Nasze projekty
Szymon Hiżycki OSB

Mateusz, człowiek wyklęty

Celnicy nie cieszyli się poważaniem w czasach Pana Jezusa. Nie lubiano ich nie tylko dlatego, że byli kolaborantami (choć czy rzeczywiście tak na nich patrzono to osobna sprawa), ale przede wszystkim dlatego, że zbierali podatki.

Reklama

Starożytność znała bardzo osobliwą metodę pracy fiskusa. Otóż, administracja cesarska ogłaszała przetarg na ściągnięcie podatku z danej prowincji. Różnego rodzaju „firmy” podatkowe zgłaszały się i drogą eliminacji, jednej z nich przyznawano prawo do ściągnięcia podatku na danym terenie (tej, która wydawała się najrozsądniejsza). Poborcy jednak w swoich rękach mieli do rozstrzygnięcia strategię ściągania podatków i mogli to robić tak, by wyjść przy tym na swoje. Poborcy mogli opracować system, który pozwoliłby oddać do skarbca obiecaną kwotę i zarazem uzbierać odpowiednią sumę dla nich samych. Nic więc dziwnego, że rozwiązanie to nie cieszyło się popularnością, choć z drugiej strony trzeba przyznać, że było nad wyraz skuteczne. Pisma rzymskich historyków pełne są opisów procesów zarządców prowincji, którzy we współpracy z poborcami podatków poszli za daleko, doprowadzając podległe sobie tereny do ruiny.

 

Mateusz, człowiek wyklęty

Reklama
Reklama

W takiej firmie windykacyjnej (z elementami mafijnymi – jak byśmy dziś powiedzieli) pracował święty Mateusz. Nazywano go Lewi, co zdaje się wskazywać, że był lewitą, czyli potomkiem Lewiego i na mocy przepisów Prawa jednym z przydzielonych do pracy w świątyni. A zatem nie lada wyróżnienie! Ale skoro był poborcą, to tym większe upodlenie.

 

Mateusz był człowiekiem, który utracił to, co wyróżniało go i łączyło z Bogiem; wydawało się, że grabienie ludzi jest dla niego koniecznością i nie ma powrotu do dawnego życia: bezpowrotnie utracił świętość swej duszy.

Reklama
Reklama

 

Mateusz, człowiek wyklęty

Na Lewiego spróbujmy spojrzeć oczami Caravaggia. W rzymskim kościele san Luigi dei Francesi znajduje się obraz pokazujący powołanie Mateusza.

Reklama

 

W półmroku sali dwie grupy ludzi: stary człowiek otoczony przez współpracowników, elegancko ubranych mężczyzn;  siedzą wokół stołu, na którym leży stos monet; dwaj starsi skupieni są absolutnie na nich, dwaj młodsi zaciekawieni zwracają się w przeciwnym kierunku, skąd na całą przestrzeń obrazu pada snop światła. Stoją tam dwaj mężczyźni: św. Piotr i wyciągający całą rękę we wskazującym geście Jezus (ten gest porównywany jest często z gestem Boga Ojca stwarzającego Adama w Kaplicy Sykstyńskiej). Zbawiciel wskazuje na siedzącego w środku brodatego mężczyznę – Mateusza. Na pierwszy rzut oka wydaje się być starcem, ale zdradzają go młodzieńcze, pełne zaskoczenia oczy. Zdziwiony niezdarnie naśladuje gest Jezusa wskazując na siebie, przyciskając pięść do serca, jak gdyby pytał: „Czy to na pewno ja?” Nad całą sceną góruje ciemne okno, na którym artysta zaznaczył kształt krzyża – znaku odkupienia.

 

Ale paradoksalnie najważniejszy na tym obrazie jest stół.

 

Mateusz, człowiek wyklęty

Mateusz należy do wspólnoty, która gromadzi się przy stole bankierskim, gdzie rozmienia się i liczy pieniądze; jak już wiemy to właśnie zmieniło jego życie. Jezus przychodzi i chce go posadzić przy innym stole: eucharystycznym, gdzie wspólnota nie gromadzi się wokół ukradzionych pieniędzy, ale wokół Ciała i Krwi Pańskiej, nie wokół krzywdy, ale wokół ofiary, która daje życie.

Mateusz, człowiek wyklęty

Ten gest Jezusa (czy zwrócony tylko do Mateusza? Czy przypadkiem do całej siedzącej przy stole piątki poborców?) zdaje się mówić: zostawcie to, chodźcie za Mną, jeszcze jest czas!

 

Mateusz był człowiekiem wyklętym, nie spodziewano się po nim wiele. Jezus dając mu inny stół, przy którym mógł normalnie żyć, dał mu też drugą szansę. I wdzięczność Mateusza była ogromna: jego Ewangelia jest podobno zredagowana jako nowy Pięcioksiąg a Jezus pokazany jako nowy Mojżesz.

 

To była radość Ewangelisty z odzyskanego dziedzictwa ojców, które, jak mu się wydawało, utracił bezpowrotnie. A wszystko zaczęło się całkiem zwyczajnie, w komorze celnej, gdy Lewi skupiony był na tym, co oddzielało go od Boga.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite