Fot. Łukasz Rajchert

Anna Hazuka: Postawiłam na miłość. I mam wszystko!

"Miłości nie można doświadczyć „na sucho”. Trzeba się w tę macierzyńską rzekę po prostu rzucić". O lęku przed macierzyństwem, odkrywaniem siebie dzięki dzieciom oraz o tym, dlaczego warto postawić siebie na drugim miejscu, rozmawiamy z Anną Hazuką, żoną i mamą piątki dzieci, autorką książki "Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie".

Reklama

Zofia Świerczyńska: Co się dzieje, jeśli kobieta nie zdecyduje się świadomie na macierzyństwo? Czy bez dzieci można odnaleźć siebie?

Anna Hazuka:
W swojej książce „Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie” nie piszę, że biologiczne macierzyństwo jest samo przez siebie gwarantem spełnienia czy dobrostanu kobiety. Gdyby tak było – każda kobieta mająca dzieci byłaby oazą szczęścia i spełnienia, a przecież wiemy, że tak nie jest. Mało tego – przytaczam w książce przykłady kobiet, które nigdy nie miały biologicznych dzieci, a są spełnione i pewne swojej wartości.

To nie biologiczne macierzyństwo pomaga nam odnaleźć siebie, ale życie przeżyte dla kogoś. Moja książka jest opisem drogi, jaką musiałam przejść, żeby odkryć za czym tak naprawdę tęskniło moje serce, dlaczego wciąż było głodne. Nie nakarmiły go ani sukcesy zawodowe, ani narcystyczne przyglądanie się swoim potrzebom i zaspakajanie ich. Nie nakarmiła go nawet miłość, jaką otrzymałam od moich rodziców czy mojego męża. Moje serce odpoczęło dopiero dzięki miłości, którą ja obdarzyłam innych. Wcale nie tęskniłam za tym, by być kochaną, ale aby kochać czyli stać się drugą.

To nie biologiczne macierzyństwo pomaga nam odnaleźć siebie, ale życie przeżyte dla kogoś.

Rozmawiając z narzeczonymi i bazując na swoim doświadczeniu doskonale wiesz, że macierzyństwo może przerażać. Co najczęściej jest powodem strachu przed macierzyństwem?

Myślę, że przeświadczenie o tym, jak bezpowrotnie dużo stracimy decydując się na dziecko. Gdzieś podświadomie dałyśmy sobie wmówić, że dziecko oznacza przede wszystkim jakąś stratę. Że wraz z jego pojawieniem się na świecie, stracimy niezależność, szczupłą sylwetkę, uciekną nam intratne kontrakty i możliwość życia „na pełnej petardzie”. To jedna grupa powodów. Drugą jest brak pewności siebie i przeświadczenie, że ktoś nie nadaje się do roli mamy, bo na przykład pochodzi z rozbitego domu i rozpoznaje w sobie deficyty emocjonalne. Chciałabym takim wystraszonym młodym kobietom móc powiedzieć: „Nie bój się i zaryzykuj, bo może się okazać, że ten mały człowiek przyniesie ci nieporównywalnie więcej, niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Miłości nie można doświadczyć „na sucho”. Trzeba się w tę macierzyńską rzekę po prostu rzucić”.

Reklama
Reklama

Miłości nie można doświadczyć „na sucho”. Trzeba się w tę macierzyńską rzekę po prostu rzucić

W swojej książce piszesz: “Żałuję, że wtedy, na początku tej macierzyńskiej drogi, nie wiedziałam, że właśnie rozpoczyna się najważniejszy etap mojego życia”. Co radziłabyś kobietom, które tak jak Ty “jak wystraszony kurczak stoją w łazience z pierwszym dodatnim testem w ręku i bardzo boją się przyszłości”?

Naprawdę nie lubię radzić innym co mają robić, ale gdybym mogła cofnąć czas i znalazła się jeszcze raz w tamtej łazience te kilkanaście lat temu, to pewnie bardzo mocno bym samą siebie przytuliła i powiedziała sobie do ucha: „Nawet nie wiesz na jak wiele cię stać! Nawet nie wiesz, jak wielka siła w tobie drzemie. Nie bój się i idź śmiało! Pozwól, żeby wreszcie historię twojego życia zaczęła pisać miłość. Nie uwierzysz dokąd cię to wszystko zaprowadzi”. A potem doradziłabym sobie rozejrzeć się za mądrymi mamami i spędzić z nimi trochę czasu. No i oczywiście przeczytać moją książkę (śmiech).

CZYTAJ: Rodzicu, nie bój się świata!

Reklama
Reklama

Jak wspominasz swoje pierwsze macierzyńskie kryzysy? Jak sobie z nimi poradziłaś?

Jeden z nich opisuję w książce. Z przyczyn ode mnie niezależnych, nie byłam w stanie karmić naszej pierwszej dziewczynki piersią i strasznie to przeżywałam. Miałam głowę nabitą informacjami o zbawiennej roli mleka matki w rozwoju noworodka i dosłownie nie mogłam się psychicznie pozbierać, że moje maleństwo będzie tego pozbawione. Strasznie siebie za to winiłam i do dzisiaj pamiętam, jak zanosiłam się płaczem przygotowując sztuczne mleko dla malutkiej. Nie wiem, czy ten stan nie przerodziłby się w depresję poporodową, gdyby nie moja starsza siostra, wówczas już mama dwójki dzieci, która z właściwą sobie stanowczością powiedziała do mnie: „To naprawdę nie o to chodzi jak urodzisz, ani jak wykarmisz. Chodzi o to, jak wychowasz”. I ja się wtedy uczepiłam tych słów ze wszystkich sił i jakoś udało mi się pogodzić z tą laktacyjną porażką. Czyli jak sobie poradziłam? Przyjęłam pomoc życzliwej i mądrej kobiety. Niezwykle ważne jest to, żeby na naszej macierzyńskiej drodze znalazły się kobiety, na które możemy liczyć, które będą nas wspierać, otulać swoją obecnością, koić, dodawać sił. 

Niezwykle ważne jest to, żeby na naszej macierzyńskiej drodze znalazły się kobiety, na które możemy liczyć, które będą nas wspierać, otulać swoją obecnością, koić, dodawać sił. 

Znów odwołam się do Twojej książki. Piszesz w niej: “Jeśli dziś miałabym określić jednym słowem, kim stałam się po dwunastu latach służby moim dzieciom, to powiedziałabym, że stałam się wreszcie sobą.“ Co to dla Ciebie oznacza w praktyce? Czym dla ciebie stało się macierzyństwo?

Kiedy rozpoczynałam swoją macierzyńską przygodę myślałam, że to moje dzieci będą tymi, które będą mnie przede wszystkim potrzebować. Dzisiaj myślę, że to ja potrzebowałam ich nieporównywalnie bardziej. Potrzebowałam ich po to, aby móc je kochać, czyli przestać być pierwszą. Zejść wreszcie z tronu swojego życia i udostępnić to miejsce im.

Żyjemy w społeczeństwie pełnym smutnych, wycofanych młodych ludzi. Z jednej strony mamy świetną i łatwo dostępną wiedzę psychologiczną, a z drugiej odsetek depresji i samobójstw rośnie z każdym rokiem. Myślę, że tak się dzieje między innymi dlatego, że za bardzo zajmujemy się sobą, naszymi potrzebami, naszym życiem, a za mało szukamy tych, którym możemy pomóc. Każdy z nas odnajduje w sobie deficyty, każdy ma poranione, złamane serce. Dzieci zmusiły mnie do porzucenia moich królestw smutku, żalu i zamartwiania się. I nagle okazało się, że życie przeżywane dla kogoś ma bardzo wyjątkowy smak, bo proces odzyskiwania siebie dynamizuje się. Dużo łatwiej pracować nad sobą, rozumieć swoje potrzeby i odpowiadać na nie, gdy lwia część naszego życia jest służbą dla kogoś.

Wiem, że to paradoks, ale odkryłam, że jeśli wypełnimy nasze życie byciem dla innego, wtedy to, co nas uwiera, rani, wszystkie nasze deficyty i mechanizmy obronne można łatwiej dostrzec, bo znika cała masa pozornych, neurotycznych bolączek, na które najzwyczajniej w świecie szkoda nam marnować swój czas i energię. Czyli po pierwsze macierzyństwo ułatwiło mi dostrzeżenie życiowych zranień, ale to nie wszystko! Sama obecność dzieci w moim życiu zmobilizowała mnie do pracy nad sobą, do podjęcia trudu terapii. Bardzo chciałam stać się dla nich, dla mojego męża, ale wreszcie też dla siebie samej po prostu sobą. Zwykłą-niezwykłą kobietą, która bardzo dobrze czuje się we własnej skórze. Która siebie zna, jest pogodzona z własną przeszłością, żyje mocno osadzona w rzeczywistości, ale wciąż jest głodna przyszłości. I która potrafi budować życiodajne, pełne miłości więzi.

Reklama

Sama obecność dzieci w moim życiu zmobilizowała mnie do pracy nad sobą, do podjęcia trudu terapii. Bardzo chciałam stać się dla nich, dla mojego męża, ale wreszcie też dla siebie samej po prostu sobą.

Uważasz, że kobiety potrzebują dziś takich historii jak Twoja? Bycie “drugą” nie jest dziś modne, właściwie można by pokusić się o stwierdzenie, że powoduje jakiś bunt w ogólnym trendzie “zadbaj o siebie”, “ważne jak ty się z tym czujesz”, “jeśli coś chcesz/czegoś nie chcesz, nie myśl o innych tylko o sobie, swoich potrzebach”…

Myślę, że bardzo brakuje dzisiaj takiego wyraźnego głosu, że można całkowicie poświęcić się dzieciom, postawić w 100% na rodzinę i że to jest w porządku. Że można autentycznie zachwycić się życiem oddanym maluchom, spędzać czas w piaskownicy, bujać się z nimi na huśtawce, czytać bajki i gotować rosołki i wyjść z tego czasu zwycięsko. Kluczem jest chyba zrozumienie, że nie da się przeżyć życia bez poświęcenia. Ale nie takiego, które wtłacza nas w rolę matki Polki i czyni z nas niewolnicę i służącą całego świata, ale poświęcenia, które rozumiem jako świadomy wybór, świadomą rezygnację z czegoś tak wartościowego jak praca czy odnoszenie sukcesów, na rzecz zbudowania mocnych, zdrowych i satysfakcjonujących więzi rodzinnych. Wcale nie chodzi tu o poświęcenie, które ma trwać całe życie – dzieciaki naprawdę szybko rosną! Miejmy odwagę oddać im kilka lat, miejmy odwagę postawić je przed sobą, a wkrótce okaże się, że nie tylko nic nie straciliśmy, ale zyskaliśmy coś, być może najważniejszego w życiu – nauczyliśmy się naprawdę kochać.

Bardzo brakuje dzisiaj takiego wyraźnego głosu, że można całkowicie poświęcić się dzieciom, postawić w 100% na rodzinę i że to jest w porządku

ZOBACZ: Czy istnieje talent do… macierzyństwa?

Co jest najbardziej zachwycającego w byciu mamą?

Na pewno nie odpowiem na to pytanie w sposób wyczerpujący… Zachwyca łapka śpiącego dziecka w mojej dłoni i natychmiastowe ukojenie, jakie daje pocałunek mamy na strzaskane kolanko czy otarty łokieć. Zachwycają wspólne wypady na rowery z nastoletnimi córkami i wieczorne rozmowy z nimi przy herbacie. Zachwycają gilgotańce w łóżeczkach, rodzinne pląsy przy muzyce i cicha prośba: „Mamusiu, coś złego mi się przyśniło, mogę spać przy tobie?”.

Miałam niedawno urodziny i wieczorem przyglądałam się półce, na której stały wszystkie prezenty, jakie dostałam od dzieci. Nagle uderzyła mnie ich ilość (było tego naprawdę sporo!) i przyszła mi do głowy taka myśl, że dzięki moim dzieciom, dzięki Wojtkowi, dzięki temu, że postawiłam w moim życiu na miłość – czyli odważyłam się być druga – mam tak wiele. A zresztą, co mi tam? Pójdę na całość – mam wszystko.


Anna Hazuka będzie gościem Weroniki Kostrzewy podczas audycji Radia Plus „Kościół Wydarzenia Komentarze” – 29 maja 2022, godz. 10:05. Serdecznie zapraszamy!


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę