Nasze projekty
Reklama

Nawet dramat śmierci przestał być chroniony

Cośmy ze sobą zrobili? Jak będzie wyglądać życie w świecie, w którym "żremy się" wzajemnie, z zajadłością wcześniej nigdy nie spotykaną?

„Było siedzieć na d…” to komentarz do sytuacji w Strefie Gazy. Reakcja na tragiczne informacje o śmierci wolontariuszy, niosącym ludziom pomoc. Ciąg dalszy brzmiał, mniej więcej, tak „po co się było pchać do terrorystów”. Wstrząsające? Pewnie dla niektórych. Dla części. Dla coraz mniejszej części. Bo takich reakcji można w sieci znaleźć tysiące. Nie są anonimowe…

Bo coś, co zaczęło się pewnie dobrych parę lat temu, a co można nazwać albo „wolnością internetowego słowa” albo zwykłym zdziczeniem, definitywnie wymknęło się spod kontroli woli i elementarnej wrażliwości. Żyje własnym, obleśnym i toksycznym życiem. I to w zasadzie na wielu przeróżnych płaszczyznach. Internetu, ale i realu. Wielkiej polityki, ale i prywatnych spotkań rodzinnych. Niezależnie w sumie od tematu.

ZOBACZ>>> Polak zginął w Strefie Gazy. Był wolontariuszem organizacji humanitarnej

Reklama

Oto pozwalamy sobie na szyderę, brutalny osąd i potworne chamstwo słowne, niezależnie od tego czy komentujemy czyjś wygląd, poglądy polityczne, czy dramat utraty życia. Robi tak polityk, nauczyciel, policjant, pan Kazik spod budki z piwem i trzynastoletnia Julka. Nawet i niejeden proboszcz.

Nawet dramat śmierci przestał być chroniony milczeniem i zadumą, chociaż jeszcze niedawno milkły przy tym nawet najbardziej aroganckie buzie. Frazes, wciąż powtarzany, że „granice raz przekroczone już się nie odbudują”, o tyle przestały być frazesem, że stały się faktem. Dominuje narracja „chrzanić wszystkich i wszystko” (gdzie słowo „chrzanić” jest eufemizmem słowa na „j”). I to już jest trudne do zahamowania. O ile w ogóle jest to możliwe. Bo wchodzi w życie publiczne i społeczne (o internetowych nie wspomnę, bo tam się w zasadzie urodziło) nowe pokolenie. Pokolenie, które nie zna świata „Wersalu”, pewnego rodzaju zwykłej kultury, realnej lub internetowej kindersztuby. A starsze pokolenia dzielnie przeszły metamorfozę wyzbywania się wszelkich zahamowań, które kiedyś nazywały się klasą, a teraz pewnie… ograniczeniami. Ostatecznie jeśli „oni” mogą wyzywać, to i my możemy. Bronimy się przecież. Zresztą i nie o kindersztubę tu chodzi, lecz o postępujące stępienie wrażliwości zarówno jednostki jak i grup społecznych. Bo tak to działa: z brutalnych jednostek tworzy się brutalne społeczeństwo.

Można już wszystko. A jeśli nawet trochę nam głupio, coś tam uwiera, coś nie pasuje we własnych działaniach, to wokół tyle szamba, że te nasze „małe paskudztwa” nawet na nas samych, na sumieniu i poczuciu smaku, przestają robić wrażenie. I to wówczas, gdy sami siebie przestajemy kontrolować, wtedy zaczyna się równia pochyła, za którą chyba nie ma już miękkiego lądowania. Nie ma już idei i misji zabiegania i formowania, tworzenia czegoś konstruktywnego, dyskursu, wymiany poglądów i pokazania swojego punktu widzenia. Nie ma dystansu. Nie ma przestrzeni emocji i intelektu, by po prostu wysłuchać przeciwnika. Tego już nie ma. Bo jest wojna. Wojna, która tylko niszczy.

Reklama

PRZECZYTAJ>>> Grozi nam wojna. Czy polscy politycy to rozumieją?

Wojna niszczy. I agresora, i ofiary.  Rujnuje nas jako społeczeństwo. Przy braku zahamowań, w nas samych, przy braku autorytetów, ram i reguł, zeżremy się wszyscy. Prędzej czy później. I tu pewnie powinna być jakaś zręczna recepta na antidotum. Recepta na to, żebyśmy się nie chcieli zeżreć. I żebyśmy wrócili – z planety zdziczenia, na… Ziemię.

Tutaj może powinna się znaleźć jakaś zręczna wolta, światełko nadziei, które skierują nasze myśli do 2 kwietnia 2005 roku, i przywołają nasze emocje i myśli wówczas. I może jakiś apelik w stylu „cośmy zrobili z nami samymi, Janie Pawle. Ratuj”. Ale wolty też nie będzie, apeliku tym bardziej. Nie czas na czcze emocje, gdy czuje się tylko palący wstyd…

Reklama

Cośmy ze sobą zrobili? Co zrobiliśmy naszym dzieciom? Co w końcu one zrobią z własną przyszłością i przestrzenią? Jak będzie wyglądać ich życie w świecie, w którym żremy się wzajemnie, z zajadłością wcześniej chyba nie spotykaną… Naprawdę trzeba upaść skrajnie nisko, na samo dno słów, działań i relacji, by zacząć leczyć, odbudowywać, wymieniać nienawistne słowa i myśli na coś bardziej strawnego?

Upadnijmy zatem.

A Ty, Janie Pawle, ratuj!


OPINIE STACJI7 to wartościowe komentarze do aktualnych wydarzeń, przygotowane przez grono doświadczonych publicystów.
W stałym dwutygodniowym rytmie piszą dla nas:

w poniedziałki – Tomasz Krzyżak,
we wtorki – Agata Puścikowska,
w środy – Marcin Makowski,
w czwartki – Konstanty Pilawa,
w piątki – Aneta Liberacka.


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę