Metropolici. Realna władza czy symboliczna funkcja?

Mieszkańcy większych miast przyzwyczajeni są do tego, że ich biskup przedstawia się jako „arcybiskup metropolita” warszawski, krakowski, wrocławski itd. W tej pozornie nierozłącznej zbitce z reguły większą uwagę zwraca się na pierwszy człon. Pewnym zaskoczeniem może być więc, że sama godność arcybiskupia jest czysto honorowa i nie niesie z sobą żadnych dodatkowych praw, w przeciwieństwie do tytułu metropolity, który jest nieco starszy i zwłaszcza w starożytności wiązał się z realną władzą.

ks. Stanisław Adamiak
ks. Stanisław
Adamiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Struktura starożytnego Kościoła opierała się na strukturze administracyjnej Cesarstwa Rzymskiego, której podstawą były miasta wraz z otaczającymi je bezpośrednio terytoriami. Większą jednostką terytorialną była prowincja. Od końca trzeciego wieku w Cesarstwie było ich około stu, ich wielkość różniła się między sobą, ale w ogromnym przybliżeniu można powiedzieć, że odpowiadały wielkością obecnym polskim województwom. Kilka prowincji tworzyło diecezję, czasem obejmującą całe dzisiejsze państwa (np. Anglię z Walią lub Hiszpanię z Portugalią), z kolei diecezje łączyły się w prefektury pretorium, cztery w całym imperium.

 

Starożytność: pięć patriarchatów

Tak jak dzisiaj, podstawą organizacji Kościoła była diecezja rządzona przez biskupa. Taka diecezja “kościelna” była jednak mała, odpowiadała z reguły podstawowej jednostce administracji cywilnej, czyli miastu, a nie wielkim diecezjom „świeckim”, o których była mowa w poprzednim akapicie. Bardzo wcześnie zaczęto wyróżniać biskupów wielkich miast będących stolicami prowincji cywilnych. Nazywano je „metropoliami” – od greckiego określenia „miasta matki”, co często odpowiadało historycznie postępom ewangelizacji od większych miast ku mniejszym ośrodkom.

Bardzo wcześnie zaczęto wyróżniać biskupów wielkich miast będących stolicami prowincji cywilnych. Nazywano je „metropoliami” – od greckiego określenia „miasta matki”.

Niektóre wielkie miasta były metropoliami dla więcej niż jednej prowincji. Metropolita Aleksandrii był niekwestionowanym przywódcą Kościoła w całym Egipcie, podobnie wszyscy biskupi południowej Italii uznawali zwierzchnictwo biskupa Rzymu. Z czasem metropolici najważniejszych stolic – Rzymu, Aleksandrii, Antiochii Syryjskiej, Konstantynopola i Jerozolimy uzyskali autorytet sięgający daleko poza swoje prowincje kościelne. Tytułowano ich patriarchami, stąd sformułowana po raz pierwszy w szóstym wieku teoria pentarchii, głosząca, że władza w Kościele należy do pięciu patriarchów.

Istnienie patriarchów nie przekreślało jednak władzy metropolitów, ich przywództwa w prowincjach kościelnych. Metropolici byli głównymi odpowiedzialnymi za dyscyplinowanie podległych im biskupów, zwyczajowo też powinni być obecni przy konsekracji nowych biskupów.

 

Nie każdy arcybiskup jest metropolitą

Również w szóstym wieku po raz pierwszy zaczęto używać tytułu „arcybiskupa”, początkowo odnosząc go wyłącznie do najważniejszych metropolitów, zwłaszcza Rzymu i Konstantynopola. Przyznano go też biskupom stolic, które chciano szczególnie uhonorować, czasem czyniąc je niezależnymi od istniejących patriarchatów. Dotyczyło to najpierw Rawenny – siedziby bizantyńskiej administracji w Italii – i nieistniejącej obecnie miejscowości Prima Iustiniana, położonego na południu dzisiejszej Serbii miejsca urodzin cesarza Justyniana.

Każdy metropolita jest arcybiskupem, natomiast nie każdy arcybiskup jest metropolitą.

Z czasem arcybiskupami zaczęto nazywać wszystkich metropolitów i tak to zostało do dzisiaj: każdy metropolita jest arcybiskupem, natomiast nie każdy arcybiskup jest metropolitą. Arcybiskupami nie-metropolitami jest np. większość nuncjuszy apostolskich, czasem papież przyznaje ten tytuł poszczególnym biskupom, jako dowód uznania dla nich osobiście, a nie dla kierowanej przez nich diecezji. W Polsce uhonorowani byli w ten sposób m.in. arcybiskupi Ignacy Tokarczuk, Alfons Nossol, Ignacy Jeż, Sławoj Leszek Głódź (jeszcze jako ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej). Jeszcze innym przypadkiem jest podniesienie diecezji do rangi archidiecezji, podlegającej bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, ale nie mającej żadnych podległych diecezji (sufraganii), czyli niebędącą metropolią. Taki status miała archidiecezja łódzka między 1992 a 2004 rokiem, kiedy to utworzono metropolię łódzką, podporządkowując jej diecezję łowicką.

 

Cztery chwosty i paliusz

Godność arcybiskupa nie łączy się z żadnymi specjalnymi zewnętrznymi oznakami, poza prawem do czterech rzędów chwostów w herbie (zamiast trzech, jak w herbach biskupich). Od dziewiątego wieku natomiast wyraźną oznaką godności metropolity jest paliusz – biały wełniany pas zakładany na ornat i opuszczany końcami na piersi i plecy, ozdobiony sześcioma krzyżami. W Kościele rzymskokatolickum paliusze wręcza nowo mianowanym metropolitom papież w uroczystość świętych Piotra i Pawła (29 czerwca). Paliusze są utkane przez mniszki z rzymskiego klasztoru św. Cecylii na Zatybrzu z wełny z baranków poświęconych w dzień świętej Agnieszki (21 stycznia) w bazylice Świętej Agnieszki poza Murami. Metropolici mają prawo nosić paliusz tylko na terenie swojej metropolii, czyli na przykład arcybiskup metropolita warszawski na terenie archidiecezji warszawskiej, diecezji warszawsko-praskiej i diecezji płockiej. Na terenie całego świata paliusz może nosić papież.

Wyraźną oznaką godności metropolity jest paliusz – biały wełniany pas zakładany na ornat i opuszczany końcami na piersi i plecy, ozdobiony sześcioma krzyżami.

Jak ważna była funkcja metropolity w średniowieczu, pokazuje historia Polski. Przy ciągłych podziałach na dzielnice i zmianach granic tym, co najbardziej jednoczyło rodzące się państwo, była przynależność do jednej prowincji kościelnej: gnieźnieńskiej. Jej stworzenie w 1000 roku było najtrwalszym osiągnięciem politycznym Bolesława Chrobrego. W ten sposób Kościół polski stawał się zależny wyłącznie od Rzymu – dla porównania, Praga została wyniesiona do rangi niezależnej metropolii dopiero w 1344 roku. Troska o tę niezależność przyświecała też następnym władcom: Bolesławowi Szczodremu, który odnowił arcybiskupstwo gnieźnieńskie, zniszczone wskutek reakcji pogańskiej i najazdu czeskiego w 1038 roku i przede wszystkim Bolesławowi Krzywoustemu, który zgodził się w 1135 roku uznać za lennika cesarza Lotara III, byle tylko uratować niezależność metropolii gnieźnieńskiej, utraconą dwa lata wcześniej wskutek starań arcybiskupa Magdeburga, świętego Norberta z Xanten, któremu udało się wystarać u papieża podporządkowanie sobie Gniezna.W 1136 papież Innocenty II wydał w Pizie bullę Ex commisso nobis a Deo, potwierdzającą niezależność metropolii gnieźnieńskiej.

 

Od czasów Soboru Trydenckiego pogłębia się bezpośrednia zależność biskupów od papieża, bez instancji pośrednich. O wpływie metropolitów na innych biskupów decydował raczej ich osobisty charakter i energia. Nie bez znaczenia też było, ile było prowincji kościelnych w danym kraju. W Anglii dość długo jedynym metropolitą katolickim był arcybiskup Westminsteru. Także w Polsce do 1992 roku było tylko czterech arcybiskupów-metropolitów: gnieźnieńsko-
warszawski, krakowski, poznański i wrocławski (pomijam zawiłą kwestię pozostałości dawnych metropolii lwowskiej i wileńskiej). Od 1992 mamy ich czternastu (uwzględniając wspomnianą już Łódź, właściwie dopiero od 2004 roku).

 

Franciszek poszerza uprawnienia

Wynikające z prawa kanonicznego uprawnienia metropolitów są niewielkie. Mówi o nich kanon 436 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku:

Rola metropolity, poza sytuacjami wyjątkowymi, jest dziś prawnie znikoma.

§ 1. W diecezjach sufragalnych metropolicie przysługuje:

1° czuwać nad właściwym zachowaniem wiary oraz dyscypliny kościelnej i powiadamiać Biskupa Rzymskiego o nadużyciach, jeśli jakieś są;
2° dokonywać kanonicznej wizytacji, gdyby jej zaniedbał któryś z sufraganów – po uzyskaniu wcześniej aprobaty Stolicy Apostolskiej;
3° wyznaczyć administratora diecezji, zgodnie z przepisem kan. 421, § 2 i 425, § 3. [czyli jeśli w ciągu ośmiu dni po zwolnieniu stolicy biskupiej nie dokona tego kolegium konsultorów].

§ 2. Gdzie domagają się tego okoliczności, Stolica Apostolska może zlecić metropolicie szczególne zadania i przyznać władze, które winny być określone w prawie partykularnym

§ 3. Poza tym nie przysługuje metropolitom żadna inna władza rządzenia w diecezjach sufragalnych. Może on jednak we wszystkich kościołach sprawować święte czynności, jak biskup we własnej diecezji; w przypadku kościoła katedralnego – po powiadomieniu biskupa diecezjalnego.

Innymi słowy – rola metropolity, poza sytuacjami wyjątkowymi, jest dziś prawnie znikoma. Pewną zmianę przyniósł Papież Franciszek swoim listem apostolskim Vos estis lux mundi z 2019 roku, mówiącym o odpowiedzialności za przestępstwa związane z wykorzystaniem seksualnym. Jeśli podejrzenie o takie przestępstwo lub jego tuszowanie spada na biskupa, zawiadomiony ma być właśnie jego metropolita i to on ma prowadzić dochodzenie; jeśli oskarżony jest sam metropolita, ma to zrobić najstarszy nominacją sufragan (czyli biskup jednej z diecezji wchodzących w skład metropolii).

 

CATOLICO – ks. Stanisław Adamiak

 

Przeczytałeś jedną z analiz przygotowanych przez zespół “Catolico”. To nowa przestrzeń, w której znajdują się pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań. Oto inne teksty, które do tej pory przygotowaliśmy:

ANALIZA CATOLICO: Konsystorz w maseczkach

ANALIZA CATOLICO: Kardynałowie – nominaci. Od ludzkiej strony

FACT-CHECKING: Słowa papieża o LGBT. Sprawdzamy, analizujemy, wyciągamy wnioski

ANALIZA CATOLICO: Neokatechumenat. Od madryckich slumsów do ogólnoświatowej wspólnoty

FACT-CHECKING: Zmiany w “Ojcze Nasz”. Sprawdzamy kontrowersje

KTO JEST KIM W KOŚCIELE: Rzecznik episkopatu

ANALIZA CATOLICO: Sny o prymasie

 

ks. Stanisław Adamiak

ks. Stanisław Adamiak

ur. 1980. Duchowny diecezji toruńskiej, doktor historii Kościoła. Pracownik Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizuje się w historii wczesnego chrześcijaństwa. Wykładał na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie i Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Związany z Ruchem Światło-Życie, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego. 17 czerwca 2019 został mianowany nowym rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

ks. Stanisław Adamiak
ks. Stanisław
Adamiak
zobacz artykuly tego autora >

Neokatechumenat. Od madryckich slumsów do ogólnoświatowej wspólnoty

Prawie 60 lat temu młody człowiek z gitarą i Pismem Świętym wszedł do madryckiej dzielnicy nędzarzy. Dekadę później neokatechumenat stał się jedną z wiodących i znanych na całym świecie wspólnot. Jak to się stało?

Polub nas na Facebooku!

Początek lat 60 – tych. Dwudziestokilkuletni Kiko Argüello zabiera ze sobą gitarę i Biblię i idzie do baraków w madryckim Palomeras Altas, gdzie mieszkają ci, których bogacące się społeczeństwo nie chce oglądać: prostytutki i złodzieje, imigranci i Romowie, drobni przestępcy i włóczędzy. Ten zdolny malarz, przed którym rysuje się perspektywa wielkiej kariery, wie, co to znaczy stanąć na krawędzi życia i śmierci – kryzys egzystencjalny, który go dotknął, zaprowadził go na skraj samobójstwa. Przeżył dzięki doświadczeniu Bożej obecności i tym doświadczeniem chce dzielić się z “ostatnimi z ostatnich”.

W tym samym czasie starsza o niemal dekadę Carmen Hernandez przeżywa kolejny zachwyt Kościołem. Z wykształcenia chemiczka, zdecydowała się poświęcić życie Bogu na misjach. Studiując teologię, zachwyciła się wykładami o paschalnych źródłach Eucharystii oraz o odnowionej eklezjologii, która ukazuje Kościół jako światło narodów. W Palomeras Altas chce znaleźć kogoś, z kim wyruszy na misje do Boliwii. 

Ze zderzenia artystycznego temperamentu i egzystencjalnego doświadczenia Kiko oraz misyjnego pragnienia i rozkochania w liturgii Carmen rodzi się Droga Neokatechumenalna. Jest rok 1965. W tym samym czasie w Rzymie dobiega końca Sobór Watykański II, który kładzie wielki nacisk na konieczność katechumenatu pochrzcielnego. 

 

Kiko Argüello i Carmen Hernandez. © Mazur/catholicchurch.org.uk

 

Wielkie przebudzenie

XX wiek w Kościele można by nazwać “wiekiem świeckich” – przebudzenie, które doprowadziło do zwołania Soboru Watykańskiego II, zaowocowało również powstaniem wielu nowych ruchów i wspólnot. Wiele z nich nie przetrwało próby czasu, inne funkcjonują do dziś. Chyba żaden ruch nie może jednak porównać się ze skalą neokatechumenatu. 

Droga Neokatechumenalna jest obecna w 134 krajach na pięciu kontynentach. Istnieje 21 300 wspólnot w 6270 parafiach. 

Wystarczy spojrzeć na kilka liczb, podanych na oficjalnej stronie internetowej Drogi: Droga Neokatechumenalna jest obecna w 134 krajach na pięciu kontynentach. Istnieje 21 300 wspólnot w 6270 parafiach. Jest 1668 rodzin na misji, z których 216 to tzw. missio ad gentes w zdechrystianizowanych miastach na pięciu kontynentach. Powstało do tej pory 125 diecezjalnych seminariów misyjnych Redemptoris Mater – w tym w Warszawie w 1990 r. jako piąte tego typu na świecie i Łodzi w 2019 r. 

Szukając odpowiedzi na pytanie o źródło tak spektakularnego rozwoju Drogi Neokatechumenalnej, jej członkowie odpowiadają krótko: Duch Święty. Oczywiście analizując jakiekolwiek dzieło Kościoła, nie da się pominąć aspektu duchowego i działania Bożej łaski. Niemniej jednak trudno zakładać, że inne dzieła, powstające w tym samym czasie, były pozbawione Bożej asystencji. Warto więc przyjrzeć się mechanizmom działania Drogi, aby postarać się określić, które elementy mogły doprowadzić do takiego jej rozwoju. 

 

Klarowna struktura

Droga Neokatechumenalna uchodzi za wspólnotę tajemniczą i hermetyczną. Na pewno przyczynia się do tego fakt, iż członkowie posługują się własnymi określeniami na rzeczywistości znane w Kościele (“prezbiter” zamiast “kapłan”, “konwiwencja” zamiast “rekolekcje”, “itinerarium” zamiast “program”), a ich spotkania odbywają się zwykle poza budynkiem Kościoła i częściowo są zamknięte dla osób z zewnątrz. Mimo to, dzięki zatwierdzonemu przez Watykan w 2008 roku statutowi można prześledzić etapy, które pokonuje każdy wkraczający na Drogę.

 

 

Choć Kiko i Carmen nie zamierzali zakładać żadnej konkretnej wspólnoty, szybko spostrzegli, że proponowana przez nich formacja trafia na podatny grunt. W miarę jak powstawały nowe wspólnoty i krystalizowała się natura Drogi Neokatechumenalnej, działalność założycieli skoncentrowała się na kształtowaniu bardzo wyraźnej struktury organizacyjnej, pozwalającej na ewangelizowanie w różnych krajach, diecezjach i parafiach. Jej owocem jest przejrzysta struktura z jasno zdefiniowanym celem: doprowadzenie chrześcijanina do ponownego odkrycia sakramentu chrztu.

Stąd właśnie nazwa, która nawiązuje do katechumenatu, który jest przygotowaniem do przyjęcia sakramentu chrztu w przypadku, kiedy chrzczona jest osoba dorosła. Ponieważ wielu ludzi zostało ochrzczonych w dzieciństwie, nie przechodziło okresu katechumenatu. Droga Neokatechumenalna proponuje przeżycie czegoś, co w dokumentach Soboru Watykańskiego II nazwane jest katechumenatem pochrzcielnym.

Wielu ludzi zostało ochrzczonych w dzieciństwie, nie przechodziło okresu katechumenatu. Droga Neokatechumenalna proponuje przeżycie czegoś, co w dokumentach Soboru Watykańskiego II nazwane jest katechumenatem pochrzcielnym.

 

Odkryć swój chrzest 

Pierwszy kontakt z neokatechumenatem zaczyna się zawsze od “katechez zwiastowania”, głoszonych przez grupę świeckich katechistów i kapłana w parafiach, do których zostaną zaproszeni przez proboszcza. To ważne – Kiko od początku zabiegał o pełną jedność z Kościołem hierarchicznym, dlatego wszelkie działania w diecezji czy parafii neokatechumeni podejmują wyłącznie za zgodą biskupów czy proboszczów. Katechez jest 15 – ich program zbudowany jest na Słowie Bożym, które poparte jest świadectwem życia katechistów. Zwieńczeniem katechez jest wyjazdowa konwiwencja, podczas której pada propozycja przystąpienia do wspólnoty. Z osób, które wyrażą taką chęć, formowana jest grupa, która zaczyna spotykać się przy parafii. 

Zasadnicza formacja podzielona jest na jasno zdefiniowane etapy, następujące po sobie w ściśle określonej kolejności, spójnej z tym, co Kościół opisuje w Obrzędach Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych. Poszczególne etapy przedzielone są skrutiniami: celebracjami, w czasie których następuje weryfikacja czy członkowie wspólnoty są gotowi, by przejść do kolejnego etapu Drogi. 

Ta systematyczna formacja pozwala członkom na stopniowe dojrzewanie w wierze – początkowe etapy ukierunkowane są na budowanie znajomości Pisma Świętego, kolejne prowadzą do pogłębienia życia modlitwy (szczególnie: Liturgii Godzin oraz modlitwy kontemplacyjnej), podejmowania dzieł ewangelizacji i świadomego wyznawania swojej wiary. 

Jednym z elementów Drogi jest pielgrzymka do Rzymu, gdzie – jak głosi Statut Drogi Neokatechumenalnej – dokonują “aktu przylgnięcia do Ojca Świętego”. Katechumenat pochrzcielny kończy się uroczystym odnowieniem przyrzeczeń chrztu świętego w czasie Wigilii Paschalnej celebrowanej w miejscowej katedrze pod przewodnictwem biskupa. Neokatechumeni, ubrani od stóp do głów w białe szaty (najczęściej są to tuniki), uczestniczą w tym najważniejszym punkcie ich Drogi. Po odnowieniu przyrzeczeń udadzą się z pielgrzymką do Ziemi Świętej. 

 

Międzynarodowe Centrum “Domus Galilaeae” położone na Górze Błogosławieństw w Izraelu. fot. Wikipedia

 

Całość formacji rozłożona jest na lata – od katechez początkowych do odnowienia przyrzeczeń chrztu upływa 25-30 lat, ale zdarza się, że trwa to o wiele dłużej – wspólnota przechodzi do kolejnego etapu dopiero wtedy, kiedy członkowie są na to gotowi. Każdy z dwóch pierwszych etapów zaplanowany jest na około dwa lata, zdarza się jednak, że wspólnota i odpowiedzialni za nią katechiści decydują, że potrzebne jest jego ponowne przeżycie. Dzięki temu formacja jest adekwatna do potrzeb przeżywających ją osób, a nie nastawiona na szybkie zdobywanie kolejnych „sprawności”.  

 

Kerygmat, nie katecheza

Przejrzystość struktur, jasno zdefiniowany cel i dążenie do absolutnej jedności z Kościołem hierarchicznym pozwoliło mocno zakorzenić Drogę Neokatechumenalną w Kościele. Pozostaje jednak pytanie – co sprawia, że tysiące ludzi, trafiających mniej lub bardziej przypadkowo na katechezy, decyduje się wstąpić na Drogę? Powodów pewnie jest tyle, ilu ludzi, kilka zdaje się jednak wysuwać na pierwszy plan.

Wspólnota przechodzi do kolejnego etapu dopiero wtedy, kiedy członkowie są na to gotowi

Neokatechumenat nie jest jedyną wspólnotą, powstałą na gruncie soborowej wizji Kościoła, która rozprzestrzeniła się poza kontynent, z którego się wywodzi. Założona w 1980 roku w meksykańskiej Guadalajarze przez Jose Prado Floresa Szkoła Nowej Ewangelizacji jest dziś obecna w ponad 70 krajach świata. Tylko w 2019 roku w Polsce w organizowanych przez nią rekolekcjach ewangelizacyjnych, zwanych “kursami”, wzięło udział 14 tys. osób. Rodzimy Ruch Światło – Życie, stworzony na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku przez ks. Franciszka Blachnickiego, obecny jest dziś w 16 krajach – w części z nich zrzesza Polonię, ale powstają również lokalne struktury ruchu w tak odległych miejscach jak Chiny, Filipiny, Tanzania czy Kanada. 

Wspomniane wspólnoty różnią się między sobą w wielu kwestiach, ale filarem, do którego wprost odwołują się wszystkie, jest kerygmat – głoszenie podstawowych prawd Ewangelii: miłości Boga do człowieka, ludzkiej grzeszności i Jezusa Chrystusa, będącego jedyną drogą zbawienia. 

Papież Franciszek zdefiniował najprostsze przesłanie kerygmatyczne w adhortacji apostolskiej “Evangelii gaudium”: “Jezus Chrystus cię kocha, dał swoje życie, aby cię zbawić, a teraz jest żywy u twego boku codziennie, aby cię oświecić, umocnić i wyzwolić” (EG 164). 

Charakterystyczne dla kerygmatu, który dosłownie oznacza “pierwsze głoszenie” jest duży dynamizm jego przepowiadania – abp Grzegorz Ryś, który przez lata związany był z Drogą Neokatechumenalną, określa kerygmat jako “orędzie, które chcesz wykrzyczeć, kiedy wiesz, że pozostało ci pięć ostatnich minut życia”. 

Dla wielu osób, które nauczanie Kościoła kojarzą z listą zakazów i nakazów moralnych, wielkim zaskoczeniem okazuje się być wiadomość, że są kochani przez Boga, że nie muszą zasługiwać na Jego miłość.

We wszystkich trzech ruchach kerygmat poprzedza katechezę i jest poparty świadectwami konkretnych osób, które dzielą się własnym doświadczeniem Bożego działania w ich życiu. Dla wielu osób, które nauczanie Kościoła kojarzą z listą zakazów i nakazów moralnych, wielkim zaskoczeniem okazuje się być wiadomość, że są kochani przez Boga, że nie muszą zasługiwać na Jego miłość. Mając dotąd poczucie, że Kościół jest dla “grzecznych”, nawróconych i poukładanych, nagle słyszą, że i dla nich znajdzie się w nim miejsce. 

Wszystko to poparte jest fragmentami Pisma Świętego przekazywanymi w taki sposób, aby słuchacze potrafili w nim dostrzec nie tylko księgę dziejów sprzed tysięcy lat, ale również rzeczywistość odnoszącą się bezpośrednio do ich życia. Bp Zbigniew Kiernikowski, który od lat związany jest z Drogą Neokatechumenalną, zauważa, że “po zadziwiająco krótkim czasie ludzie zaczynają odkrywać, że słowo Boże ma im wiele do powiedzenia i że mówi bardzo konkretnie w odniesieniu do życia: sytuacji i wydarzeń życiowych.”

 

“Bracia”

Z pociągniętych kerygmatem ludzi tworzy się wspólnota. Ten moment wydaje się być szczególnie ważny dla rozwoju Drogi – w wielu innych ruchach ludzie po pierwszym, silnym doświadczeniu Kościoła zostają pozostawieni sami sobie, albo zaproszeni do wspólnot formujących się od lat, gdzie mogą odczuwać niedopasowanie ze względu na swój brak wiedzy i doświadczenia. 

Wspólnoty neokatechumenatu tworzone są z ludzi, którzy są na tym samym, początkowym etapie drogi – z założenia do tak powstałej grupy nie dochodzą już nowe osoby. Kolejne lata członkowie wspólnoty formują się w stałym gronie. Jednocześnie sama struktura formacji, w której wiele czasu poświęca się na dzielenie się tym, jak omawiane treści i Słowo Boże odnoszą się do życia poszczególnych osób, sprzyja tworzeniu się bliskich więzi. Spotkania 2 – 3 razy w tygodniu, do tego odbywające się co kilka tygodni niedzielne lub weekendowe konwiwencje – to wszystko sprawia, że neokatechumeni są ze sobą zwykle bardzo zżyci – podkreślają to, używając wobec siebie formy „bracia”. 

W czasach, kiedy więzy rodzinne nie są już zbyt silne, wspólnota pozwala członkom na budowanie bliskich relacji, które przekładają się także na codzienność: jeśli któryś z braci znajduje się w trudnej sytuacji życiowej, wspólnota organizuje zbiórkę pieniędzy czy w inny sposób udziela wsparcia. To wszystko buduje w neokatechumenach poczucie bezpieczeństwa i zaspokaja ich potrzebę afiliacji. 

 

Malowidło Kiko Argüello w Kaplicy w Domus Galilaeae. Fot. Wikipedia

 

Błażej Szostek, psycholog i teolog, przeprowadził badania psychologiczne, w których oceniał, czy poziom lęku (zarówno w rozumieniu aktualnego stanu jak i względnie trwałej cechy) występujący u neokatechumenów po 2 – 3 latach formacji różni się od lęku u osób wierzących, nie należących do tej wspólnoty. Wyniki potwierdziły postawioną hipotezę: osoby formujące się na Drodze przejawiają niższy poziom lęku niż katolicy nie podejmujący tej formacji. 

Jako jedno z możliwych wyjaśnień tego zjawiska badacz wskazał intensywne życie wspólnotowe oparte na – jak to określił – kręgach doświadczeń czyli dzieleniu się doświadczeniami swojego życia, w tym też mierzenia się z własnymi słabościami. Kręgi te mają pewne cechy terapii grupowej i pozwalają zaspokoić emocjonalne potrzeby członków, co redukuje lęk.  

 

Zasada zaangażowania

Nie ulega wątpliwości, że neokatechumenat jest ruchem wymagającym dużego zaangażowania – częstotliwość spotkań jest większa, niż w innych ruchach kościelnych, z każdym kolejnym etapem rosną też wymagania stawiane członkom. Oczywiście zdarza się, że członkowie rezygnują z formacji i odchodzą ze wspólnoty, najczęściej ma to jednak miejsce na początkowych etapach. Ci, którzy zostają, decydują się coraz mocniej kształtować swoje życie zgodnie ze wskazaniami wspólnoty, dlatego wyruszają na ewangelizację od drzwi do drzwi czy wstają w nocy, aby modlić się psalmami. 

Wejście na Drogę nie wymaga spełnienia żadnych warunków wstępnych – radykalna zmiana życia ma być punktem dojścia, a nie wyjścia

Fenomen ten można łatwo wytłumaczyć znaną z psychologii społecznej zasadą zaangażowania i konsekwencji, którą opisał Robert Cialdini. Zakłada ona, że im bardziej człowiek zaangażuje się w dobrowolne działanie i zainwestuje w niego czas i wysiłek, tym trudniej będzie mu się z niego wycofać, żeby nie narazić się na dysonans. 

W ciągu 55 lat swojego istnienia Droga Neokatechumenalna przeszła niezwykłą metamorfozę. Z grupy “ostatnich z ostatnich” w podmadryckich slumsach rozwinęła się w jedną z największych wspólnot w Kościele katolickim. Nie ulega wątpliwości, że – poza otwartością na działanie Ducha Świętego – Kiko i Carmen wykazali się ogromnym talentem organizacyjnym. Stworzenie przejrzystych struktur, akcent na budowanie wspólnoty i zaangażowanie członków a także założenie, że zmiana życia jest punktem dojścia a nie wyjścia – to prawdopodobne klucze do skuteczności ich koncepcji. 

 

ANALIZA CATOLICO

 

dstep]

Przeczytałeś jedną z analiz przygotowanych przez zespół “Catolico”. To nowa przestrzeń, w której znajdują się pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań. Oto inne teksty, które do tej pory przygotowaliśmy:

ANALIZA CATOLICO: Konsystorz w maseczkach

ANALIZA CATOLICO: Kardynałowie – nominaci. Od ludzkiej strony

FACT-CHECKING: Słowa papieża o LGBT. Sprawdzamy, analizujemy, wyciągamy wnioski

ANALIZA ks. Stanisław Adamiak: Metropolici. Realna władza czy symboliczna funkcja?

FACT-CHECKING: Zmiany w “Ojcze Nasz”. Sprawdzamy kontrowersje

KTO JEST KIM W KOŚCIELE: Rzecznik episkopatu

ANALIZA CATOLICO: Sny o prymasie

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap