Nasze projekty
Reklama
Fot. Wikipedia/Canva

Mrok, tajemnica i bezbrzeżny smutek. Najpiękniejszy Marsz Żałobny. Czy Chopin pisał go na swój pogrzeb?

Marsz Żałobny Fryderyka Chopina stał się oficjalną ścieżką dźwiękową ludzkiego pożegnania. Skąd w sercu młodego, genialnego Polaka wziął się tak bezbrzeżny smutek?

To utwór, który zna niemal każdy człowiek na ziemi, nawet jeśli nigdy nie postawił stopy w filharmonii. Cztery ponure, ciężkie uderzenia w klawisze, po których następuje jedna z najpiękniejszych i najbardziej przejmujących melodii w dziejach muzyki. Marsz Żałobny Fryderyka Chopina stał się oficjalną ścieżką dźwiękową ludzkiego pożegnania – towarzyszył w ostatniej drodze królom, prezydentom, papieżom, ale też milionom bezimiennych ludzi. Skąd jednak w sercu młodego, genialnego Polaka wziął się tak bezbrzeżny smutek?

Narodził się przed tragedią

Wokół słynnego Marsza narosło wiele mitów. Najpopularniejszy z nich głosi, że Chopin skomponował go w udręce na łożu śmierci, przeczuwając swój rychły koniec. Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie bardziej zaskakująca. Utwór powstał w 1837 roku w Paryżu – na długo przed tym, zanim stan zdrowia kompozytora drastycznie się pogorszył i aż dwanaście lat przed jego śmiercią.

ZOBACZ TAKŻE >>> Kochać jak Fryderyk Chopin

Reklama

Fryderyk miał wówczas zaledwie 27 lat. Dlaczego więc stworzył dzieło tak przesiąknięte żałobą? Biografowie wskazują na potężny splot osobistych i narodowych dramatów. Chopin żył na emigracji, głęboko przeżywając klęskę powstania listopadowego i utratę niepodległości przez Polskę. W tym samym czasie rozpadła się jego miłość do Marii Wodzińskiej – jej rodzice uznali chorowitego artystę za kiepską partię dla córki. Marsz Żałobny nie był więc lamentem nad własnym ciałem, ale krzykiem tęsknoty za utraconą Ojczyzną i złamanym sercem.

Przerażające wizje przy fortepianie

Chopin schował ten utwór do szuflady na dwa lata. Dopiero w 1839 roku, podczas pobytu w posiadłości George Sand w Nohant, dopisał do niego trzy pozostałe części, tworząc słynną Sonatę b-moll op. 35. Marsz stał się jej trzecim ogniwem.

Komponowaniu Sonaty towarzyszyły stany, które dziś nazwalibyśmy stanami lękowymi. Sam Chopin w listach opisywał przerażające wydarzenie, do którego doszło podczas grania Marsza w Nohant. W pewnym momencie artysta zobaczył, jak z wnętrza fortepianu wyłaniają się upiorne istoty – przeklęte potępieńcze dusze, które miał widzieć wcześniej na cmentarzu. Przerażony kompozytor musiał przerwać grę i wybiec z pokoju, by odzyskać równowagę. Mrok ukryty w tych nutach był tak namacalny, że przerażał samego twórcę.

Reklama

Wykonany na jego własnym pogrzebie

Fryderyk Chopin zmarł w Paryżu 17 października 1849 roku. W testamencie prosił, by podczas jego mszy żałobnej w kościele św. Magdaleny wykonano wspominane wcześniej Requiem Mozarta. Jednak w drodze na cmentarz Père-Lachaise, Paryż żegnał go jego własnym dziełem.

ZOBACZ TAKŻE >>> To był ostatni koncert Chopina. Już nigdy nie wrócił do Polski

Trumna z ciałem polskiego geniusza była niesiona przy dźwiękach Marsza Żałobnego, który na tę okazję został specjalnie zinstrumentowany na orkiestrę dętą przez Napoléona Henriego Rebera. W tamtym momencie utwór ostatecznie przestał być jedynie częścią sonaty – stał się własnością całej ludzkości.

Reklama

Dźwięk narodowej żałoby na pogrzebach Churchilla, czy Kennedy’ego

Z czasem utwór ostatecznie przestał być jedynie osobistym wyznaniem kompozytora – stał się uniwersalnym symbolem państwowego i narodowego pożegnania na całym świecie. To właśnie te monumentalne, chopinowskie akordy rozbrzmiewały na ulicach Waszyngtonu w listopadzie 1963 roku, kiedy Ameryka żegnała tragicznie zamordowanego prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

Dźwięki te towarzyszyły również ceremonii pogrzebowej legendarnego brytyjskiego premiera, sir Winstona Churchilla, a także innych przywódców. Choć powstał w głowie polskiego emigranta, Marsz stał się ponadnarodowym językiem żalu dla skrajnie różnych kultur i systemów politycznych.

Pomiędzy rozpaczą a Niebem

Geniusz tego utworu tkwi w jego genialnej, głęboko teologicznej strukturze. Marsz zaczyna się i kończy ciężkim, nieubłaganym rytmem kroku pogrzebowego (część A). To obraz śmierci surowej, ziemskiej, ostatecznej.

Jednak w samym środku utworu Chopin umieścił tzw. trio (część B) – genialne rozjaśnienie w tonacji Des-dur. Monotonny rytm znika, a z klawiszy płynie nieziemska, anielska, pełna ukojenia melodia. Muzykolodzy i duchowni często widzą w tym fragmencie muzyczną ikonę nadziei chrześcijańskiej – moment, w którym dusza na chwilę odrywa się od ziemskiego dramatu i dotyka tajemnicy wieczności, zanim ponury krok rzeczywistości znów przypomni o stracie.

To właśnie to niezwykłe połączenie grozy i piękna sprawia, że Marsz Chopina od blisko dwustu lat dotyka serc ludzi na całym świecie.

Źródła: Archiwa Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina (NIFC), George Sand, Histoire de ma vie, Korespondencja Fryderyka Chopina

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas