Prezenty od Niego

Bóg staje się dostępny wobec każdego: do stajni biegną nieuczeni pasterze pospołu z wykształconymi Magami, padają na kolana przed Nim święci i grzeszni, a On każdemu z tych ludzi pozwala się zobaczyć i każdego chce uszanować.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Kiedy byłem małym chłopcem mój ojciec z wielką pompą stawiał pod choinką szopkę. I wszyscy w domu wiedzieliśmy, że ta szopka jest tam najważniejsza, że może braknąć gwiazdy na czubie drzewa, ale szopki w żadnym wypadku brak być nie może. Scena adoracji Dzieciątka przez Maryję, Józefa, aniołów, pasterzy i Magów była tym najważniejszym elementem ozdoby choinki. Dzisiaj nie szukam już pod choinką upominków. Ale szopka, jak co roku, tam sobie stoi.

Prezenty od Niego

Co Bóg daje nam tak naprawdę w Boże Narodzenie?

Ano właśnie dokładnie to, o czym mówi nazwa tej uroczystości: daje nam Boga narodzonego w ludzkim ciele. A dokładniej: to sam Bóg się nam daje i to nie na chwilę, nie do naszego pierwszego grzechu, nie pod warunkiem, że będziemy grzeczni, ale daje się nam na wieki wieków amen. I chce z nami zostać aż do końca świata. Święty Augustyn rozmyślając kiedyś o tajemnicy Bożego miłosierdzia pisał, że to nie było tak, że Bóg spojrzał na świat i rzekł: „Przyjdźmy z pomocą tym ludziom, bo żyją porządnie”. „Bo – kontynuuje Augustyn – nie żyliśmy porządnie, i nie było w nas dobra, i jedyny ratunek dla nas był w przyjściu Syna”.

A co należy rozumieć przez to, że Syn Boży nam się daje?

Spójrzmy najpierw na nazwę miasteczka Betlejem: jak wiadomo znaczy to Dom Chleba. I to jest pierwszy rodzaj obdarowania Syna samym sobą – Eucharystia.

I kiedy nawet prorocy wołali o Mesjasza, nikt nigdy nie prosił, aby Bóg stał się chlebem; nikt o to nie prosił, bo nikomu nie przyszło do głowy, aby o to prosić. Eucharystia, Chleb Życia, który spoczywa w żłobie w betlejemskiej stajni…

Prezenty od Niego

Czytając opisy Ewangelii dzieciństwa możemy zobaczyć od razu kolejny dar Bożego Narodzenia:

Bóg staje się dostępny wobec każdego: do stajni biegną nieuczeni pasterze pospołu z wykształconymi Magami, padają na kolana przed Nim święci i grzeszni, a On każdemu z tych ludzi pozwala się zobaczyć i każdego chce uszanować.

W Bożym Narodzeniu nie ma nic z ekskluzywizmu: Bóg jest Bogiem każdego człowieka. Papież Leon Wielki wołał do mieszkańców Rzymu:

„Dzisiaj narodził nam się Zbawiciel, radujmy się, umiłowani! Nie miejsce na smutek, kiedy rodzi się życie; pierzchnął lęk przed zagładą śmierci, nastaje radość z obietnicy niekończącego się życia. Nikogo ona nie omija, wszyscy mają ten sam powód do tego wesela, bo nasz Pan niweczy grzech i śmierć, a chociaż nikogo nie znajduje wolnego od winy, to przecież wszystkich przychodzi wyzwolić. Niech się weseli święty, bo bliski jest palmy zwycięstwa; niech się raduje grzeszny, bo dane mu jest przebaczenie; niech powróci do życia poganin, bo do niego jest powołany. Oto nadeszła pełnia czasu, przewidziana w niezgłębionych wyrokach Bożych, i Syn Boga przyjmuje na siebie naturę ludzką, by ją pojednać z jej Stwórcą i przez nią zwyciężyć szatana, jej zwycięzcę i sprawcę śmierci”.

Prezenty od Niego

Papież Leon podpowiada nam konkluzję: darem Bożego Narodzenia jest Zbawiciel.

Ten święty czas jest dobry do przemyślenia sobie tego tytułu Syna Bożego. Zbawiciel czyli Ten, który ratuje z sytuacji tragicznej i beznadziejnej. Człowiek o własnych siłach nie jest w stanie opuścić Egiptu, nie porzuci swoich grzechów i nie wejdzie w komunię z Bogiem. Jest to dzieło łaski, daru, naszego Zbawiciela. Jak dziwne i tajemnicze to zbawienie pokazuje sposób przyjścia Syna: jako płaczącego niemowlaka, a nie gromiącego szatana egzorcysty. Zbawienie jest już o krok, ale będzie ono inne niż się spodziewamy – o wiele wspanialsze i ciekawsze niż nasze najśmielsze oczekiwania.

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Zamieszkać razem

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 1,18-24) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów". A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1,18-24).

Zamieszkać razem

Radość świętowania jest już w drzwiach, za progiem. W Adwentowym Kalendarzu pozostało jeszcze tylko jedno okienko z czekoladką w nagrodę za roratnie czekanie. I na finiszu tego czekania słuchamy mateuszowego zapisu, jak to było z narodzeniem Jezusa. A jak słyszymy z tego opisu, z narodzeniem Pana Jezusa, jeszcze przed narodzeniem, wcale nie było tak sielankowo. U początku tych narodzin jest jedna wielka niepewność. Niepewność Józefa, wszak Ta, którą zaślubił, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną. I niepewność Maryi, bo On miał prawo, mógł, a nawet zamierzał oddalić Ją potajemnie… nim zamieszkali razem.

„Zamieszkać razem”, ten pełny stałości i bardzo ciepły zwrot jeszcze do niedawna był synonimem, najkrótszym opisem małżeństwa. Ileż piękna i trafności jest w tych dwóch słowach: „zamieszkać razem”, to innymi słowy dzielić, podzielić się przestrzenią swojego życia w całości. Dzielić, podzielić się, nie wynająć jakiejś tylko jego części, tylko uczuć, tylko pragnień, planów na krótką przyszłość.   

„Zamieszkać razem”, to znaczy, że wszystko, co do tej pory było osobne, tylko twoje i moje, uznajemy wzajemnie za swoje. To oznacza też wspólność własności: domu, kłopotów, nadziei, słabości, choroby, życiowych konsekwencji, a nawet grzechu, ale też i nadziei, spełnienia, szczęścia.

Ten prosty, lapidarny i w swej banalności piękny opis małżeństwa słyszany dziś, w kontekście nie najłatwiejszych, zachmurzonych niepewnością i niepokojem początków wspólnego życia Józefa i Maryi, nabiera szczególniejszego znaczenia właśnie dziś, kiedy powodzeniem cieszą się luźne związki, tzw. partnerskie związki. I nie sposób w tej logice „zamieszkania razem” nie odczytać przypomnienia, że w małżeństwie nic się nie dzieje luźno, chwilowo, czasowo, przelotnie.

Bo „zamieszkanie razem” to zupełnie co innego niż tylko pomieszkiwanie, wynajęcie pokoju, stancji. Pierwsze oznacza stałość, a drugie czasowość.

Może to dlatego takie wzięcie mają wszelkie luźne i partnerskie związki, że wszystko, co nas otacza jest już tylko czasowe, tymczasowe, kadencyjne, o określonej trwałości i z nie najdłuższą gwarancją. Jak to dobrze, że dla Józefa „zamieszkanie razem” okazało się ważniejsze niż jego własna sprawiedliwość, i samousprawiedliwienie legalnością wobec prawa.

Przy okazji Józef daje nam milczącą, ale wyrazistą lekcję. Po pierwsze podejmowania decyzji, gdzie w grę wchodzi przyszłość nie tylko swoja, dobro nie tylko swoje, po namyśle, dogłębnym namyśle, nie pochopnie, w emocjach, „w gorącej wodzie kąpanym”. Po drugie, podejmowania decyzji w perspektywie dalszej niż teraźniejszość i szerszej niż tylko dobro własne. I po trzecie, bez przekonania, że nie wszystko musi być oczywiste, jasno zrozumiałe, bez niedomówień i wątpliwości. I po czwarte, ze zgodą na to, że ważniejsze jest dobro wspólne, i to, co stałe, trwałe.

Józef bez jednego słowa przypomina nam też, o czym chyba coraz częściej zapominamy, że warto czasem nie skorzystać z przysługującego sobie prawa dla większego dobra, nawet, jeśli na początku to dobro jest mało czytelne. I warto też nie tłumaczyć przysługującym sobie prawem dbałości jedynie o swoje dobro.

Dobrze jest umieć od czasu do czasu zrezygnować z dbałości o swoją sprawiedliwość, nawet dobrego imienia i przysługującego sobie prawa dla dobra większego niż swoje własne. Tyle tylko, że do tego trzeba namysłu, nie pochopności, delikatności serca, a nie tylko logiki umysłu.

Namysłu i delikatności serca, niestety coraz częściej, jak na lekarstwo.

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >