Nasze projekty

Bolesna porażka Lewicy. Wybory samorządowe to nie arena walk światopoglądowych

Dla Lewicy te wybory „miały być o aborcji". Szybko okazało się jednak, że elektoratu nie można zredukować do jednego postulatu.

Reklama

Znamy już oficjalne wyniki wyborów samorządowych. Ich największym przegranym jest Lewica. Dla niej – przynajmniej zdaniem liderów – te wybory „miały być o aborcji“. Szybko okazało się jednak, że elektoratu nie można zredukować do jednego postulatu. Czy wnioski zostaną wyciągnięte? Nie sądzę.

6,3 pkt. proc. poparcia w regionach to dużo, czy mało? Jeżeli jest się jedną z formacji koalicyjnych rządzących Polską, a pół roku wcześniej w wyścigu o Parlament uzyskało się ponad 8,6 pkt. proc. głosów – można zupełnie otwarcie mówić o porażce. Im dłużej obserwuję polską politykę, tym częściej mam wrażenie, że Nowa Lewica – bo o niej mowa – traci elektorat nie tyle ze względu na niezależne od niej trendy społeczno-demograficzne, ale jakby na przekór nim. Bo przecież wszędzie czytamy, jak społeczeństwo się laicyzuje, kobiety stają coraz bardziej liberalne w kwestiach światopoglądowych, jak rozpada się tradycyjny model rodziny, eroduje autorytet Kościoła, młodzi są coraz bardziej inkluzywni a przyszłość należy do imaginarium lewicowego.

PRZECZYTAJ>>> Grozi nam wojna. Czy polscy politycy to rozumieją?

Reklama

W wielu analizach socjologicznych czy prognozach publicystów, tego parcia ku postępowi nie da się odwrócić ani z nim polemizować. Wystarczy założyć partię, ustawić żagiel we właściwym kierunku i płynąć na fali tematów reprodukcyjnych, aborcji, klimatu, równości seksualnej, i tak dalej.

A tutaj kolejny raz okazuje się, że kampania prowadzona pod hasłem: „Te wybory samorządowe będą o aborcji, będą o prawach kobiet“, o czym dzień przed głosowaniem zapewniała ministra ds. równości Katarzyna Kotula, nie odnajdują potwierdzenia w rzeczywistości. „Sprawy kobiet i aborcja nie mobilizują elektoratu Lewicy, trzeba dodać kolejne cegiełki“ – ocenił słaby wynik swojej formacji wicepremier Krzysztof Gawkowski. „Trzeba poprawić strategiczne myślenie, co jest dla nas ważne i jak poszukać ludzi, którzy zmobilizują się na wybory do europarlamentu“ – dodał, zauważając, że stawiając tak duży akcent na sprawy światopoglądowe było „przegraniem tematu“.

ZOBACZ>>> Nawet dramat śmierci przestał być chroniony

Reklama

Skoro tak, rodzi się egzystencjalne pytanie – gdzie są brakujące cegiełki? O jakich rzeczach koalicja Nowej Lewicy nie mówiła wystarczająco często i głośno? Przecież nikt rozsądny nie powie, że prawa kobiet czy dostęp do legalnej jest z perspektywy ich elektoratu nieważny. Chodzi jednak o to, że nie mogą stanowić piwnicy, parteru i poddasza domu, który próbuje się stawiać co kolejne wybory. Zwłaszcza, że z jego okna nie wygląda młoda kobieta – co wynikałoby z portretu demograficznego statystycznego wyborcy lewicy – ale Włodzimierz Czarzasty.

Zdaniem wicepremiera Gawkowskiego, Nowa Lewica przetrwa jeżeli odnajdzie w sobie umiejętność zachowania balansu między tematami, które porusza w przestrzeni publicznej. Aby to osiągnąć, trzeba mieć jednak solidne fundamenty, czyli dwie nogi. „Jedną mocną prawno-człowieczą – ona jest bardzo ważna, drugą – społeczno-socjalną. Bez tej nogi zbudowanie mocnego wizerunku Lewicy i walka o to, żebyśmy mieli 15-20 proc. będzie bardzo trudna“. Tylko dlaczego dojście to tak oczywistych wniosków, zwłaszcza, że partia Razem idzie tą drogą od dawna, wypływa z kolejnego wyborczego rozczarowania, a nie wewnątrzkoalicyjnej refleksji? Magdalena Biejat, która startowała na prezydenta Warszawy, zrozumiała to przecież znacznie wcześniej, i choć większość obserwatorów skazywała ją na porażkę, uzyskała 15 pkt. proc. poparcia. Mówiąc głównie o problemach mieszkaniowych, zarobkach, komunikacji publicznej, zieleni, metrze, podatkach. Jednym słowem – tematach wybitnie samorządowych.

ZOBACZ>>> Może „piłowanie katolików” wyjdzie nam na dobre

Reklama

Tymczasem poza Razem, sytuacja na Lewicy wygląda tak, jakby jej liderzy z Robertem Biedroniem na czele, tylko czekali, aby startować z list Koalicji Obywatelskiej, de facto stając się jej „lewą flanką“, w zamian za porzucenie samodzielności politycznej i większych ambicji programowych. W końcu KO i tak mówi ich językiem, więc jeśli nie chce się iść na konflikt z Donaldem Tuskiem, trzeba mu się na wzór Barbary Nowackiej podporządkować.

Ciekawe są te wyniki i dylematy polskiej lewicy, przyznają Państwo? Choć trendy kulturowe zmieniają się na jej korzyść, formacja nie umie ich wykorzystać. Choć wydaje się rozsądne, że aby wygrywać trzeba umieć różnicować swój program, kolejny raz stawia się na tę samą kartę, oczekując innych rezultatów. Myślę że dla wielu młodszych stażem działaczy oraz osób o wrażliwości lewicowej coraz jaśniejszy staje się wybór, przed którym stoją. Albo zmienią kierunek, albo przestaną być potrzebni. A to byłaby duża strata dla kraju. Bo potrzebujemy wrażliwej społecznie lewicy. Tylko ona sama musi sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie – ile jest w stanie zapłacić za opuszczenie własnej strefy komfortu? Na razie odważnych nie widać.


OPINIE STACJI7 to wartościowe komentarze do aktualnych wydarzeń, przygotowane przez grono doświadczonych publicystów.
W stałym dwutygodniowym rytmie piszą dla nas:

w poniedziałki – Tomasz Krzyżak,
we wtorki – Agata Puścikowska,
w środy – Marcin Makowski,
w czwartki – Konstanty Pilawa,
w piątki – Aneta Liberacka.


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę