Fot. Archiwum prywatne/Canva
„Mamo, tato, dlaczego nic nam o tym nie powiedzieliście?”. Francuzi odkrywają wiarę
Francja jest silnie zsekularyzowana, mimo to coraz więcej dorosłych prosi o chrzest. Do jakiego państwa i Kościoła przybywa Leon XIV, opowiada Cyprien Viet, francuski watykanista
STACJA7.PL: Francja uchodzi za jeden z najbardziej zsekularyzowanych krajów Europy. Jak dziś wygląda tam wiara i religijność?
CYPRIEN VIET: Francja jest rzeczywiście krajem bardzo zsekularyzowanym, a znaczna część społeczeństwa deklaruje obojętność religijną. Powiedziałbym jednak, że wojujący ateizm, który niegdyś był bardzo silny, dziś znacznie osłabł, zwłaszcza w porównaniu do tego, co działo się w XX wieku. W konsekwencji duża część społeczeństwa nie potrafi dziś zrozumieć chrześcijańskich obrzędów, religijnego słownictwa, doktryny katolickiej itd. Często mówimy o pewnej formie „religijnego analfabetyzmu”, który czasami daje o sobie znać również w języku mediów.
Czy obok sekularyzacji widać także oznaki przebudzenia?
Od kilku lat obserwujemy ogromne przebudzenie. Przykładowo, wiele parafii, szczególnie w środowiskach miejskich, odnotowuje znacznie większą frekwencję na Mszach św., która stale rośnie.
Na przykład w Paryżu zjawisko to, zauważalne już od początku lat 2000., szczególnie nasiliło się od 2021-2022 roku.
Przeczytaj również
Po pandemii nastąpiła dość spektakularna zmiana w praktykach religijnych, którą obecnie obserwuje się również w mniejszych miastach i na terenach wiejskich. Widać, że ludzie potrzebują i szukają oparcia w tym, czego naucza Kościół, zwłaszcza w realiach, w których nie brakuje szeroko pojętnej niepewności oraz kryzysów: osobistych, politycznych czy społecznych. Pomimo wszystkich skandali, związanych z nadużyciami, Kościół jako instytucja, pozostaje punktem odniesienia. Owszem, bardzo bolesnym momentem było przedstawienie w 2021 r. raportu komisji, powołanej przez biskupów w sprawie wykorzystania. Jej częścią było bardzo kontrowersyjne badanie, które wskazywało, że ofiar może być potencjalnie 330 tysięcy. Jednocześnie pozwoliło ono oczyścić atmosferę, pokazując, że biskupi nie bali się poddać krytyce i zakwestionować własnego postępowania. W dłuższej perspektywie uważam, że pozytywnie wpłynęło to na wiarygodność Kościoła.
Odnośnie pandemii, to ciekawe, bo na przykład w Polsce pandemia przyczyniła się raczej do spadku praktyk religijnych.
Sądzę, że we Francji pandemia bardzo mocno wpłynęła na świadomość ludzkiej kruchości. Podobnie, jak wojna na Ukrainie, która uświadomiła nam, że pokój w Europie nie jest czymś danym raz na zawsze. Dla Francuzów jest to coś stosunkowo nowego. Kilka pokoleń żyło w warunkach pokoju i przy niewielkim zagrożeniu geopolitycznym. Teraz znacznie silniej odczuwamy pewną kruchość i niepewność. Sądzę, że prowadzi to wiele osób do zadawania sobie pytań o sens życia, a także o to, co następuje po śmierci. Moim zdaniem skłania ich to również do nieco bardziej regularnych praktyk religijnych.
To zjawisko odnotowuje się w wielu parafiach, choć istnieją również obszary opuszczone, szczególnie na wsiach, gdzie czasami jeden ksiądz musi obsługiwać 70 czy 80 miejscowości. Oczywiście, przeciążeni proboszczowie nie są w stanie ożywiać duszpastersko wszystkich kościołów i dojazdowych kaplic. To bolesny brak, a wielkim powodem do niepokoju wciąż jest też brak powołań. Wprawdzie na etapie propedeutycznym rośnie liczba kandydatów, ale owoce tego wzrostu będą widoczne dopiero po 2030 roku. W ciągu najbliższych pięciu czy sześciu lat liczba święceń kapłańskich we Francji będzie bardzo niewielka. Nie przeszkadza to jednak w powstawaniu nowych form chrześcijańskiego braterstwa, poprzez które wspólnoty próbują trwać, jako Kościół, nawet jeśli Eucharystia sprawowana jest rzadziej.
Od kilku lat przybywa we Francji dorosłych proszących o chrzest. Czy mamy do czynienia z trwałym trendem?
Jeśli chodzi o chrzty, rzeczywiście jest to zjawisko ogromne i bardzo zaskakujące. Nasilenie obserwujemy nieprzerwanie od 2023 roku. Sądzę więc, że mamy do czynienia z fenomenem dość trwałym, które naprawdę dotyczy wszystkich warstw społeczeństwa, choć przede wszystkim młodych ludzi w wieku od 20 do 30 lat.
Wielu z nich pragnie życia opartego nieco mocniejszych duchowych fundamentach, niż życie ich rodziców. Wśród młodych ludzi, proszących o chrzest, wiele osób to np. dzieci osób rozwiedzionych, które bardzo cierpiały z powodu rodzinnej sytuacji i chcą zbudować swoje życie inaczej — z zamiarem stworzenia trwałego związku i założenia stabilnej, opartej na wartościach rodziny.
Jest to coś dość nowego, ponieważ w mediach bardzo mocno promowano przez lata pewną „płynność” — przekonanie, że związek może być czymś bardzo tymczasowym i wymiennym. Dziś wśród tysięcy młodych ludzi odczuwamy pragnienie przeciwstawienia się tej ideologii i poszukiwanie czegoś innego. Sądzę, że jest to jedno z głównych wyjaśnień tego „boomu” katechumenatu.
Co ich prowadzi do Kościoła?
Sam mam dorosłych znajomych, którzy prosili o chrzest — niektórzy w ramach przygotowania do małżeństwa, inni dlatego, że najpierw chcieli ochrzcić swoje dziecko, a to, po latach, doprowadziło ich samych do pragnienia przyjęcia chrztu. „To Jezus jest prawdą” — mówią, niekiedy po bardzo długiej drodze, która trwa nie tylko latami, ale nawet kilka dziesięcioleci. Zdarza się, że o chrzest proszą osoby w bardzo podeszłym wieku.
Jest to zjawisko dość silne i dotyka zarówno środowisk intelektualnych, jak i robotniczych czy ludzi bardzo prostych. To ciekawe, bo ten fenomen obejmuje rzeczywiście wszystkie diecezje i wszystkie miasta. Nie jest to tylko niewielkie lokalne poruszenie w Paryżu, ale coś znacznie szerszego.
Widzę w tym prawdziwy powód do radości, ale również wyzwanie dla Kościoła. Towarzyszenie jednemu katechumenowi w parafii już samo w sobie jest wyzwaniem, a kiedy trzeba towarzyszyć 40 czy 50 osobom na raz, należy znaleźć odpowiednie zasoby ludzkie, a nie jest to łatwe!
Dla niektórych może to być “przejściowa fascynacja”.
Tak, istnieje również ryzyko – szczególnie w przypadku niektórych młodych ludzi – zbyt mocnego idealizowania Kościoła. Mogą być bardzo rozczarowani, gdy uświadomią sobie, że chrzest „nie likwiduje” ich problemów. Dlatego osobom, które im towarzyszą, potrzeba dużej dojrzałości duchowej i ludzkiej oraz wielkiej delikatności, aby pomóc im zachować kontakt z rzeczywistością i nie odcinać się od własnego środowiska, życia zawodowego itd. Niektóre przypadki mogą rodzić poważne trudności, dlatego również osoby towarzyszące katechumenom potrzebują wsparcia. Znam biskupów, którzy osobiście się tym zajęli, zapewniając szerokie wsparcie i odpowiednią formację, ponieważ wiedzą, że stawką jest przyszłość Kościoła.
Skąd przychodzą nowi katechumeni — z rodzinnej tradycji czy z odkrycia chrześcijaństwa od zera?
Profile nowych ochrzczonych są bardzo zróżnicowane. Często widać u nich pewną formę buntu, tak jak u młodzieży, która buntuje się przeciwko bierności rodziców.
Bardzo często punktem wyjścia jest w ich przypadku pogrzeb babci. Wielu księży o tym mówi. Pogrzeb babci staje się dla młodych ludzi okazją do ponownego odkrycia obrzędów, a czasami nawet do wejścia do kościoła dosłownie: po raz pierwszy w życiu.
I w wielu przypadkach urzeka ich piękno, które tam znajdują. Niektórzy są na wskroś poruszeni, odkrywając, w co wierzyła ich babcia przez 80 czy 95 lat. Młodzi ludzie, mając dwadzieścia kilka lat, odkrywają nagle zupełnie nową rzeczywistość, która ostatecznie przynosi im pokój i pogodę ducha, na które już w ogóle nie liczyli.
Zwracają się wtedy do rodziców, pytając: „Ale dlaczego nic nam o tym nie powiedzieliście?”. Wielu rodziców należy do pokolenia 45 – 60-latków, którzy bardzo oddalili się od Kościoła, ponieważ dorastali w atmosferze materialnego komfortu i konsumpcjonizmu. We Francji mamy na przykład coś w rodzaju „kultu wakacji”, które stały się celem w życiu. Ci dorośli są szczęśliwi, że stać ich na ciekawe wyjazdy, na dobry samochód, że mogą podróżować — to główny horyzont ich życia. I w tym kluczu chcieli zapewnić swoim dzieciom materialny dobrobyt.
Czyli ciekawe wyjazdy, dobry samochód – to za mało.
Pojawia się nowe pokolenie, które szuka czegoś innego i zadaje pytania, na które rodzice czasami nie mają odpowiedzi. A wtedy młodzi ludzie zaczynają spontanicznie przychodzić do Kościoła, czasem podążając za przyjaciółmi. Zdarza się również, że sami prowadzą swoich rodziców z powrotem do wiary katolickiej.
Mamy więc bardzo silną grupę dwudziesto- trzydziestolatków, którzy chcą zrozumieć, co pozwoliło ich dziadkom wytrwać w stabilnym małżeństwie i zaangażowaniu społecznym. Odkrywają to niekiedy dość późno i żałują, że nie mieli czasu porozmawiać o tym z dziadkami. Jednak daje im to impuls, by zapukać do drzwi plebanii i poprosić o rozmowę księdza.
Wielu kapłanów, zwłaszcza młodych, jest bardzo poruszonych liczbą tych próśb. Niektórzy mówią, że w latach 2020-2026 liczba młodych ludzi w kościołach wzrosła pięcio- lub sześciokrotnie. Naprawdę sądzę, że kryzys związany z Covidem-19 był niezwykle silnym czynnikiem, który uruchomił ten proces.
Co poza pandemią skierowało uwagę Francuzów na Kościół?
Możemy wymienić co najmniej dwa wydarzenia, które wstrząsnęły Francją: pożar paryskiej katedry Notre-Dame w 2019 roku oraz zabójstwo księdza Jacques’a Hamela w Normandii w 2016 roku.
Oba te wydarzenia bardzo zwiększyły widoczność Kościoła i skłoniły wiele osób, również w świecie mediów — widzę to wśród moich przyjaciół dziennikarzy — do próby zrozumienia, co katolicyzm ma do powiedzenia współczesnemu społeczeństwu.
Szczególnie po śmierci ks. Hamela wezwanie do przebaczenia i braterstwa z muzułmanami było czymś niezwykłym w porównaniu z atmosferą rozdrażnienia, która panowała we Francji w tamtym czasie, po licznych zamachach islamistycznych z 2015 i 2016 roku.
Wiele osób próbowało zrozumieć, co się wydarzyło i co wiara chrześcijańska mówi nam w tych okolicznościach. Nawet na poziomie politycznym można było dostrzec dużą zmianę w dyskursie i w sposobie, w jaki traktowano głos Kościoła.
Pamiętam, że prezydent François Hollande, który na początku swojej prezydentury reprezentował stanowisko ateistyczne, a nawet antyklerykalne, ostatecznie zaprosił przedstawicieli katolickich mediów na obiad w pałacu prezydenckim, aby podziękować im za przyczynianie się do zachowania pokoju społecznego poprzez przekazywanie bardzo pozytywnych komunikatów w sytuacji, gdy ryzyko powszechnej eskalacji przemocy było naprawdę duże.
Nieraz podczas programów telewizyjnych widziałem, jak sami dziennikarze byli poruszeni postawą biskupów czy osób związanych z Kościołem, które pojawiały się w programach i mówiły o budowaniu pokoju. Dziennikarze często nie kryli spontanicznego wzruszenia.
Wszystko to dotknęło nas jako społeczeństwo i sądzę, że przyczyniło się również do rozpoczęcia poruszenia, związanego z chrztami.
Leon XIV mówił o dorosłych proszących o chrzest jako o „znakach nadziei i obecności Boga w sercach”. Czy rosnący katechumenat jest jednym z powodów jego wizyty we Francji?
Tak, uważam, że podróż papieża jest poniekąd związana ze rosnącym katechumenatem. Podobne przebudzenie młodzieży obserwowaliśmy również w Hiszpanii. Nie jest to więc wyłącznie zjawisko francuskie, ale prawdą jest, że Francja przechodzi spektakularną przemianę, która interesuje papieża.
Pokazał to między innymi podczas Jubileuszu Młodych, przyjmując w Watykanie kilkuset katechumenów z Francji tuż przed rozpoczęciem jubileuszowego spotkania. Sądzę, że jest to rzeczywiście jeden z motywów jego podróży: zachęcanie do jeszcze większej troski o młodych ludzi.
To nie oznacza jedynie jakichś ogólnych założeń, ani organizowania wielkich zgromadzeń. Chodzi o próbę nawiązania relacji z każdym młodym człowiekiem i dotarcia do jego serca. Papież Leon XIV jest augustianinem. Jest bardzo wyczulony na przestrzeń serca, także poprzez uważność wobec uczuć i emocji i poważne traktowanie poruszeń duchowych.
Na jakie problemy młodych papież chce zwrócić uwagę?
Sądzę, że zachęci księży i wszystkich wierzących, aby troszczyli się o młodych ludzi, którzy często doświadczają psychicznej kruchości, rozpadu więzi rodzinnych czy trudności z wejściem na rynek pracy. Papież przypomina, że trzeba zwracać uwagę na tych młodych, którzy bywają samotni i sprawiają wrażenie zadowolonych z życia, podczas gdy w rzeczywistości przeżywają dramaty, często skrywane przed innymi. To coś, co podkreślał w Hiszpanii i co, jak sądzę, będzie podkreślał również we Francji.
Uważam, że jest to jedna z ważnych osi jego podróży: wezwanie do troski o młodych ludzi, poprzez zachęcanie ich do angażowania się w prawdziwe relacje w czasach naznaczonych wpływem nowych technologii i sztucznej inteligencji. Będzie to również jeden z głównych tematów całego jego pontyfikatu. Zobaczymy to także podczas jego kolejnych podróży zagranicznych, między innymi podczas Światowych Dni Młodzieży w Korei.
Franciszek odwiedzał we Francji Strasburg, Marsylię i Ajaccio; Leon XIV wybiera Paryż, Lourdes i Metz. Co ten wybór mówi o stylu jego podróży?
Możemy mówić o zmianie akcentu albo o powrocie do bardziej klasycznych pojęć. Rzeczywiście, Leon XIV udaje się do Paryża, przyjmuje również cały oficjalny charakter swej wizyty, czyli jej wymiar polityczny, wyrażający się m.in. w przyjęciu przez prezydenta itp., – wymiar, którego papież Franciszek chciał nieco unikać.
Nie sądzę jednak, aby była to jego ostatnia podróż. Można sobie łatwo wyobrazić, że Leon XIV powróci do Francji w kolejnych latach i uda się do mniej typowych miejsc. Myślę na przykład o Saint-Étienne-du-Rouvray, niewielkiej miejscowości ks. Hamela, na skraju Normandii.
Tymczasem dziś dokonuje się pewna zmiana akcentu, ponieważ Leon XIV bardziej zwraca uwagę na wymiar instytucjonalny swych podróży. Jest to więc trochę powrót do stylu Jana Pawła II i Benedykta XVI.
Pamiętajmy jednak, że kard. Prevost, który niezbyt dobrze znał Francję, osobiście towarzyszył papieżowi Franciszkowi podczas jego wizyty w Marsylii w 2023 roku oraz w Ajaccio w 2024 roku. Sądzę że dało mu to możliwość nawiązania cennych kontaktów z francuskim światem katolickim, a dziś jako papież korzysta z doświadczeń tych „małych podróży” papieża Franciszka. Istnieje zatem pewna ciągłość między oboma pontyfikatami, choć Leon XIV wyraźniej realizuje instytucjonalny i polityczny wymiar swojej posługi.
Jaki wpływ może mieć wizyta Leona XIV na Francję?
Wpływ ten już odczuwamy. Wizyta papieża jest obecna we wszystkich rozmowach i debatach. Myślę, że podczas wcześniejszych wizyt papieskich nie było to aż tak wyraźne. Także na poziomie politycznym, widać pewnego rodzaju zjednoczenie wokół tej wizyty.
Na przykład burmistrz miasta Saint-Denis, w którym znajduje się Stade de France, jest przedstawicielem skrajnej lewicy, wywodzącego się z partii bardzo antyklerykalnej. A jednak osobiście jest zachwycony możliwością przyjęcia papieża w swoim mieście. Obecnie bardzo dobrze współpracuje z miejscowym biskupem, by wizyta papieża przebiegła jak najlepiej.
Oczywiście będzie on obecny na Stade de France, aby powitać Leona XIV. Jest muzułmaninem pochodzenia afrykańskiego, który uznaje duchowy autorytet papieża oraz podkreśla, że papież szerzy dobro i przyczynia się do pokoju społecznego. To bardzo cenne w kraju naznaczonym bardzo silną imigracją oraz napięciami między wspólnotami.
Obecność papieża może odmienić Francję?
Myślę, że ta wizyta przyniesie duży pokój. Oczywiście, nie rozwiąże wszystkich problemów. Kampania prezydencka, która nastąpi później, i tak będzie trudna, ale sądzę, że wizyta papieska skłoni tysiące ludzi do zaangażowania się dla dobra społeczeństwa, i w obronę życia — nie w sposób teoretyczny, lecz konkretny, namacalny, ucieleśniony.
Jak wiadomo, Francja właśnie przyjęła ustawę dotyczącą eutanazji i wspomaganego samobójstwa, co dla katolików było wstrząsem. Jednocześnie jednak w postawie Kościoła odczuwa się troskę o to, by nieść pozytywne przesłanie i jednoznaczne świadectwo na rzecz życia, co zresztą doprowadziło Radę Konstytucyjną do przyznania katolickim placówkom ochrony zdrowia wyjątkowego statusu.
Nie ma już zupełnie takiej atmosfery, jaką mieliśmy w 2013 roku, podczas uchwalania ustawy o małżeństwie osób tej samej płci. Wówczas postawy były bardzo spolaryzowana, a katolicy wyrażali zdecydowany sprzeciw poprzez demonstracje itd. W tym roku wezwanie do obrony życia nie wyraża się jedynie poprzez wychodzenie na ulice, lecz poprzez klękanie przy łóżku osób chorych u kresu życia, towarzyszenie tym osobom i zapobieganie temu, by pozostawały same.
Ta ustawa, która jest oczywiście dla Kościoła katolickiego bardzo bolesna, a jednocześnie stawia wyzwanie polegające na tym, aby zrobić wszystko, by nikt nie został doprowadzony do sytuacji, w której będzie zmuszony prosić o eutanazję. Osoby, które się na nią decydują, często nie mają możliwości skorzystania z kompleksowej opieki medycznej i paliatywnej. Kościół mówi więc wierzącym i wszystkim tym, którym leży na sercu ochrona życia: tymi osobami trzeba się zaopiekować jeszcze bardziej niż wcześniej!
Jak papieskie przesłanie może przełożyć się na francuski Kościół?
Myślę, że dzięki tej wizycie papieża może pojawić się pewne nowe zaangażowanie. Będziemy mieli w pamięci piękne obrazy wielkich zgromadzeń, ale sądzę, że przede wszystkim wizyta ta zaszczepi w tysiącach ludzi pragnienie osobistego włączenia się w służbę społeczeństwu.
Obecny biskup Saint-Denis, Etienne Guillet, opowiadał mi, że kiedy był proboszczem w Trappes — innym mieście na paryskich przedmieściach, gdzie katolików jest niewielu — wspólnie z parafianami bardzo mocno zaangażował się w pomoc mieszkańcom podczas pandemii Covid-19, szczególnie w opiekę nad osobami starszymi i samotnymi.
Zyskało to szacunek i uznanie muzułmanów, którzy stanowią w tym mieście większość i są bardzo wrażliwi na troskę o osoby starsze. A kiedy drzwi kościoła ponownie się otworzyły, wiosną 2020 roku, ludzie zaczęli spontanicznie przychodzić, aby zaoferować swoją pomoc. Na przykład pewne małżeństwo deklarujące się jako niewierzące powiedziało proboszczowi: „My o religii nic nie wiemy, ale widzieliśmy, że tutaj bardzo się wzajemnie kochacie! Chcielibyśmy wziąć w tym udział”.
Myślę, że jest to jeden z wymiarów życia chrześcijańskiego, który papież chciałby docenić i umocnić we Francji: zaproszenie, by Kościół promieniował miłością, nawet pomimo wszystkich swoich instytucjonalnych słabości i bycia w mniejszości, oraz aby niósł przesłanie dobra całemu społeczeństwu.
rozmawiał: ks. Przemysław Śliwiński
Cyprien Viet – watykanista, dziennikarz francuskiej agencji prasowej I.Media, specjalizującej się w tematyce watykańskiej. Wcześniej wieloletni pracownik Radia Watykańskiego.










