WIARA

Szatan w “Pasji” Gibsona

Szatan w „Pasji”, prawdopodobnie odgrywa rolę bardziej znaczącą, niż nam się wydaje. Nie jest jakimś dodatkiem… Jego obecność w filmie jest niezmiernie istotna dla właściwej interpretacji przesłania dzieła Mela Gibsona.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 

Co wyszło Gibsonowi?

Film „Pasja” Mela Gibsona, który zasłynął z najbardziej realistycznych jak dotąd scen męki Chrystusa i z dialogów w starożytnym języku aramejskim wielu ludzi uznało za najlepszą rekonstrukcję tych wydarzeń. Moim zdaniem jednak wyłącznie takie odczytanie tego filmowego obrazu, jest spłyceniem jego wymowy. Nie mam wątpliwości, że tak naprawdę głównym tematem “Pasji” jest walka Jezusa z Szatanem i zwycięstwo Syna Bożego nad nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego. Słyszałem opinię, że owszem, film pozwala się poczuć tak, jakbyśmy wsiedli w wehikuł czasu i znaleźli się pod Golgotą, ale Szatan jest tam zupełnie niepotrzebny, bo wprowadza klimat jak z tandetnego horroru…  

Tymczasem Szatan w „Pasji”, prawdopodobnie odgrywa rolę bardziej znaczącą, niż wydaje się to nam na pierwszy rzut oka. Nie jest jakimś dodatkiem… Jego obecność w filmie jest niezmiernie istotna dla właściwej interpretacji przesłania dzieła Mela Gibsona. Ośmielę się nawet postawić tezę, że jest kluczem do zrozumienia tego filmu. Stefan Wilkanowicz napisał kiedyś: Zapewne Gibson nie chciał zrobić filmu o Szatanie, ale tak mu jakoś wyszło (por. S. Wilkanowicz, Gibsona film o Szatanie, [w:] „Znak” (2004) nr 4, s. 12-16). Ja natomiast myślę, że “wcale mu tak nie wyszło”, ale że była to przemyślana decyzja reżysera. Nie sądzę, aby Mel Gibson, przystępując do realizacji swego projektu, myślał: Nakręcę film… Ciekawe, o czym też on będzie?

„Pasja” zgodnie z zamiarem reżysera opowiada o tym, że Bóg tak umiłował człowieka, iż Syna swego jednorodzonego wydał za grzechy ludzkości. Z Pierwszego Listu św. Jana dowiadujemy się zaś, że  Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła Diabła (1 J 3,8). Jezus przyszedł na świat, aby wypełnić obietnicę daną przez Boga po upadku człowieka, że pewnego dnia ludzkość zatriumfuje nad swym odwiecznym wrogiem (por. Rdz 3, 15). Misja Chrystusa, miała więc polegać między innymi na obaleniu rządów Szatana. Dlatego właśnie od pierwszej sceny w Ogrodzie Oliwnym aż do ostatecznej porażki Nieprzyjaciela ludzkości fabuła filmu opiera się na kanwie mistycznej wizji pojedynku Jezusa z Szatanem. Innymi słowy, tematem filmu jest tak naprawdę walka Syna Bożego z Szatanem, toczona w imieniu człowieka. Ewangelie co prawda nie wspominają wprost o Szatanie, kiedy opisują pojmanie i mękę Jezusa, ale jego obecność ma bardzo mocne biblijne uzasadnienie. Przecież kuszenie na pustyni kończy się wzmianką, że Szatan odstąpił od Jezusa „do czasu” i można się łatwo domyślić, o jaki czas chodzi.

 

Zmagania z Szatanem

Szatan w filmie Mela Gibsona jest androgyniczną postacią o trudnym do określenia wieku i płci (ni to młodzieniec, ni to kobieta). Gibson starał się ukazać Szatana jako istotę nieczłowieczą. Dlatego w filmie posiada zarówno cechy mężczyzny, jak i kobiety. Wiemy, że rolę tę zagrała włoska aktorka Rosalinda Celetano, jej głos został jednak zmiksowany z głosem męskim. Aktorce zgolono brwi, aby nadać wzrokowi bardziej hipnotyczny wyraz, a filmowano ją w zwolnionym tempie, co miało zwiększyć efekt nienaturalności tej postaci. Postać Szatana w „Pasji” jest blada, bez brwi, odziana w czarną płachtę. Jego (jej) twarz jest niemal całkowicie pozbawiona mimiki. W tej twarzy, jest coś nieludzkiego, choć Szatan ma ludzkie kształty. Być może jest to spowodowane brakiem emocji i uczuć? Z osoby Szatana bije bowiem nieludzki chłód. Choć wygląda jak człowiek, od razu widać, że to przebranie. Szatan Mela Gibsona jest dyskretny, a jednocześnie potężny. Jest uważny, czujny, przenikliwy, zimny, a potem wybuchający wściekłością i paraliżujący grozą. Być może niepotrzebnie pokazane zostały „diabelskie atrybuty”, takie jak larwy, muchy, szpony, zepsute zęby, nikczemnie uśmiechnięte karle dzieci. Chodziło pewnie o to, aby pokazać, że żywiołem Szatana jest zniszczenie, negacja i zaprzeczenie.

 

Zły Duch próbuje w Ogrodzie Oliwnym doprowadzić Jezusa do zwątpienia i przez chwilę na jego twarzy widać nawet cień triumfu. Jest to jedna z nielicznych sytuacji, gdy u Szatana pojawia się nikły ślad jakichkolwiek uczuć. Jezus jednak  ostatecznie odnosi zwycięstwo nad swoim strachem. Powstaje i energicznym gestem miażdży stopą węża, który wypełzł spod nóg Szatana (co oczywiście symbolizuje, że Wąż Starodawny, który skusił pierwszych ludzi, zostanie zdeptany). Później Szatan zaznacza swą obecność podczas całej drogi krzyżowej. Jest tu przede wszystkim uważnym obserwatorem. Przepływa za plecami tłumów, nie odrywając wzroku od Jezusa. Jezus zaś ma świadomość jego obecności. Gdy jest biczowany, ich wzrok spotyka się przez chwilę. Mimo że nie padają żadne słowa, to skrzyżowanie spojrzeń świadczy o ciągle trwającej walce oraz o tym, że wszystko co się teraz dzieje, jest jej elementem. Oprócz Jezusa z obecności Szatana zdaje sobie sprawę tylko Maryja. Ona jako jedyna również „wyczuwa” go w tłumie, który staje się jakby emanacją samego Szatana. To właśnie motłoch, szydzący z Jezusa na krzyżu, wzywa go, aby uczynił cud i aby zstąpił z krzyża, jeśli naprawdę jest Synem Bożym. Trudno tego nie skojarzyć z kuszeniem na pustyni, podczas którego Szatan zachęcał Jezusa, aby zamienił kamienie w chleb, lub skoczył ze szczytu świątyni, jeśli naprawdę jest Synem Bożym. Zejście Zbawiciela z krzyża byłoby sukcesem Szatana. Z ust Jezusa nie padłyby wówczas słowa Wykonało się!. Motyw ten znajdziemy w świetnym, choć obrazoburczym filmie „Ostatnie kuszenie Chrystusa” nakręconym na podstawie powieści Nikosa Kazantzakisa.

 

Jedna scena w „Pasji” Mela Gibsona wydaje mi się absolutnie kluczowa, choć może ona umknąć uwadze. Otóż, w momencie śmierci Jezusa na krzyżu, widzimy również przez krótką chwilę Szatana, klęczącego na spieczonej, popękanej ziemi i wydającego rozdzierający krzyk w stronę nieba. Jest to krzyk pokonanego, bo Szatan ma świadomość, że właśnie poniósł klęskę. Niektórzy uważają, że miejscem rozpaczy Szatana jest samo dno Piekła, gdzie jest po prostu pustka! Piekło staje się tu wyłącznie obszarem cierpienia i rozpaczy Szatana, który jest bezgranicznie sam.

 

“Upadek Szatana”

 

Zdymisjonowany i sfrustrowany prokurator

Według Listu do Hebrajczyków Syn Boży stał się człowiekiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła (Hbr 2, 14). Wydaje się, że właśnie ten moment przedstawia Apokalipsa, posługując się jednak językiem symbolicznym i wspominając o walce rozegranej w niebie pomiędzy Michałem i jego aniołami a Smokiem (czyli Szatanem).: „I nastąpiła walka w niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarżał ich przed Bogiem naszym. A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka” (Ap 12, 7-11).

 

Według tej wizji odwieczny wróg rodzaju ludzkiego zostaje strącony z nieba, a więc wyrzucony sprzed Bożego trybunału oraz usunięty z transcendencji symbolizowanej przez Niebo i nie ma już mocy, aby oskarżać ludzi, gdyż został pokonany dzięki krwi Baranka. Innymi słowy, poprzez śmierć Jezusa (krew Baranka) Diabeł został zwyciężony jako oskarżyciel. Uważna analiza tego tekstu oraz innych wzmianek biblijnych wskazuje, że moment śmierci Jezusa na krzyżu był momentem klęski Szatana właśnie dlatego, że utracił on wtedy możliwość oskarżania. Oczywiście tekst z Apokalipsy był interpretowany jako opis buntu aniołów z czasów przedhistorycznych, coraz więcej biblistów jednak umieszcza go w kontekście śmierci Jezusa, bo przecież jest wyraźnie napisane, że zwycięstwo nad Szatanem nastąpiło dzięki krwi Baranka. Do momentu śmierci Jezusa Szatan mógł pełnić w Niebie funkcję oskarżyciela ludzkości, czyli działał w gruncie rzeczy legalnie. Miał prawo żądać surowego wymiaru kary dla oskarżonych. Klęska Szatana polega na tym, że nie może już oskarżać człowieka. Według Listu do Hebrajczyków i Apokalipsy św. Jana śmierć Jezusa przekreśla bowiem możliwość oskarżania.

 

Każdy z nas na jakąś karę zasługuje, bo nikt nie jest bez grzechu, ale nie musimy jej ponieść, bo Jezus już poniósł ją ZA NAS.

Szatan nie może już domagać się dla nas kary, powołując się na sprawiedliwość Bożą. Trzeba tu postawić sprawę jasno! Każdy z nas na jakąś karę zasługuje, bo nikt nie jest bez grzechu, ale nie musimy jej ponieść, bo Jezus już poniósł ją ZA NAS. Umarł w strasznych męczarniach, biorąc na siebie nasze grzechy. W tym także konkretnie moje grzechy! Te, które popełniłem i które popełnię w przyszłości… Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?” – pyta św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 8, 31-34), a później dodaje: I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8, 39).

Św. Paweł z ulgą może stwierdzić, że przed Bogiem już nie ma oskarżyciela, który miałby szanse powodzenia. Jest tylko i wyłącznie Paraklet – kochający nas Obrońca i Rzecznik (1J, 2, 1-2). W Apokalipsie oskarżyciel zostaje zmuszony do milczenia w ten sposób, że po prostu Michał Archanioł wyrzuca go z trybunału. Św. Paweł wskazuje natomiast, że oskarżyciel nie tylko został zdymisjonowany (i to bez żadnej odprawy na otarcie łez), ale jego urząd stracił rację bytu. Bo jaki sens miałoby dalsze pełnienie funkcji oskarżyciela, skoro na krzyżu dokonało się odkupienie ludzkości, a Jezus wziął na siebie wszystkie grzechy ludzkości, zarówno teraźniejsze jak i przyszłe? Jak w tej sytuacji Szatan mógłby domagać się kary dla jakiegokolwiek człowieka, skoro Jezus spłacił już wszelki dług i odkupił winy wszystkich ludzi na krzyżu, a teraz, siedząc po prawicy Boga, jest orędownikiem ludzkości?

 

Spłacony wierzyciel

Z innej nieco perspektywy zwycięstwo nad Szatanem przedstawia List do Kolosan: Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża. Po rozbrojeniu Zwierzchności i Władz, jawnie wystawił  na widowisko, powiódłszy je dzięki Niemu w triumfie (Kol 2, 13-15). A zatem Syn Boży poprzez swoją śmierć usunął z drogi naszego przeciwnika i przekreślił zapis dłużny ludzkości. W miejsce Diabła pojawiają się co prawda w Liście do Kolosan “Zwierzchności i Władze”, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że chodzi o tę samą duchową rzeczywistość, którą cechuje wrogość wobec rodzaju ludzkiego.

 

Spróbujmy sobie wyobrazić Diabła jako bezwzględnego komornika, który wkracza do naszego domu i zajmuje nasze meble i sprzęty. Prawo stoi po jego stronie, bo ma nakaz sądowy. I oto nagle pojawia się ktoś, kto ratuje nas z opresji. Wyciąga portfel i wszystko spłaca za nas.

Co właściwie znaczy ten zapis dłużny? Spróbujmy sobie wyobrazić Diabła jako bezwzględnego komornika, który wkracza do naszego domu i zajmuje nasze meble i sprzęty. Prawo stoi po jego stronie, bo ma nakaz sądowy. I oto nagle pojawia się ktoś, kto ratuje nas z opresji. Wyciąga portfel i wszystko spłaca za nas. Co więcej – dla Zwierzchności i Władz jest to tak totalna klęska, że św. Paweł użył obrazu zapożyczonego ze świata militarnego: oto zwycięski imperator prowadzi w pochodzie triumfalnym rozbrojonych nieprzyjacielskich wodzów. Tymi jeńcami są złe duchy, których odkupienie pozbawiło władzy nad światem.

 

Szatan może oczywiście nadal w pewien sposób szkodzić człowiekowi. Może krążyć jak lew ryczący, może próbować zdegradować ludzką godność, poprzez mamienie fałszywym dobrem, może nas kusić. Ale nie czyni tego już na gruncie prawa i sprawiedliwości, lecz nielegalnie. Może nawet prześladować chrześcijan na ziemi, ale nie może ich oskarżać w Niebie. Prokurator stał się po prostu wyjętym spod prawa bandytą, któremu pozostała tylko nienawiść i żądza zemsty. Dodajmy, że bandytą, którego dni są policzone… Z Księgi Apokalipsy wiemy, że prześladowania inspirowane przez Szatana, który posługuje się ludzkimi mocarstwami (Ap 13-17), będą trwały aż do czasu wyznaczonego przez Boga i ostatecznego triumfu Chrystusa – Baranka oraz Kościoła (Ap 18-22). Co nie zmienia faktu, że Szatan jako oskarżyciel i tak jest już pokonany, bo ludzkość została odkupiona i każdy człowiek, nawet najbardziej pogrążony w grzechu, nie musi trafić do Piekła, jeśli tylko z wiarą i nadzieją odwoła się do tego, co dla niego uczynił Jezus, bo „krew Jezusa oczyszcza z wszelkiego grzechu” (1J 1, 7).

W tym świetle jak najbardziej zrozumiały jest ten rozdzierający krzyk pokonanego Szatana w filmie Mela Gibsona.

 

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Duchowa anoreksja

Litujemy się nad chorującymi dziećmi, a zagłuszamy własny, duchowy głód

Tomasz
Tlałka OSPPE
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Słowo „bolączka” pochodzi od słowa „ból”, a ten jest bólem, gdy naprawdę go odczuwamy, nieznośny, spędzający sen z oczu, dokuczliwy, wstrząsający, doprowadzający czasami do szału oraz… na pewno domaga się leczenia. Wielki ból każe nam w środku nocy jechać na SOR lub do gabinetu dentystycznego czynnego 24 h. Ból przewlekły skłania do postawienia trafnej diagnozy.

Jednak gorszym problemem jest zaburzenie czucia, które nie pozwala odczuć, że się jest chorym. Żyjemy w społeczeństwie, w którym coraz więcej mówi się o uczuciach, emocjach; stajemy się coraz wrażliwsi, a jednocześnie tylu ludziom brakuje miłości. Bardzo łatwo idziemy za wzruszeniem i impulsem płynącym z plakatu, na którym widzimy chore dzieci, a potrafimy zostawić swoje własne… Coś tu chyba nie gra. Na co zatem chorujemy?

 

 

Anoreksja to choroba zaburzenia łaknienia. Samo słowo anoreksja pochodzi od złożenia an – brak, pozbawienia oraz orexis – apetyt. W chorobie tej wszystkie objawy mówią, że należy normalnie spożywać pokarm, inaczej chory umrze z wycieńczenia. Psychika jednak osobie chorej na to nie pozwala. Obiektywnie potrzebny jest pokarm, subiektywnie osoba chora twierdzi, że jest za gruba i go nie potrzebuje. O takiej anoreksji dużo się mówi. Istnieje jednak też anoreksja duchowa. Polega ona na tym, że  ktoś na przykład mówi, że modli się lub uczestniczy w Eucharystii wtedy, gdy czuje taką potrzebę. Nie reaguje na brak pokarmu Eucharystii i Słowa Bożego. Wmawia sobie, że nie potrzebuje. Wszystkie objawy duchowe mówią, że człowiek ten cierpi na duchowe wycieńczenie, a ból sumienia już długo się nie odzywa (lub właściwiej: trudno go usłyszeć).

Niedawno Kongregacja Nauki Wiary wydała list o współczesnych błędach w nauce o zbawieniu. Mówi w nim m.in. o neognostycyzmie, czyli czysto wewnętrznym i  subiektywnym przeżywaniu wiary w oderwaniu od ciała i rzeczywistości oraz relacji z Bogiem i innymi ludźmi. To poważny problem, poważniejszy niż inne “bolączki”. Triumfuje nasze „Ja uważam” „Ja czuję potrzebę” nad Słowem Bożym, a sumienie przez trwanie w grzechu jest coraz bardziej znieczulane.

Człowiek to nie tylko emocje, ale też rozum i duch. Grzech to nie uczucie, lecz fakt sprzeczny z wolą Boga. Życie duchowe to nie sentymentalna podróż, lecz konkretne rozeznawanie woli Bożej. Życie duchowe nie weryfikuje się przez wzniosłe przeżycia, ale przez wytrwałość w dźwiganiu krzyża.

Tomasz Tlałka OSPPE

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Tomasz
Tlałka OSPPE
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap