Nasze projekty
Anna Hazuka

Czy istnieje talent do… macierzyństwa?

Dzisiaj ze wszystkich stron przekonuje się kobietę, że macierzyństwo jest kolejnym z życiowych wyzwań. Jest jak trofeum, które stawiamy na półce osiągnięć tuż obok doktoratu, medalu za przebiegnięty maraton i kluczy do własnej kancelarii. Tymczasem macierzyństwo jest czymś znacznie ważniejszym i większym - jest kuźnią naszej kobiecości. Jest naszą najważniejszą próbą ognia.

Reklama

Mamy w domu cztery panny. Kiedy spotka człowieka tyle szczęścia na raz, prędzej czy później, zjawi się w jego życiu również kultowa lalka, o równie kultowych wymiarach. W moim wypadku spotkanie pierwszego stopnia miało miejsce w kinie. Tuż przed rozpoczęciem filmu o przygodach Barbie i jej trzech sióstr, wyświetlił się krótki spot reklamowy firmy Mattel. Na ekranie pojawia się Barbie w różnych odsłonach; Barbe – pilot, Barbie – szef kuchni, Barbie – strażak, a całość wieńczy hasło:” You can be anything” (Możesz być kimkolwiek zechcesz). Żyjemy w niesamowitych czasach! Nawet bez zachęty ze strony Barbie możemy – jako kobiety – sięgać gwiazd! Możemy mieć ciała zaprawione w triatlonach, możemy obejmować szefostwo najtrudniejszych katedr świata, możemy skutecznie walczyć o miejsca w rankingach najbogatszych ludzi globu. Tak, smukła blond lalka ma rację – dzisiaj możemy wszystko. Tylko czy dzięki temu jesteśmy szczęśliwe? 

Mam już taki nawyk, że przyglądam się ustom i oczom kobiet. Szukam w nich blasku i… luzu. Blask świadczy o odnalezieniu swojego miejsca na ziemi, a luz o głębokim przekonaniu, że nie wisi już nad nią topór przymusu. Że może sobie spokojnie powiedzieć – „Nie muszę walczyć o… średnią, o super wyniki, o uwagę, o smukłe ciało, o podwyżkę”. Otóż znam tylko jedną kategorię kobiet, których oczy płoną, a serca biją spokojnie – to kobiety, które usłyszały wołanie Tego, który pierwszy je umiłował i na nie wielkodusznie odpowiedziały; to kobiety, które odnalazły swoje powołanie. 

Reklama
Reklama

Z powołaniem jest jak z zachodem słońca. Możemy przechodzić obok niego obojętnie, możemy zerkać czasem ukradkiem, ale możemy też stanąć i patrzeć, przypatrywać się aż… odkryjemy jego spektakularną wyjątkowość. Właśnie tak ujął sprawę powołania św. Paweł – tej rzeczywistości mamy się przypatrywać. Do czego zatem zawołał nas Bóg? Bez względu na nasz stan, bez względu na historię naszego życia – zawołał każdego z nas do miłości. Naszą pełnię odkryjemy tylko kiedy będziemy dla drugiego. Kiedy oddamy nasze życie komuś innemu i ofiarnie postawimy jego potrzeby przed sobą, wtedy odnajdziemy – zwykle niespodziewanie – pokój serca i to graniczące z pewnością przekonanie, że nie zmarnowaliśmy życia. 

Mam prośbę – podejdź teraz do lustra i popatrz na siebie. Popatrz na oczy, które potrafią dostrzec piękno i głębię tam, gdzie inni nie widzą nic szczególnego. Popatrz na delikatność swoich dłoni – stworzonych by otulały i chroniły. Popatrz na piersi, które wyglądają tak, bo ich najważniejszym zadaniem jest podtrzymywać życie. A teraz przyjrzyj się temu natrętnemu comiesięcznemu wydarzeniu. Można całą młodość na nie biadolić, a można popatrzeć na cud, jaki co miesiąc może się w nas rozegrać. Jest w nas miejsce stworzone tylko i wyłącznie do przyjęcia życia. Miejsce, w którym bezpiecznie i w głębokiej ciszy może dojrzewać człowiek z całą wyjątkowością swojego temperamentu, upodobań kulinarnych, a nawet sposobu kichania. Czy to nie jest spektakularne? Bóg dzieli się z nami radością szóstego dnia, dnia w którym stwarzał swoje najwspanialsze dzieło. Z naszego wnętrza, z naszej krwi, z naszego ciała rodzi się ktoś inny! Macierzyństwo jest wpisane głęboko w naszą istotę, a historia kobiety zaczyna się tak naprawdę dopiero wtedy, gdy przyjmie ten niezwykły dar; gdy pewnym krokiem, wielkodusznie i bez asekuracji wyjdzie ku drugiemu.

Reklama
Reklama

Żyjemy w niełatwych czasach dla mam. Napisałam kiedyś dla Stacji7 tekst pt. „Nie ma dobrego czasu na dzieci„. Był to jedyny mój tekst, który sprowokował tak dużo negatywnych komentarzy. Dostałam wtedy sporo prywatnych wiadomości, ktoś nawet zadał sobie trud i napisał całą polemikę. Co jest tak trudne? Tak skandalicznie niepoprawne? Głębokie przeświadczenie Kościoła, że miłość wymaga trudu, wyrzeczenia, oddania i poświęcenia? A przecież jeżeli nie kocha się aż do ofiary z siebie, to co to za miłość?

Dzisiaj ze wszystkich stron przekonuje się kobietę, że macierzyństwo jest kolejnym z życiowych wyzwań. Jest jak trofeum, które stawiamy na półce osiągnięć tuż obok doktoratu, medalu za przebiegnięty maraton i kluczy do własnej kancelarii. Tymczasem macierzyństwo jest czymś znacznie ważniejszym i większym – jest kuźnią naszej kobiecości. Jest naszą najważniejszą próbą ognia. Zaryzykuj i oddaj dzieciom swój czas, swoje ciało,  swoje marzenia i swój komfort życiowy. Nie bój się trwonić czas najpierw na długie nocne kołysanie, potem na piaskownicę i wspólne bujanie się na huśtawce. Naszą rolą jest nie tylko dać życie, ale też to życie wychować. A wychować to znaczy wyciągnąć na światło dziennie to, co jest schowane, co jest ukryte głęboko w sercu twojego dziecka. Żadna opiekunka, żaden, nawet najwspanialszy żłobek, ani wychowawczyni w przedszkolu nie będzie w stanie tego zrobić. Są klucze, które Bóg daje tylko rodzicom.

Reklama

Co się stanie z kobietą, która u progu kariery zaryzykuje i posłucha tego cichego szeptu miłości, i bez żadnej asekuracji postawi na pierwszym miejscu rodzinę? Doświadczy niewyobrażalnego piękna życia, ale i trudu. Doświadczy spełnienia, ale i lęku, jakiego nigdy nie znała. Doświadczy wreszcie tysiąca niezapomnianych chwil, ale i własnej słabości, i to czasem bezdennej. Ale dokładnie tego jej potrzeba! Jak każdemu z nas – ludziom, którzy chcą iść za Bogiem – potrzebujemy sytuacji, które rzucą nas na kolana, żeby wreszcie puścić stery życia i zaufać. Żeby przestać udawać jak wspaniale sobie radzimy. Żeby już nie przynosić co wieczór Bogu laurki doskonałości i niczym życiowi prymusi prosić o podpis. Nie taki jest pomysł Boga na nasze kilkadziesiąt lat na tej ziemii. Jego pomysł to pełne zaufanie i powierzenie się Mu do końca. A tak już jakoś z nami jest, że póki życie nie łupnie nami o ziemię, póty nie wiemy co znaczy przestać kombinować i zdać się już tylko na Bożą wolę. A tak się składa, że macierzyństwo idealnie do tego „łupnięcia” się nadaje. 

Czy to jednak oznacza, że pomysłem Boga dla nas – kobiet jest zamknięcie nas w znienawidzonej przez feministki triadzie „die Drei K” (z niemieckiego – Kirche, Kindern, Kueche)? A skądże! Przecież mamy tyle do zaoferowania światu! Kariera nie zając – naprawdę można ją dogonić, a zdecydowanie częściej przegonić. Chodzi tylko o stałe przylgnięcie naszej kobiecej natury do miłości. Bo to nas zakotwiczy i uodporni na pokusę szukania pełni swojej kobiecości w innych dziedzinach życia. To tak, jakby Pan Bóg mówił do nas – „Wejdź w ten ogień macierzyństwa jak najszybciej! Doświadcz tego niewyobrażalnego piękna, ale i trudu. Przeżywaj ze Mną chwile, w których wszystko będzie wymykać ci się z rąk. Pozwól Mi być przy tobie i przeprowadzić cię przez ten ogień, a zobaczysz jak cię umocnię. Uczynię z ciebie warownię nie do zdobycia. Sama zdziwisz się jak wielką masz siłę. Twój charakter, twoja osobowość wykuwa się przez ofiarną miłość”. 

Kiedy to odkryjesz będziesz gotowa pójść dalej. A wtedy idź i kochaj cały świat! Tam też wszyscy na ciebie czekają.

odstep]

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite