BIBLIA

Gdzie jesteś? Słowo szuka ciebie. Wstęp do medytacji

Jak medytować Słowo Boże? O. Piotr Wardawy OFMCap podpowiada sposób medytowania nad Słowem Bożym, z uwzględnieniem odczuć z ciała.

Polub nas na Facebooku!

Fragmenty pochodzą z książki “Kiedy Słowo ciałem się staje. Wskazówki do medytacji” o. Piotra Wardawy OFMCap

 

Pierwszym słowem, które Bóg skierował do pierwszych ludzi po grzechu, było pytanie: „Gdzie jesteś?”. Człowiek stał się nieobecny, ukrył się. Zagubił się w sobie, w relacjach, w życiu i w odniesieniu do Boga. Dlatego Pan dał mu Słowo – pytanie, które ma moc odnajdywania. Gdy przyjmujemy je w siebie, porusza nas. Gdy pozwalamy mu trwać w nas, ożywia.

Bóg daje nam siebie w Słowie, aby stać się pytaniem: „Gdzie jesteś?”. To znaczy: „Jak to odczuwasz? Co to sprawia w tobie? W jaki sposób byś to wyraził? Jak to odnosi się do twojego życia? Co byś chciał Bogu powiedzieć?”.

 

Zauważ siebie

Na początku zacznij od samego siebie. Pozwól sobie być w centrum. Nie w sposób egocentryczny, który zamyka na relacje, ale otwarty, który zaprasza do nawiązywania relacji. Bądź cały skupiony w sobie – umysłem, emocjami i ciałem – abyś był w pełni obecny w spotkaniu z Bogiem.

Bóg potrzebuje spotkać się z tobą w tobie. Jest to czas na wewnętrzne odnajdywanie się poprzez skupienie, czyli skierowanie uwagi do wewnątrz. Skupienie do wewnątrz nie polega na „niemyśleniu” czy wysiłku skoncentrowanego umysłu, ale na świadomym zauważaniu tego, czego aktualnie doświadczasz.

Niech pierwszym aktem w twojej medytacji będzie tylko świadomość twojej doświadczanej obecności. Zaufaj, że możesz tak po prostu być bez względu na to, czego doświadczasz i jaki jesteś. Skupienie jest początkiem modlitwy.

 

Zauważ Boga

Bóg jest miłością (por. 1 J 4,16). Zaufaj, że ogarnia cię i przenika miłująca Boża Obecność. Miłość komunikuje się przez czułość. Bóg w czułości daje tobie to, co w Nim najlepsze. Otwierając się na Niego, otwierasz się zarazem na samego siebie. Czułość wydobywa z ciebie to, co w tobie najprawdziwsze, co najbardziej twoje.

Duch czułej i silnej miłości Boga jest ożywiający. Zawsze podnosi i dodaje otuchy. Nie przygniata do ziemi, lecz pomaga powstać. Nie rodzi lęku, ale wzbudza zaufanie. Nie przeraża, tylko pobudza do refleksji. Wskazuje błędy, ale nie powoduje poczucia winy. Na widok grzechu chce zbawiać, nie potępiać. Nie zna gwałtowności, gdyż dostraja się do twojego tempa. Nie wpycha na drogę, ale wskazuje kierunek. Nie jest „śmiertelnie” poważny, gdyż potrafi się zdystansować. Wreszcie – szczerze interesuje się przyjaźnią z tobą.

 

 

Zauważ siebie w Bogu

Gdy zaglądasz w siebie, odkrywasz w sobie tajemnicę. Tajemnicą w tobie jest Bóg. To z Nim, ukrytą istotą twojego człowieczeństwa, spotykasz się, podejmując dialog z tym, co w tobie. Dialog z Bogiem od strony praktycznej polega zatem na dialogowaniu z samym sobą zanurzonym w Jego obecności. Dialogujesz z tym, co zauważasz: z odczuciami ciała, z emocjami, z myślami; z tym wszystkim, co dzieje się w tobie podczas medytacji. Medytacja jest obcowaniem z tajemnicą Boga w tobie. Jest rozmową z Bogiem bardziej obecnym w tobie niż ty sam w sobie. Twoje oddzielenie od Niego pozostaje właściwie formą iluzji umysłu. W sobie odkrywasz obecność Boga, gdyż w Nim żyjesz, poruszasz się i jesteś (por. Dz 17,28).

 

Rozpocznij medytację

Przeczytaj wybrany fragment ze zrozumieniem oraz z otwartością na to, czego jeszcze nie wiesz o Bogu i o sobie. Gdy Pismo Święte jest ci znane i nie spodziewasz się dowiedzieć czegoś nowego, tym bardziej wzbudź w sobie ciekawość: Jak dzisiaj przeżyję spotkanie ze słowem Bożym?

W otwarciu się na nowe, świeże przesłanie Słowa pomoże ci chwila na zauważanie starych myśli, tych powtarzających się, dobrze ci znanych, które wcześniej już w sobie słyszałeś. Gdy już spostrzeżesz je w sobie, odkładaj je na bok, jakbyś przekładał zapisane kartki z osobistego notatnika, szukając czystej, niezapisanej strony. Zauważaj i odkładaj to, co już znasz. Gdy poczujesz w sobie skupienie sprzyjające medytacji, zatrzymaj się, na ile możesz i chcesz, przy tym poczuciu, doświadczając jego jakości.

Następnie skieruj uwagę szczególnie na to, co jako nowe pojawia się w tobie – przeczucia, wewnętrzne intuicje, subtelne natchnienia to coś niewyraźnego, nieokreślonego, ale już obecnego. Możesz porównać to do dostrzeżenia małej roślinki, która zaczęła wschodzić. Mimo że jeszcze nie wiesz, co z niej wyrośnie i jaki będzie jej dojrzały owoc, już ją widzisz. Nie zajmujesz się analizowaniem, czym ona może być, ale przyjmujesz ją taką niezdefiniowaną. Tworzysz jej przyjazne warunki do wzrostu, aby ona sama opowiedziała ci, czym jest.

Podczas medytacji niejasne poczucia czegoś w tobie są głosem serca. Przyjmij je takie, jakimi się jawią. Nie staraj się ich analizować, ale zaufaj, że cisza stanowi najlepsze środowisko, aby usłyszeć to, co Bóg chce do ciebie przez nie powiedzieć.

Ziarnem jest słowo Boże, które zaczyna w tobie kiełkować niczym młody pęd w postaci wewnętrznego odczucia. Ono ma swoje tempo wzrostu i potrzebuje twojej gleby życzliwości i zaufania. Dlatego nie przyjmuj Słowa tylko intelektem, ale także sercem, czyli wrażliwością twojego ciała. Zwracaj uwagę, jak się czujesz podczas lektury. Nie odrzucaj żadnego z odczuć. Każde odczucie stanowi żywą reakcję na słowo Boże. Nawet gdyby było nie po twojej myśli, okazało się trudne albo wydawałoby się nie na miejscu, przyjmij je z łagodnością i otwartością. Spotkanie z Bogiem dokonuje się w atmosferze wzajemnej akceptacji.

Czytaj Słowo umysłem i z wrażliwością na odczucia w ciele. Umieść Słowo, w duchu łagodności i bez nacisku, w centrum twojego ciała – tam, gdzie odczuwasz różne uczucia. Twoje ciało jest świątynią Ducha Świętego. Czyniąc to, już otwierasz się na Jego działanie w tobie. Spotykasz się z Bogiem obecnym w Słowie. Podczas tego spotkania możesz być otwarty na tyle, ile sam potrzebujesz. Nie musisz się zmuszać do czegoś, czego nie chcesz. Bóg pragnie spotkania w wolności.

W wewnętrznym dialogu z Bogiem możesz wykorzystać pięć pytań, które niczym kolejno stawiane kroki przeprowadzą cię przez medytację. Jednak nie traktuj ich jako sztywnego schematu, tylko jako podpowiedzi w drodze. Zaufaj wewnętrznemu głosowi twojej intuicji, w której Bóg objawia się poprzez twoją wrażliwość na odczucia.

Co odczuwasz, gdy wczytujesz się w słowo Boże? Zauważ to.

Jaki obraz lub jakie słowa najlepiej oddadzą to, co dzieje się w tobie? Wyraź to.

W jaki sposób łączy się to dzisiaj z twoim życiem? Opisz to.

Co Słowo mówi do ciebie w tej chwili? Przyjmij to.

Co chcesz Bogu powiedzieć? Módl się tym.

 


o. Piotr Wardawy OFMCap
Kiedy Słowo ciałem się staje
Wskazówki do medytacji

Książka jest zaproszeniem do odkrycia wartości modlitwy, nie jako obowiązku, ale jako szansy na spotkanie ze sobą, z Bogiem i drugim człowiekiem. Żadnego z tych trzech wymiarów spotkania nie możemy pominąć, gdyż na nich opiera się dojrzała duchowość chrześcijańska.

Książkę można zamawiać jako cegiełkę na utrzymanie i rozwój Centrum Duchowości „Honoratianum” TUTAJ>>>

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Jak spotkać się z Bogiem w Jego Słowie?

"Jestem przekonana, że modlitwa Słowem za każdym razem coś w nas zostawia, nigdy nie pozostaje bezowocna, nawet, jeśli to owocowanie będzie odłożone w czasie." O tym jak spotkać żywego Boga w Słowie, rozmawiamy z s. Magdaleną Wielgus MChR, Misjonarką Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Koźlik: Czy można rozkochać w Piśmie Świętym?

Siostra Magdalena Wielgus MChR: U mnie było to doświadczenie żywego Słowa, które jest spójne z moim życiem, które ze mną dialoguje, precyzyjnie mnie diagnozuje i zaprasza do odpowiedzi. Ale takie czytanie Pisma Świętego to dopiero kwestia ostatnich 11 lat. Wcześniej traktowałam Biblię jak coś w rodzaju świętej „instrukcji obsługi” życia. Owszem, to Słowo Boga, ważne i najświętsze –  ale jednak „instrukcja”. Sytuacja zmieniła się pewnego dnia, podczas rekolekcji Lectio divina. Najpierw Pan mnie delikatnie prowadził do tego, abym zobaczyła swoją kondycję i kiedy już dokładnie ją nazwałam, dał mi tekst Ewangelii, który zwalił mnie z nóg!

 

To znaczy?

Byłam w totalnym szoku, że we fragmencie, którym mieliśmy się modlić w czasie rekolekcji (a więc nie szukałam go specjalnie dla siebie, nie otwierałam też Pisma na chybił-trafił, po prostu to Słowo było dane nam wszystkim) odnalazłam wprost sformułowania, którymi wcześniej określiłam swój stan. W dodatku zobaczyłam także jego konsekwencje i – co najważniejsze – kierunek, co dalej z tym zrobić. I wolność! To było niesamowite doświadczenie spotkania nie tyle z tekstem, co z Osobą. Trzymając wtedy Pismo Święte przekonywałam się, że mam w rękach coś żywego, że to Słowo nie tyle mnie poucza, co wchodzi ze mną w interakcję: słucha, mówi, dostosowuje się do mojego tempa i cierpliwie prowadzi… Do dziś tamto wydarzenie jest dla mnie przełomem nie tylko w czytaniu Pisma Świętego, ale w ogóle w życiu. Dopiero po nim z mądrych książek o Biblii dowiedziałam się, że jej sens moralny, czyli to, co ja nazywałam „świętą instrukcją jak żyć”, jest ważny, ale nie najważniejszy. Pierwszorzędne jest spotkanie z żywą Osobą Jezusa Chrystusa. Stąd wynika cała reszta, czyli choćby to, jak postępować, co robić, a czego unikać. Z tego właśnie powodu my, chrześcijanie, choć mamy swoją świętą Księgę, nie jesteśmy religią Księgi, ale Osoby. Jeśli ktoś przeżyje takie doświadczenie spotkania z Osobą, to myślę, że nie może nie rozkochać się w Biblii.

 

Siostra jest siostrą, osobą konsekrowaną. Z punktu widzenia żony, mamy – czyli kobiety, która wybrała inną drogę, wydaje się, że ma Siostra więcej czasu na medytację Słowa, a to przecież nie do końca tak. Jakie “lifehacki” usprawniają regularną modlitwę? Pora dnia, wygospodarowany czas?

Rzeczywiście mnie jest o tyle łatwiej, że mam z góry zaplanowany czas na medytację, ujęty w planie dnia, a szerzej w Konstytucjach mojego Zgromadzenia. Ale jak wiemy przewrotna ludzka natura zawsze znajdzie powód, żeby sobie odpuścić. Zwłaszcza, że w zakonie też pracy nie brakuje. Nie jestem więc zwolniona z czuwania. Ono jest podwójne. Z jednej strony nad wiernością temu czasowi na medytację, a z drugiej nad tym, aby nie popaść w rutynę, kiedy modlę się Słowem każdego dnia, ale właśnie ożywiać w sobie świadomość spotkania z Osobą, ciekawość Jej, tego, co ma mi do powiedzenia, tego dialogu, który ma szansę między nami zaistnieć. Tym, co pomaga w regularnym czytaniu Biblii jest wygospodarowanie czasu z uwzględnieniem realiów swojego życia. Bywa tak, że w początkowym zapale robimy postanowienia, które nie mają szans się ostać w zderzeniu z realizmem codzienności. I kiedy kilka razy nam nie wyjdzie stwierdzamy, że to nie ma sensu i dajemy sobie spokój. A to nie tak. Błąd był na samym początku. Jeśli spojrzymy realnie na swoje obowiązki i swoją kondycję, a jednocześnie naprawdę zależy nam na czytaniu Słowa, odpowiedni czas się znajdzie. A potem już tylko wytrwałość i konsekwencja.

 

 

Zagrożenie literalnego czytania Słowa jest dość powszechne. Kiedy otwieram przypadkowo i czytam „Poszedł i się powiesił” a potem „Idź ty i czyń podobnie” to co wtedy? Czy w czytaniu Pisma osoby wierzące potrzebują przewodnika?

Ja w ogóle nie jestem fanką otwierania Biblii na chybił-trafił. Rozumiem, że w życiu niektórych rzeczywiście w taki sposób Pan zadziałał, natomiast ja o wiele bezpieczniej czuję się na drodze modlitwy Słowem z dnia, które cały Kościół czyta w liturgii, bo tu mam pewność, że nie będzie mowy o żadnej przypadkowości. Co w sytuacjach, kiedy nie rozumiemy Słowa, kiedy jest ono dla nas trudne lub szokujące? Przewodnik jest potrzebny. I to nie tylko wtedy i nie tylko osobom, które nie mają przygotowania teologicznego lub nie posiadają komentarzy biblijnych. Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, czasem trudno nam zdroworozsądkowo ocenić poruszenia wewnętrzne, które pojawiają się przy okazji modlitwy Słowem (zwłaszcza, kiedy dochodzą emocje), dlatego ważne jest, aby każde doświadczenie duchowe było poddane obiektywizacji ze strony kogoś drugiego. Mam na myśli spowiednika lub kierownika duchowego. W moim życiu te dwie rzeczy: modlitwa Słowem i poddawanie jej owoców rozeznaniu wraz z kierownikiem idą w parze. I to się najlepiej sprawdza.

 

Od czego zacząć w szukaniu bratniej postaci wprost z Pisma? Która księga, postać? Czym się kierować? Kto jest Siostrze najbliższy?

Chyba po prostu trzeba zacząć od czytania. Czasem będzie tak, że od razu odnajdziemy się w jakichś historiach biblijnych i ich bohaterowie natychmiast staną się nam bliscy. Innym razem „oczytany” wcześniej tekst „uaktywni” się dopiero po czasie i jakaś biblijna postać, którą poznaliśmy wcześniej przypomni się i przeprowadzi nas przez bieżące doświadczenie. Ja tak miałam z Esterą. Najpierw przeczytałam jej historię, a potem pojawiła się w moim życiu bardzo trudna sytuacja – czekała mnie rozmowa, która dla mnie była sprawą wielkiej wagi. I wtedy wróciła Estera. Jej modlitwa przed pójściem do króla Aswerusa stała się wtedy też moją modlitwą. Absolutnie przeprowadziła mnie przez tamto doświadczenie. Mam wiele takich sytuacji, że w jakimś momencie życia tekst, który czytałam dużo wcześniej, nagle „ożywał” – interpretował to, co się działo, pokazywał kierunek… Według mnie najważniejsze jest dać się Panu nakarmić Słowem (nawet, jeśli nie od razu je rozumiemy) i zostawić Mu wolną rękę. W odpowiednim czasie podeśle odpowiedniego człowieka z Biblii. Ja to właśnie tak przeżywam, dlatego mam wiele biblijnych bratnich dusz.

 

Co Siostra dostaje dzięki stałemu kontaktowi ze Słowem? Czy każdy to może dostać, czy jednak to takie “boskie copyright”, indywidualnie dla każdego?

Tym, co dostaję, jest przede wszystkim kontakt z Osobą Jezusa, pogłębienie relacji z Nim. To jest najważniejsze i przy czytaniu Słowa z wiarą, z poddaniem się prowadzeniu Ducha Świętego, każdy ma szansę to dostać. Z tego dopiero wynika poznawanie Jego woli, ale też poznawanie siebie samej (Biblia jest jak lustro, można się w niej przeglądać na każdym etapie życia; Słowo „rośnie” wraz z nami i nawet dobrze znane fragmenty czytane po raz kolejny pokazują nowe rzeczy i o Bogu, i o nas) i to także możemy otrzymać wszyscy. A że jesteśmy różni, każdy z nas ma indywidualną drogę duchową, toteż doświadczenie obecności Boga przez Słowo w życiu każdego z nas także będzie niepowtarzalne. Jestem przekonana, że modlitwa Słowem za każdym razem coś w nas zostawia, nigdy nie pozostaje bezowocna, nawet, jeśli to owocowanie będzie odłożone w czasie. W końcu sam Pan obiecał, że słowo, które wychodzi z Jego ust, nie wraca do Niego bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciał, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55, 10-11).

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap