video-jav.net

Wybrałbym Barabasza. A Ty?

Dlaczego Żydzi posłali na krzyż cudotwórcę Jezusa, a nie bandytę Barabasza? W czym ten złoczyńca był lepszy od Syna Bożego?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Barabasz jak żołnierz AK

Sytuacja Żydów przypominała wtedy sytuację Polaków w czasie II wojny światowej. Niemcy określali członków polskiego ruchu oporu i żołnierzy AK właśnie określeniem: „Polnische Banditen”.

Barabasz był dla Rzymian „bandytą”, a dla Żydów bohaterem ludowym walczącym ze znienawidzonym okupantem. Był bojownikiem o wolność, być może nawet uważanym za swego rodzaju politycznego mesjasza. Wskazywać może na to hipoteza, że słowo „Bar Abbas” (które znaczy po aramejsku „Syn Ojca”) było „pseudonimem”, „przydomkiem mesjańskim”, podobnym do innych, przypisywanych przywódcom wielu buntów antyrzymskich.

Postawienie obok siebie Jezusa i Barabasza oznacza więc właściwie przeciwstawienie dwóch koncepcji mesjanizmu. Biorąc pod uwagę oczekiwania mesjańskie Żydów w tamtym czasie – bardziej spełniał je Barabasz niż Jezus. Tłumy nie miały do wyboru kogoś o nieposzlakowanej opinii z jednej strony i zbrodniarza z drugiej strony.

Jaki byłby nasz wybór?

A gdybyśmy my stali tam wtedy na dziedzińcu i gdyby od nas uzależniono wybór? Kogo byśmy wybrali? Barabasza czy Jezusa? Łatwo się mówi post factum, kiedy już się ma wiedzę, zna wszystkie okoliczności i przyszłe wydarzenia. Ale spróbujmy wyobrazić sobie, że żyjemy wtedy, w kraju pod okupacją i mamy taką wiedzę, jak ówcześni Żydzi.

Zakładając, że byłbym patriotą, a nie kolaborantem, obawiam się, że także wolałbym, aby uwolniono bojownika o wolność i bohatera gotowego do walki zbrojnej z wrogiem Ojczyzny, niż jakiegoś cudotwórcę i wędrownego kaznodzieję, głoszącego kontrowersyjne nauki i uczącego moralnego postępowania oraz stawiania miłości Boga na pierwszym miejscu. Nawet odczuwając sympatię do Jezusa, wybrałbym chyba wtedy Barabasza.

Opcja, że Jezus jest Bogiem, zmienia oczywiście wszystko, ale nawet Jego najbliżsi uczniowie uświadamiali to sobie dopiero stopniowo po zmartwychwstaniu.

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Ważne wydarzenie, które Gibson pominął w “Pasji”

Mel Gibson nakręcił „Pasję” na podstawie wizji bł. Anny Katarzyny Emmerich. Ale pominął opis zstąpienia Chrystusa do piekieł.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ważne wydarzenie pominięte w filmie

Od 1819 aż do śmierci w 1824 pisarz Clemens Brentano rejestrował skrupulatnie opowieści Emmerich, wypełniając czterdzieści tomów szczegółowymi scenami i fragmentami uzupełniającymi Nowy Testament. “Pasja” jest zaledwie krótkim wycinkiem tych wizji.

W filmie Mela Gibsona widzimy ciąg przerażających scen sadystycznie torturowanego Jezusa (leją się hektolitry krwi, a rzymskie flagellum wyszarpuje z Jego ciała kawałki mięsa). Potem jest straszliwa agonia na krzyżu i złożenie do grobu skrwawionego ciała, owiniętego w całun W ostatniej scenie pokazane zostało natomiast zmartwychwstanie Jezusa. Prześcieradła, w które był owinięty, leżą porzucone. Jezus, już w uwielbionym, chwalebnym ciele, siedzi nagi obok tych prześcieradeł, potem podnosi się i po prostu wychodzi z grobu, a kamera przez moment pokazuje otwory w dłoniach, które są śladami po gwoździach.

Motyw zstąpienia do piekieł, bardzo szczegółowo przedstawiony w objawieniach błogosławionej, został pominięty.

Wyzwolenie sprawiedliwych z otchłani

Według Katarzyny Emmerich, gdy Jezus skonał na krzyżu, Jego dusza w postaci świetlistej, otoczona Aniołami spłynęła do stóp krzyża i wniknęła do świata podziemnego. Zbawiciel, jaśniejący chwałą, prowadzony w tryumfie przez Aniołów, udał się do posępnej krainy śmierci. U wejścia do Otchłani Jezus spotkał duszę Dyzmy, idącą w towarzystwie Aniołów na łono Abrahama, podczas, gdy złego łotra gnano do Piekła.

Zamieniwszy kilka słów z Dyzmą, Jezus wszedł do tak zwanego Limbus Patrum, gdzie na łonie Abrahama spoczywały dusze sprawiedliwych praojców, potem Jezus wszedł w przestrzeń mglistą, w której znajdowali się pierwsi rodzice, Adam i Ewa, a oni, rozpoznawszy Go, oddali Mu cześć.

Błogość niewypowiedziana i szczęśliwość przeniknęła wszystkie te dusze, które otoczyły Zbawiciela, witały Go i cześć Mu oddawały. Niektóre dusze Jezus wysłał na ziemię, aby wstąpiwszy w swe ciała, dały świadectwo o tym czego dokonał (Mateusz wspomina, że wielu umarłych wyszło z grobów i pojawiło się w Jerozolimie po śmierci Jezusa). Spełniwszy swą powinność, dusze te kładły znowu ciała w ziemię, jak woźny sądowy zdejmuje swój płaszcz urzędowy, spełniwszy rozkazy zwierzchności.

Ważne wydarzenie, które Gibson pominął w 

Tryumfalny pochód Chrystusa

Katarzyna Emmerich opisała barwnie dalszy pochód tryumfalny z Jezusem na czele, aż wreszcie Jezus zbliżył się do jądra przepaści, do samego Piekła, które było jako ogromna, skalna budowla, straszna, czarna, połyskująca metalicznym blaskiem, z olbrzymimi, strasznymi bramami, opatrzonymi mnóstwem rygli i zamków. Gdy po zbliżeniu się Jezusa bramy na Jego rozkaz zostały rozwarte na oścież, ukazała się przepaść, pełna ohydy, ciemności i okropieństw. Dały się słyszeć przekleństwa, łajania, wycie i jęki. Aniołowie obalili na ziemię diabłów, którzy musieli uczcić Jezusa i uznać Jego władzę. Skrępowanego Lucyfera wrzucili zaś w sam środek ognistej otchłani, aczkolwiek miał być on, według Katarzyny Emmerich wypuszczony na 50 czy 60 lat przed końcem XX wieku.

Później niezliczone gromady dusz, uwolnionych z otchłani i miejsc oczyszczenia, Jezus poprowadził w tryumfalnym pochodzie do Nieba. Tak oto zrealizowała się obietnica dana Dyzmie – nie upłynął dzień, a już znajdował się z Chrystusem w Raju, gdzie czekały na nich zastawione stoły niebiańskie, przygotowane na ucztę. Błogosławiona Katarzyna widziała też jak Zbawiciel przed swoim Zmartwychwstaniem odwiedzał różne miejsca kuli ziemskiej (był nawet w morzu), aby niejako uświęcić i oswobodzić wszelakie stworzenie, a wszędzie uciekały przed Nim złe duchy, rzucając się w przepaść.

Mel Gibson tego nie nakręcił, ale kto wie… Może kiedyś się skusi? Mogłoby to być jeszcze bardziej spektakularne widowisko niż „Hobbit” Petera Jacksona czy „Gwiezdne Wojny” Georga Lucasa.

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >