video-jav.net

Mateusz, człowiek wyklęty

Celnicy nie cieszyli się poważaniem w czasach Pana Jezusa. Nie lubiano ich nie tylko dlatego, że byli kolaborantami (choć czy rzeczywiście tak na nich patrzono to osobna sprawa), ale przede wszystkim dlatego, że zbierali podatki.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Starożytność znała bardzo osobliwą metodę pracy fiskusa. Otóż, administracja cesarska ogłaszała przetarg na ściągnięcie podatku z danej prowincji. Różnego rodzaju „firmy” podatkowe zgłaszały się i drogą eliminacji, jednej z nich przyznawano prawo do ściągnięcia podatku na danym terenie (tej, która wydawała się najrozsądniejsza). Poborcy jednak w swoich rękach mieli do rozstrzygnięcia strategię ściągania podatków i mogli to robić tak, by wyjść przy tym na swoje. Poborcy mogli opracować system, który pozwoliłby oddać do skarbca obiecaną kwotę i zarazem uzbierać odpowiednią sumę dla nich samych. Nic więc dziwnego, że rozwiązanie to nie cieszyło się popularnością, choć z drugiej strony trzeba przyznać, że było nad wyraz skuteczne. Pisma rzymskich historyków pełne są opisów procesów zarządców prowincji, którzy we współpracy z poborcami podatków poszli za daleko, doprowadzając podległe sobie tereny do ruiny.

Mateusz, człowiek wyklęty

W takiej firmie windykacyjnej (z elementami mafijnymi – jak byśmy dziś powiedzieli) pracował święty Mateusz. Nazywano go Lewi, co zdaje się wskazywać, że był lewitą, czyli potomkiem Lewiego i na mocy przepisów Prawa jednym z przydzielonych do pracy w świątyni. A zatem nie lada wyróżnienie! Ale skoro był poborcą, to tym większe upodlenie.

Mateusz był człowiekiem, który utracił to, co wyróżniało go i łączyło z Bogiem; wydawało się, że grabienie ludzi jest dla niego koniecznością i nie ma powrotu do dawnego życia: bezpowrotnie utracił świętość swej duszy.

Mateusz, człowiek wyklęty

Na Lewiego spróbujmy spojrzeć oczami Caravaggia. W rzymskim kościele san Luigi dei Francesi znajduje się obraz pokazujący powołanie Mateusza.

W półmroku sali dwie grupy ludzi: stary człowiek otoczony przez współpracowników, elegancko ubranych mężczyzn;  siedzą wokół stołu, na którym leży stos monet; dwaj starsi skupieni są absolutnie na nich, dwaj młodsi zaciekawieni zwracają się w przeciwnym kierunku, skąd na całą przestrzeń obrazu pada snop światła. Stoją tam dwaj mężczyźni: św. Piotr i wyciągający całą rękę we wskazującym geście Jezus (ten gest porównywany jest często z gestem Boga Ojca stwarzającego Adama w Kaplicy Sykstyńskiej). Zbawiciel wskazuje na siedzącego w środku brodatego mężczyznę – Mateusza. Na pierwszy rzut oka wydaje się być starcem, ale zdradzają go młodzieńcze, pełne zaskoczenia oczy. Zdziwiony niezdarnie naśladuje gest Jezusa wskazując na siebie, przyciskając pięść do serca, jak gdyby pytał: „Czy to na pewno ja?” Nad całą sceną góruje ciemne okno, na którym artysta zaznaczył kształt krzyża – znaku odkupienia.

Ale paradoksalnie najważniejszy na tym obrazie jest stół.

Mateusz, człowiek wyklęty

Mateusz należy do wspólnoty, która gromadzi się przy stole bankierskim, gdzie rozmienia się i liczy pieniądze; jak już wiemy to właśnie zmieniło jego życie. Jezus przychodzi i chce go posadzić przy innym stole: eucharystycznym, gdzie wspólnota nie gromadzi się wokół ukradzionych pieniędzy, ale wokół Ciała i Krwi Pańskiej, nie wokół krzywdy, ale wokół ofiary, która daje życie.

Mateusz, człowiek wyklęty

Ten gest Jezusa (czy zwrócony tylko do Mateusza? Czy przypadkiem do całej siedzącej przy stole piątki poborców?) zdaje się mówić: zostawcie to, chodźcie za Mną, jeszcze jest czas!

Mateusz był człowiekiem wyklętym, nie spodziewano się po nim wiele. Jezus dając mu inny stół, przy którym mógł normalnie żyć, dał mu też drugą szansę. I wdzięczność Mateusza była ogromna: jego Ewangelia jest podobno zredagowana jako nowy Pięcioksiąg a Jezus pokazany jako nowy Mojżesz.

To była radość Ewangelisty z odzyskanego dziedzictwa ojców, które, jak mu się wydawało, utracił bezpowrotnie. A wszystko zaczęło się całkiem zwyczajnie, w komorze celnej, gdy Lewi skupiony był na tym, co oddzielało go od Boga.

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Matka Teresa. Ukryty ogień

Wydawało się, że zawsze istniała w naszej świadomości jako część właściwego porządku świata. Matka Teresa pojawiała się na okładkach czasopism, towarzyszyła naszym myślom, poruszała nasze serca i uzdrawiała życie. Mimowolnie wywracała świat do góry nogami. Byliśmy świadkami, jak jej dzieło miłości przyciągało w Boże objęcia zarówno bogatych, jak i biednych, wierzących i wątpiących.

Joseph
Langford MC
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Śledziliśmy jej losy, wielokrotnie omawiane na łamach gazet. Jej imię stało się synonimem współczucia i dobroci. Była ważną częścią naszego codziennego życia, począwszy od rozmów przy kawie, a skończywszy na niedzielnych kazaniach.

Matka Teresa. Ukryty ogień

Drobna postać Matki Teresy na ekranie telewizora sprawiała, że wieczorne wiadomości miały w sobie pewien ładunek dobra, a jej domem była wtedy nie tylko Kalkuta, ale cały świat.

Matka Teresa. Ukryty ogień

Bez większego wysiłku, niepostrzeżenie utorowała sobie drogę do naszych serc. Widzieliśmy i w głębi duszy rozumieliśmy, dlaczego biedni na całym świecie trzymali się kurczowo jej sari, a rządzący obsypywali ją zaszczytami.

Ludzie czuli, że pociąga ich jej niepozorna, skromna sylwetka i wspaniałe dzieło. Stała się żywą ikoną, symbolem tego, co dobre i szlachetne. Przypominała nam, jacy możemy być i jaki może być nasz świat.

Przez jej pokorne dzieło na rzecz ubogich wylała się na nas niezmierzona dobroć Boga. Była miniaturowym obrazem Bożej chwały na podobieństwo pełnego słonecznego blasku, który rozbłyska na okruchu szkła.

Bóg zesłał ją, by złagodziła surowy krajobraz ludzkiego cierpienia. Osiągnęła to przez „bycie Jego światłem” i promieniowanie Jego miłością, rozświetlającą ciemność tych, których ciężkie doświadczenia i próby nie ustają.

Fragment z książki „Matka Teresa. Ukryty ogień”, Joseph Langford MC, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010 r.

Matka Teresa. Ukryty ogień

Modlitwa bł. Matki Teresy z Kalkuty, którą najczęściej odmawiała:

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi.

Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję.

O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj.

Joseph Langford MC

Zobacz inne artykuły tego autora >
Joseph
Langford MC
zobacz artykuly tego autora >