Nasze projekty
Reklama
Fot. Canva/Stacja7

Jest taki dzień, kiedy cała Polska jedzie na cmentarz. Fenomen 1 listopada

Jest taki dzień w roku, kiedy Polacy przemierzają setki kilometrów, miasta uruchamiają dodatkowe autobusy, policja zmienia organizację ruchu, a wieczorem cmentarze wyglądają jak morza światła. Widok niepowtarzalny, nieporównywalny z niczym innym, ponieważ poza migocącymi światłami stoi za nim refleksja.

1 listopada robimy coś, czego na co dzień coraz częściej nie umiemy: zatrzymujemy się. I idziemy do tych, których już z nami nie ma. Czy gdzieś na świecie Wszystkich Świętych obchodzone jest z podobnym rozmachem? Okazuje się, że nie jesteśmy jedyni. Ale polski 1 listopada rzeczywiście ma w sobie coś szczególnego.

Można narzekać na korki. Na kolejki przed cmentarzami. Na ceny chryzantem i zniczy. Na to, że trzeba najpierw znaleźć miejsce parkingowe, potem przez pół godziny przeciskać się alejkami, a na koniec przypomnieć sobie, gdzie właściwie znajduje się grób cioci, której nie odwiedzaliśmy może i od kilku już lat. Modlimy się przy grobach, spotykamy z rodziną, zmarli znów nas jednoczą. A kiedy przychodzi wieczór trudno nie poczuć, że dzieje się coś niezwykłego.

W świecie, który przez większą część roku bardzo się spieszy, nagle miliony ludzi robią właściwie to samo: jadą pamiętać.

Reklama

ZOBACZ >>> Modlitewnik za zmarłych. „Śpieszmy się kochać ludzi”

GDDKiA co roku przygotowuje się w tych dniach na znaczący wzrost ruchu. W komunikacie przed tegorocznym 1 listopada przypomina, że wielu kierowców będzie pokonywać setki kilometrów, aby dotrzeć na cmentarze i rodzinne spotkania. To chyba najlepiej pokazuje, że nie jest to po prostu prywatna wizyta na grobie. 1 listopada uruchamia w Polsce prawdziwą społeczną migrację.

Trochę Wszystkich Świętych, trochę Zaduszki

Jak chodzi o samo święto warto trochę uporządkować pojęcia. 1 listopada jest uroczystością Wszystkich Świętych – dniem tych, którzy już zostali zbawieni, których czcimy, za których wstawiennictwem się modlimy. Dopiero 2 listopada, to Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, czyli Zaduszki, Kościół szczególnie wtedy modli się za zmarłych.

Reklama

ZOBACZ >>> Listopadowe modlitewniki!

Polski zwyczaj trochę te dwa dni ze sobą połączył. Ponieważ 1 listopada jest dniem wolnym od pracy, to właśnie wtedy całe rodziny ruszają na cmentarze. Przy grobach wspominamy zmarłych, modlimy się, zapalamy światła. Religijna uroczystość Wszystkich Świętych i rodzinna pamięć o zmarłych nakładają się na siebie.

I nie dotyczy to wyłącznie ludzi regularnie praktykujących. Polskie cmentarze są czymś więcej niż miejscem żałoby – stają się przestrzenią pamięci rodzinnej i ciągłości między pokoleniami.

Reklama

Czy tylko Polacy tak robią?

Nie. Bardzo podobnie wygląda początek listopada na Litwie. Tam również całe cmentarze rozświetlają się tysiącami małych świateł. Oficjalny portal turystyczny Litwy opisuje ten czas jako szczególny moment w kalendarzu, poświęcony porządkowaniu grobów, zapalaniu świec i wspominaniu zmarłych. Po zmroku nekropolie w całym kraju migoczą od tysięcy płomieni.

Podobną kulturę pamięci znajdziemy na Słowacji, gdzie okres od 31 października do 2 listopada tworzy swoiste triduum pamięci o zmarłych – Dušičky. Cmentarze i kościoły stają się w tym czasie najważniejszymi miejscami rodzinnego wspominania.

Bardzo znajomy widok zobaczylibyśmy także w Chorwacji. 1 listopada jest tam dniem wolnym, rodziny licznie odwiedzają groby, przynoszą kwiaty i zapalają świece. Wieczorem słynny cmentarz Mirogoj w Zagrzebiu również zamienia się w ogromne morze świateł.

A więc nasze doświadczenie nie jest tak bardzo odosobnione. Szczególnie w katolickiej części Europy Środkowej i Południowej pamięć o zmarłych bardzo mocno związała się z początkiem listopada.

Francuzi przynoszą kwiaty

We Francji również tłumnie odwiedza się cmentarze w okresie Toussaint. Sama tylko administracja Paryża spodziewa się w tych dniach ponad 200 tysięcy odwiedzających na 20 miejskich cmentarzach.

Ale krajobraz jest trochę inny. Symbolem francuskiego 1 listopada nie jest tak bardzo znicz, jak chryzantema. Według danych przytaczanych przez miasto Paryż w 2023 roku niemal cztery miliony francuskich gospodarstw domowych kupiły rośliny z okazji Wszystkich Świętych, a około 60 proc. tych zakupów stanowiły właśnie chryzantemy.

Co ciekawe, tradycja masowego stawiania chryzantem na grobach rozpowszechniła się szczególnie po I wojnie światowej. We Francji kwiat w dużej mierze zajął miejsce świecy. My mamy więc światło. Oni – morze kwiatów.

A na Filipinach na cmentarzu spotyka się cała rodzina

Jeszcze ciekawszy jest przykład Filipin. Tam Undas, czyli okres Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, jest jednym z najważniejszych rodzinnych momentów roku. Rodziny przychodzą na cmentarze, modlą się, zapalają świece i przynoszą kwiaty, ale jednocześnie spędzają przy grobach wiele godzin. Spotykają krewnych, jedzą razem, rozmawiają i wspominają zmarłych. Cmentarz staje się na chwilę miejscem wielkiego rodzinnego spotkania.

Skala może zaskakiwać nawet Polaka. W 2024 roku tylko dwa cmentarze administrowane przez Manilę odwiedziło podczas okresu Undas ponad 2,16 miliona osób.

Meksyk robi to jeszcze inaczej

Najbardziej znanym przykładem jest oczywiście meksykańskie Día de los Muertos. Tu jednak atmosfera jest zupełnie inna niż na polskim cmentarzu.

Między końcem października a początkiem listopada rodziny przygotowują ofrendas – ołtarze ze zdjęciami zmarłych, kwiatami, świecami, jedzeniem i przedmiotami, które należały do bliskich. W tradycji rdzennych społeczności Meksyku jest to czas symbolicznego powrotu zmarłych do świata żywych. Zwyczaj został wpisany przez UNESCO na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości.

Różne sposoby świętowania ale potrzeba, która kryje się za tymi zwyczajami, wydaje się bardzo podobna.: Nie pozwolić, żeby człowiek zniknął tylko dlatego, że umarł.

1 listopada mówi o Polakach więcej, niż nam się wydaje

Na co dzień potrafimy mieszkać setki kilometrów od rodzinnego domu. Rzadko odwiedzać krewnych. Nie znać sąsiadów. Żyć szybko, przenosić się z miasta do miasta i coraz większą część życia przechowywać w telefonie. Ale potem przychodzi jeden dzień i wracamy dokładnie tam, skąd jesteśmy. Na cmentarz w małym mieście. Na wieś. Do rodzinnego grobu. Do nazwisk ludzi, dzięki którym w ogóle jesteśmy. Być może nie dlatego, że wyłącznie chcemy uczcić zmarłych, wspomnieć ich ale chodzi też o przynależność. O naszą tożsamość.

O przypomnienie sobie, że nie zaczęliśmy się od siebie. Że przed nami byli inni. Że ktoś nas wychował, ktoś zbudował dom, ktoś opowiadał rodzinne historie, ktoś nauczył nas modlitwy, ktoś czekał na nasze narodziny. I nawet jeśli nie umiemy już o tym mówić, pierwszego listopada przynosimy im światło i modlitwę.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas