O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Wywiad o Abrahamie z o. prof. Janem Andrzejem Kłoczowskim OP, filozofem religii, przeprowadzili: Beata Legutko i Sławomir Rusin.

Jan Andrzej
Kłoczowski OP
zobacz artykuly tego autora >
Beata
Legutko
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Kiedy czytamy biblijny opis ofiary Izaaka, uderza nas oszczędność słów. Pan Bóg mówi do Abrahama: „złóż w ofierze Izaaka”, ten bierze syna i wyrusza w drogę. Nie ma tu żadnych emocji, żadnego wahania, nic…

Bo to jest bardzo szlachetna starożytna literatura. To dzisiejsi pisarze lubią babrać się w emocjach. Jak pięknie napisał Herbert w utworze „Dlaczego klasycy”, „Tukidydes mówi tylko, że miał siedem okrętów, była zima i płynął szybko”. Dziś przeczytalibyśmy żale, że parlament nie dał pieniędzy, pojawiły się niespodziewane problemy, kobiety były przeciwko, a dzieci płakały… W Biblii, pod względem czysto literackim, mamy do czynienia tylko z tym, co najistotniejsze. Pozostaje dla nas tajemnicą, jak sytuację próby przeżywali jej bohaterowie. Można oczywiście – i wielokrotnie tak robiono – „rozpuścić” ten krótki epizod w morzu sentymentalnej literatury.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Jest jednak literatura, która unika taniego sentymentalizmu i próbuje opisać sens wydarzenia na górze Moria, przeżycia Abrahama, Izaaka i Sary – żydowskie midrasze.

Zgadza się. Midrasze to bardzo ciekawa próba zrozumienia tego, co zostało opisane na kartach Biblii. Teologia żydowska – jeżeli coś takiego istnieje, bo w judaizmie o Bogu nie można mówić, tylko o człowieku i jego powinności – jest próbą wytłumaczenia przez człowieka dróg Bożych w naszej historii. A ofiarowanie Izaaka to jedna z najważniejszych i najtrudniejszych do wytłumaczenia scen, w niej bowiem Bóg wydaje się niejako przeczyć samemu sobie.

W tradycji żydowskiej przypowieść o ofiarowaniu Izaaka określono terminem Akeda. Symbolizuje on męczeństwo i złożenie ofiary ze swojego życia, a w szerszym kontekście odnosi się on nie tylko do Izaaka, ale do każdego Żyda. Akeda ma bardzo ważne znaczenie dla wyznawców judaizmu, bo w tradycjach targumicznych i midraszowych góra Moria utożsamiana jest ze wzgórzem, na którym stanęła Świątynia. Opowiadanie o Izaaku było odczytywane przez kolejne doświadczenia Izraela, więc gdy zbudowano pierwszą Świątynię, czyli miejsce składania ofiar, powstało pytanie, czy pierwszą ofiarą, która miała być tu złożona, był Izaak.

Co ciekawe, choć Księga Rodzaju mówi, że to Abraham miał na wezwanie Boga złożyć w ofierze swego syna, niektóre późniejsze interpretacje sugerują, że być może to sam Izaak z pewnych względów chciał dobrowolnie złożyć się w ofierze. Według tej tradycji Izaak nie był chłopcem, ale już dojrzałym mężczyzną, miał trzydzieści siedem lat.

W naszej kulturze funkcjonuje jednak jako chłopiec i tak najczęściej przedstawiany jest w ikonografii.

Nie mógł być całkiem mały, gdyż ojciec położył mu na ramiona drewno, które miał zanieść w miejsce złożenia ofiary.

To prawda. Co zmienia się w rozumieniu tej opowieści, kiedy przyjmiemy, że to Izaak chciał złożyć siebie w ofierze?

Midrasze zwracały uwagę na to, że Izaak oddaje swoje życie w imię wiary. Jest to interpretacja, która pojawiła się w kontekście wojen machabejskich, walk o utrzymanie tożsamości Izraela, czystości wiary. Izaak jest tu traktowany jako pierwszy męczennik, który składa siebie w ofierze, tak jak – w pewien sposób – Machabeusze składali siebie w ofierze za splądrowaną przez Antiocha IV i splamioną pogańskimi ofiarami Świątynię.

Akeda jest węzłem, wokół którego snuje się myśl żydowska, w niej łączą się ze sobą: idea kultu świątynnego, ofiara Izaaka i wyjście z Egiptu, Pascha, czyli ofiara baranka. Mówi się nawet, że pierwsi chrześcijanie przyjęli od Żydów tę pogłębioną koncepcję dobrowolnej ofiary Izaaka – bo choć nie zginął, ofiara została spełniona – jako prefigurację ofiary Chrystusa, złożonej również w pełnej wolności.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Ciekawe jest przedstawianie postaci Izaaka. Kiedy czytamy biblijne opowiadanie, jego tam praktycznie nie ma, jest tylko Abraham, Bóg i ich rozmowa. Zaraz po ofierze Izaak znika i pojawia się dopiero w momencie ślubu z Rebeką. Soren Kierkegaard, który zajął się problemem ofiary Izaaka, też go pomija.

Interpretacja Kierkegaarda jest zupełnie inna niż midrasze, jest w pewnym sensie dużo bardziej dramatyczna. Midrasze, mówiąc, że Izaak miał 37 lat i sam zdecydował się złożyć ze swego życia ofiarę, w pewien sposób rozładowują napięcie, usprawiedliwiają Boga. Kierkegaard tego nie robi. Jego interpretacja odbywa się w świetle osobistej wiary: jako luteranin szedł za św. Pawłem, który kładł nacisk nie tyle na Przymierze, co na wiarę Abrahama, wiarę wychodzącą poza powszechną, można powiedzieć „zwyczajną”, wiarę pozostałych. Abraham to ilustracja religijności pogłębionej, indywidualnej. Nie jest to postawa polegająca na tym, że urodziłem się w danej tradycji, np. chrześcijańskiej, tu mnie wychowano, postępuję więc jak inni, stosuję się do ogólnie przyjętych zasad, i to mi wystarczy. W Księdze Rodzaju w pewnym momencie następuje coś, co Kierkegaard nazwał bardzo przewrotnie: teleologicznym zawieszeniem etyki, czyli zawieszeniem etyki ze względu na cel (gr. telos, cel).

Można zawiesić etykę ze względu na wyższy cel?

Św. Paweł daje chyba klucz do tego, kiedy mówi, że w przykazaniu miłości zawarte są wszystkie przykazania. W tym sensie zawiesza etykę rozumianą jako zbiór nakazów i zakazów i ukazuje jej najgłębszy sens – nie wystarczy przestrzegać całego Prawa, ono służy temu, żeby wychować nas do miłości, do dojrzałej miłości. Idąc za św. Augustynem: kiedy naprawdę kochasz, wiesz, co należy robić.

Co było tym celem, dla którego Abraham zawiesił etykę?

Wiara. Bóg nie tyle chciał ofiary Izaaka – w tej interpretacji – ile absolutnego, aż do granic absurdu, zawierzenia. Absurdu, ponieważ Izaak był synem obietnicy złożonej przez Boga Abrahamowi. Ta obietnica mówiła, że Abraham nie tylko będzie miał syna, ale że dzięki niemu będzie miał potomstwo liczniejsze niż gwiazdy na niebie i ziarnka piasku nad brzegiem morza. I raptem Bóg …

Zmienia zdanie.

No właśnie. Czy Bóg bawi się z człowiekiem? To przecież budzi zgorszenie…

Ale można przeczytać tę historię tak: Bóg, nie wiadomo dlaczego, chce wypróbować wiarę Abrahama. Przypomina się tu biblijna opowieść o Hiobie.

Intuicja, że opowiadanie o Abrahamie i Izaaku przypomina historię Hioba, jest chyba trafna, z tym, że u Hioba rozbudowana została kwestia doświadczenia, któremu został on poddany. Hiob jest oskarżony przez szatana o to, że jest sprawiedliwy dla korzyści, które z tego powodu czerpie, składa ofiary Bogu, jest Mu posłuszny i dlatego dobrze mu się powodzi. Szatan zastanawia się: co by się stało, gdyby Hiobowi to wszystko zabrać, jak wówczas będzie się zachowywał? Myślę, że coś z tego dramatycznego myślenia jest obecne również w przypadku Abrahama. Akeda to jeden z tych momentów, problemów, które pokazują, że sprawa wiary i relacji z Panem Bogiem nie jest wcale taka prosta i łatwa, jak to sobie czasami układamy w katechizmie, i jak my, księża, czasami to ludziom tłumaczymy. W relacji z Bogiem przychodzi moment, kiedy nasza wiara musi otrzeć się o coś z szaleństwa.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Abraham staje się takim Bożym szaleńcem?

W pewnym sensie tak. Przypomina mi się tu też sam Kierkegaard. Był bardzo wierzącym chrześcijaninem, ale skłóconym z luterańskim Kościołem kopenhaskim, którego był członkiem. Zdumiewał się i głośno dawał temu wyraz, że pastorzy, po przeczytaniu na nabożeństwie opowieści o Abrahamie i Izaaku i wytłumaczeniu jej wiernym podczas kazania, wracają do swych domów, by w spokoju zjeść z rodziną niedzielny obiad, jak gdyby nigdy nic się nie stało. To tak, jakby ktoś uczył innych pływania, mimo że sam nigdy nie wskoczył do wody. Opowieść o Abrahamie to wezwanie do skoczenia na głęboką wodę, to wezwanie do zmagania się z wiarą.

Ktoś napisał: „Albo Abraham jest wierzący, albo jest zwykłym mordercą”.

Jeśli mordercą nie jest Abraham, to czy jest nim Bóg?

Niektórzy mówią, że skoro On daje życie, to może też je zabrać.

„Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Jego będzie błogosławione” – znów jesteśmy przy Hiobie.

Są jednak inne, mniej dramatyczne interpretacje, które wychodzą od tego, że Izaak jednak nie zostaje złożony w ofierze. Niektórzy uważają, że jest to opowieść, która ma w założeniu przeciwstawić się wpływom religii pogańskich, w których zabijano ludzi, i od tego momentu wszyscy Żydzi wiedzieli, że składanie ludzi w ofierze jest przez Boga zabronione.

W jednym z midraszy można przeczytać, że Bóg nie mówi „zabij Izaaka”, ale „złóż go w ofierze”. Bóg ani przez moment nie chciał śmierci Izaaka. Ofiara jednak się dokonała, ponieważ Abraham był gotów uczynić to, czego żąda od niego Pan. Izaak również. Dochodzimy tu do istoty ofiary składanej Bogu: nie polega ona na krwi, ale na oddaniu, zawierzeniu.

Wciąż jednak jest pytanie: czy Bóg może żądać od człowieka takiego poświęcenia?

Tu jest ukryty paradoks: jak uwierzyć Bogu, wbrew Bogu, jak „uwierzyć nadziei, wbrew nadziei” (por. Rz 4,18). Może ta nadzieja wbrew nadziei była obecna również w Abrahamie?

Istniał w teologii nurt, który mówił, że Bóg jest wszechmocny i absolutnie wolny w tym, co robi, że nic nie może Go ograniczać. Czy Bóg może na przykład zaprzeczyć prawom matematyki i logiki? Czy może swoim dekretem sprawić, że dwa razy dwa jest nie cztery, tylko pięć? Jeżeli nie może, to znaczy, że nie jest wszechmocny. W takim razie Bóg ustanawia prawo dzięki aktowi swojej woli – raz może wymagać tego, a za chwilę czegoś innego – Jego wszechmoc nie jest związana z Jego wszechwiedzą i rozumnością. Niektórzy ateiści, np. Feuerbach, mieli właśnie taką koncepcję Boga – tyrana, który może się bawić człowiekiem, bo przymierze z Nim jest paktem, który Jego nie obowiązuje. Jak zatem wierzyć w takiego Boga?

Wierzymy, że Bóg jest wszechmocny, ale jest też Miłością.

Dlatego w ofiarowaniu Izaaka jest gdzieś ukryta nadzieja, że oddanie Bogu dziecka nie będzie dla niego krzywdą. Co powiedzieć młodemu małżeństwu, które właśnie straciło dziecko? Czy to, że Bóg zabrał je jako ofiarę? A może chodzi o to, żeby to oni ofiarowali je ufnie Bogu, żeby Mu je powierzyli, bo On nie zrobi mu krzywdy. Jeżeli wierzymy w życie wieczne, wszystko zaczyna zupełnie inaczej wyglądać. Wierzymy, że Bóg przeniósł to dziecko w lepsze miejsce, być może oszczędził mu trudnej drogi dziewięćdziesięcioletniego życia, chorób, męki?

Nie wiem, czy takie słowa przekonałyby mnie jako matkę…

Bo pani jest młoda, ludzie zmęczeni życiem mogą myśleć zupełnie inaczej. Nie spotkała pani starych ludzi, którzy pytają: dlaczego Pan Bóg mnie tutaj tak długo trzyma?

Jeden ze współczesnych rabinów, komentując ofiarę Izaaka, powiedział, że ta opowieść pokazuje, iż dziecko nie jest własnością rodziców. Ta ofiara była po to, żeby Abraham sobie uświadomił, że jego ukochany syn nie jest tylko jego. W starożytności władza rodzicielska rozciągała się na całe życie potomka. Dzisiaj, kiedy dziecko osiągnie pełnoletniość, kończy się nad nim władza rodziców, odpowiada już samo za siebie. Oczywiście powinno okazywać rodzicom szacunek, ale posłuszeństwo już niekoniecznie. Wieki temu było zupełnie inaczej. Bóg tymczasem uświadomił Abrahamowi, że Izaak jest przede wszystkim dzieckiem Stwórcy, a potem rodzonego ojca. Ta bardzo drastyczna opowieść ma – według tego rabina – uświadomić ludziom, że każde dziecko jest przede wszystkim dzieckiem Boga, również Syn Obietnicy, czyli Izaak. Zatem każdy rodzic powinien ofiarować swoje dziecko Bogu.

Nasuwa się tu pewna analogia: Kiedy Abraham oddaje swojego syna w ręce Boga, On nie zabiera mu życia, a gdy Bóg oddaje w nasze ręce swojego Syna, my Go zabijamy…

Bóg ofiarował Siebie ludziom, i to ofiarowanie obnażyło naszą grzeszność. Pokazało jednocześnie zwycięską, zmartwychwstałą miłość Boga, która jest większa niż grzech, słabość i zdrada. Bóg nawet z tego wyprowadził dobro.

Podczas Mszy świętej sprawujemy bezkrwawą ofiarę Chrystusa. Pokazuje ona doskonale sposób objawiania się miłości Bożej: Bóg, Miłość Pokorna, oddaje się – dosłownie – w ręce ludzi. Matka Teresa pisała w swoich listach, że pewnego dnia zmuszona była rozdawać siostrom Komunię świętą, bo nie było w pobliżu kapłana. Dotarło do niej wtedy wyjątkowo mocno, że w dwóch palcach trzyma Boga… To było dla niej wstrząsające przeżycie.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Czy próba Abrahama była czymś wyjątkowym, była tylko jego udziałem, czy może spotkać każdego z nas?

Myślę, że ma ona rzucić światło na każde ludzkie doświadczenie, w którym człowiek nie może sobie z czymś poradzić i stawia pytanie Bogu: „Dlaczego mnie tak próbujesz? To za dużo dla mnie, »za duży wiatr na moją wełnę«”. Próbujmy zrozumieć swoją sytuację przez pryzmat opowieści o Abrahamie. Moja wiara nie polega na tym, że będę wykonywał grzecznie wszystkie przykazania, a Bóg będzie mi błogosławił spokojnym życiem. Jeśli traktuję relację z Bogiem naprawdę poważnie, to dojdę do momentu, kiedy skończy się moje absolutne poczucie bezpieczeństwa, bo Bóg wystawi mnie i moją relację z Nim na próbę. Historia Abrahama i Izaaka nie jest opowieścią na katechezę dla przedszkolaków. To jest opowieść dla dorosłych, to wyzwanie dla dorosłej wiary, w której padają pytania, na które nie można znaleźć łatwych odpowiedzi.

Takie kratery tajemnicy Bożej jak Akeda pokazują, jak wiele Bóg daje nam do myślenia i jak bezradni jesteśmy w próbie oswojenia tej tajemnicy. A jednak znajdujemy cały szereg wątków, które dzięki temu tekstowi pozwalają nam głębiej, bardziej prawdziwie spojrzeć na własne życie. Bo to jest w gruncie rzeczy istota rozumienia tekstu objawionego.

Ojciec prof. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, filozof religii, historyk sztuki, wykładowca UPJP II w Krakowie i Kolegium Filozoficzno – Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie, ceniony duszpasterz i kaznodzieja.

Tekst ukazał się w miesięcznik „BIBLIA Krok po Kroku” nr. 27 „Opowieść o szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie”.

Więcej o „BIBLII Krok po Kroku” na stronie: http://www.list.media.pl

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Jan Andrzej Kłoczowski OP

Ojciec prof. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, filozof religii, historyk sztuki, wykładowca UPJP II w Krakowie i Kolegium Filozoficzno – Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie, ceniony duszpasterz i kaznodzieja.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Beata Legutko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jan Andrzej
Kłoczowski OP
zobacz artykuly tego autora >
Beata
Legutko
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Trzy sposoby na kleryka

Co robią w swoich seminariach misjonarscy nowicjusze, nowicjuszki i klerycy? Czekają na twoją modlitwę 24h/dobę. Przełam trendy! Módl się!

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

NIKT NIE RODZI SIĘ KSIĘDZEM

Księża nie biorą się z księżyca. Oni wychodzą z seminarium. Akcja adopcyjna „Wychowaj księdza – adoptuj kleryka” to dla każdego z młodych kandydatów do kapłaństwa Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie szansa na duchowe wsparcie – tak potrzebne podczas długoletniej formacji.

Choć inicjatywa rozpoczęła się w październiku (nota bene we wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów) już ponad 130 osób objęło kleryków swoją modlitwą. Ale w seminarium wciąż pozostają wolne miejsca.

Trzy sposoby na kleryka

Chcesz zaopiekować się klerykiem? Wyślij swoje zgłoszenie na [email protected], a dostaniesz imię i nazwisko kandydata na księdza, któremu będziesz towarzyszyć w jego codziennym trudzie. Twoja modlitwa ma ogromne znaczenie!

Duchowej adopcji kleryków patronuje… kobieta. Jest nią św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która zza krat klasztoru karmelitańskiego mówiła: "Przybyłam tutaj, aby zbawiać dusze, a nade wszystko, by się modlić za kapłanów". Powiedziała także, że gdyby nie była kobietą, z pewnością zostałaby kapłanem.

Trzy sposoby na kleryka

MŁODE DRZEWA JUTRO BĘDĄ LASEM

Mała Tereska od Dzieciątka Jezus została też patronką akcji Papieskich Dzieł Misyjnych AdoMis – Adoptuj Misyjnych Seminarzystów. Skierowana jest ona na pomoc duchową, ale także materialną dla kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego na terenach misyjnych. Tak, aby żadne powołanie w krajach III świata nie zostało zmarnowane, a ci spośród 73000 seminarzystów oraz 6550 nowicjuszy i nowicjuszek, którzy już odpowiedzieli na wezwanie Pana „Pójdź za Mną”, mogli w pełni poświęcić się nauce i modlitwie.

Więcej na: adomis.missio.org.pl

METODA BŁYSKAWICZNA

Chcesz wreszcie zatroszczyć się o Kościół? Pragniesz pomóc seminarzystom? Bez specjalnych słów zachęty i fejsbukowych nawijek, włącz się do modlitwy za kleryków właśnie tu i teraz:

Panie, ofiaruję Ci moje cierpienia i krzyże za przygotowujących się do kapłaństwa, aby gorliwie odpowiedzieli na głos Twojego powołania. Spraw, by wzrastali w mądrości i łasce, w miłości Boga i bliźniego. Pomóż im naśladować Ciebie w posłuszeństwie, ubóstwie i czystości. Spraw również, by sami stali się świętymi i do szczytów świętości prowadzili powierzony w przyszłości Lud Boży.

Amen.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >