Nasze projekty
Fot. Freepik

Pustka i ból po utraconych relacjach. Jak sobie z nimi radzić?

Współczesny świat biegnie coraz szybciej, nie robiąc miejsca na przeżywanie strat. Nie tylko tak oczywistych, jak śmierć bliskiej osoby, ale również takich jak utrata pracy, zdrowia czy ważnej dla nas relacji.

Reklama

Kultura, w jakiej żyjemy, nie robi wiele miejsca na opłakiwanie. Powinno się nam udawać, powinniśmy sobie radzić, nie powinno nas boleć i nie powinniśmy zatrzymywać się przy stracie.

Jeszcze do niedawna, gdy małe dziecko uderzyło się w kolanko, cała rodzina zajmowała się pokazywaniem ptaszka, który rzekomo gdzieś leciał albo szukaniem cukierka, którego można by szybko podarować na pocieszenie. Albo przeciwnie – były domy, w których płacz dziecka tak bardzo nie był słyszany, iż dzieci szybko się uczyły, że nie warto uronić ani łzy, bo nikt nie przyjdzie im z pomocą.

ZOBACZ: Odpocznij, a Twoje relacje na tym zyskają

Reklama

Depresja czy nowy początek?

Współczesny świat biegnie coraz szybciej, nie robiąc miejsca na przeżywanie strat. Nie tylko tak oczywistych, jak śmierć bliskiej osoby, ale również takich jak utrata pracy, zdrowia czy ważnej dla nas relacji.

Kiedy nie mamy czasu i przestrzeni na płacz, ostatecznie zapuka do nas depresja, która wręczy nam bukiet wszystkich powstrzymanych potrzeb i nieopłakanych strat. Czasem to będzie najlepsza wizyta, jaką może podarować nam życie, gdy w końcu będziemy musieli zająć się sobą i uznać pragnienia, które kiedyś nie mogły się spełnić albo o które to my nie potrafiliśmy zawalczyć. Wielu ludzi opisuje zaopiekowaną w psychoterapii depresję jako nowy początek, otwierający drzwi do bardziej świadomego życia.

ZOBACZ: Samotni w tłumie. Jak budować relacje?

Reklama

Żałoba po… bliskości

Mnóstwo strat w naszym życiu łączy się właśnie z relacjami, jakie budowaliśmy czy chcieliśmy zbudować z innymi ludźmi. Niezależnie od tego, czy kończy je przeprowadzka do innego miasta, narastający konflikt czy gwałtowne zerwanie – potrzebujemy przeżyć po nich żałobę, jeśli nie chcemy, by wraz z relacją umarła nasza wrażliwości, nadzieja i kolejne szanse na bliskość.

Bez świadomego opłakania relacji i związanych z nią pragnień, zostaje nam dewaluacja drugiej osoby, relacji albo siebie. Jeśli zaś odbieramy sobie wartość, pogrążamy się w zafałszowanych przekonaniach i utrwalamy mentalność ofiary, jak np. „mam pecha”, „przyciągam do siebie niewłaściwych ludzi”, „nie da się mnie pokochać”.

Już nie jestem tym kimś dla ciebie

Osoba, z którą tworzymy bliskość – czy to w relacji romantycznej, czy w przyjaźni, czy w rodzinie – wnosi jakiś istotny element do naszej tożsamości. Mamy wspólne przestrzenie i aktywności, rzeczy ulubione nie tylko dla każdego z nas osobno, ale i dla nas razem. To jednak nie wszystko: widzimy się również w oczach drugiego człowieka, a nasz obraz siebie samych ubogaca się o to, kim jestem dla niego/dla niej.

Reklama

Gdy relacja się kończy, pozostaje wyrwa nie tylko po kontakcie, który ustał, wspólnie układanych puzzlach czy żartach, które tylko nasz duet rozumiał i sobie je opowiadał. Jakiś kawałek naszej tożsamości również odchodzi, razem z bliskim człowiekiem. Już nie jestem tym kimś dla ciebie, a ty już nie wnosisz siebie do mojego życia.

CZYTAJ: Cztery rzeczy, które niszczą małżeństwo. Jak im zapobiec?

Śmierć naszych nadziei

Łatwiej sobie tłumaczyć utratę relacji, gdy psuła się ona stopniowo albo gdy wypełniało ją wiele dyskomfortu. I wtedy jednak mamy do czynienia ze śmiercią naszych nadziei na to, że druga osoba w końcu zrozumie, o co nam chodzi, zmieni się i zacznie zaspakajać nasze potrzeby. Bo opłakiwanie utraconej relacji to także opłakiwanie naszych marzeń i potrzeb, które nie mogły zostać i nie zostały w niej zrealizowane.

Żałoba po relacji ma swoje etapy i wiele jest ich ujęć. Dla mnie najcenniejsze w rozumieniu tego, co się dzieje z nami w kontekście żałoby są przemyślenia Elisabeth Kübler-Ross. W bestsellerze „Rozmowy o śmierci i umieraniu” opisała, jak reagujemy na wiadomość o niepomyślnej diagnozie i nadchodzącej śmierci. Etapy, przez które przechodzi człowiek, to wyparcie („to niemożliwe”), targowanie się („może jednak uda się, że nie”), gniew (na siebie, Boga, innych ludzi, życie), depresja i ostatecznie akceptacja. Po utracie bliskiej relacji etapy te wyglądają podobnie. Niekoniecznie stanowią continuum jak odcinki serialu o uproszczonej fabule, ale możemy do nich wracać i z nich wychodzić, aż dojdziemy do miejsca akceptacji.

Jak sobie pomóc w żałobie po relacji?

W żałobie po relacji pomaga zrozumienie, jakie mechanizmy naszego wewnętrznego świata miały wpływ na dynamikę i zakończenie relacji. Możemy sprawdzać, kogo namierzamy na kandydata do bliskości. Kogoś, kogo będziemy musieli ratować? Kogoś, kto nie umie tworzyć bliskości? Kogoś, kto się nami będzie miał zaopiekować jak małym dzieckiem?

W tej refleksji nieocenione jest towarzyszenie kogoś mądrzejszego od nas – specjalisty, terapeuty, kierownika duchowego. Taka osoba z jednej strony będzie „współczującym świadkiem”, który nas zobaczy z naszym cierpieniem, a jednocześnie będzie relacyjnym wsparciem. Jeżeli dostrzeżemy nasze wzorce wchodzenia w relacje, możemy zapobiec powtarzaniu tego, co nie działa.

ZOBACZ: Relacje potrzebują mocnych filarów

Opłakiwać – to robić miejsce na smutek i uczyć się z nim być

Oczywiście to mit, że wszystko od nas w relacjach zależy. Nie wszystko i to także coś na opłakiwanie. Żadna ilość pracy wewnętrznej nie uchroni nas przed stratami relacyjnymi. I nawet jeśli nie odwróci się od nas żaden członek rodziny ani nie zdradzi nas żaden przyjaciel, w bliskość wpisane jest tracenie i opłakiwanie. Na równi z dawaniem i przyjmowaniem.

W każdej bliskiej relacji spotkają nas rozczarowania i zawiedzione nadzieje. Opłakiwanie oznacza uznawanie wartości własnych pragnień, przy jednoczesnym przyjmowaniu do wiadomości, że nie zostaną one zrealizowane albo nie w takiej formie, jakbyśmy chcieli. Opłakiwać – to robić miejsce na smutek i uczyć się z nim być. Fizycznie płakać. I nie opuszczać siebie właśnie w takiej postaci: kogoś potrzebującego i wrażliwego. Opłakiwać – to też w twórczej ekspresji wyrażać uczucia, jakie towarzyszą stracie (zatańcz to, namaluj, zaśpiewaj, zanuć – a w ten sposób uczcisz swoją stratę i doznasz ulgi). Powiedz komuś o tym, że ci smutno (ważne, by nie chciał cię naprawiać, ani dawać rad).

Smutek mówi mi: „To było coś ważnego”. Opłakiwanie tego nadaje wagę i mi, i temu, co opłakuję. Chroni serce przed zgorzknieniem i utratą nadziei.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę