matki, która niezwykle dbała o swoje dzieci, przykładem patriotki, która angażowała się w życia kraju, a także przykładem wrażliwej osoby, której na sercu leżał los najbiedniejszych.

 

Jak pokazuje przykład Tadeusza Kościuszki, pomoc potrzebującym można nieść w różnej formie. Nasz bohater narodowy zapamiętany jest przede wszystkim jako fortyfikator z okresu wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych oraz naczelnik insurekcji z 1794 roku. Tymczasem był to również wizjoner, któremu na sercu leżał los potrzebujących. Ściślej mówiąc, walczył o równość społeczną, o prawa czarnoskórych niewolników w USA oraz chłopów w Polsce. To, o co walczył, wcielał we własne życie. Podjął decyzję o wyzwoleniu chłopów pracujących w jego majątku. Namawiał też Thomasa Jeffersona na wykupienie i wyzwolenie niewolników. W swoim testamencie pisał: „na wypadek mojej śmierci przekazuję panu Jeffersonowi, mojemu przyjacielowi, obowiązek administrowania mym spadkiem w następujący sposób: otóż wszyscy niewolnicy pana Jeffersona mają być wykupieni z mojego spadku i każdy ma otrzymać odpowiednią ilość akrów ziemi. Z tych pieniędzy powinien być również zorganizowany uniwersytet dla nich, by mogli otrzymać przyzwoite wykształcenie i być prawdziwymi obywatelami Stanów Zjednoczonych”. Kościuszko głęboko wierzył, że wszyscy ludzie są równi. „Uszczęśliwienie drugich w największym u mnie poszanowaniu” – pisał.

 

Mieliśmy w historii prawdziwego herosa dobroczynności, polskiego Franciszka z Asyżu. Mowa oczywiście o świętym bracie Albercie Chmielowskim. Franciszkanin był założycielem zgromadzenia albertynów i albertynek. W młodości walczył w Powstaniu Styczniowym. W czasie walk został ranny, co skończyło się amputacją kończyny. Po emigracji i powrocie do ojczyzny oddał się malarstwu. W 1880 roku wstąpił do Zakonu Ojców Jezuitów, a następnie Zakonu św. Franciszka z Asyżu. W Krakowie rozpoczął swoją wielką działalność charytatywną. Oddał się pomocy ubogim. Mieszkał razem z bezdomnymi i alkoholikami. Prowadził przytułek, który następnie rozszerzył działalność na Lwów, Tarnów i Zakopane. Brat Albert był przeciwnikiem jałmużny, którą uważał jedynie za środek służący uspokojeniu sumienia osób zamożnych. Jego działalność to wzór osobistego oddania, połączonego ze skuteczną działalnością na szeroką skalę. Albert Chmielowski został beatyfikowany, a następnie kanonizowany. Był inspiracją dla Karola Wojtyły. To jemu przyszły papież Jan Paweł II poświęcił dramat „Brat naszego Boga”.

 

W powszechnej świadomości zdecydowanie mniej znany jest inny zakonnik – Sługa Boży brat Alojzy Kosiba. Pochodził z ubogiej rodziny, przez co nie było go stać na naukę w seminarium. W Bieczu uczył się fachu szewskiego. Tam często odwiedzał kościół franciszkanów. Tak dojrzało w nim powołanie, by zostać bratem zakonnym. W 1878 roku wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych, przyjmując imię zakonne Alojzy. Następnie został przeniesiony do zakonu w Wieliczce, gdzie spędził resztę życia. Jego głównym zajęciem była kwesta. Przemierzał setki kilometrów, zbierając datki na zakon. Zasłynął pomocą dla osób chorych i biednych, gromadzących się przy furcie klasztornej. Dbał o nich do ostatnich dni swojego życia. Leżąc na łożu śmierci i nie mogąc przyjmować posiłków prosił, aby jego porcję oddano ubogim. Wiele lat później metropolita krakowski Karol Wojtyła powiedział w Wieliczce: „Duch świętego Franciszka odrodził się w miejscowym klasztorze w osobie Sługi Bożego Brata Alojzego Kosiby”. Jego osobie poświęcony jest uroczy film Andrzeja Barańskiego „Braciszek”, z rewelacyjną rolą Artura Barcisia. Aktualnie trwa procedura beatyfikacyjna brata Alojzego.

 

Polska szczyci się największą liczbą osób odznaczonych medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Były to tysiące osób pomagający Żydom w czasie II wojny światowej. W pierwszej kolejności wspomnimy zapewne takie nazwiska jak Irena Sendlerowa czy Jan Karski. Nieco w ich cieniu pozostały dwie kobiety, od których wszystko się zaczęło. Wanda Krahelska-Filipowicz i Zofia Kossak-Szczucka założyły Społeczny Komitet Pomocy Ludności Żydowskiej, przemianowany następnie na Radę Pomocy Żydom – słynną „Żegotę”. Zofia – znana powieściopisarka – zaangażowała się w pomoc charytatywną od momentu wybuchu wojny. Przypłaciła to obozem Auschwitz oraz więzieniem na Pawiaku. Wanda Krahelska była z kolei działaczką organizacji politycznych, plastykiem i wydawcą. W czasie wojny ukrywała u siebie wdowę po znanym polskim historyku żydowskiego pochodzenia Szymonie Askenazym, pomagała rodzinie Rosenbergów z Łodzi oraz lekarce z Lipców Schwarcowej. Wanda Krahelska-Filipowicz i Zofia Kossak-Szczucka zostały odznaczone medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.

 

Pochodząc z tak znamienitego rodu i posiadając tak wpływowych przyjaciół, mogła II wojnę światową spędzić zupełnie inaczej, spokojniej. Karolina Lanckorońska była jednak humanistką, człowiekiem wielkiego formatu. Dlatego też ta hrabianka ze znamienitego rodu, wybitna historyk i wykładowca akademicki, uratowała w czasie okupacji dziesiątki istnień. Swoje nazwisko uważała jako zobowiązanie wobec kraju. Udzielała się w konspiracji, a także w Polskim Czerwonym Krzyżu. Była jedną z działaczek Rady Głównej Opiekuńczej – polskiej organizacji charytatywnej założonej w okupowanym Krakowie. Rada opiekowała się m.in. sierocińcami, organizowała punkty pomocy medycznej, kursy zawodowe czy zapomogi pieniężne. Sama Karolina Lanckorońska sprawowała opiekę nad więźniami w Generalnej Guberni. W wyniku jej akcji dożywiono około 27 tysięcy osadzonych. Za swoją działalność została aresztowana przez gestapo, a następnie osadzona w obozie Ravensbrück. Nawet w tak tragicznych okolicznościach pomagała innym. Organizowała wykłady historyczne, aby więźniarki choć na chwilę zapomniały o obozowej rzeczywistości. Po wyzwoleniu zajęła się zakrojoną na szeroką skalę działalnością emigracyjną. Po wojnie pisała: „Czy oddanie wszystkich swych sił temu, co się najbardziej kocha, jest zasługą? Myślę, że nie”. Ten cytat oddaje całą jej osobowość.

 

„Misjonarz miłosierdzia” i „Apostoł Kazachstanu” – na takie przydomki zasłużył sobie ksiądz Władysław Bukowiński. Już jako młody wikariusz w Suchej Beskidzkiej zasłynął z opieki nad chorymi i biednymi. Następnie wyjechał na Kresy, gdzie był wykładowcą w seminarium duchownym oraz Sekretarzem Diecezjalny Instytutu Akcji Katolickiej. W czasie II wojny światowej był proboszczem katedry w Łucku. Dał się poznać jako obrońca wolności religijnej, co przypłacił aresztowaniem. Cudem przeżył rozstrzelanie. Po wkroczeniu wojsk niemieckich zajmował się pomocą dla rodzin więźniów, organizował schronienie dla żydowskich dzieci, dożywiał jeńców sowieckich, a także otaczał opieką ofiary ukraińskich czystek etnicznych. Po ofensywie Armii Czerwonej ponownie został aresztowany i zesłany do pracy w Gułagu. Tam świadczył posługę innym więźniom – odwiedzał chorych i sprawował Eucharystię. Po wojnie, mimo możliwości powrotu do kraju, pozostał na stałe w Kazachstanie. Za swoją zagorzałą pracę misyjną został ponownie aresztowany i zesłany do obozu pracy w okolicach Irkucka. Po wyjściu na wolność kontynuował pracę duszpasterską na Wschodzie. Zmarł 3 grudnia 1974 roku. W 2016 roku został beatyfikowany.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Paweł Zalewski

Paweł Zalewski

Katol, ciemnogrodzianin o małomiasteczkowej mentalności... Z wykształcenia historyk, z zamiłowania także. Zawodowo reporter w radiowy i publicysta w tygodniku diecezjalnym. Oprócz tego miłośnik klasycznej papierkowej prasy, starej dobrej kinematografii, fotografii, przedwojennych staroci, herbaty, Kabaretu Moralnego Niepokoju, serialu Allo, allo i KSIĄŻEK. Kontakt [email protected]

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Zalewski
Paweł
Zalewski
zobacz artykuly tego autora >

Józef Piłsudski. Ojciec polskiej niepodległości

Józef Piłsudski oddał ogromne zasługi dla naszego narodu poprzez swoją wieloletnią i bezkompromisową walkę o niepodległość. Mimo, że był samoukiem – nie odbył zasadniczej służby wojskowej i nie uczył się w żadnej szkole wojskowej – z powodzeniem dowodził ponadmilionową armią.

Polub nas na Facebooku!

Józef Piłsudski. Ojciec polskiej niepodległości
Józef Piłsudski oddał ogromne zasługi dla naszego narodu poprzez swoją wieloletnią i bezkompromisową walkę o niepodległość. Mimo, że był samoukiem – nie odbył zasadniczej służby wojskowej i nie uczył się w żadnej szkole wojskowej – z powodzeniem dowodził ponadmilionową armią.

Wielki polityk, Naczelnik Państwa, Wódz Naczelny i Pierwszy Marszałek Polski. Główny autor procesu powrotu ojczyzny na mapę Europy po latach rozbiorów. Józef Piłsudski oddał ogromne zasługi dla naszego narodu poprzez swoją wieloletnią i bezkompromisową walkę o niepodległość i rolę w odrodzeniu Rzeczypospolitej po I wojnie światowej. Jako autor „cudu nad Wisłą” w wojnie polsko‑bolszewickiej w latach 1919–1921 już za życia stał się ikoną niepodległej Polski. Mimo, że był samoukiem – nie odbył zasadniczej służby wojskowej i nie uczył się w żadnej szkole wojskowej – z powodzeniem dowodził ponadmilionową armią. Ślady tej wielkiej postaci do dziś są widoczne na Kresach.

 

Ród Piłsudskich

Piłsudscy wywodzili się ze Żmudzi. Bezpośrednim protoplastą rodu był książę Ginet, sygnatariusz unii horodelskiej. W połowie XV wieku jego wnuk Bartłomiej Giniatowicz przyjął od majątku Piłsudy koło Rosienia na Żmudzi nazwisko Piłsudski. Przedstawiciele tej familii piastowali liczne urzędy w Wielkim Księstwie Litewskim i posiadali rozległe dobra ziemskie. Ostatnią siedzibą majątku linii rodowej, z której wywodził się ojciec Marszałka, były Poszuszwanie nad rzeką Szuszwą w powiecie rosieńskim. Tam Piłsudscy mieli drewniany dwór, który nie przetrwał zawieruchy dziejowej. Wyobrażenie, jak mogła wyglądać ta budowla, dają nam inne zachowane tego typu obiekty z XIX wieku. Dla przykładu: ze żmudzkiej szlachty wywodził się również pierwszy prezydent Polski Gabriel Narutowicz. W  miejscowości Brewiki w pobliżu Kalwarii Żmudzkiej zachowały się pozostałości majątku Narutowiczów, w tym drewniany dworek. Do końca II wojny światowej dobra pozostawały w rękach rodziny Stanisława Narutowicza, brata pierwszego prezydenta RP.

Józef i  Maria Piłsudscy mieli dwanaścioro dzieci. Pierwszych siedmioro – Helena, Zofia, Bronisław, Józef, Adam, Kazimierz i Maria – urodziło się w Zułowie. Wszystkie zostały ochrzczone w pobliskiej Powiewiórce. Kościół i tutejsza parafia są często nazywane sorokpolskimi, ze względu na to, że należały do pobliskiego majątku w Sorokpolu, po którym nie ma już żadnego śladu. Zachował się drewniany kościół parafialny św. Kazimierza, gdzie 15 grudnia 1867 roku ochrzczono małego Józefa. Wewnątrz świątyni można obejrzeć srebrną chrzcielnicę, kopię metryki spisanej cyrylicą i pamiątkową tablicę ufundowaną dla Wodza – od synów tej ziemi. Pięć kilometrów od Powiewiórki leży niewielkie miasteczko Podbrodzie, będące dziś gminnym centrum administracyjnym. Większość mieszkańców stanowią Polacy. Pod koniec lat 20., dzięki wstawiennictwu Marszałka Józefa Piłsudskiego, wybudowano tu szkołę dla dzieci‑sierot, która otrzymała jego imię, a on sam stał się Pierwszym Honorowym Obywatelem Miasta. Budynek szkoły przetrwał do dziś i obecnie mieści się w nim dom dziecka. Miasteczko w okresie międzywojennym pełniło funkcję letniska dla pobliskiego Wilna.

 

Kościół w Powiewiórce, miejsce chrztu Józefa Piłsudskiego

 

Wilno. To miasto, jak mało które, jest silnie związane z Józefem Piłsudskim. Znajdują się tu miejsca, w  których mieszkał on i jego bliscy (bracia, siostra, przyjaciele z konspiracji); miejsca, które odwiedzał już jako Marszałek; i miejsca, gdzie spoczywają jego wierni żołnierze oraz matka. Uczucie Marszałka do Wilna najlepiej oddają słowa wypowiedziane w 1928 roku na Zjeździe Legionistów: Miłe miasto. Rzędem biegną mury, pagórki spoglądają. Miłe miasto […]. Miłe mury, co mnie niegdyś dzieckiem pieściły, co kochać wielkość prawdy nauczyły, miłe miasto z tylu, tylu przeżyciami. Miasto – symbol naszej kultury i państwowej ongiś potęgi […]. We współczesnym Wilnie część miejsc związanych z Piłsudskim przetrwała, a po innych nie ma już śladów. Końcowy akt niezwykłej miłości Marszałka do rodzinnej ziemi miał miejsce 12 maja 1936 roku, w pierwszą rocznicę śmierci Józefa Piłsudskiego. Wówczas mieszkańcy tłumnie wylegli na ulice, by odprowadzić w ostatnią drogę serce ukochanego wodza i sprowadzone prochy jego matki. Po nabożeństwie żałobnym w kościele św. Teresy kilkukilometrowy kondukt żałobny ruszył ulicami miasta ku cmentarzowi na Rossie – najstarszej i najpiękniejszej wileńskiej nekropolii. Gdy baterie artyleryjskie ustawione na Górze Trzech Krzyży oddały 101 strzałów armatnich i orkiestra wojskowa odegrała hymn państwowy i Pierwszą Brygadę, serce Marszałka złożono w krypcie u stóp trumny z prochami matki, tuż przy mogiłach legionistów, gdzie spoczywa do dziś.

 

Student medycyny

Przerwą w  pobycie Józefa Piłsudskiego w Wilnie był okres rocznych studiów na Akademii Medycznej w Charkowie. Na uniwersytecie Józef pojawił się jako świeżo upieczony maturzysta jesienią 1885  roku. Trudno orzec, co wpłynęło na wybór takiego kierunku i miejsca studiów. Po latach Marszałek stwierdził, że medycynę wybrał przez przekorę, wszelako studia przebiegały pomyślnie, a egzaminy w pierwszym semestrze (m.in. z  anatomii i histologii) zaliczył z wynikiem dobrym. Młody Piłsudski należał do grona aktywniejszych politycznie studentów. Wkrótce po rozpoczęciu studiów odbył dwudniową karę aresztu, a po studenckich demonstracjach z okazji 25. rocznicy uwłaczenia chłopów w  marcu 1886 roku, znalazł się pośród 150 zatrzymanych (spędził w areszcie sześć dób). Późną wiosną 1886 roku student Piłsudski pomyślnie skończył sesję egzaminacyjną i zaliczył pierwszy rok studiów. Uczelnia charkowska nie zyskała jednak w jego oczach zbytniego uznania, wobec czego powrócił do Wilna z  zamiarem kontynuacji studiów w o wiele bliższym Dopracie. Z uniwersytetem charkowskim była związana liczna grupa Polaków, jego profesorami byli m.in.: prawnik Aleksander Mickiewicz (brat poety), historyk i numizmatyk Ignacy Daniłowicz (przyjaciel Lelewela), tłumacz Dantego Antoni Stanisławski, filolog Alfons Walicki i wielu innych.

Od połowy lat 20. XX  wieku Józef Piłsudski przyjeżdżał dość regularnie do kurortu Druskienik. W międzywojennej Polsce Marszałek był najsłynniejszym kuracjuszem zdroju i  miał do kurortu duży sentyment. W jednym ze swoich listów z 1924 roku pisał następująco: Doktorzy zalecają bym jechał leczyć się za granicę, a ja pragnę wyjechać do Druskienik. Doktorzy mają swoją politykę, a ja swoją. Gdyby oni znali Kresy, tamtejsze drzewa, powietrze i lud tamtejszy, nasze potrawy i przyzwyczajenia, na pewno zmieniliby swoją politykę. Ulubionym miejscem rozmyślań Marszałka była pobliska ławeczka w parku obok ażurowego mostku, skąd znad urwistego brzegu roztaczał się widok na dwa ramiona przepływającego Niemna. Miejsce to uwiecznił Julian Tuwim w  wierszu Druskienickie drzewa: Gdzie Rotniczanka wody niesie, I Niemen wpada wełną pian Przyjeżdża tam co roku pod jesień, Ten zadumany, starszy pan Ma siwą kurtkę, siwe oczy, Sumiasty wąs, krzaczaste brwi Nad brzegiem rzeki często kroczy, I patrzy w dal i jakby śni.

 

Druskierniki

 

Ojciec polskiej niepodległości

Józefa Piłsudskiego uznaje się za ojca polskiej niepodległości. Niemniej należy pamiętać, że formowanie polskich oddziałów wojskowych odbywało się w  różnych miejscach i byli w nie zaangażowani również inni wielcy dowódcy. Największa bitwa Polskich Legionów w czasie I wojny światowej miała miejsce pod Kostiuchnówką na Wołyniu. Po raz pierwszy polscy legioniści pod dowództwem Józefa Piłsudskiego pojawili się tutaj jesienią 1915  roku. W wyniku ofensywy Państw Centralnych Rosjanie zostali wyparci aż pod rzekę Styr. Tu o świcie 5 listopada Polacy zaatakowali ważny punkt oporu – tzw. Wzgórze Cegielniane. Przy zmasowanym ogniu natarcie zostało utopione we krwi. Straty w zabitych i rannych wyniosły 50% stanu osobowego. Wzgórze zdobyto pięć dni później, a  dowództwo frontu, w uznaniu waleczności Polaków poległych w ataku, postanowiło nazwać wzgórze „Polską Górą”. Kolejny raz o wyczynach Polaków pod Kostiuchnówką zrobiło się głośno pół roku później, gdy latem 1916 roku ruszyła rosyjska ofensywa. Reduta Piłsudskiego, Polska Górka, Polski Mostek i Polski Lasek to miejsca, w których legioniści zapisali się krwią i bohaterskim męstwem. Najkrwawsza bitwa w  historii legionów pochłonęła około 2 tys. zabitych i zaginionych. Po wojnie pamięć o poległych legionistach uhonorowano 25‑metrowym Kopcem Chwały.

Na wzór formowania oddziałów strzel‑ ckich w Galicji, na Wschodzie również podejmowano podobne próby tworzenia polskiego wojska. Na początku 1918 roku polska formacja liczyła tam blisko 29 tys. żołnierzy. Dowodzący I  Polskim Korpusem gen. Józef Dowbor‑Muśnicki podjął decyzję o koncentracji sił w rejonie Bobrujska. W nocy 2/3 lutego 1918 roku Polacy brawurowym szturmem zdobyli twierdzę i zajęli miasto, przejmując duże zapasy broni i prowiantu. Opanowanie tak ważnego węzła dało początek zaciętym walkom z  bolszewikami, które trwały przez blisko cztery miesiące. W końcu maja Polacy przekazali twierdzę armii niemieckiej, która w ramach wiosennej ofensywy zajęła znaczną część Białorusi wraz z Mińskiem. Przed ewakuacją, na mocy decyzji gen. Dowbora, na miejscu cmentarza żołnierzy polskich na terenie twierdzy w pobliżu Słuckiej Bramy usypano pamiątkowy kopiec ku czci poległych. Według historyków z  IPN w tym masowym grobie mogły spoczywać szczątki nawet 2 tys. legionistów. W czasach sowieckich kopiec zniszczono. Na cmentarzu na warszawskich Powązkach w 1935 roku wzniesiono kopię Kopca Dowborczyków z Bobrujska. W miejscu tym grzebano byłych żołnierzy Korpusu, którzy zmarli już w niepodległej Polsce.

 

Fragment pochodzi z książki “Kresy. Śladami wielkich Polaków”
Autorzy zdjęć: Mirek i Magda Osip-Pokrywka 

 


Kresy. Śladami wielkich Polaków
Tom 1. Od Sobieskiego do Lema

Sposobów na poznawanie Kresów jest wiele. Ci, którzy musieli opuścić te tereny, wracają tam niczym do swoich małych ojczyzn, pełnych osobistych wspomnień. Inni jadą tam, chcąc odczuć magiczny klimat dawnej wielokulturowości tej krainy, który dziś pozostał w malowniczych ruinach świątyń i nekropoli różnych wyznań. Miłośnicy historii odszukują miejsca słynnych wydarzeń, pozostałości po wielowiekowych śladach dawnych mieszkańców, relikty przynależności tych terenów do polskiej kultury. Jeszcze inni traktują kresową wyprawę jako klasyczną turystykę mającą na celu poznawanie sąsiadujących z nami państw – Ukrainy, Białorusi, Litwy i Rosji.
Publikacja Wydawnictwa Jedność poświęcona Kresom to zachęta do podróży spersonifikowanej, gdzie opisywaną trasę wyznacza konkretna postać – wybitny kresowianin.

Książka dostępna >>

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7