Prezenty od Niego

Bóg staje się dostępny wobec każdego: do stajni biegną nieuczeni pasterze pospołu z wykształconymi Magami, padają na kolana przed Nim święci i grzeszni, a On każdemu z tych ludzi pozwala się zobaczyć i każdego chce uszanować.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy byłem małym chłopcem mój ojciec z wielką pompą stawiał pod choinką szopkę. I wszyscy w domu wiedzieliśmy, że ta szopka jest tam najważniejsza, że może braknąć gwiazdy na czubie drzewa, ale szopki w żadnym wypadku brak być nie może. Scena adoracji Dzieciątka przez Maryję, Józefa, aniołów, pasterzy i Magów była tym najważniejszym elementem ozdoby choinki. Dzisiaj nie szukam już pod choinką upominków. Ale szopka, jak co roku, tam sobie stoi.

Co Bóg daje nam tak naprawdę w Boże Narodzenie? Ano właśnie dokładnie to, o czym mówi nazwa tej uroczystości: daje nam Boga narodzonego w ludzkim ciele. A dokładniej: to sam Bóg się nam daje i to nie na chwilę, nie do naszego pierwszego grzechu, nie pod warunkiem, że będziemy grzeczni, ale daje się nam na wieki wieków amen. I chce z nami zostać aż do końca świata. Święty Augustyn rozmyślając kiedyś o tajemnicy Bożego miłosierdzia pisał, że to nie było tak, że Bóg spojrzał na świat i rzekł: „Przyjdźmy z pomocą tym ludziom, bo żyją porządnie”. „Bo – kontynuuje Augustyn – nie żyliśmy porządnie, i nie było w nas dobra, i jedyny ratunek dla nas był w przyjściu Syna”.

A co należy rozumieć przez to, że Syn Boży nam się daje? Spójrzmy najpierw na nazwę miasteczka Betlejem: jak wiadomo znaczy to Dom Chleba. I to jest pierwszy rodzaj obdarowania Syna samym sobą – Eucharystia. I kiedy nawet prorocy wołali o Mesjasza, nikt nigdy nie prosił, aby Bóg stał się chlebem; nikt o to nie prosił, bo nikomu nie przyszło do głowy, aby o to prosić. Eucharystia, Chleb Życia, który spoczywa w żłobie w betlejemskiej stajni…

 

Prezenty od Niego

 

Czytając opisy Ewangelii dzieciństwa możemy zobaczyć od razu kolejny dar Bożego Narodzenia: Bóg staje się dostępny wobec każdego: do stajni biegną nieuczeni pasterze pospołu z wykształconymi Magami, padają na kolana przed Nim święci i grzeszni, a On każdemu z tych ludzi pozwala się zobaczyć i każdego chce uszanować. W Bożym Narodzeniu nie ma nic z ekskluzywizmu: Bóg jest Bogiem każdego człowieka. Papież Leon Wielki wołał do mieszkańców Rzymu: „Dzisiaj narodził nam się Zbawiciel, radujmy się, umiłowani! Nie miejsce na smutek, kiedy rodzi się życie; pierzchnął lęk przed zagładą śmierci, nastaje radość z obietnicy niekończącego się życia. Nikogo ona nie omija, wszyscy mają ten sam powód do tego wesela, bo nasz Pan niweczy grzech i śmierć, a chociaż nikogo nie znajduje wolnego od winy, to przecież wszystkich przychodzi wyzwolić. Niech się weseli święty, bo bliski jest palmy zwycięstwa; niech się raduje grzeszny, bo dane mu jest przebaczenie; niech powróci do życia poganin, bo do niego jest powołany. Oto nadeszła pełnia czasu, przewidziana w niezgłębionych wyrokach Bożych, i Syn Boga przyjmuje na siebie naturę ludzką, by ją pojednać z jej Stwórcą i przez nią zwyciężyć szatana, jej zwycięzcę i sprawcę śmierci”.

Papież Leon podpowiada nam konkluzję: darem Bożego Narodzenia jest Zbawiciel. Ten święty czas jest dobry do przemyślenia sobie tego tytułu Syna Bożego. Zbawiciel czyli Ten, który ratuje z sytuacji tragicznej i beznadziejnej. Człowiek o własnych siłach nie jest w stanie opuścić Egiptu, nie porzuci swoich grzechów i nie wejdzie w komunię z Bogiem. Jest to dzieło łaski, daru, naszego Zbawiciela. Jak dziwne i tajemnicze to zbawienie pokazuje sposób przyjścia Syna: jako płaczącego niemowlaka, a nie gromiącego szatana egzorcysty. Zbawienie jest już o krok, ale będzie ono inne niż się spodziewamy – o wiele wspanialsze i ciekawsze niż nasze najśmielsze oczekiwania.

 

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Zamieszkać razem

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 1,18-24) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów". A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1,18-24).

 

Zamieszkać razem

Radość świętowania jest już w drzwiach, za progiem. W Adwentowym Kalendarzu pozostało jeszcze tylko jedno okienko z czekoladką w nagrodę za roratnie czekanie. I na finiszu tego czekania słuchamy mateuszowego zapisu, jak to było z narodzeniem Jezusa. A jak słyszymy z tego opisu, z narodzeniem Pana Jezusa, jeszcze przed narodzeniem, wcale nie było tak sielankowo. U początku tych narodzin jest jedna wielka niepewność. Niepewność Józefa, wszak Ta, którą zaślubił, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną. I niepewność Maryi, bo On miał prawo, mógł, a nawet zamierzał oddalić Ją potajemnie… nim zamieszkali razem.

 

„Zamieszkać razem”, ten pełny stałości i bardzo ciepły zwrot jeszcze do niedawna był synonimem, najkrótszym opisem małżeństwa. Ileż piękna i trafności jest w tych dwóch słowach: „zamieszkać razem”, to innymi słowy dzielić, podzielić się przestrzenią swojego życia w całości. Dzielić, podzielić się, nie wynająć jakiejś tylko jego części, tylko uczuć, tylko pragnień, planów na krótką przyszłość.   

 

„Zamieszkać razem”, to znaczy, że wszystko, co do tej pory było osobne, tylko twoje i moje, uznajemy wzajemnie za swoje. To oznacza też wspólność własności: domu, kłopotów, nadziei, słabości, choroby, życiowych konsekwencji, a nawet grzechu, ale też i nadziei, spełnienia, szczęścia.

 

Ten prosty, lapidarny i w swej banalności piękny opis małżeństwa słyszany dziś, w kontekście nie najłatwiejszych, zachmurzonych niepewnością i niepokojem początków wspólnego życia Józefa i Maryi, nabiera szczególniejszego znaczenia właśnie dziś, kiedy powodzeniem cieszą się luźne związki, tzw. partnerskie związki. I nie sposób w tej logice „zamieszkania razem” nie odczytać przypomnienia, że w małżeństwie nic się nie dzieje luźno, chwilowo, czasowo, przelotnie.

 

Bo „zamieszkanie razem” to zupełnie co innego niż tylko pomieszkiwanie, wynajęcie pokoju, stancji. Pierwsze oznacza stałość, a drugie czasowość.

 

Może to dlatego takie wzięcie mają wszelkie luźne i partnerskie związki, że wszystko, co nas otacza jest już tylko czasowe, tymczasowe, kadencyjne, o określonej trwałości i z nie najdłuższą gwarancją. Jak to dobrze, że dla Józefa „zamieszkanie razem” okazało się ważniejsze niż jego własna sprawiedliwość, i samousprawiedliwienie legalnością wobec prawa.

 

Przy okazji Józef daje nam milczącą, ale wyrazistą lekcję. Po pierwsze podejmowania decyzji, gdzie w grę wchodzi przyszłość nie tylko swoja, dobro nie tylko swoje, po namyśle, dogłębnym namyśle, nie pochopnie, w emocjach, „w gorącej wodzie kąpanym”. Po drugie, podejmowania decyzji w perspektywie dalszej niż teraźniejszość i szerszej niż tylko dobro własne. I po trzecie, bez przekonania, że nie wszystko musi być oczywiste, jasno zrozumiałe, bez niedomówień i wątpliwości. I po czwarte, ze zgodą na to, że ważniejsze jest dobro wspólne, i to, co stałe, trwałe.

 

Józef bez jednego słowa przypomina nam też, o czym chyba coraz częściej zapominamy, że warto czasem nie skorzystać z przysługującego sobie prawa dla większego dobra, nawet, jeśli na początku to dobro jest mało czytelne. I warto też nie tłumaczyć przysługującym sobie prawem dbałości jedynie o swoje dobro.

 

Dobrze jest umieć od czasu do czasu zrezygnować z dbałości o swoją sprawiedliwość, nawet dobrego imienia i przysługującego sobie prawa dla dobra większego niż swoje własne. Tyle tylko, że do tego trzeba namysłu, nie pochopności, delikatności serca, a nie tylko logiki umysłu.

 

Namysłu i delikatności serca, niestety coraz częściej, jak na lekarstwo.

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap