Nasze projekty
Reklama

Zabrać głos czy milczeć

Kto mógłby ostudzić społeczne emocje? Czy tym "kimś" potrafi być Kościół? Powróciło pytanie z 2015 roku.

Mamy w Polsce ogromny kryzys polityczny. Nie trzeba być specjalnie bacznym obserwatorem życia społeczno-politycznego, by go nie dostrzegać. Kryzys ten z każdym dniem narasta, emocje rosną, do płonącego ogniska cały czas dolewana jest benzyna. Zwaśnione strony, zamiast rozmawiać, okopują się na swoich pozycjach. Każdy uważa, że racja jest po jego stronie. Nikt dziś nie jest w zasadzie przewidzieć co stanie się jutro. 

ZOBACZ>>> Puścikowska, Krzyżak, Makowski, Pilawa, Liberacka – systematyczne opinie na Stacji7

Historia lubi zataczać koło. W Polsce zatoczyła dość szybko. Zajęło jej to ledwie osiem lat. Na przełomie 2015 i 2016 roku sytuacja polityczna była podobna. I tak jak wtedy, tak i dziś pojawia się pytanie o to, czy jest ktoś, kto mógłby nieco ostudzić emocje, podjąć próbę, czy choćby tylko zachęcić zwaśnione strony do tego, by w imię interesów państwa, w imię dobra wspólnego zaczęły ze sobą rozmawiać w sposób cywilizowany. Tu i ówdzie wskazuje się, że do gry mógłby wejść Kościół. Ale… Kiedy w styczniu 2016 roku nowy rząd zaczął robić swoje porządki, gdy na ulicach pojawiały się tłumy demonstrantów, a temperatura sporu była porównywalna do obecnej, aż 81 proc. Polaków uznało, że biskupi nie powinni w ten polityczny spór w jakikolwiek sposób wchodzić. Parę miesięcy później, w maju 2016 roku, gdy trwał zacięty spór o Trybunał Konstytucyjny 76 proc. badanych stwierdziło, że Kościół nie powinien angażować się w polityczne mediacje (sondaże IBRiS dla „Rzeczpospolitej”). Dziś odpowiedzi byłyby podobne, choć wydaje się, że odsetek przeciwników zaangażowania się Kościoła byłby nawet nieco wyższy. 

Reklama

Daje się jednak słyszeć, że Kościół winien zabrać głos. Mediacje w politycznym sporze trzeba bowiem odseparować od zdecydowanego, mocnego głosu wzywającego do dialogu. Wskazuje się przy tym, że dziś nawet milczenie jest zajęciem stanowiska. Problem w tym, że takowe w pluralistycznej i dość mocno podzielonej – także politycznie – Konferencji Episkopatu Polski trudno byłoby wypracować. Byłoby wielką sztuką stworzyć taki tekst, który wszyscy hierarchowie podpisaliby bez najmniejszego wahania. Każdy wzywa zatem do pojednania i dialogu po swojemu.

CZYTAJ>>> Komu w Sejmie „dopomoże Bóg“? Polityka odchodzi od religii

Swego czasu – będzie już dwadzieścia lat – politycznie podzielono Kościół na „toruński” i „łagiewnicki”. Ten pierwszy był bastionem skrajnej prawicy, ten drugi liberalnego, lekko lewicującego, centrum. Podział ten wciąż istnieje, tyle tylko, że pierwszy zlał się w jedno i można go określić mianem „toruńsko-łagiewnickiego”, drugi niespecjalnie ma jakieś centrum, bo jedni wskażą na Warszawę, inni zaś na Gniezno. To widać i słychać. Także w apelach o pokój w kraju, spokojne rozmowy, w których ujawniają się polityczne sympatie hierarchów. Podczas pasterki na Wawelu metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski mówił o ludziach, którzy „pragną nas na nowo wprowadzić w czasy ciemności PRL-u poprzez usuwanie krzyży i stajenek betlejemskich z niektórych polskich urzędów”, i że musimy „chronić się przed różnego rodzaju czerwonymi gwiazdami, znanymi nam z komunistycznej przeszłości, a także przed współczesnymi gwiazdkami”. 

Reklama

W tym samym czasie metropolita warszawski, kard. Kazimierz Nycz, dostrzegając zamęt i niepokój w Polsce, mówił, że wiele osób „słusznie spodziewało i ciągle w to wierzy, że to wszystko, co się wydarzyło w końcu minionego roku i pewnie było oczekiwane, jakoś rozświetli ciemności naszego życia”. Z kolei metropolita poznański, przewodniczący KEP, abp Stanisław Gądecki w apelu o narodowe pojednanie pisze o konieczności zachowywania demokratycznych zasad prawa, do przestrzegania praworządności i apeluje o otwarcie serc i umysłów na pojednanie i szukania „możliwości rozwiązania konfliktów targających naszym życiem politycznym przy stole negocjacji, bez odwoływania się do rozwiązań siłowych” przemyca w nim słowo o Unii Europejskiej, wprost zaczerpnięte z narracji jednej ze stron politycznego sporu. A co ciekawe w 2018 roku abp Gądecki podkreślał, że „Kościół nie jest po stronie prawicy, lewicy ani po stronie centrum, ponieważ Kościół ma swoją własną stronę; Kościół winien stać po stronie Bożej”. Tymczasem chcąc, nie chcąc, być może nawet nieświadomie, biskupi wchodzą w polityczną debatę. A politycy tylko czekają na to, by wykorzystać ich słowa dla swoich potrzeb. Wiedzą bowiem o tym, że mimo tego, że Kościołem co rusz wstrząsają wewnętrzne kryzysy, wciąż jest istotnym, choć bardzo różnie ocenianym, punktem społecznego odniesienia. 

CZYTAJ>>> Prymas Polak: „Kościół to nie miejsce na agitację polityczną”

W Katowicach w tym samym czasie abp. Adrian Galbas podkreślał, że można się różnić i spierać, ale zawsze widząc w drugim jego godność, stawiał pytania o to, czy Polsce nie jest dziś potrzebny nowy okrągły stół. „Przestrzeń spokojnego spotkania i rozsądnego dialogu? Tylko czy znajdzie się ktoś, kto go zbuduje? Czy znajdzie się ktoś, kto do niego zaprosi?” – pytał. Nie wydaje się, by było to możliwe. W 1989 roku przy okrągłym stole Kościół był gwarantem umów społecznych. Obie strony nie ufały sobie wzajemnie i potrzebowały zaufanego pośrednika. Po drugie, obie chciały porozumienia. A dziś raczej porozumienia żadna ze stron politycznego sporu nie pragnie. 

Reklama

Co zatem? Czy Kościół, rozumiany tu jako Konferencja Episkopatu Polski, lub poszczególni biskupi samodzielnie powinni się odzywać, czy raczej milczeć? Nierozumnym byłoby nie mówić nic. Kościół bowiem, niezależnie od możliwych zarzutów o „mieszanie się do polityki”, powinien przypominać głośno i jednoznacznie swoje społeczne nauczanie. Powinien mówić o potrzebie solidarności społecznej, o potrzebie dialogu, odpowiedzialności nas wszystkich – a w szczególności polityków – za dobro wspólne. Konieczne jest jednak, by wyeliminował ze swojego przekazu sympatie polityczne. Te trzeba zostawić w zakrystii, czy w domowym zaciszu.


OPINIE STACJI7 to wartościowe komentarze do aktualnych wydarzeń, przygotowane przez grono doświadczonych publicystów.
W stałym dwutygodniowym rytmie piszą dla nas:

w poniedziałki – Tomasz Krzyżak,
we wtorki – Agata Puścikowska,
w środy – Marcin Makowski,
w czwartki – Konstanty Pilawa,
w piątki – Aneta Liberacka.

Zapraszamy!

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę