Nasze projekty
Reklama
fot. Freepik

Cukierek i różaniec

W sieci wrze dyskusja, czy należy zabierać dzieci na cmentarze. A przecież to właśnie tam uczą się, że śmierć nie jest końcem, lecz częścią życia.

Pod figurką Maryi, miesiąc po śmierci babci, dzieci stanęły w milczeniu.

– Chłopaki, to może się jeszcze za babcię pomodlimy? – zaproponowała Ania.
– No dobra – odpowiedział Tolo. – Ale ona już jest w niebie, z Panem Jezusem.

Dzieci mają swoją teologię. Prostą, bezpośrednią, czasem zabawną. Kiedyś Antek zapytał Anielę, czy jak umrze, będzie mógł wziąć jej sweter z gwiazdkowymi guzikami. Bo przecież szkoda, żeby się zmarnował.

Reklama

Dzieci są obecne na pogrzebach naszych bliskich. Ich obecność – kiedy są małe – potrafi te chwile rozjaśnić. Dla nich naturalne jest, że gdy ktoś umiera, jest nam smutno, że płaczemy. Pamiętają pogrzeby przez emocje: „dziadek płakał, bo umarła babcia”. I to im wystarcza, żeby zrozumieć, że śmierć to coś poważnego, ale nie ostatecznego.

Początek listopada to czas wspólnej modlitwy za zmarłych, odwiedzin cmentarza, jedzenia zupy dyniowej i cynamonek. Robimy to razem – rodzice i dzieci. Dorośli prowadzą, dzieci towarzyszą. Te młodsze żyją jeszcze w rozdarciu między Halloween a balem Wszystkich Świętych. Starsze – coraz śmielej – szykują się na „dziady” w sensie Mickiewiczowskim. A razem oglądamy Coco i uczymy się, że pamięć to też forma obecności.

Wyprawa na cmentarz staje się lekcją rodzinnej historii. Rozmową o tym, komu przynieść chryzantemy i które kwiatki najbardziej podobałyby się babci. To czas układania drzewa genealogicznego, powtarzanych w kółko pytań: „a kto to był?”, „czy teraz ja mogę zapalić znicz?”, „jaką modlitwę odmówimy?”. Młodsze uczą się, że na cmentarzu się nie biega. Starsze – że można rozmawiać o rzeczach ostatecznych bez strachu.

Reklama

Z dziećmi rozmawiamy też o tym, jak mógłby wyglądać mój grób, co chciałbym, żeby o mnie pamiętano. To tematy, które w codzienności nie mają swojego miejsca – listopadowe rozmowy o życiu i śmierci.

Cmentarz to miejsce, gdzie wraca temat świętych obcowania. Dla dorosłych – tajemnica wiary. Dla dzieci – coś zupełnie oczywistego. Babcia jest w niebie, święci też, więc wszyscy są w tej samej drużynie. To oni czuwają, pomagają, są obecni w myśli: „czy babci to by się podobało?”.

Ośmiolatek potrafi zadać pytanie, które teologom mogłoby odebrać mowę: „czy jakby babcia była beatyfikowana, to pojechalibyśmy do Watykanu?”.

Reklama

Święci mają w naszym domu swoją ligę mistrzów: Antoni, Jan Paweł II, Carlo Acutis, Matka Elżbieta Czacka. Dla chłopaków to nie tylko patroni, ale bohaterowie zabaw. Trwają właśnie negocjacje, za jakich świętych się przebiorą na „Korowód Wszystkich Świętych” w zaprzyjaźnionej parafii. Wraca wspomnienie ubiegłorocznej „pizzy ze świętymi”.

Szykujemy się więc na wieczór modlitwy – i zabawy. Nie będzie psikusów, ale dzieci, które przyjdą po cukierki, dostaną coś jeszcze: „cukierek i różaniec”.

Bo uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to nie tylko wspomnienie tych, którzy odeszli. To spotkanie ze wszystkimi – obecnymi, zmarłymi, świętymi, znanymi i tymi z naszego codziennego życia.

ZOBACZ TEŻ: Przed nami niezwykła niedziela. Jak będzie wyglądała liturgia?

Od lat tworzymy tradycję: wspólna wizyta na cmentarzu, wymienianie imion zmarłych, poznawanie życia świętych. I zawsze powraca to samo pytanie – może najważniejsze z całego listopada:

„Czy ja też mogę być święty?”

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas