Józef. Jak kocha prawdziwy mężczyzna?

Józef wiedział, że jeśli warto na coś w życiu postawić, za czym iść, to jest to miłość właśnie, nawet jeśli wymaga ona radykalnej przebudowy życia. Taka decyzja, pełne ryzyka, zdecydowania się na nieznane, założenie Rodziny, która będzie inna niż chciał wymaga od niego męstwa dnia codziennego, powszedniej odwagi – nie spektakularnego czynu, ale podjęcia codziennego trudu bycia mężem i, co tu kryć, ojcem.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: “Bóg z nami”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus (Mt 1,18-25).

Józef. Jak kocha prawdziwy mężczyzna?

Kadr z filmu The Nativity Story

Wyobraźmy sobie teraz opisaną przez Mateusza sytuację.

Młodzi małżonkowie, Józef i Maryja, przygotowują się powoli do drugiego etapu związku małżeńskiego: przeprowadzki panny młodej do domu pana młodego.

Spróbujmy zburzyć tę sielankę. Bo o tym jest tak naprawdę tekst Mateusza.

Jeśli wszystko toczyło według żydowskich obyczajów (a nic nie wskazuje na to, że było inaczej) to młodzi małżonkowie nie mieli więcej niż 20 lat. O ile młodziutką Maryję jeszcze sobie wyobrazimy, o tyle Józef – nastolatek jakoś nie pasuje do naszych obrazów przechowywanych skrzętnie od dzieciństwa, skoro odkąd pamiętamy „Józef stary Dzieciątko piastuje” (jak to śpiewamy w pobożnej kolędzie).

Józef dowiaduje się nagle, że jego młoda żona jest w ciąży. I Józef wie, że to Dziecko nie jest jego. Skąd się dowiedział? Musiał pewnie zobaczyć, że Maryja jest brzemienna. Pomyślmy o tej młodej małżonce, która w ciążę zaszła kilka miesięcy wcześniej w sposób niewytłumaczalny dla człowieka: jak ma to wyjaśnić swemu mężowi? Że przyszedł do niej Gabriel? To pierwsza próba Maryi – próba milczenia i czekania, co z tym wszystkim zrobi Bóg. I jak zareaguje Józef.

A młody małżonek myśli ma jak najbardziej naturalne: skoro jest w ciąży, to musi spotykać się z innym mężczyzną. Dopuściła się grzechu cudzołóstwa. Karą za taki czyn jest śmierć – kamienowanie. Józef nie chce do tego dopuścić. Decyduje się: skoro kocha innego mężczyznę, usunę się; niech ludzi gadają, że to moje Dziecko, a ja je porzuciłem. Wina spadnie na mnie. I Józef zasypia, choć sen nie jest słodki. Widać, że jednak tę kobietę po prostu kocha i żal mu, że nie będzie jego żoną. Skoro jednak się nie da…

Józef. Jak kocha prawdziwy mężczyzna?

I wtedy Bóg posyła anioła. Choć to, co ma młodemu małżonkowi do zakomunikowania, jest jeszcze bardziej trudne niż wnioski, do których doszedł sam Józef. Otóż żona go nie zdradziła, a Dziecko poczęło się za sprawą Ducha Świętego (co Józef z tego zrozumiał? Czy o wiele więcej niż my?) Ma w każdym razie nie zostawiać Maryi, jest jej potrzebny, a ona jest jego żoną; ma się nie bać i zamieszkać z nią razem, ma nadać imię Jej Synowi, imię Jezus, bo to On zbawi, czyli uratuje, ludzi od grzechów.

Trochę tego dużo jak na zakochanego nastolatka.

Czego Józefowi tutaj potrzeba? Cnoty, która dziś postawiona do kąta, nie jest zbyt często przywoływana w pobożnych kręgach. A potrzeba mu cnoty męstwa.

Dlaczego męstwa? Bo miłość do kobiety okazała się inna niż się spodziewał – o wiele bardziej wymagająca, mniej zgodna z jego wyobrażeniami, a zatem nieznana i trudna. Że Dziecko, na które czekał, jest inne niż sobie wyobrażał. Nie żeby go zawiodło, ale przecież miało być inaczej…

Józef jednak instynktownie czuje, że jeśli warto na coś w życiu postawić i coś, za czym warto przez całe życie iść, to jest to miłość właśnie, nawet jeśli wymaga ona radykalnej przebudowy życia. Taka decyzja, pełne ryzyka, zdecydowania się na nieznane, założenie Rodziny, która będzie inna niż chciał (i może przez to będzie taka… Święta) wymaga od niego męstwa dnia codziennego, powszedniej odwagi – nie spektakularnego czynu, ale podjęcia codziennego trudu bycia mężem i, co tu kryć, ojcem.

Józef. Jak kocha prawdziwy mężczyzna?

Bez odwagi i męstwa Józefa nie byłoby Betlejem jakie znamy dzisiaj. Bóg z pewnością by sobie poradził, ale o ile bylibyśmy ubożsi, ubożsi o świętego Józefa, człowieka, który wiedział, czego chciał i który wiele poświęcił, aby to uzyskać.

Józef nie mówi ani słowa w całej Ewangelii. Może jednak możemy zobaczyć migawkę z codzienności Nazaretu w stosunku Jezusa do kobiet: pełnym respektu i czci. Od kogo się go nauczył jeśli nie od swego przybranego ojca i tego, w jaki sposób on rozmawiał z żoną i sąsiadkami. Mąż sprawiedliwy, Józef, naprawdę był dla Jezusa ojcem – nie biologicznym ale kształtującym jego człowieczeństwo.

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Nasza Mama!

Siedzimy we trójkę już którąś godzinę z kolei, przerzucając się anegdotami z naszego dzieciństwa. W tych wspomnieniach mama jest zarówno wyjątkowo ciepła, wspierająca i słuchająca, ale także wymagająca i konsekwentna.

Polub nas na Facebooku!

Zawsze słucha!

Zawsze uważaliśmy, że najbardziej wyjątkowe w naszej mamie jest to, jak dużo z nami rozmawia. O wszystkim. Zawsze czuliśmy i czujemy, że ma do nas bardzo duże zaufanie i traktuje nasze problemy poważnie. Siadamy w hamaku, na kanapie, spacerujemy, a ona zadaje pytania, które nie mają końca.

Ale słucha, zawsze słucha. Zawsze „dostraja się” do naszych spraw. Zresztą, mama może rozmawiać bez przerwy i nigdy się nie nudzi! ;)

Koszmar wypracowań

Jednak to, że traktowała nas serio, nie miało wielkiego znaczenia, gdy pisaliśmy wypracowania z języka polskiego. Tutaj zawsze ostatnie zdanie należało do mamy, jako polonistki. Wszyscy dobrze pamiętamy wieczory, gdy z pewnym uczuciem ulgi po napisaniu pracy, ale także z dozą niepokoju zanosiliśmy mamie nasze „wypociny” licząc, że tym razem spojrzy na nie łaskawszym okiem. Badaliśmy skrupulatnie jej mimikę w trakcie lektury, by zorientować się, czy się jej podoba. Mama bardzo szybko czyta, więc ten stan napięcia nie trwał długo, jednak subiektywnie wydawał nam się nie mieć końca. Scenariusze były dwa: optymistyczny, kiedy mama zaznaczała w tekście miejsca do poprawienia, ale to się zdarzało niezwykle rzadko. I scenariusz drugi, kiedy zgnębieni wracaliśmy do swojego pokoju, by zacząć od nowa. Gdy wspominając to, pękamy ze śmiechu, Tomek nagle się rozpromienia: „pamiętam, że mi mama raz nie podarła wypracowania, ale to było akurat o piłce nożnej. Miałem opisać przebieg meczu na szkolnym boisku. Była precyzja, nie było lania wody. Dostałem od niej szóstkę”.

Nasza Mama!

„Niecne” zamiary

Kiedy rodziców wieczorami nie było w domu, przeświadczeni o swoim sprycie i przebiegłości, stosowaliśmy następującą taktykę. Jak tylko upewnialiśmy się, że rodzice nareszcie pojechali, z rozkoszą rozsiadaliśmy się w fotelach i włączaliśmy telewizor. Gdy chcieliśmy iść na całość zabieraliśmy ze sobą także wypasioną kolację, choć wiadomo było, że gdybyśmy się musieli ewakuować, zabierze nam to więcej czasu. Tomek był wyczulony na najdrobniejszy szmer, który kojarzył z otwieraniem bramy. W takich chwilach bez ostrzeżenia zrywał się pędem z kanapy i uciekał na górę do swojego pokoju. A my byłyśmy wolniejsze, więc korzystając z planu B biegłyśmy do kuchni i udawałyśmy, że o 23 mamy ogromną potrzebę wspólnie zrobić porządek w kuchni. Czasem jednak Tomek wszczynał fałszywy alarm i wtedy wszyscy, starając się nie tupać, biegliśmy każdy do swojego pokoju, a po 10 minutach wracaliśmy do salonu. Sytuacja powtarzała się  wielokrotnie, a my żyliśmy w błogim choć naiwnym przekonaniu, że nasza strategia jest skuteczna. Dopiero po latach rodzice wyjawili nam, że mieli niezły ubaw, po powrocie, gdy okazywało się, że telewizor jest rozgrzany do czerwoności, a my niby śpimy już snem kamiennym.

Nasza Mama!

Małe słabostki

Wakacje to rodzinne wyjazdy, przeróżne.

Mama ma jedną wielką słabość, gdy wracamy z górskiej eskapady i mijamy jakikolwiek strumyczek, wszyscy już wiemy, że nie przepuści takiej okazji. Choćby było zimno i wietrznie, zrzuca buty (nie wiadomo nawet, kiedy!) i moczy stopy w lodowatym strumieniu. My zaś oglądamy to szczękając zębami, ale już bez zdziwienia. Podobnie sytuacja wygląda nad morzem. Mama uwielbia się opalać i może to robić w nieskończoność (tak nam się zawsze wydawało), ale może też całymi dniami spacerować brzegiem morza na bosaka, nawet w maju czy we wrześniu, nad Bałtykiem.

Rower z tatą. Koniecznie po równym. Najlepiej Zamojszczyzna, Lubelszczyzna, Suwalszczyzna, Białowieża. Drogi przez las, małe nieznane miejscowości. Borówki, jeżyny. Rekord dzienny 57km.

Logistyczne centrum dowodzenia

Wakacje kojarzą nam się także z dorocznymi przygotowaniami przetworów na zimę. Mama jest mistrzynią organizacji i potrafi z naszą pomocą „przerobić” 20 kg ogórków, pomidorów czy śliwek w jedno popołudnie. Z tego przecieru nasza mama robi najlepszą zupę pomidorową z lanymi kluskami na świecie i uważamy tak nie tylko my. W zasadzie jej czarowi i smakowi ulega każdy, kto spróbuje. Pomidorówka jest gęsta i pachnie latem. Wystarczy, że przekraczamy próg domu i czujemy ten zapach, a Jonasz od drzwi już krzyczy: „Babuniu, jaka zupa jest dzisiaj na objadek?”.

Nasza Mama!

Mama jest też w naszym domu logistycznym centrum dowodzenia. Gdy jest sytuacja, która zawiera wiele zmiennych sprawiających wrażenie niemożliwych do pogodzenia, śmiejemy się, że tylko ona może rozwikłać tę zagadkę. Wtedy milknie na chwilkę, myśli, a za moment… rozwiązanie jest gotowe, ba! Wydaje się proste, a nawet oczywiste. Jednak nie dotyczy to tylko planowania i organizowania. Mama znakomicie przewiduje przyszłość. Prawda jest taka, że jeśli mama powiedziała już, że coś się stanie, to przepadło. Tak musi być. Tak jakby zaginała rzeczywistość, bo w momencie wypowiadania przez nią danych słów, losy świata się zmieniają ;) Dziś jednak myślimy, że jest to bardzo ściśle związane z tym, że mama ma niewiarygodną intuicję do ludzi. Ma taki dar.

Może dlatego, że na każdego patrzy wnikliwie i widzi więcej niż reszta osób.

Dlaczego? Bo ludzie ją ciekawią, frapują i fascynują.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap