Historia inna niż inne

Subiektywne wprowadzenie do ewangelii wg św. Mateusza

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Historia inna niż inne
Subiektywne wprowadzenie do ewangelii wg św. Mateusza

Ewangelia św. Mateusza jest pierwszą, którą jako nastolatek przeczytałem w całości. Nie pamiętam, czy chodziło o jakiś konkurs biblijny, czy zwykłą ciekawość dojrzewającej wiary, ale ta lektura pozostawiła taką oto konsekwencję, że imię, które wybrałem na okoliczność bierzmowania, było właśnie to: Mateusz.

Mateusz jako pierwszy opowiedział mi historię Jezusa, od początku do końca. Bardzo wartkim językiem, konkretnie, bez opisów przyrody, poetyckich zachwytów i zbędnych didaskaliów, których nigdy w książkach nie lubiłem, przedstawił to, co najważniejsze. Sam był nie tylko autorem Ewangelii, ale też apostołem – a to oznacza, że w większości był świadkiem opisywanych przez siebie wydarzeń. Ewangelia drugiego z apostołów ewangelistów, Jana, była dla mnie wtedy zbyt trudna. Postać Mateusza, apostoła, który potrafi pisać, który pisze o Najważniejszym, stała się dla mnie wówczas pewnego rodzaju wzorcem, celem, miejscem w Kościele, czymś, co sam chciałbym robić.

Uwikłany w opisywaną przez siebie historię jest sam Mateusz, Lewi, poborca podatkowy, który w pewnym momencie poznał Jezusa i przeżył dylemat i w końcu wybór – tak genialne ukazany przez Caravaggia – porzucić wszystko dla Jezusa, wyzwolić się i żyć pełniej, wyjść z zamknięcia, z komory. Ten epizod przedstawiony przez Mateusza trochę tak, jakby pisał o kimś innym, stał się de facto frame’m mojego wyboru kapłaństwa jako rezygnacji z tak wielu innych atrakcyjnych możliwości. 

To, co dostrzegłem w tej ewangelii później, podczas studiów, a zwłaszcza w trakcie opracowywania wraz z ks. Marcinem Kowalskim cyklu Jutro Niedziela rok A (w roku A dominuje właśnie Ewangelia św. Mateusza) to jakby drugie spojrzenie na ten sam tekst. Dopiero wtedy dostrzegłem to, czego nie widziałem nigdy dotąd, mimo że ewangelię św. Mateusza od początku do końca przeczytałem już co najmniej kilka razy, nie mówiąc o czytaniu fragmentarycznym. 

To jest tak: z grubsza każdy ewangelista pisze podobnie. Różnice są, ale wydają się nieistotne, a prawdę mówiąc ludzie wierzący czasem boją się tych różnic, bo kto wie, czy one nie dowodzą, że prawda o Jezusie, jedna, pewna, absolutna, rozmywa się w ten sposób w “wersjach” i sprzecznościach. 

Te różnice zobaczyłem – i doceniłem – później. I niech one staną się mapą drogową lektury św. Mateusza – właśnie dla chcących zobaczyć coś więcej, niż tylko kolejną wersję tej samej historii Jezusa, tyle że opisaną przez Mateusza.

 

Ewangelia dzieciństwa

Mateusz koncentruje się na św. Józefie. Na jego “fiat”, na jego dialogu z aniołem, z Bogiem, na jego dylematach, na jego zawierzeniu. Ewangelia Mateusza jest chyba przez to bardziej “męska”, bo w przeciwieństwie do innych ewangelistów celnie trafia w dylematy mężczyzn właśnie.

Jak wiemy, tylko Mateusz i Łukasz opisują dzieciństwo Jezusa. Marek całkowicie je pomija, a Jan zamiast o dzieciństwie pisze o Jezusie jako Logosie, pokazując od początku prawdę o Jego boskiej preegzystencji.

Ale zwróćmy uwagę na to, że Mateusz i Łukasz opisują to dzieciństwo zupełnie inaczej. Łukasz pięknie zestawia dwie osoby: Zachariasza i Maryję, dwa zwiastowania, fiat Maryi i pełne obaw “nie” Zachariasza, historie dwóch różnych, choć spokrewnionych, rodzin: w jednej rodzi się św. Jan Chrzciciel, w drugiej, sześć miesięcy później – Jezus Chrystus.

Mateusz koncentruje się na św. Józefie. Na jego “fiat”, na jego dialogu z aniołem, z Bogiem, na jego dylematach, na jego zawierzeniu, że historia, która dzieje się na jego oczach, to nie historia zdrady albo niewierności jego narzeczonej, ale Boża historia zbawienia. Tak chciał to właśnie opisać Mateusz. 

To Józef podejmuje wszelkie strategiczne decyzje dotyczące Świętej Rodziny. To on jest słuchaczem słowa i poleceń Boga, to on ufa i wtedy, gdy przyjął swoją żonę, jak i wtedy, gdy w odpowiednim momencie ucieka do Egiptu, by uchronić Dziecię, a chwilę później, znów wsłuchany w słowo Boga Józef, powraca z rodziną do Galilei. Mateusz na początku właśnie stawia akcent na zasłuchanie w słowo Pana – wcale nie Maryi, o której właściwie mało wspomina, lecz Józefa. 

Zwróciłem na to uwagę – przekornie – wtedy, gdy usłyszałem dobrą konferencję pewnego mariologa o tym, że Jezus nosił w sobie rysy Maryi – co zresztą pięknie pokazuje chociażby wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Malutki “łepek” Jezusa jest dziecięcą kopią pięknego oblicza Jego Matki. (Swoją drogą, dlaczego dostrzegamy w tej ikonie Ją, a nie Jego, dlaczego mówimy o obrazie Maryi, tak jakby Jezusa na nim nie było?). 

Tak właśnie jest. Jezus naprawdę nosił w sobie ludzkie DNA Maryi, od Niej się uczył, na niej wzorował, przejął od niej słownictwo, obrazowanie, wychowanie, pewnie pieprzyki na rękach i kształt paznokci, może i uśmiech, może charakterystyczne gesty i posturę oraz wiele, wiele cech charakteru. 

Ale w tym mariologicznym kontekście zapominamy o Józefie. Choć biologicznie nie był ojcem Jezusa, to jednak rzeczywiście nim był. Był dla Niego wzorem. I Mateusz właśnie ten wzór pokazał, zestawiając w sąsiadujących ze sobą obrazach Józefa podejmującego ważne decyzje za słowem Boga, by dwa rozdziały później pokazać tak samo Jezusa, który podczas kuszenia wie, Kogo słuchać i kogo podszepty odrzucić. Zrozumiałem to wtedy, gdy jako dorosły zetknąłem się z pierwszymi trudnymi do rozwiązania problemami. W nagłych sytuacjach kryzysowych intuicyjnie mój umysł poszukiwał wzorca mojego taty, tego, co w takiej sytuacji zrobiłby, powiedziałby tata, co mi zostawił podczas osiemnastu lat wychowywania jako wzorzec, punkt wyjścia, know how podejmowania decyzji. Tak właśnie narrator Mateusz chciał powiedzieć podczas opisu Kuszenia: to, że Jezus słucha Boga, zawdzięcza Józefowi. On się tego automatyzmu nauczył od Józefa (PATRZ: Mt 4, 1-11)

 

 

Chyba nie przesadzę w interpretacji, że Ewangelia Mateusza jest przez to bardziej “męska”, bo w przeciwieństwie do innych ewangelistów celnie trafia w dylematy mężczyzn właśnie. Samo narodzenie Jezusa – tkliwy dla wielu facetów łukaszowy archetypiczny opis narodzenia w grocie Betlejemskiej – Mateusz właściwie pomija. Koncentruje się na czymś innym, czymś dla Kościoła w starożytności o wiele bardziej fundamentalnym: pokłonie trzech króli. To właśnie to wydarzenie zapoczątkowało pierwotną wersję świętowania Bożego Narodzenia, czyli Objawienie Pańskie. Przesłanie teologiczne pokłonu trzech magów mówi, że cały świat oczekiwał na przyjście Mesjasza i cały świat, również poganie, rozpoznał Go i oddał mu pokłon. 

Magów (Mateusz nie mówi nic o królach!), dzisiejszych intelektualistów i naukowców, mężczyzn z krwi i kości dalekich od naiwnej pobożności, lecz trzymających się zdrowo na nogach naukowych poszukiwań i przekonań, do żłóbka przywiodły ratio fides, rozum i wiara, gwiazda na niebie, zwiastująca w ówczesnym rozumieniu narodzenie wielkiego władcy, i Słowo Boga, proroctwo, bo to ono – nie gwiazda – ostatecznie wskazało mędrcom miejsce narodzenia: Betlejem (PATRZ: Mt 2, 1-15)

 

Wszystko Nowe

To dopiero początek geniuszu Mateusza. Gdybyśmy mieli wystarczająco dużo czasu, by nie tylko jego Ewangelię przeczytać czy odsłuchać, ale spojrzeć na tekst tak jakby z lotu ptaka albo przyjąć rolę analityka literackiego, dostrzeżemy pewne prawidłowości. Są one podobne do tych, które z łatwością zobaczymy w krótszym tekście: opisie stworzenia świata rozpoczynającym Księgę Rodzaju. 

Kiedy dostrzeżemy podział na poszczególne dni, wyznaczany przez zwrot i tak upłynął wieczór, i poranek, dzień pierwszy, drugi itp, kiedy wychwycimy powtarzające się figury retoryczne I rzekł Bóg… i stało się, zrozumiemy, że mamy do czynienia nie tyle z naukowym opisem stworzenia, co z poematem, z poszczególnymi zwrotkami, których jest siedem, refrenem, który ubiera cały ten opis w pewien cykl, porządek, powtarzalność – po to, by nagle zaskoczyć finałem: choć dotąd wszystko, co Bóg uczynił było dobre, w wypadku stworzenia człowieka było bardzo dobre.

Podobnie Struktura Ewangelii Mateusza: pozwala zrozumieć więcej niż tylko treść słów. Forma potrafi przemawiać, związać istniejącą w słowach treść. Gdy kończy się już Ewangelia Dzieciństwa, zaczyna się zasadnicza część jego Ewangelii, ubrana właśnie w formę: w ramy porządku i powtarzalności. 

 

Struktura Ewangelii Mateusza pozwala zrozumieć więcej niż tylko treść słów. Forma potrafi przemawiać, związać istniejącą w słowach treść.

Drobny trop na początek. Pięć razy Mateusz powtarza zwrot Gdy dokończył tych mów… Robi to na zakończenie rozdziału siódmego, dziesiątego, w połowie trzynastego, osiemnastego i dwudziestego piątego. Pamiętajmy: podział na rozdziały i wersety to nie pomysł Mateusza, lecz późniejsza pomoc w odnajdywaniu i oznaczaniu tekstów. Gdyby ich nie było, właśnie te słowa podzieliłyby nam Ewangelię Mateusza na pięć wielkich rozdziałów przez niego zaplanowanych, pięć części, z których każda kończy się słowami jak refren: Gdy Jezus dokończył tych mów…

Każda z tych części składa się najpierw z narracji – opowiadania o życiu Jezusa – oraz Jego mowy. Co najciekawsze, opowiadanie łączy się z tym, co potem Jezus mówi. Czy nie widzicie tu podobieństwa do struktury poematu o stworzeniu świata? Tam Bóg mówi i to dokładnie czyni, jego Słowo ma moc stwórczą. Tu kolejność jest odwrotna, ale na dowiedzenie podobieństwa – Jezus czyni dokładnie to, co potem potwierdza swoją mową. W ten sposób, dodatkowo, Mateusz upodabnia w całej Ewangelii Jezusa do Boga stwarzającego świat. Piękne, nieprawdaż?

Tych wielkich ksiąg Mateusza jest pięć. To świadome nawiązanie do Pięcioksięgu Mojżesza. Ewangelia Mateusza to Nowy Pięcioksiąg, a Jezus to Nowy Mojżesz, który gromadzi lud, doprowadza do Przymierza i prowadzi do ziemi Bożych Obietnic. Wszystko w tej Ewangelii jest paradoksalne, gdyż Nowy Mojżesz jest Mojżeszem zupełnie innym, Przymierze nie jest już wykute w skale, lecz przybite do Krzyża, Ziemia Obiecana jest ziemią w sensie nie geograficznym, lecz wspólnotowym. Nowe Królestwo to nie kwestia przywrócenia Królestwa Izraela, ono już jest, ale go nie ma, jest jak ziarno w sercach. To dlatego kazanie na Górze jest konstytucją Królestwa Niebieskiego, a jego obywatelami są ci, którzy obywatelstw zwykle byli pozbawiani.

Mateusz pisze historię Jezusa do Żydów. Tak, jego adresaci znali doskonale Pięcioksiąg. Z łatwością rozpoznawali strukturę jego księgi, którą tutaj tylko z grubsza opisałem, jego rozmyślne nawiązania, widzieli kreślonego przez autora Nowego Mojżesza. Mateusz robi więcej – opowiadania z życia Jezusa bardzo licznymi proroctwami ze Starego Testamentu, udowadniając tym samym, że to On, że to jest właśnie oczekiwany Mesjasz, że o Nim mówiły proroctwa. To dlatego u Mateusza cytatów ze Starego Testamentu jest tak dużo (PATRZ: Proroctwa)

 

 

(Nie)koniec

Po Nowym Pięcioksięgu rozpoczyna się opis męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. W tym szóstym – a licząc od Ewangelii Dzieciństwa właściwie siódmym już rozdziale – nie ma podziału na część narracyjną i mowę Jezusa. To opowiadanie o ostatnich ziemskich dniach Jezusa, o śmierci i Jego zmartwychwstaniu. Opis jest przesycony proroctwami Starego Testamentu, które wprost prowadzą Jezusa na Krzyż, a potem dalej, pewną drogą, ku Nowemu Życiu. W ten sposób dzieje się Królestwo Boże, urzeczywistnia się zapowiedziany w Nowym Pięcioksięgu program Królestwa. Jezus jak Nowy Mojżesz przeprowadza swój lud przez Nowe Morze Czerwone, przez rzeczywistość prawdziwych obaw, wiecznego koszmaru człowieka: Jezus przeprowadza przez śmierć. To jest Nowe przejście, Nowa Pascha. 

Napisałem: w tej części jest tylko narracja, brak mowy Jezusa. Czy aby na pewno? W 28 rozdziale i 18 wersecie kończy się część narracyjna. Ostatni wątek Ewangelii św. Mateusza to ten, gdy Zmartwychwstały wzywa swoich uczniów do Galilei, dokładnie tam, gdzie zaczęła się Pierwsza Księga Nowego Pięcioksięgu, gdzie ich powołał w krainie mroku (PATRZ: Mt 3, 1-17). To wtedy rozpoczyna się – kończąca Ewangelię – zawarta w zaledwie dwóch wersetach mowa Jezusa. Brzmi tak:

Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: “Dana Mi jest wszelka władza na niebie i ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 18)

I koniec. Kończy się treść Ewangelii św. Mateusza. Kończą się słowa, ale nie kończy się forma. Rozpoczęta w ten sposób mowa Jezusa jeszcze się nie skończyła. Przedłuża ją, powiela, powtarza Kościół, założone przez Niego Królestwo Boże, kiełkujące w sercach swoich obywateli, urzeczywistniane przez apostołów i ich następców. Łukasz napisał całą drugą księgę – Dzieje Apostolskie – by opisać działalność rodzącego się Kościół, Marek pisze o nim na zakończenie Ewangelii, że apostołowie po wniebowstąpieniu Poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które im towarzyszyły. Mateusz pozornie o tym nie wspomniał ani słowem, w rzeczywistości opisuje to samo bez użycia słów. Część narracyjna skończona, wszystko co miało się stać, już się stało, opowiedziane przez Mateusza Boże Objawienie jest pełne, nie ma czego dopowiadać. Ale wciąż trwa jego Mowa, proklamowanie, głoszenie, niedopisany przez Mateusza fragment ostatniej części Jego Ewangelii… Tak jakby ta Ewangelia miała trwać nadal, tak jakby Mateusz czekał w Wieczności na ten moment, by w końcu móc napisać Gdy Jezus i Jego Kościół dokończył wszystkich tych słów…”

 

W ten sposób, w tak w uporządkowanej Ewangelii, gdzie porządek domaga się brakującego elementu, Mateusz bez słów, zaledwie formą, opisał Kościół. A może i wieczność?

Taki jest właśnie Mateusz, według starożytnej symboliki uskrzydlony mężczyzna, który pierwszy opowiedział mi Ewangelię o Jezusie. Patrząc na genezę księgi, napisał ją dla Żydów. Podejrzewam też, że napisał ją dla mężczyzn właśnie, bo użył męskiej perspektywy twardych faktów i dowodów, męskich dylematów i dróg ich rozwiązania, stawiając na początku przykład św. Józefa, a potem w sposób przejrzyście zaprogramowany przekazał Ewangelię o Jezusie, którego dzieło kontynuuje Kościół.

A z perspektywy mojego życia wiem, że napisał ją po prostu dla mnie. A może także dla Ciebie?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Słoik z cytatami biblijnymi – zrób to sam! 500 cytatów do wydruku

Każdy Tydzień Biblijny to dla nas zachęta, by więcej czasu i uwagi poświęcić Słowu Bożemu. W codziennym spotkaniu z nim może pomóc słoik pełen cytatów. Mamy dla Was pdf z cytatami do pobrania i wydrukowania.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Słoik z cytatami biblijnymi - zrób to sam! 500 cytatów do wydruku
Każdy Tydzień Biblijny to dla nas zachęta, by więcej czasu i uwagi poświęcić Słowu Bożemu. W codziennym spotkaniu z nim może pomóc słoik pełen cytatów. Mamy dla Was pdf z cytatami do pobrania i wydrukowania.

PDF, który dla Was przygotowaliśmy, zawiera ponad 500 cytatów z kilkunastu Ksiąg Pisma Świętego – m.in. Psalmów, Listów Apostolskich czy chociażby z Ewangelii św. Mateusza, do której czytania zachęceni jesteśmy w tym roku w czasie Tygodnia Biblijnego.

Cytaty można po wydruku wyciąć (np. na kolorowych kartkach), pociąć i schować w słoiku/pudełku, z którego codziennie będzie się sięgać po jedną karteczkę. Dzięki temu każdego dnia w prosty sposób spotykamy się ze Słowem Bożym. Każdy cytat opatrzony jest oczywiście siglami biblijnymi, więc po natrafieniu na konkretny fragment, można odnaleźć go w Piśmie Świętym i odczytać cały akapit lub rozdział.

Karteczki z cytatami można również umieścić w koszu przy wejściu do kościoła/kaplicy i zachęcić wiernych do zabrania cytatu ze sobą na drogę do domu.

 

POBIERZ PDF Z CYTATAMI

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap