Nasze projekty
Reklama
Fot. Wikimedia Commons

Rola jezuity zmieniła Andrew Garfielda. „Łatwo było zakochać się w Jezusie Chrystusie”

Andrew Garfield miał tylko przygotować się do roli jezuity w „Milczeniu” Martina Scorsesego. Tymczasem Ćwiczenia duchowe św. Ignacego stały się dla niego osobistym doświadczeniem.

Andrew Garfield miał jedynie przygotować się do roli jezuity w „Milczeniu” Martina Scorsesego. Tymczasem Ćwiczenia duchowe św. Ignacego stały się dla niego czymś znacznie większym niż przygotowanie do roli. Po zakończeniu pracy nad filmem mówił, że najbardziej zaskoczyło go to, jak łatwo było mu „zakochać się w Jezusie Chrystusie”. Niemal dziesięć lat później przyznaje, że tamto doświadczenie nadal w nim pracuje.

ZOBACZ TAKŻE >>> „Milczenie” Martina Scorsese medytacją o wierze

Zaczęło się od roli w „Milczeniu”

W filmie „Milczenie” Martina Scorsesego Andrew Garfield wcielił się w portugalskiego jezuitę Sebastião Rodriguesa, który w XVII wieku wyrusza do Japonii. Chrześcijaństwo jest tam zakazane, a wyznawcy są brutalnie prześladowani, dlatego bohater szybko staje wobec pytań o sens cierpienia, wierność i milczenie Boga. Scorsese chciał, by aktorzy nie tylko wyglądali jak jezuici, ale także rozumieli ich duchowość i sposób przeżywania wiary.

Reklama

Garfield przygotowywał się do roli przez wiele miesięcy. Jednym z jego przewodników został o. James Martin SJ, amerykański jezuita i konsultant filmu, który przeprowadził aktora przez Ćwiczenia duchowe św. Ignacego Loyoli. W ramach przygotowań Garfield uczestniczył także w rekolekcjach w milczeniu w jezuickim centrum St Beuno’s w Walii. Z czasem okazało się, że to, co miało służyć wyłącznie budowaniu roli, zaczęło dotykać także jego osobistego życia.

ZOBACZ >>> „Milczenie”: Gdybyś był dobrym chrześcijaninem…

Nie był praktykującym katolikiem

Garfield nie rozpoczynał pracy nad „Milczeniem” jako człowiek mocno zakorzeniony w katolicyzmie. W wywiadach opowiadał, że wychowywał się w domu pozostawiającym mu dużą duchową swobodę. Jego ojciec pochodził z rodziny żydowskiej, matka była bliższa panteistycznemu spojrzeniu na świat, a sam aktor określał się w różnych momentach jako agnostyk, panteista czy nawet ateista.

Reklama

Jednocześnie od dawna interesowały go pytania o sens, duchowość i to, co przekracza człowieka. Mówił nawet, że w młodości to kino było dla niego czymś w rodzaju kościoła, miejscem, w którym mógł doświadczać piękna, wspólnoty i czegoś większego od siebie. Dlatego zetknięcie z duchowością ignacjańską nie było dla niego całkowicie obce, ale skala tego doświadczenia bardzo go zaskoczyła.

„Zakochałem się w Jezusie”

Po zakończeniu Ćwiczeń duchowych Garfield mówił, że jednym z najważniejszych odkryć było dla niego osobiste spotkanie z postacią Jezusa. W rozmowie przywołanej przez jezuicki ośrodek Górka mówił, że najbardziej zaskoczyło go to, jak łatwo było mu „zakochać się w Jezusie Chrystusie”.

Ignacjańska modlitwa polega między innymi na bardzo konkretnym wchodzeniu wyobraźnią w sceny z Ewangelii i próbie przeżywania ich od środka. Garfield mówił, że dzięki temu Jezus przestał być dla niego jedynie postacią historyczną czy symbolem religijnym. Stał się kimś, kogo zaczął odbierać osobiście, a jednocześnie kimś, przez kogo mocniej zobaczył znaczenie miłości, przebaczenia i współczucia.

Reklama

To doświadczenie wiązało się jednak również z pewnym bólem. Aktor przyznawał, że poruszało go, jak często imię Jezusa było i jest wykorzystywane do działań sprzecznych z przesłaniem miłosierdzia.

Ćwiczenia dotknęły jego osobistych ran

Przygotowanie do filmu nie dotyczyło jedynie poznania duchowości jezuitów. Garfield mówił także o swojej własnej potrzebie akceptacji i o poczuciu, że nigdy nie jest wystarczająco dobry. To właśnie ten temat miał szczególnie mocno wracać podczas Ćwiczeń duchowych, kiedy aktor mierzył się z własnym sposobem myślenia o sobie i z potrzebą nieustannego udowadniania swojej wartości.

W ignacjańskiej modlitwie znalazł przestrzeń, w której nie musiał niczego osiągać ani nikogo przekonywać do swojej wartości. Jedną z medytacji, która została z nim na dłużej, była refleksja nad ukrytym życiem Jezusa, czyli nad latami, o których Ewangelie mówią bardzo niewiele. Garfield wspominał później, że odkrycie sensu zwyczajnego, cichego życia było dla niego ważne, bo pokazywało, że człowiek nie musi nieustannie być kimś wyjątkowym, by jego życie miało wartość.

Dziesięć lat później nadal wraca do ignacjańskiego rachunku sumienia

Niemal dziesięć lat po doświadczeniach podczas filmu „Milczenie”, aktor nadal mówi o Ćwiczeniach jako o czymś, co realnie wpłynęło na jego życie. We wrześniu 2026 roku w rozmowie z o. Jamesem Martinem wspominał, że do dziś praktykuje w zmodyfikowanej formie ignacjański rachunek sumienia.

ZOBACZ TAKŻE >>> O. Adam Szustak – Milczenie Boga

Ignacjański Rachunek Sumienia, polega między innymi na zauważeniu dobra, wdzięczności, własnych reakcji i momentów, w których człowiek był bliżej albo dalej od tego, co uznaje za najważniejsze. Garfield przyznał, że z czasem dostosował tę modlitwę do własnego życia, ale jej zasadniczy sens nadal pozostaje dla niego ważny. Pytany o to, czy spotkanie z Jezusem podczas przygotowań do „Milczenia” nadal ma dla niego znaczenie, mówił o nim jako o czymś głębokim i bardzo osobistym.

Po „Milczeniu” nadal wybierał historie o wierze

Nie jest przypadkiem, że również późniejsze role Garfielda często dotykały tematów religijnych. W „Przełęczy ocalonych” zagrał Desmonda Dossa, adwentystę dnia siódmego, który z powodów religijnych odmawiał noszenia broni, a jednocześnie jako sanitariusz ratował rannych żołnierzy podczas bitwy o Okinawę. Z kolei w serialu „Pod sztandarem nieba” wcielił się w mormońskiego detektywa przechodzącego kryzys własnej wiary.

Sam aktor przyznawał, że pytania religijne i duchowe są tematami, które jako artystę szczególnie go interesują. Nie oznacza to, że każda późniejsza rola była bezpośrednim skutkiem „Milczenia”, ale trudno nie zauważyć ciągłości. Garfield regularnie wraca do tematów wiary, cierpienia, przebaczenia i poszukiwania sensu, które pojawiły się bardzo mocno właśnie podczas przygotowań do filmu Scorsesego.

„Milczenie” miało nauczyć go, jak zagrać człowieka, który szuka Boga, ale w pewnym momencie to aktorskie zadanie przerodziło się także w osobiste poszukiwanie.

Źródła: Górka, America Magazine, National Catholic Register, Time, The Independent.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas