Odpocznij, a Twoje relacje na tym zyskają

Lockdown, niepewność, brak przewidywalności. Nagłe zmiany, obawa o zdrowie i życie najbliższych. Konieczność łączenia kilku ról naraz. Zamknięcie na niewielkiej przestrzeni z całą rodziną, albo przeciwnie – w samotności, braku kontaktu z tymi, którzy są dla nas ważni. Ostatnie kilka miesięcy to dla większości z nas nie był łatwy czas.

Basia Bartha
Basia
Bartha
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Krótki lont”? To normalne

Stres, niepewność, przeciążenie – to wszystko bezpośrednio wpływa na nasz stan i jakość relacji z ludźmi. Wszystkie kompetencje służące dbaniu o więzi, czyli empatia, otwartość na szukanie nowych rozwiązań, ciekawość drugiego człowieka – są dla nas dostępne, kiedy jesteśmy w dobrym stanie psychofizycznym. Kiedy jednak w grę wchodzi zmęczenie i nadmiar sytuacji wymagających od nas mobilizacji, nasz organizm przełącza się w tzw tryb walki lub ucieczki. Drażliwość, łatwo wybuchające konflikty, napięcie, irytacja – to zupełnie naturalne sygnały, że potrzebujemy zadbać o siebie. Dać sobie czas na oddech i regenerację. 

 

Odpoczynek i regeneracja są nam potrzebne do życia równie mocno, jak tlen czy woda. Bez odpowiedniej ilości czasu przeznaczonego na nie zaczynamy chorować, cierpią nasze relacje.

„Najpierw… przyjemności?” kilka słów o przekonaniach

„Najpierw obowiązki, potem przyjemności” – to zdanie (i wiele mu podobnych) być może służyło nam lub naszym rodzicom w lepszej organizacji, ale może też być przekonaniem, które już dawno nie odpowiada naszej rzeczywistości. Powoduje, że mimo że czujemy zmęczenie – nie dajemy sobie samym prawa do odpoczynku. Albo kiedy już przeznaczamy czas na coś, co nie jest produktywne, ale nas cieszy – mamy wyrzuty sumienia. Bo, jeśli popatrzymy uczciwie, to zawsze znajdzie się coś pilnego do zrobienia…

Tymczasem odpoczynek i regeneracja są nam potrzebne do życia równie mocno, jak tlen czy woda. Bez odpowiedniej ilości czasu przeznaczonego na nie zaczynamy chorować, cierpią nasze relacje, a radość z życia i szczęście gdzieś nam umyka. Odpoczynek i regeneracja nie są luksusem, na który trzeba sobie zasłużyć, ale naturalną i potrzebną częścią naszego życia. 

 

 

Odpoczynek, czyli co? 

No właśnie – mamy naprawdę różnie. Dla jednych z nas odpoczynek to cisza, spokój, dobra herbata i książka. Dla innych – wyjazd w zupełnie nieznane i nowe miejsce. Czas z przyjaciółmi. Koncert. Taniec. Malowanie. Tworzenie dla czystej przyjemności.

Jednocześnie potrzeby każdego z nas zmieniają się w czasie i w zależności od wielu czynników. Czasem to, czego najbardziej potrzebuję to zatrzymanie. A czasem wręcz przeciwnie – odmiana, różnorodność, ruch, zabawa, flow. 

Najważniejsze jest to, że nikt poza Tobą nie wie, co akurat w danym czasie najbardziej Ci posłuży. Nie masz pewności? Spróbuj. Sprawdzaj. Zacznij od zamknięcia oczu, kilku głębokich oddechów i pytania: „za czym tęsknię?” A potem – zrób jeden krok w tym właśnie kierunku. Potem już pójdzie z górki. 

 

Potrzebujemy czasu, na regenerację i dojście do siebie. Wyrozumiałości – dla samych siebie, i dla siebie nawzajem.

Różnice – punkt zapalny

Znasz to? Wyjeżdżacie na upragnione wakacje, a tu zamiast wytęsknionego odpoczynku – napięcia, różnice, irytacja, wyzwania. Jeśli spojrzymy na nie jak na naturalną część życia, będzie nam od razu lżej. Sama decyzja o odpoczynku nie sprawia koniecznie, że od razu jesteśmy w dobrym stanie. Potrzebujemy CZASU, na regenerację i dojście do siebie. Wyrozumiałości – dla samych siebie, i dla siebie nawzajem.

A co z różnicami? Były, są i będą. Nikt nie jest lepszy ani gorszy, bo akurat woli dany sposób spędzania czasu. Tęsknimy za byciem razem, za relacjami – to normalne. A jednocześnie czasem potrzebujemy najpierw pobyć oddzielnie, żeby samemu być w równowadze. W każdej chwili, a zwłaszcza w chwilach napięć, warto się zatrzymać i zapytać siebie: czego mi teraz potrzeba? Co mnie wesprze? A Tobie? Co dla Ciebie jest teraz ważne? Co Ci posłuży?

 

To jest proces. Cały czas uczymy się uważności na siebie samych i siebie nawzajem. Ale warto próbować, bo to właśnie te chwile kontaktu, poznawania siebie i szukania rozwiązań biorących różne potrzeby pod uwagę budują autentyczne, głębokie relacje.

 

Basia Bartha

Basia Bartha

Z wykształcenia matematyk i dyrygent, z wyboru mama dwójki, z pasji od ponad trzech lat zajmuje się komunikacją, która buduje kontakt, w szczególności Porozumieniem bez Przemocy (Nonviolent Communication). W ciągłym zachwycie nad tym, jakie cuda działa empatia. Ukończyła m. in. Intensywny Kurs Podstawowy NVC w Akademii NVC oraz studia podyplomowe „Porozumienie bez Przemocy wg Marshalla B. Rosenberga” w Collegium Civitas.
Prowadzi Facebook’owego bloga „Na dwóch nogach. Słyszę siebie, słyszę ciebie” oraz profil „Strefa Empatii” na Instagramie i Facebook’u.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Basia Bartha
Basia
Bartha
zobacz artykuly tego autora >

Spór o wesele

Ilu doświadczamy przymusów („powinno się”, „trzeba” i bez tego świat się zawali, „bo co ludzie powiedzą”), a co jest naprawdę naszymi wartościami serca (świętowanie ważnego momentu w życiu, spotkanie, wspólnota, więzi, przyjaźń) i jak w dniu ślubu chcemy je zrealizować?

Małgorzata Rybak
Małgorzata
Rybak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Stałam kiedyś w kolejce pod stoiskiem z pieczywem w centrum handlowym. Przede mną stał młody, wysoki mężczyzna ze swoją elegancką mamą. „Widziałem garnitur za tysiąc złotych” – powiedział. „No chyba żartujesz, co może być wartościowego za tysiąc złotych?”. Od słowa do słowa – zrozumiałam, że niechcący jestem świadkiem rozmowy o weselu. Przypuszczam, że tego młodego człowieka. Choć nie jestem pewna, czy czasem jednak za mąż nie wychodziła jego mama.

 

Marzenia młodych kontra wyobrażenia rodziców

Wesele to w naszej kulturze wielkie wydarzenie. I zarazem powód, dla którego młodzi często unikają rozmowy o ślubie. Najczęściej związane z wielkimi kwotami, by mogło się odbyć. Czasem także kojarzy się z przeprawą z rodzinami pochodzenia obu stron. Jest ona tym trudniejsza, gdy rodziny są wewnętrznie skłócone albo gdy dla rodziców wesele znaczy więcej niż dla nowożeńców. W sporach o wesele ścierają się marzenia młodych i wyobrażenia rodziców.

Dla rodziców wesele spełniać może różne funkcje. Może być „wizytówką”. Dowodem na to, do czego w życiu doszli. Ten sukces rodzice mogą przeżywać nie tylko w taki sposób, że to wspaniale, że powstaje nowa rodzina, że dziecko jest w szczęśliwym związku, że realizuje swoje marzenia. Wesele potwierdza materialny dorobek życia, a w nim – i własny status, i pieniądze, jakie są gotowi wydać na zabawę gości (a tu już blisko do zasady „zastaw się, a postaw się”).

Tu może towarzyszyć rodzicom (a nieraz i dzieciom) wiele destrukcyjnych przekonań. Na przykład takie, że „każdy z gości musi być zadowolony” (także ciocia Krysia, który nigdy nie była i nie będzie). „Nie może zabraknąć alkoholu”. „Jak jedzenia będzie mało, powiedzą, że jesteś sknerą”. „Musimy bardziej oczarować gości niż na weselu syna kuzynki”. Pamiętajmy, że przy weselu nawet na 80 osób nadal mamy do czynienia z ogromnymi sumami, których w rodzinie może nie być, które mogą nadwyrężać budżet albo zostać wydane w racjonalny sposób.

 

 

Czym jest dla nas wesele?

Pierwszą rzeczą, jaką mogą zrobić dla siebie młodzi ludzie planujący wesele – to sprawdzić, czym wesele jest dla nas. I czym chcemy, by naprawdę było. Ilu doświadczamy przymusów („powinno się”, „trzeba” i bez tego świat się zawali, „bo co ludzie powiedzą”), a co jest naprawdę naszymi wartościami serca (świętowanie ważnego momentu w życiu, spotkanie, wspólnota, więzi, przyjaźń) i jak w tym dniu chcemy je zrealizować. Nie pomijając naszych wartości związanych ze sposobem wydawania pieniędzy (w czym chcemy być hojni, w czym racjonalni i gdzie oszczędni). Kiedy sami to wiemy, łatwiej jest nam rozmawiać z rodzicami o tym, na czym nam zależy.

W porozumieniu się z nimi w sprawie wesela mogą pomóc dwie rzeczy. Z jednej strony – pamięć, że ich nie zmienimy, bo przez wiele lat ukształtowały ich rozmaite wydarzenia. Mogą widzieć różne sprawy inaczej nie dlatego, że chcą nam zaszkodzić, ale ponieważ nie umieją inaczej. Dlatego warto sprawdzić, do czego możemy podejść z wyrozumiałością i nie kruszyć o to kopii. I gdzie można zostawić im wolność. Jeśli oczekujemy pomocy rodziców w jego organizacji – trudno się dziwić, że wyrażają swoje zdanie.

Czasem jednak rodzice nie umieją w ogóle brać pod uwagę perspektywy dzieci, także wtedy, gdy są już dorosłe. Dlatego dobrze sprawdzić, gdzie nie możemy ustąpić, bo musielibyśmy zrezygnować z czegoś dla nas kluczowego. I gdzie potrzebujemy naprawdę bardzo mocno być przy sobie. Możemy nie chcieć na stole alkoholu, albo nie chcieć wódki. Może w naszych granicach się nie mieścić przesuwanie ugotowanego jajka przez nogawkę od spodni pana młodego i inne zabawy podczas tzw. oczepin.

Rodzice niekiedy mawiają, że „wesele jest dla rodziców, nie dla młodych” i wydaje mi się, że mimo wszystko dobrze, by z takim poglądem nie pozostali. Bo stąd jest już bardzo blisko do postawy, że „dzieci są dla nas” i „wychowaliśmy je dla siebie”. I że to „nasze pomysły na życie mają realizować”, co bywa tragicznym doświadczeniem młodych małżonków, gdy rodzice chcą mieć ostatnie zdanie nie tylko w sprawie, czy syn pójdzie do ślubu w garniturze za tysiąc złotych, czy za cztery, ale też jakim autem będzie jeździł, gdzie pracował i ile miał dzieci.

 

Start w nowe życie

Może więc zdecydowanie, czyje i dla kogo jest wesele, nie jest wcale taką błahą sprawą. I z jednej strony stanowi przedłużenie myślenia rodziców o roli swojej i dzieci, a z drugiej – symbolicznie zapowiada losy małżeństwa w relacji do rodziców i teściów.

Wesele jest na pewno młodych i dla młodych. To ich ma ono wesprzeć na starcie w nowe życie. Pokazać im wspólnotę, na jaką mogą liczyć. Wesele jest świętowaniem z rodzicami, ale ma też momenty symbolicznych z nimi pożegnań – gdy młodzi zapraszają ich do wspólnego tańca czy dziękują. Oczywiście, że udział w tym dobru mają i goście, którzy mogą ucieszyć się ważnym momentem w życiu bliskich osób, spotkaniem. Przy okazji coś zjeść i wypić, pobawić się – jednak to wszystko naprawdę jest wtórne.

W czasach pandemii to tym bardziej ważne, by młodzi mogli zdecydować, że wesele będzie skromne czy też po prostu się nie odbędzie.

 

Małgorzata Rybak

Małgorzata Rybak

Od 2002 żona Andrzeja, mama trójki dzieci. Anglistka, certyfikowany trener pracy z grupą. Autorka książek: “Raz się żyje. Przewodnik po work-life balance” oraz “Wygrane małżeństwo. Jak ochronić miłość?”. Prowadzi warsztaty rozwojowe oraz własnego bloga na stronie malgorzata-rybak.pl.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Małgorzata Rybak
Małgorzata
Rybak
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap