Nasze projekty
Reklama

Księża potrzebni od zaraz

Polski Kościół czekają chude lata. W Wielkim Tygodniu potrzebujemy modlitwy za i o kapłanów.

Biskupi łączą seminaria duchowne, w coraz większej liczbie diecezji unią personalną łączone są parafie. Braki księży nie są jeszcze w Polsce aż tak dotkliwe jak w wielu krajach Europy Zachodniej, ale już zauważalne. Czemu akurat na progu Wielkiego Tygodnia podejmuję ten temat? Bo w Wielki Czwartek, gdy obchodzimy pamiątkę ustanowienia Eucharystii oraz sakramentu kapłaństwa, warto podjąć taką refleksję. Uświadomić sobie postępujący kryzys.

Alumni archidiecezji warszawskiej i diecezji łowickiej uczą się razem. Podobnie jak w metropolii wrocławskiej, której biskupi (archidiecezja wrocławska, diecezja świdnicka, diecezja legnicka) też zdecydowali, że ich klerycy będą uczyli się razem. Także biskup bydgoski zdecydował się na przeprowadzkę swoich kleryków do Poznania, gdzie już od pewnego czasu studiują także alumni z diecezji kaliskiej oraz archidiecezji gnieźnieńskiej.

ZOBACZ>>> Abp Wojda: czasy Kościoła masowego się skończyły

Reklama

Ale łączenie seminariów nie jest wcale procesem, który rozpoczął się dziś. Od lat wspólne studia w Krakowie odbywają alumni z archidiecezji krakowskiej oraz diecezji bielsko-żywieckiej (ta ostatnia nigdy nie powołała do życia własnej placówki). Podobnie jest w Częstochowie, gdzie razem uczą się klerycy częstochowscy i sosnowieccy. Od 2011 r. wspólną formację mają też przygotowujący się do kapłaństwa z Gliwic i Opola.

O tym, że jest to proces nieuchronny pisałem na łamach „Rzeczpospolitej” już w październiku 2015. Już wtedy w obrębie Konferencji Episkopatu Polski dyskutowano o współpracy w edukacji przyszłych księży. Oczywistym powodem, dla którego łączy się seminaria jest spadek powołań. W 2005 r. naukę w seminariach diecezjalnych rozpoczęło ponad tysiąc alumnów, w 2015 było ich już tylko 748, a jesienią ub. roku formację rozpoczęło około 200 kleryków. Utrzymywanie wielkich gmachów seminaryjnych, kadry dydaktycznej dla garstki młodych ludzi jest zwyczajnie nieopłacalne. To m.in. z tego powodu klerycy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej też opuścili seminarium w Paradyżu i przenieśli się do Gorzowa Wielkopolskiego, a w Gnieźnie w budynku seminarium ulokowano centrum rekolekcyjne.

Trudno jest jednoznacznie wskazać powody, dla których liczba adeptów do kapłaństwa maleje. Jest ich wiele. To z jednej strony przemiany społeczno-kulturowe, przesuwanie w czasie momentu podjęcia ważnej życiowej decyzji przez młodych ludzi, kryzys demograficzny, ale z drugiej też skandale w Kościele, nieumiejętność ludzi Kościoła z dotarciem do młodzieży, ogólna – czasem podsycana zewnętrznie przez polityków – kiepska atmosfera wokół Kościoła. Prostej recepty na zaradzenie temu nie ma.

Reklama

Niemniej faktem jest, że w przyszłości czekają polski Kościół chude lata. Co prawda tzw. siły duszpasterskie wciąż jeszcze są, ale na papierze. Duża część duchownych to dziś emeryci, którzy owszem pomóc mogą, ale samodzielnie parafii nie poprowadzą. Spadek liczby kleryków na pierwszym roku w przyszłości przełoży się na liczbę nowowyświęconych. Ostrożnie szacuje się, że do święceń dochodzi połowa alumnów. Oznacza to, że za pięć lat w całej Polsce wyświęconych zostanie około setki duchownych. Nie ma zatem zastępowalności pokoleń. Już dziś nie ma kim obsadzać parafii. I stąd biskupi w wielu diecezjach (np. archidiecezjach gnieźnieńskiej, częstochowskiej, poznańskiej czy diecezji łowickiej) zdecydowali się jakiś czas temu na łączenie parafii unią personalną – jeden ksiądz obsługuje dwie parafie. Tu jeszcze zaradzić coś można. W Watykanie istniała kiedyś specjalna komisja zajmująca się równomiernym rozmieszczeniem kapłanów na świecie. Są miejsca w Polsce gdzie księży jest dużo, są takie gdzie jest ich niewielu. A zatem współpraca międzydiecezjalna mogłaby być odpowiedzią.

CZYTAJ>>> Wstrząs kadrowy nie nastąpił. Zwyciężył kompromis

Śmiem twierdzić, że ów kryzys powołań i powołanych przeniesie się wkrótce także na poziom diecezji. Będzie to temat trudny, burzliwy, ale trzeba będzie się mocno zastanowić nad tym czy istnienie niektórych diecezji powołanych do życia w 1992 roku przez Jana Pawła II i w latach późniejszych ma jakiś sens. Zmniejszająca się owczarnia (a statystyki w tym zakresie nie da się oszukać) może nie potrzebować aż tylu pasterzy, na których utrzymanie wszak łoży. Ewentualny proces ponownej konsolidacji jednostek terytorialnych Kościoła w Polsce będzie znacznie łatwiejszy aniżeli np. we Włoszech, gdzie biskupstw jest multum, ale ich likwidację zatrzymują uwarunkowania historyczne.

Reklama

Im szybciej zacznie się o tym w Kościele myśleć, tym lepiej. Nie będzie szoku, a i może – oby – coś ożywczego i nowego się z tego zrodzi. Nie można bowiem stać z założonymi rękami i ciągle narzekać, bo staniemy „się folklorystycznym muzeum lokalnych pustelników, skazanych na powtarzanie wciąż tego samego” (papież Franciszek, „Evangelii gaudium”). W każdym razie teraz – w Wielkim Tygodniu – potrzebujemy przede wszystkim modlić się za i o kapłanów. Modlić się o odwagę dla młodych, by potrafili odpowiedzieć na wzywający ich głos, modlić się za tych kapłanów, którzy przeżywają kryzysy wiary, modlić się za tych, którzy upadli i stali się przyczyną zgorszenia. 


OPINIE STACJI7 to wartościowe komentarze do aktualnych wydarzeń, przygotowane przez grono doświadczonych publicystów.
W stałym dwutygodniowym rytmie piszą dla nas:

w poniedziałki – Tomasz Krzyżak,
we wtorki – Agata Puścikowska,
w środy – Marcin Makowski,
w czwartki – Konstanty Pilawa,
w piątki – Aneta Liberacka.

Zapraszamy!


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę