Nasze projekty

„Jak Ja mam was, ludzie, nie kochać?” – mówi Bóg do Jonasza i mówi to ciągle do nas

Pierwsze słowo skierowane do Jonasza brzmiało: „Wstań, Jonaszu, wstań, wstań!”. I to jest też słowo do nas, bo kiedy przyjdzie ten ostatni moment naszego życia, kiedy zamkniemy oczy, pierwsze, co usłyszymy od Boga, który nas kocha, to będą słowa: „Wstań! Powstań! Bo Ja cię kocham!”.

Reklama

Fragment pochodzi z książki o. Tomasza Gałuszki „Jezus i Jonasz. Rekolekcje dla przekornych i (nie)pokornych”


Pan Jezus sam postawił przed nami naszego drogiego Jonasza i powiedział: „Ludzie, patrzcie na Jonasza, przyjrzyjcie mu się, ponieważ on jest dla was znakiem nawrócenia i jak będziecie się mu przyglądać, to może się coś w waszych serduchach zmieni i rzeczywiście się nawrócicie”.

Przyglądajmy się historii Jonasza, który jest jakby odwrotnością Jezusa. Tak jakby Jezus powiedział: „On jest jak moje odbicie w lustrze: Ja jestem całkowicie posłuszny, a Jonasz jest kompletnie nieposłuszny”. Jonasz, który jest zapatrzony w siebie, i Jezus, który jest całkowicie zapatrzony w innych ludzi. Jonasz, który uczy się życia w prawdzie, który uczy się też życia w łasce i rozpoczyna to życie, i Chrystus, który jest prawdą i który jest pełnią łaski. Ale Jezus mówi: „Patrzcie na Jonasza”.

Reklama

Ostatni fragment z Księgi Jonasza daje nam odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg się lituje:

A Pan Bóg sprawił, że nad Jonaszem wyrósł krzew rycynusu, aby użyczyć cienia jego głowie i ulżyć jego niedoli. Jonasz bardzo się ucieszył z krzewu rycynusu. Następnego
dnia, wraz z nadejściem zorzy porannej, Bóg zesłał robaka, który podgryzł krzew rycynusu, tak że usechł. Gdy zaś wzeszło słońce, Bóg zesłał gorący wiatr wschodni i słońce poraziło głowę Jonasza, tak że zasłabł. Wtedy zapragnął śmierci i powiedział: Lepiej umrzeć mi niż żyć. Bóg zapytał więc Jonasza: Czy słusznie się tak złościsz z powodu tego krzewu rycynusu? On odpowiedział: Słusznie jestem tak śmiertelnie zagniewany. Wtedy PAN powiedział: Ty przejmujesz się z powodu krzewu rycynusu, przy którym nie pracowałeś i którego nie wyhodowałeś, a który w nocy wyrósł i w nocy usechł. A Ja nie miałbym ulitować się nad Niniwą, wielkim miastem, w którym jest więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, nieumiejących rozróżnić między tym co prawe, a tym co lewe, a nadto jest wiele bydła?

Jon 4, 6–11

Reklama

Jak pamiętacie, Jonasz uciekł obrażony na pustynię i powiedział: „Panie Boże, jak nie spełnisz mojej prośby i ci Niniwici zaraz tutaj nie znikną, ci niegodziwi, ci, którzy nie zasługują nawet na odrobinę Twojej miłości i Twojego ocalenia, jeżeli nic się nie stanie, to ja…, to ja sobie coś zrobię, to ja po prostu umrę”. I poszedł na pustynię, znalazł sobie miejsce i przygląda się, co Pan Bóg zrobi, jak odpowie na taki Jonaszowy szantażyk. Na szybko wybudował sobie marniuchny szałasik i czeka na dalszy bieg wydarzeń.

To jest bardzo ważny moment: pewnego wieczoru, kiedy Jonasz już jest na pustyni, Bóg sprawia – podobnie zresztą, jak sprawił wcześniej burzę, jak wysłał rybkę, żeby połknęła Jonasza, i wiele innych rzeczy – że rośnie piękny krzew. Niektórzy uważają, że jest to tykwa, inni, że krzew rycynusowy, my będziemy nazywać go krzewem. Ten krzew wyrasta nagle, jak w bajce, ma wielkie, wspaniałe liście, które dają cień – Jonasz po raz pierwszy się ucieszył. Piękny obraz – Jonasz się ucieszył tym krzewem: wreszcie ma coś, co jest jemu bliskie, co daje cień i ochłodę. Ten rycynus jest taki dobry, taki wspaniały, tak bliski sercu Jonasza, i Jonasz jest bardzo zadowolony.

Żył sobie Jonasz z tym krzewem całe dwadzieścia cztery godziny, ale Bóg zesłał robaczka. I co z tego, że krzew był w stanie wytrzymać wielkie słońce, Jonasza, który pewnie się opierał o ten krzew, i wiele innych rzeczy, skoro malutki robaczek przyszedł, wlazł, zjadł i następnej nocy, po dwudziestu czterech godzinach, rycynusik usechł, zniknął. Wtedy Jonasz po prostu nie wytrzymał i powiedział: „Nie, to już jest…, to już jest po prostu ponad moje siły”. Był pełen gniewu, ale też – jak czytamy – pełen żalu: miał żal o tego rycynusa. Gdzie jest ten mój rycynus kochany? To bardzo ważny moment, być może jeden z kluczowych i, jak sami zobaczycie, bliski też nam. Jonasz pewnej nocy – która jest osnuta pewną tajemnicą – otrzymuje krzew, pod którym może się schronić, z którym się wiąże jakoś emocjonalnie, który staje się mu bliski. Można wręcz powiedzieć, że pokochał ten krzew, a ten po dwudziestu czterech godzinach usechł. I pojawił się żal, pojawił się smutek, pojawiła się gorycz.

Reklama

To jest moment dla nas niezwykle ważny, ponieważ każdy z nas otrzymuje w życiu –nie wiemy dlaczego – żonę, męża, bliskiego, kogoś, kogo ma koło siebie, w czyim cieniu może odpocząć, na kim może się oprzeć, kogoś, kto jest po prostu oazą w tym zwariowanym świecie. Dostajemy taki bardzo bliski nam krzew. Bóg nam daje takich ludzi, daje takie chwile, daje nam też nasze ciało, dostajemy to wszystko. Ale dostajemy to na potwornie krótko i pewnego dnia, wcześniej czy później, a często jest to dwadzieścia cztery godziny – bo dla wielu z nas życie z osobą, którą kochali, która umarła, która odeszła, było po prostu jak te dwadzieścia cztery godziny i nie wiemy, kiedy to minęło – ale wcześniej czy później to wszystko się kończy. I gdzieś w cień, w noc ten rycynus, ten krzew, ta osoba odchodzi. W takich momentach pojawia się smutek, gorycz, pojawia się często również żal do Boga, ogromny żal.

To doświadczenie, które będzie zawsze obecne w naszym życiu – dostajemy coś, kogoś i nagle to coś albo ktoś usycha, odchodzi, i znowu zostajemy na tej pustyni sami, bez tego krzewu, bez tej osoby.

Moment utraty jest bardzo trudny. Jednocześnie jest tu pięknie ukazane, że od początku do końca to jest dar od Boga. Darem jest druga osoba, którą mamy tylko na moment, na chwilkę, której nie jesteśmy w stanie zatrzymać, bo pojawi się robaczek, robaczek malutki – nie jakieś wielkie wydarzenie, ale coś małego – który sprawi, że nagle ta osoba przy nas zwiędnie. I wtedy pojawia się żal do Boga. To jest moment, który Bóg daje też dzisiaj, tego doświadczamy bardzo mocno.

Druga osoba jest dla nas ogromnym darem, który otrzymujemy od Boga i Bóg nas prosi w momentach końcowych: „Oddaj Mi to, po prostu oddaj”. „Oddaj” w znaczeniu: „Podziękuj za to, w jak wspaniały i kompletnie niezasłużony sposób otrzymałeś – bo nie hodowałeś, a po prostu dostałeś – i oddaj. Tak jak ty w darze otrzymałeś, tak w darze daj Mi tę drugą osobę, którą kochasz”.

Mam świadomość, że to może brzmieć bardzo teoretycznie, że ktoś może powiedzieć: „Ojcze, ojcu łatwo o tym mówić, bo może ojciec nie doświadczył w tym momencie takiej utraty albo nie ma kogoś takiego, albo nie przechodził ojciec przez takie doświadczenie”. Być może to brzmi jak teoria, ale druga osoba naprawdę jest dla nas ogromnym darem, który otrzymujemy od Boga i Bóg nas prosi w momentach końcowych: „Oddaj Mi to, po prostu oddaj”. „Oddaj” w znaczeniu: „Podziękuj za to, w jak wspaniały i kompletnie niezasłużony sposób otrzymałeś – bo nie hodowałeś, a po prostu dostałeś – i oddaj. Tak jak ty w darze otrzymałeś, tak w darze daj Mi tę drugą osobę, którą kochasz”.

Żeby już nie było tylko teoretycznie, to miłosierny Bóg paradoksalnie lituje się również nad tym rycynusem. Znakiem litości nad nim jest to, że my otrzymaliśmy krzew, który już nie zwiędnie. Dostaliśmy drzewo, które nigdy nie upadnie, i – trzeba to naprawdę powiedzieć jasno – jest nim krzyż. To jest krzyż, który otrzymujemy w męce Chrystusa i który w momentach utraty czegoś lub kogoś jest dla nas oparciem. To już nie jest teoria.

Dostaliśmy drzewo, które nigdy nie upadnie, i – trzeba to naprawdę powiedzieć jasno – jest nim krzyż. To jest krzyż, który otrzymujemy w męce Chrystusa i który w momentach utraty czegoś lub kogoś jest dla nas oparciem.

Bóg jest Bogiem, który się lituje. I tak jak Jonasz, żeby zrozumieć Boga, musiał się nauczyć miłości i doświadczy tej miłości, ale też doświadczyć utraty – tak i my, żeby zrozumieć miłość Boga, musimy się nauczyć kochać. Jeżeli kochamy choć jedną osobę w naszym życiu, to jesteśmy w stanie zrozumieć Boga, który kocha każdego człowieka. Kiedy Jonasz doświadczył tego cierpienia, utraty kogoś bliskiego, Bóg powiedział do niego: „Jonaszu, mój drogi, kochany Jonaszu, ty się litujesz nad tym krzakiem, a wyobraź sobie, że tak jak ty pokochałeś ten krzak przez dwadzieścia cztery godziny, tak Ja kocham każdego człowieka, każdego, którego mam, którego Ja tutaj postawiłem i którego Ja stworzyłem – Ja go tak kocham. Jak mam się nie litować? Ja każdego człowieka kocham w sposób wyjątkowy”. Dzisiaj, odpowiadając na pytanie, dlaczego Chrystus umarł na krzyżu, mimo że na to nie zasługujemy, trzeba nam wejść w pytanie Boga, który mówi: „Jak Ja mam nie oddać życia za tych, których kocham? Jak Ja mam tego nie zrobić, Jonaszu? Jak Ja mam tego nie zrobić, no powiedz mi, skoro Ja kocham?”.

Ocalasz nas, Panie, bo po prostu nas kochasz. Myślę, że dla Jonasza to był szok, kiedy odkrył, że Bóg kocha też tych gości w Niniwie, tych ludzi, których Jonasz nie cierpi, nienawidzi, że Bóg ich kocha tak samo jak jego. Tylko z tą różnicą, że Jonasz ma Boga bardzo blisko i może z Nim rozmawiać.

Dla Jonasza to był szok, kiedy odkrył, że Bóg kocha też tych gości w Niniwie, tych ludzi, których Jonasz nie cierpi, nienawidzi, że Bóg ich kocha tak samo jak jego

Nasz prorok wreszcie pewnie coś zrozumiał, pojął, że Bóg mu jeszcze raz powiedział to, co powiedział w pierwszym wersecie Księgi Jonasza. Pierwsze słowo skierowane do Jonasza brzmiało: „Wstań, Jonaszu, wstań, wstań!”. I to jest też słowo do nas, bo kiedy przyjdzie ten ostatni moment naszego życia, kiedy zamkniemy oczy, pierwsze, co usłyszymy od Boga, który nas kocha, to będą słowa: „Wstań! Powstań! Bo Ja cię kocham!”. I to jest piękne w tej księdze – nie wiem, czy zauważyliście – że pierwsze słowo to było słowo Boga i ostatnie słowo to też jest słowo Boga. Bo Bóg ma ostatnie słowo w naszym życiu. „Jak Ja mam was, ludzie, nie kochać?” – mówi Bóg do Jonasza i mówi to ciągle do nas. „Jak Ja mam was nie kochać? Przecież jesteście tak wyjątkowi”.


o. Tomasz Gałuszka OP
Jezus i Jonasz. Rekolekcje dla przekornych i (nie)pokornych


Jonasz. Często nazywany antyprorokiem. Jego historię wkłada się między bajki. Traktuje z przymrużeniem oka. Ten dziwny i zrzędliwy człowiek okazuje się jednak doskonałym nauczycielem wiary.
Tomasz Gałuszka OP zaprasza nas na rekolekcje z Jonaszem. Prorok, który zrobił niemal wszystko, by uciec przed swoim powołaniem, może pomóc nam w odkryciu miejsc, które zapomniały o Bogu i do których sami nie mamy siły wejść.
Wysłuchajmy sześciu ważnych duchowych lekcji, by rozpalić żywą wiarę w prawdziwą obecność Pana Boga.

KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite