Wanda Boniszewska – nierozumiana stygmatyczka

Czy Wanda Boniszewska może być nazywana “świętą na dzisiejsze czasy”?

Polub nas na Facebooku!

9 listopada w Warszawie rozpocznie się proces beatyfikacyjny s. Wandy Boniszewskiej ze zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Tę zmarłą w 2003 roku mistyczkę niektórzy nazywają “drugą siostrą Faustyną”. Czy tak jest w istocie? Czy po pontyfikacie Jana Pawła II, który beatyfikował i kanonizował setki osób – świeckich, sióstr zakonnych, księży i biskupów, jest sens rozpoczynać kolejny proces beatyfikacyjny, skoro mamy już tak wielu świętych i błogosławionych, w dużej mierze wciąż schowanych i nieodkrytych?

 

Rówieśniczki

Wanda Boniszewska przyszła na świat w 1907 roku – dwa lata po narodzinach Heleny Kowalskiej, późniejszej siostry Faustyny. Tak, jak “sekretarka Bożego miłosierdzia” wcześnie poczuła powołanie zakonne i – tak jak ona – na swojej zakonnej drodze stykała się wielokrotnie z niezrozumieniem współsióstr i przełożonych. Obie cierpiały z powodu słabego zdrowia, obydwie doświadczały również mistycznych wizji i objawień Jezusa, które, na polecenie swoich spowiedników, spisywały w formie dzienników. Jednak o ile celem krótkiego życia siostry Faustyny miało być dotarcie z przesłaniem o Bożym miłosierdziu do całego Kościoła, to 76 lat życia zakonnego Wandy pełne było ukrytego cierpienia, którym wynagradzała Bogu zniewagi, szczególnie te pochodzące od kapłanów i sióstr zakonnych. 

W przeciwieństwie do s. Faustyny, s. Wanda na swoim ciele nosiła fizyczne znaki męki Chrystusa. Innymi słowy, miała stygmaty, które towarzyszyły jej przez większość życia. Od swojej “świętej koleżanki” odróżniał ją też fakt, że na własnej skórze doświadczyła prześladowań wymierzonych w Kościół, odbywając wyrok w syberyjskim więzieniu. 

 

Na “nieludzkiej ziemi”

Po II wojnie światowej Pryciuny koło Wilna, gdzie Boniszewska mieszkała od początku lat 30-tych, znalazły się na terenie Związku Radzieckiego, który walczył z wszelkimi przejawami życia religijnego. 11 kwietnia 1950 roku ukrywający się na terenie klasztoru jezuita, o. Ząbek został zadenuncjowany i aresztowany. NKWD zatrzymało też tego dnia kilka sióstr, w tym Wandę Boniszewską. Podczas przesłuchań była torturowana – bita i kopana po całym ciele, jej głową uderzano o ściany, wrzucano ją do zimnego, wilgotnego karceru. Wyrok: 10 lat łagrów za “spisek z nielegalnie przebywającym agentem Watykanu”. Na Uralu wszystko zaczęło się od nowa – bicie, kopanie, karcery – choć stan zdrowia zakonnicy był tak zły, że dużo czasu spędzała w szpitalu. Jednak nawet na “nieludzkiej ziemi” Wanda Boniszewska przypominała o obecności i miłości Boga. Modliła się i mimo zakazów i kar zachęcała do modlitwy współwięźniarki. Robiła – surowo zakazane – różańce z chleba, które często jej konfiskowano, niezwłocznie więc wykonywała kolejne. Niewielkie racje chleba czy mleka, jakie przysługiwały osadzonym, dzieliła pomiędzy inne, chore kobiety. Pod wpływem jej cichego świadectwa kilku oprawców nawróciło się – wiadomo o przynajmniej jednym z więziennych strażników, który został z tego powodu wyrzucony  pracy i partii. 

W 2017 r. ówczesny prefekt kongregacji świętych kard. Angelo Amato inaugurując kolejny rok studium dla postulatorów podkreślił, że “świętość należy do DNA Kościoła. Przez wieki święci stanowili i stanowią duchową busolę wskazującą Boga”. Zaś Benedykt XVI w 2011 r. w Erfurcie przypomniał, że “obecność Boga bardzo jasno manifestuje się w świętych”. Przez 6 więziennych lat Boniszewska wnosiła Bożą obecność w miejsca, z których Bóg miał być zupełnie wykluczony. Niespodziewanie na cztery lata przed końcem wyroku nastąpiła polityczna odwilż po śmierci Stalina – wyrok wydany na zakonnicę został uznany za nieprawny, a ona sama powróciła do Polski.

 


Zobacz też:

Komunia św. w czasie pandemii: raczej na rękę czy tylko do ust? Kto w tym sporze ma rację?

 

 


 

Ukryte życie i widoczne znaki

Siostry od Aniołów nie noszą habitów, nie wyróżniają się spośród innych kobiet w ich wieku, może poza dużo skromniejszym ubiorem. To jedno z tak zwanych zgromadzeń skrytych. Siostry są zatrudniane normalnie w różnych miejscach pracy – zasadniczo nawet pracodawca nie wie, że ma do czynienia z zakonnicą. Wchodzący na stronę internetową Sióstr od Aniołów czytelnik nie dowie się nawet, kto jest przełożoną generalną zgromadzenia – to wszystko pokazuje, na czym polega charyzmat sióstr, jakim jest życie ukryte

W ich konstytucjach widnieje wskazanie, żeby bez powodu nie mówić o swoim powołaniu zakonnym. Życie Wandy Boniszewskiej wpisane było w ten szczególny charyzmat do pozostawania w ukryciu. 

Ale wszystkiego nie dało się przed światem ukryć. Ks. Jan Pryszmont pierwszą biografię zakonnicy, wydaną zaraz po śmierci, zatytułował “Ukryta Stygmatyczka”. To zestawienia ukrytego życia i stygmatów może się wydawać zaskakujące. Bo o ile życie w ukryciu było elementem zakonnego charyzmatu i powołania Boniszewskiej, to trudniej przychodzi połączyć je ze stygmatami, które są znakiem zewnętrznym, widocznym dla otoczenia. 

Stygmaty w życiu Wandy Boniszewskiej pojawiły się w 1932 roku – wtedy po raz pierwszy powiedziała swojemu spowiednikowi, że odczuwa ich ból. Kapłan pierwotnie zachował ostrożność wobec wyznania młodej zakonnicy, ale kiedy w styczniu 1935 roku zauważył na jej ciele fizyczne rany, nakazał pokazać stygmaty przełożonej generalnej, co kobieta zrobiła niechętnie – bardzo chciała uniknąć rozgłosu, aby ukryć rany, nosiła ubrania o zbyt długich rękawach. Już po II wojnie światowej Wanda badana była przez wielu lekarzy. Zachowały się nawet zaświadczenia lekarskie z łagru, gdzie komunistyczni lekarze-ateiści piszą o dziwnej chorobie, której nie są w stanie wyjaśnić. 

Stygmaty, które nosiła, czasowo otwierały się przyjmując postać krwawiących ran, a czasem powodowały jedynie ból, bez zewnętrznych zmian na skórze. Proces Wandy Boniszewskiej będzie miał za zadanie potwierdzić lub wykluczyć fakt stygmatów, bez nadawania im samym znaczenia teologicznego, mistycznego lub duchowego. Chodzi o to by skupić się na samym fakcie bez próby interpretowania lub wyjaśnienia tego zjawiska.

 

Od zawsze nierozumiana

Wczytując się w historię życia Wandy Boniszewskiej, szybko zauważyć można, że przez całe swoje życie doświadczała niezrozumienia. Nie rozumieli jej najbliżsi w rodzinie, nie rozumiały jej współsiostry, o przełożonych nie wspominając. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że Wanda nie rozumiała samej siebie i tego, co Pan Jezus jej przekazywał. Pisała o tym w swoim dzienniku duchowym. Oczywiście profesorowie o takim stanie piszą w kategoriach przeżycia mistycznego, jednakże – jakby tego nie nazywać – jest to trudne doświadczenie. Boniszewska w swoim dzienniku wspominała o momentach po przyjęciu Komunii Świętej, kiedy nie czuła obecności Bożej. Czasami te nieporozumienia i niezrozumienia były bardziej prozaiczne. Przyjaciel Wandy, ks. Pryszmont opowiada w książce “Ukryta stygmatyczka” jak poprosił kard. Wyszyńskiego o pomoc w wyznaczeniu spowiednika dla sióstr w Białymstoku gdzie w tym czasie przebywała Wanda. Kard. Wyszyński interweniował u biskupa, w skutek czego na Wandę spadła nieuzasadniona krytyka, że źle mówi o swoim zakonie. Splot nieporozumień doprowadził przełożonych do pozbawienia jej funkcji przełożonej domu i skierowania do pracy w domu opieki. W swoim dzienniku zanotowała wtedy, że czuje się niezrozumiana przez współsiostry. 

 

Pragnienie życia ukrytego

Popularność i chęć bycia znaną nie była domeną s. Wandy Boniszewskiej. Kiedy w 1934 r. podczas Świąt Wielkanocnych mocno przeżywała wraz z Jezusem Jego cierpienie, zgodziła się na przyjęcie wszystkiego, co On jej ześle, włącznie ze stygmatami. Zrobiła jednak jedno “zastrzeżenie” – prosiła, aby móc ukryć się przed światem, przed ludźmi, ponieważ obawiała się popadnięcia w pychę. Kiedy w 1935 roku ks. Makarewicz podczas udzielania jej sakramentu chorych dostrzegł rany stygmatów, w swoim dzienniku opisała to jako wielkie strapienie. Wanda ciągle podkreślała swoje pragnienie życia ukrytego, tak jak jest to przewidziane prawem zakonu Sióstr od Aniołów. Udało jej się osiągnąć cel – do samej śmierci pozostawała nieznana, żyjąc w różnych domach swojego zgromadzenia. To, co stanowiło istotę jej życia – bycie “ofiarą”, umartwianie się w intencji kapłanów i własnego zgromadzenia, pozostawało niewidoczne nawet dla mieszkających z nią sióstr. W ukryciu brała na siebie choroby i cierpienia innych, doświadczała ekstaz, ale też licznych ataków szatana – zarówno wewnętrznych jak i fizycznych, otoczona była niezrozumieniem i poniżeniami. Odeszła 2 marca 2003 roku w Konstancinie – Jeziornej.

 

CATOLICO – ks. Michał Siennicki

 

Przeczytałeś jedną z analiz przygotowanych przez zespół “Catolico”. To nowa przestrzeń, w której znajdują się pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań. Oto inne teksty, które do tej pory przygotowaliśmy:

ANALIZA CATOLICO: Komunia na rękę. Analizujemy spór

ANALIZA CATOLICO: Konsystorz w maseczkach

ANALIZA CATOLICO: Kardynałowie – nominaci. Od ludzkiej strony

FACT-CHECKING: Słowa papieża o LGBT. Sprawdzamy, analizujemy, wyciągamy wnioski

ANALIZA ks. Stanisław Adamiak: Metropolici. Realna władza czy symboliczna funkcja?

ANALIZA CATOLICO: Neokatechumenat. Od madryckich slumsów do ogólnoświatowej wspólnoty

FACT-CHECKING: Zmiany w “Ojcze Nasz”. Sprawdzamy kontrowersje

KTO JEST KIM W KOŚCIELE: Rzecznik episkopatu

ANALIZA CATOLICO: Sny o prymasie

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Komunia na rękę. Analizujemy spór

Komunia św. w czasie pandemii: raczej na rękę czy tylko do ust? Kto w tym sporze ma rację?

Polub nas na Facebooku!

Biel hostii kontrastuje z brudem trzymających ją dłoni. Plakaty z takim wizerunkiem i napisem „Stop Komunii na rękę”, widniejące na ulicznych billboardach, na nowo podniosły temperaturę dyskusji o formie przyjmowania Komunii Świętej. Obrońcy przyjmowania jej wyłącznie do ust twierdzą, że to jedyny sposób zabezpieczenia Ciała Pańskiego przed ryzykiem profanacji, zwolennicy dopuszczalności obu form odpowiadają, że Kościół przez wieki praktykował tę formę i publikują zdjęcia swoich dłoni z podpisem „Mój Bóg nie brzydzi się moich rąk”. Po obu stronach, oprócz rzeczowych argumentów, pada wiele ostrych słów. 

 

Kto w tym sporze ma rację?

Dyskusja o formach przyjmowania Komunii św. nie jest nowa, ale przybrała na sile z powodu pandemii. Wszystko dlatego, że Kościół, dostosowując się do zaleceń służb sanitarnych, uznał przyjmowanie Komunii św. na rękę jako formę mniej ryzykowną i zachęcił do jej praktykowania. W wydanym 12 marca 2020 r. zarządzeniu Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski – obok zarekomendowania biskupom diecezjalnym udzielenia dyspensy od udziału w niedzielnej Eucharystii – przypomniała, że “przepisy liturgiczne Kościoła przewidują przyjmowanie Komunii Świętej na rękę, do czego teraz zachęcamy”. Wskazanie to zostało powtórzone przez większość biskupów diecezjalnych. 

Wskazując na mniejsze ryzyko wiążące się z przyjmowaniem Komunii św. na rękę, biskupi jednocześnie wyraźnie podkreślali, iż nie można zabronić Komunii św. ani do ust, ani na rękę. W opublikowanych 21 marca “Wskazaniach Prezydium Konferencji Episkopatu Polski dla biskupów odnośnie do sprawowania czynności liturgicznych w najbliższych tygodniach” przypomniano, że „każdy wierny zawsze ma prawo według swego uznania przyjąć Komunię Świętą do ust(…). W związku z tym nikomu nie można nakazywać przyjęcia Komunii Świętej na rękę, można tylko do tego zachęcać”. Praktyka kościelna uporządkowała problem w ten sposób, że w kościołach organizuje się dwie (lub więcej) procesje dla tych, którzy przyjmują Komunię do ust oraz tych chcących przyjąć na dłoń, a w przypadku jednego szafarza prosi się wiernych, aby najpierw do Komunii przystąpili wszyscy, którzy chcą przyjąć ją na rękę.

 

Decyzja sprzed 15 lat

Wprowadzone zalecenia nie są w Kościele czymś rewolucyjnym. Choć w Polsce najczęściej spotykaną formą jest Komunia Święta do ust, to już w 2005 roku biskupi zgromadzeni na 331. zebraniu plenarnym KEP przyjęli wskazania po ogłoszeniu nowego Wprowadzenia Ogólnego do Mszału Rzymskiego. W punkcie 40 pojawia się tam następujące stwierdzenie: 

“Komunii świętej udziela się przez podanie Hostii wprost do ust. Jeżeli jednak ktoś prosi o Komunię na rękę przez gest wyciągniętych dłoni, należy mu w taki sposób jej udzielić. Przyjmujący winien spożyć Ciało Pańskie wobec szafarza. Wierni przystępujący do Komunii świętej nie mogą sami brać konsekrowanego Chleba ani Kielicha Krwi Pańskiej (zob. OWMR 160). Nie wolno im też podawać na rękę Hostii zanurzonej we Krwi Pańskiej.”

Już wtedy decyzja Episkopatu wzbudziła opór wśród części wiernych, którzy podważali jej zasadność. Dziś jednak, kiedy dostęp do możliwości wyrażania swojej opinii w mediach społecznościowych jest bardzo szeroki, znacznie wzrosła zarówno skala krytyki, jak i jej siła. Tę siłę zwielokrotniła w ostatnich miesiącach pandemia.

 

Zarzuty

Przeciwnicy Komunii na rękę swoją postawę tłumaczą przede wszystkim obawą przed profanacją Najświętszego Sakramentu. – Chodzi nie tylko o świadomą profanację, czyli celowe znieważenie Najświętszego Sakramentu, ale także o profanację nieświadomą: mam dobre intencje, nie chcę robić niczego złego, ale kiedy przyjmując komunię na rękę zostaną mi na niej partykuły i zrzucę je na ziemię, wetrę w spodnie lub maseczkę, to dokonuję nieświadomej profanacji. Nie może być tak, żeby Pan Jezus kończył pod butami wiernych – wyjaśnia Mateusz Ochman, publicysta związany ze środowiskiem konserwatywnym. 

Innym argumentem, na który wskazują środowiska apelujące o powrót Komunii do ust, jest – ich zdaniem – niewłaściwy sposób wprowadzenia Komunii na rękę do praktyki Kościoła. – W 1969 roku w instrukcji Memoriale Domini Kongregacja Kultu Bożego napisała, że Komunia na rękę może być udzielana w ten sposób wyłącznie w tych miejscach, gdzie ta praktyka już istniała. Stolica Apostolska tej praktyki nie aprobowała, nie popierała, dopuściła ją tylko na zasadzie tolerancji, z przyczyn duszpasterskich. Tymczasem z biegiem lat rozpowszechniła się ona na całą Europę i dotarła do obu Ameryk. Dlatego komunia na rękę jest przykładem nieprawidłowego sposobu przyjmowania komunii: zaczęło się od nieposłuszeństwa Kościołowi, które zostało usankcjonowane i w sposób odwrotny od zamysłu autora, za którego trzeba uważać Pawła VI, rozprzestrzeniło się po całym Kościele – twierdzi Ochman. 

 

Wśród innych argumentów pojawia się zagrożenie profanacją przez wyniesienie konsekrowanej hostii z kościoła i znieważenie jej, zniszczenie lub użycie do rytuałów satanistycznych; podobieństwo do praktyk protestanckich czy stwierdzenie, że tylko konsekrowane dłonie kapłana są godne dotykania Najświętszych Postaci. 

Bywa, że krytyka udzielania Komunii na dłoń podpierana jest prywatnymi, nieuznanymi przez Kościół objawieniami Maryjnymi, świadectwami pochodzącymi z egzorcyzmów, jakoby to szatan miał doprowadzić biskupów do wprowadzenia tej formy rozdawania Ciała Pańskiego czy nieprawdziwymi słowami, przypisywanymi Matce Teresie z Kalkuty, że “komunia na rękę jest gorsza niż aborcja”. Szczególnie gorliwi przeciwnicy Komunii na rękę określają ją często pogardliwie jako “Handkomunia”, “Komunia dołapna” lub porównują z “dystrybucją chipsów”.

 


 

ZOBACZ TEŻ: 

Czy to prawda, że papież zmienia słowa modlitwy Ojcze nasz? Czy jest się czego obawiać?

 

 


 

Jak jest w istocie?

Przez pierwsze dziewięć wieków Kościół udzielał Komunii Świętej na dłoń. Święty Cyryl, żyjący w IV wieku biskup Jerozolimy spisał pięć tzw. katechez mistagogicznych, przeznaczonych dla neofitów. Są one świadectwem głębokiej wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, zawierają też konkretne instrukcje dotyczące przyjmowania Komunii Świętej. „Przystępując do ołtarza nie wyciągaj gładko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw lewą dłoń pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz „Amen” – czytamy. O ile Cyryl złożone dłonie przyrównał do tronu, to synod w Trullanum w 692 roku wskazuje ich podobieństwo do krzyża. W jednym z kanonów tego soboru znajduje się następujący ustęp: „Kto pragnie przyjąć podczas liturgii przeczyste Ciało i zjednoczyć się z Nim przez Komunię, niech złoży ręce na podobieństwo krzyża i tak niech przystępuje, przyjmując Je w łasce”.

Począwszy od IX wieku w Kościele przyjęło się udzielanie Komunii do ust, co trwało aż do pontyfikatu Pawła VI, który udzielił zgody na komunikowanie na dłoń na prośbę episkopatów kilku europejskich krajów, a Jan Paweł II rozszerzył tę zgodę na Kościół powszechny. W 1987 roku ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kard. Joseph Ratzinger, w książce opublikowanej w Polsce pod tytułem “Służyć Prawdzie, myśli na każdy dzień” zawarł stwierdzenie, że obydwa sposoby są dopuszczalne i że “jest rzeczą niemożliwą, aby Kościół do IX wieku, więc przez 900 lat przyjmował Eucharystię niegodnie”. Jak dodał: “dochodzimy do przekonania, że jest rzeczą fałszywą spierać się o tę lub ową formę. Nie powinniśmy zapominać, że nie tylko nasze ręce są nieczyste, lecz także nasz język, nasze serce; że językiem grzeszymy często więcej niż rękoma. Największym ryzykiem podjętym przez Boga i równocześnie wyrazem Jego miłosiernej miłości jest to, że nie tylko ręce i język, lecz także i nasze serce może Go dotykać”. 

W praktyce, głównie w dużych aglomeracjach pewna część wiernych przyjmowała Komunię św. na rękę. Coraz bardziej sporadycznie zdarzały się przypadki odmowy ze strony księży. Nawet jeśli pewna grupa duchownych nie zgadza się wewnętrznie z decyzją Episkopatu, wie, że odmówić po prostu nie może. Wpływ na to miało również zetknięcie z praktyką w innych krajach, gdzie Komunia św. do ust jest rzadkością.

 

Dwa oświadczenia i medialna burza

“Roma locuta, causa finita”? Dla przeciwników Komunii na rękę sprawa nie jest zakończona. Kilka tygodni temu Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi – świecka organizacja, nieposiadająca asystenta kościelnego – rozpoczęło akcję “Stop Komunii na rękę”, w ramach której na ulicach pojawiły się billboardy, na których brudne, poranione ręce trzymają hostię, a do wszystkich polskich parafii rozesłano broszury, które mają na celu przekonać duszpasterzy do rezygnacji z takiej formy komunikowania. 

Akcja wywołała duże poruszenie medialne, ponieważ jej przekaz sugeruje, że Komunia na rękę stanowi profanację Postaci Eucharystycznych. W odpowiedzi Komisja Liturgiczna KEP wydała 3 października komunikat, w którym podkreśla, że “niewłaściwe i krzywdzące wiernych jest twierdzenie, że przyjmowanie Komunii św. na rękę jest brakiem szacunku wobec Najświętszego Sakramentu”. Komisja odnosi się również do zarzutu profanacji, pisząc:

“Nie można też stwierdzić, iż Komunia św. na rękę jest sama z siebie profanacją. W ten sposób zarzucałoby się Stolicy Apostolskiej, która dopuszcza Komunię na rękę, że akceptuje profanację (por. Mszał Rzymski, OWMR 161, rzymska instrukcja Redemptionis Sacramentum nr 92). Tymczasem faktyczna profanacja Eucharystii to czyn „mający znamiona dobrowolnej i poważnej pogardy okazywanej świętym postaciom” (instr. Redemptionis Sacramentum 107, por. KPK kan. 1367). Nie można więc zarzucać profanowania Eucharystii osobom, które z różnych powodów pragną przyjąć z wiarą i czcią Komunię św. na rękę, zwłaszcza w okresie pandemii”. 

Kiedy media katolickie opublikowały na swoich stronach ten komunikat, w mediach społecznościowych zaroiło się od wpisów, które wprost atakowały biskupów. Kilka przykładów, pochodzących z facebookowego profilu Stacji7: “Obecnych czasach polscy biskupi to wilki w owczych skórach obłudni zakłamani fałszywi i bluźniercy”. “Hańba dla kapłanów! Hańba do władz Kościoła!”, “Kiedyś za to odpowiedzą przed Bogiem wszyscy, którzy dopuścili aby komunia Święta była rozdawana do rąk!” (pisownia oryginalna). Również wśród zwolenników Komunii na rękę zdarzały się komentarze, zdecydowanie przekraczające granice kultury wypowiedzi – Stowarzyszenie zostało m.in. określone mianem “pełzających schizmatyków”, a rozsyłana broszura – “fekaliami”. Takie stawianie sprawy na pewno nie pomogło budowaniu jedności. 

 

Nie dogmatyzować rzeczywistości

Krytyków hierarchii nie można oskarżyć o niechęć do Kościoła – wręcz przeciwnie, wszystko, co czynią, tłumaczą szacunkiem i miłością, a swoje działania usprawiedliwiają koniecznością obrony Kościoła. W efekcie jednak dochodzi do paradoksalnej sytuacji: apologetyka, która nakazuje bronić Kościoła przed jego hierarchią… Tymczasem co prawda Urząd Nauczycielski Kościoła zastrzegł sobie nieomylność tylko w sprawach dotyczących wiary i moralności, a forma rozdawania Komunii Świętej jest kwestią dyscyplinarną, ale także w kwestiach dyscypliny katolik powinien kierować się zdaniem Kościoła. – Jedno z największych zagrożeń, pojawiających się w Kościele, to próba dogmatyzowania rzeczywistości tam, gdzie jest więcej możliwości – mówi ks. dr Wojciech Maciążek, dogmatyk, delegat biskupa gliwickiego ds. ruchów, wspólnot i stowarzyszeń katolickich. – Wskazania Episkopatu pozostawiły wiernym dowolność w wyborze formy przyjmowania Komunii, dlatego określanie, że jedna z tych form jest nieprawna, jest sprzeciwianiem się stanowisku Kościoła – dodaje kapłan.

Oczywiście nie jest tak, że wypowiedzi Episkopatu czy nawet Ojca Świętego nie podlegają żadnej krytyce. Wręcz przeciwnie – rozwój teologii opierał się w dużej mierze na dyskusji, której owocem było doprecyzowanie kwestii dogmatycznych oraz zmiany na poziomie dyscyplinarnym czy duszpasterskim. Nauczanie Kościoła podlega zmianie – Jan Paweł II w encyklice „Sollicitudo rei socialis” (1987 r.) pisząc o cechach społecznej doktryny Kościoła wspominał, że jest ona stała w swojej więzi z Ewangelią Chrystusa, ale jednocześnie zmienna, “gdyż podlegające koniecznym i potrzebnym zmianom dyktowanym przez różne uwarunkowania historyczne i nieustanny bieg wydarzeń, pośród których upływa życie ludzi i społeczeństw” (nr 3)”. 

Czym innym jest jednak dyskusja teologów, spierających się w przestrzeni uniwersyteckiej lub podczas soborów czy synodów, a czym innym jest publiczne atakowanie nauczania Kościoła przez osoby, które nie posiadają wykształcenia teologicznego. – Kwestia dopuszczalności Komunii na rękę także podlega dyskusji – wyjaśnia ks. Maciążek. – Mogą ją podjąć historycy Kościoła, analizując źródła, mówiące o historycznych korzeniach tej praktyki, czy liturgiści, którzy spojrzą na nią od strony sakramentologii. W rozważaniach trzeba też uwzględnić kontekst kulturowy i społeczny, a także obecną pandemię, która zmusiła nas do rewizji pewnych założeń – dodaje.

 

Starcie narracji

W tym miejscu można postawić pytanie: czy w takim razie katolik, który nie zgadza się z jakimś zarządzeniem biskupów czy decyzją papieża musi podporządkować się w kwestiach, które wywołują jego sprzeciw? – Ostateczne decyzje każdego człowieka zapadają w jego sumieniu, wskazuje na to Katechizm – w punkcie 1782 czytamy:

Człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście podejmować decyzje moralne. “Nie wolno więc go zmuszać, aby postępował wbrew swojemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej ” (Sobór Watykański II, dekl. Dignitatis humanae, 3).

To sumienie powinno być jednak właściwie kształtowane – jeśli ktoś karmi się kazaniami czy artykułami, atakującymi hierarchię Kościoła, to sam będzie miał tendencję do takich ocen. Jednak rozeznanie co do konkretnych decyzji powinno następować na forum wewnętrznym, w procesie kierownictwa duchowego. Jeśli mam problem z jakąś praktyką, jeśli w moim sumieniu z czymś się nie zgadzam, zamiast pisać o tym w mediach społecznościowych, powinienem porozmawiać z kierownikiem duchowym, który pomoże mi dokonać właściwego wyboru – tłumaczy ks. Maciążek.

Decyzja co do formy przyjmowania Komunii powinna zapadać w sumieniu wiernego. Nie zawsze tak się dzieje – bywa, że konkretny kapłan, niezgodnie z zaleceniami Episkopatu, dopuści w swojej parafii tylko jedną z dopuszczalnych form, co powoduje w sercach wiernych dylematy. Zdarza się, że osoby obawiające się zakażenia rezygnują z przyjęcia Komunii, jeśli nie ma możliwości przyjęcia jej na dłoń bądź osoby przyjmujące do ust i na dłoń robią to naprzemiennie, w jednej procesji. Z tym samym problemem mierzą się wierni, zdecydowani przyjmować Komunię wyłącznie do ust. – Nie przyjąłbym komunii na rękę, sumienie by mi na to nie pozwalało. Już w trakcie wprowadzania pierwszych obostrzeń sanitarnych zdarzały mi się sytuacje, kiedy rezygnowałem z osobistego przyjęcia Komunii na rzecz Komunii duchowej – mówi Mateusz Ochman.

 

Pandemia i konieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa sanitarnego rekomendacja władz Kościoła, wskazująca jedną z dwóch dopuszczonych form przyjmowania Komunii św. jako bezpieczniejszą, wywołała wewnątrz Kościoła dość ostry spór. Spór, który de facto trwał już od pewnego czasu, a ostatnie miesiące co najwyżej go wyostrzyły. To starcie współczesnego Kościoła ze środowiskami, które nie zgadzają się na zmiany zapoczątkowane przez Sobór Watykański II, kwestionując nauczanie papieży (a niektórzy nawet ważność ich wyboru) i postulując powtórną reformę i Mszę św. trydencką.

Spór ten – choć prowadzony w ramach naturalnej wolności debaty publicznej w Kościele – pokazuje równocześnie problem autorytetu Kościoła: spadku wiarygodności papieży, biskupów dla części wiernych. I nie chodzi tylko o środowiska tzw. trydenckie, lecz także np. o katolików o poglądach liberalnych. To nierzadko problem posłuszeństwa – obok magisterium Kościoła pojawiło się magisterium alternatywne, które “tworzą” ludzie za pośrednictwem portali, telewizji internetowych, skutecznie korzystający z mediów społecznościowych. Jedność Kościoła dopuszcza różnorodność, ale zaczynamy obserwować zupełnie nowe zjawisko i nazywać innym pojęciem: starcia narracji.

 

ANALIZA CATOLICO – Agnieszka Huf

 

Przeczytałeś jedną z analiz przygotowanych przez zespół “Catolico”. To nowa przestrzeń, w której znajdują się pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań. Oto inne teksty, które do tej pory przygotowaliśmy:

ANALIZA CATOLICO: Konsystorz w maseczkach

ANALIZA CATOLICO: Kardynałowie – nominaci. Od ludzkiej strony

FACT-CHECKING: Słowa papieża o LGBT. Sprawdzamy, analizujemy, wyciągamy wnioski

ANALIZA ks. Stanisław Adamiak: Metropolici. Realna władza czy symboliczna funkcja?

ANALIZA CATOLICO: Neokatechumenat. Od madryckich slumsów do ogólnoświatowej wspólnoty

KTO JEST KIM W KOŚCIELE: Rzecznik episkopatu

ANALIZA CATOLICO: Sny o prymasie

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap