Fot. Wikipedia/Screen Youtube
„Znachora” chyba zna każdy. A kim był człowiek, który tę historię napisał?
Pobicie profesora Rafała WIlczura, to prawdziwa historia z życia autora powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza.
Profesor Rafał Wilczur, który po dramatycznym pobiciu traci pamięć i jako Antoni Kosiba zaczyna nowe życie, należy do tych bohaterów, których Polacy właściwie nie muszą sobie przedstawiać. Jedni pamiętają Kazimierza Junoszę-Stępowskiego z przedwojennej ekranizacji, dla innych Wilczur na zawsze ma twarz Jerzego Bińczyckiego, a najmłodsi poznali go jako Leszka Lichotę. Kolejne pokolenia wracają do tej samej historii o człowieku, który stracił niemal wszystko, ale nie utracił zdolności czynienia dobra. Równie ciekawa okazuje się biografia autora „Znachora”.
ZOBACZ TAKŻE >>> Netflix wyprodukował nową wersję słynnego filmu „Znachor”.
Polska pamięć zbiorowa
Tadeusz Dołęga-Mostowicz sam doświadczył biedy, przemocy, wielkiego sukcesu, życia warszawskich elit i wojny. A kiedy pisał, z niezwykłą łatwością potrafił zaglądać zarówno do salonów, jak i do biednych mieszkań, wiejskich chałup, gabinetów, fabryk i ludzkich serc.
Historia „Znachora” jest dziś właściwie częścią polskiej pamięci zbiorowej. Powieść doczekała się trzech pełnometrażowych ekranizacji: pierwszą nakręcił w 1937 roku Michał Waszyński, drugą w 1981 roku Jerzy Hoffman, a trzecią w 2023 roku Michał Gazda. Culture.pl zwraca uwagę, że dzięki najnowszej wersji książka Dołęgi-Mostowicza stała się pierwszą polską powieścią sfilmowaną trzykrotnie w pełnometrażowej formule.
Fenomen jest tym bardziej niezwykły, że początkowo ta opowieść wcale nie miała być powieścią. Dołęga-Mostowicz przygotował „Znachora” jako scenariusz filmowy albo jego rozbudowany szkic, ale producenci nie byli zainteresowani. Pisarz wykorzystał więc materiał literacko. Kiedy książka odniosła ogromny sukces, kino szybko upomniało się o historię, którą wcześniej odrzuciło, a ekranowy „Znachor” stał się jednym z największych przebojów przedwojennej polskiej kinematografii.
Przeczytaj również
Zanim zaczął pisać o ludziach, nauczył się ich obserwować
Dołęga-Mostowicz pochodził z Wileńszczyzny. Po doświadczeniach I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej na początku lat 20. znalazł się w Warszawie. Szukał pracy, mieszkał w trudnych warunkach i znał doświadczenie człowieka, który musi liczyć pieniądze i szukać dla siebie miejsca w wielkim mieście. Później wiele z tych obserwacji wykorzystywał w swojej prozie.
Przełomem okazała się praca w „Rzeczpospolitej”. Zaczynał tam od zajęć redakcyjnych, później został reporterem kryminalnym, redaktorem i felietonistą. Reporter musiał oglądać miasto z perspektywy bardzo odmiennej od tej, którą znał później jako zamożny pisarz: docierał do miejsc, ludzi i spraw, które zazwyczaj pozostawały niewidoczne dla świata eleganckich kawiarni czy literackich salonów. Ta umiejętność patrzenia na społeczeństwo z wielu stron pozostała w jego książkach na zawsze.
Jego powieści często przypominają wędrówkę przez kolejne warstwy międzywojennej Polski. W „Karierze Nikodema Dyzmy” obserwujemy środowisko elit, które samo tworzy mit człowieka niemającego kompetencji odpowiadających przypisywanej mu pozycji. „Doktor Murek” pokazuje degradację wykształconego inteligenta w czasach kryzysu, „Bracia Dalcz i S-ka” prowadzą do świata przemysłowców, a książki takie jak „Trzecia płeć”, „Świat pani Malinowskiej”, „Złota Maska” czy „Wysokie Progi” pozwalały mu opowiadać o sytuacji kobiet, życiu małżeńskim i zderzeniu różnych środowisk społecznych.
Dołęga-Mostowicza szczególnie interesował moment, kiedy człowiek zmienia swoje miejsce w świecie. Ktoś biedny nagle trafia na salony, ktoś szanowany traci wszystko, człowiek wykształcony zostaje zepchnięty na margines, a ktoś lekceważony niespodziewanie okazuje się najbardziej wartościową osobą w otoczeniu. Taka zmiana pozwalała autorowi zdejmować ze swoich bohaterów społeczne kostiumy i sprawdzać, co zostaje pod nimi, kiedy znika stanowisko, majątek, tytuł albo dobre nazwisko.
Pobity i wywieziony za miasto. Dziesięć lat później podobny los spotka profesora Wilczura
Najbardziej przejmujące jest to, że jeden z kluczowych motywów „Znachora” wyrastał z osobistego doświadczenia pisarza. 8 września 1927 roku Dołęga-Mostowicz został napadnięty wieczorem w Warszawie. Siedmiu mężczyzn pobiło go pałkami, wepchnęło do samochodu, wywiozło poza miasto i ponownie dotkliwie pobiło. Ranny pisarz zdołał dotrzeć do szosy i wrócić do Warszawy dzięki pomocy przypadkowego człowieka.
Dziesięć lat później podobne doświadczenie miał profesor Wilczur. Bohater „Znachora” także zostaje pobity, traci dotychczasowe życie i znika ze świata, w którym wcześniej miał nazwisko, pozycję i szacunek. Dołęga-Mostowicz wykorzystał więc własną traumę, ale przetworzył ją literacko w opowieść znacznie szerszą. U Wilczura pobicie prowadzi nie tylko do utraty pamięci, lecz także do niezwykłego eksperymentu: człowiek zostaje pozbawiony niemal wszystkiego, co dotąd określało jego społeczną tożsamość, a mimo to zachowuje swoje najważniejsze cechy.
To właśnie w tym miejscu „Znachor” okazuje się czymś więcej niż sprawnie napisanym melodramatem. Wilczur nie pamięta swojego nazwiska, nie wie, że był słynnym chirurgiem, nie ma tytułu profesorskiego ani pozycji społecznej, ale pozostaje człowiekiem wrażliwym na cudze cierpienie. Nadal chce ratować innych i wykorzystuje swoje umiejętności, choć sam nie potrafi wyjaśnić ich źródła. Wartość człowieka zostaje więc oddzielona od tego, co o nim mówi wizytówka, stanowisko czy opinia otoczenia.
„Znachor” miał pokazać jaśniejszą stronę człowieka
Jarosław Górski, biograf Dołęgi-Mostowicza, zwraca uwagę, że „Znachor” powstawał w okresie, kiedy pisarz chciał odejść od opisywania wyłącznie ciemnych stron rzeczywistości i pokazać także to, co w człowieku dobre. Wcześniej z dużą przenikliwością przedstawiał mechanizmy kariery, konformizmu, chciwości i społecznego zakłamania. Tym razem stworzył bohatera, którego siła nie bierze się ze sprytu, lecz z umiejętności służenia innym.
To może tłumaczyć trwałość tej historii. „Znachor” opowiada oczywiście o miłości, utraconej rodzinie i odzyskiwaniu pamięci, ale pod melodramatyczną fabułą znajduje się znacznie prostsze przekonanie: człowieka można pozbawić bardzo wielu rzeczy, a jednak nie wszystko da się mu odebrać. Wilczur jako Antoni Kosiba nie otrzymuje za dobro natychmiastowej nagrody. Pomaga dlatego, że ktoś cierpi i potrzebuje pomocy. Dopiero później świat dowiaduje się, kim naprawdę jest.
Nie ma podstaw, by z tego powodu przedstawiać Dołęgę-Mostowicza jako pisarza religijnego czy budować jego biografię wokół osobistej wiary, o której źródła biograficzne mówią niewiele. Można jednak zauważyć, że w „Znachorze” wyraźnie obecne są tematy bliskie chrześcijańskiemu widzeniu człowieka: utrata i odzyskanie, miłosierdzie, przebaczenie, służba słabszemu i przekonanie, że ludzka godność nie wynika z pozycji społecznej. W innych książkach Dołęgi-Mostowicza religijność pojawia się także po prostu jako naturalny element życia ludzi jego epoki. W „Świecie pani Malinowskiej” jeden z bohaterów regularnie się modli i chodzi na Mszę, a narrator podkreśla, że jego wiara nie jest ani demonstracyjna, ani narzucana innym, lecz stanowi spokojną część jego codzienności.
Pisarz, który zaglądał do salonu i do kuchni
Jedną z najmocniejszych cech Dołęgi-Mostowicza była zdolność obserwowania tego, co dzieje się z człowiekiem po zamknięciu drzwi. Interesowała go nie tylko wielka historia i publiczne role, ale również codzienne napięcia, kompleksy, pragnienie awansu, wstyd, zazdrość i miłość. Dlatego jego książki pozostają interesującym zapisem II Rzeczypospolitej nie tylko na poziomie wydarzeń politycznych czy społecznych, lecz także mentalności.
Widać to szczególnie w powieściach pisanych z kobiecej perspektywy. „Trzecia płeć” i „Świat pani Malinowskiej” podejmowały temat zmieniającej się sytuacji kobiet, a „Złota Maska” i „Wysokie Progi” prowadziły czytelnika pomiędzy środowiskiem warszawskich teatrzyków a światem arystokracji. Culture.pl przypomina, że wymowę niektórych z tych utworów określano nawet mianem „konserwatywnego feminizmu”. Nie oznacza to oczywiście, że Dołęga-Mostowicz patrzył na świat w sposób współczesny, ale pokazuje skalę jego zainteresowania doświadczeniami ludzi, którzy w literaturze popularnej nie zawsze otrzymywali własny punkt widzenia.
Podobnie zachowywał się wobec bohaterów wiejskich. „Znachor” nie traktuje ich wyłącznie jako egzotycznego tła dla losów wybitnego warszawskiego chirurga. Antoni Kosiba naprawdę wchodzi w ich świat, a powieść pozwala czytelnikowi zobaczyć społeczność, w której nowoczesna medycyna, tradycyjne sposoby leczenia, bieda, przywiązanie do ziemi, rodzinne relacje i religijność tworzą jedną rzeczywistość. Popularność książki na wsi była tak duża, że biograf pisarza mówi wręcz o przedwojennej „znachoromanii”.
Dołęga-Mostowicz nie bał się pisać dla szerokiej publiczności
Jego popularność była ogromna. Po sukcesie „Kariery Nikodema Dyzmy” publikował w niezwykle szybkim tempie, a jego kolejne książki osiągały wysokie nakłady i często trafiały na ekran. Pod koniec lat 30. należał do najlepiej zarabiających polskich pisarzy. Mógł pozwolić sobie na luksusowe mieszkanie i samochód, obracał się w zupełnie innych warunkach niż w czasie swoich pierwszych warszawskich lat.
Nie udawał przy tym, że pisze wyłącznie dla elitarnego odbiorcy. Doskonale rozumiał mechanizmy literatury popularnej i kina, a jego powieści budowane były tak, by czytelnik chciał poznać dalszy ciąg. Były w nich romanse, dramatyczne zwroty akcji, tajemnice rodzinne, awanse i upadki, przestępstwa oraz wielkie rozpoznania. Krytycy nie zawsze traktowali go poważnie, ale Dołęga-Mostowicz potrafił opowiadać historie, które ludzie chcieli czytać, a później oglądać.
Rozumiał, że literatura, prasa i kino coraz mocniej się przenikają. Sam „Znachor” jest najlepszym przykładem takiego myślenia: historia zaczęła się od pomysłu filmowego, stała się bestsellerową książką, później wielkim przebojem kinowym, a po kilkudziesięciu latach wracała w kolejnych ekranizacjach.
Ostatni rozdział napisała wojna
Kariera Dołęgi-Mostowicza urwała się nagle w chwili, gdy znajdował się na jej szczycie. We wrześniu 1939 roku, po niemieckim ataku na Polskę, pisarz znalazł się na południowo-wschodnich krańcach kraju. Po agresji Związku Sowieckiego przebywał w okolicach Kut przy granicy z Rumunią. Okoliczności jego śmierci nie są we wszystkich szczegółach jednoznaczne, ponieważ zachowało się kilka odmiennych relacji, jednak historycy są zgodni, że 20 września 1939 roku zginął podczas zajmowania Kut przez Armię Czerwoną. Miał zaledwie 41 lat.
Dopiero w 1978 roku jego szczątki sprowadzono do Polski i złożono w katakumbach na warszawskich Powązkach. Starania o ich przeniesienie wspierali między innymi kard. Stefan Wyszyński i Jarosław Iwaszkiewicz.
W jego biografii jest szczególnie przejmujący szczegół. Dołęga-Mostowicz mówił kiedyś, że kiedy zarobi wystarczająco dużo, około pięćdziesiątego roku życia zamierza zabrać się za napisanie czegoś „wielkiego i prawdziwego”. Wojna nie pozwoliła mu przekonać się, czym miałaby być ta książka.
Być może jednak nie docenił tego, co już zdążył zrobić. Jego powieści są dziś nie tylko świadectwem sprawności fabularnej, lecz także szeroką panoramą świata, którego już nie ma. Możemy dzięki nim zobaczyć przedwojenną Warszawę, prowincję, środowisko lekarzy, urzędników, przemysłowców, aktorów, ziemian i ludzi żyjących na marginesie. Możemy obserwować, jak wielka historia wchodzi do prywatnych mieszkań i jak społeczne przemiany odbijają się w małżeństwach, ambicjach, miłości, wstydzie i lęku pojedynczego człowieka.
Dołęga-Mostowicz potrafił opowiedzieć prawdę. Wystarczyło zajrzeć do ludzkiego domu, zobaczyć jego mieszkańców w chwili próby i pozwolić czytelnikowi zostać tam wystarczająco długo, by zaczął rozumieć ich sytuację i uczucia.
Źródła: Culture.pl, Polskie Radio Jedynka, Dzieje.pl, Internetowy Polski Słownik Biograficzny.










