Hymn o miłości. W 7 krokach

Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że jednym z najczęściej słyszanych fragmentów Biblii jest Hymn o miłości. Najbardziej znany. Czy to znaczy również najlepiej rozumiany fragment Biblii? Pozwólcie, że wyrażę lekkie powątpiewanie

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

To tekst, który powinniśmy traktować jak wyzwanie, tym bardziej, że wiele wskazuje na to, że św. Paweł pisząc go, trochę chciał swych adresatów sprowokować. Ale po kolei. Przepracujmy Hymn o miłości w siedmiu krokach.



 

Krok 1. Romantyczny ślub


Sobota po południu. Kościół przystrojony. Panna młoda, pan młody, goście – pełni werwy. Czytanie mszalne? Proszę ojca, oczywiście Hymn o miłości.



Krok 2. Nowy klucz



Skoro to hymn o miłości, zapytajmy wpierw, czym miłość jest.



Krok 3. Kontekst!



Paweł pisze do wspólnoty, która zafascynowana jest różnorakimi charyzmatami duchowymi; zdaje się nawet, że poszczególni charyzmatycy ostro z sobą współzawodniczą!



Krok 4. Gdybym mówił językami



Paweł jest stanowczy – bez miłości nic nie ma wartości w ostatecznym rozrachunku: ani filantropia, ani męczeństwo.



Krok 5. Miłość cierpliwa jest



Miłość jest gotowa na znoszenie pogodne i wytrwałe wszystkiego, co niesie cierpienie.



Krok 6. Miłość nigdy nie ustaje



Wszystkie te pożądane przez Koryntian charyzmaty przeminą. Pozostanie tylko miłość.



Krok 7. Sięgnąć w głąb



Dla Pawła miłość jest KIMŚ.


[Pisząc ten tekst obficie korzystałem z niezwykłych rozważań mojego współbrata z opactwa św. Andrzeja w Zevenkerken, o. Benoîta Standaerta OSB, Trzy filary świata. Przewodnik pielgrzyma XXI w., przekł. J.J. Stoppa, Kraków 2009]


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Bashobora na Stadionie. Uwielbienie na całego!

"Bóg Cię kocha, niezależnie od tego, co zrobiłeś" - to najważniejsze przesłanie, jakie przekazał o. John Baptist Bashobora. Skromny, czarnoskóry ksiądz z Ugandy znowu przyciągnął tłumy na Stadion Narodowy w Warszawie. Ponad 40 tysięcy ludzi wzięło udział w II rekolekcjach "Jezus na Stadionie".

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Tłumy ciągnęły na warszawski stadion od samego rana. W 2013 roku, podczas pierwszych takich rekolekcji, trybuny były zapełnione po brzegi. I choć tym razem zostało jeszcze dużo wolnych miejsc, ponad 40 tysięcy ludzi spragnionych modlitwy, zgromadzonych w jednym miejscu, robi wrażenie. Na płycie, w miejscu, w którym zawsze jest murawa, miejsca były zajęte przede wszystkim przez chorych i rodziny z dziećmi. Trybuny przez pozostałych. W miejscu, gdzie zwykle jest bramka, stało podwyższenie zwieńczone wielką, złotą koroną. To pod nią przygotowane było miejsce dla księży, biskupów i o. Bashobory.  

Z daleka ugandyjski ksiądz wyglądał jak mała kropka. Ale dzięki potężnym telebimom podwieszonym pod dachem stadionu i nagłośnieniu każdy mógł spokojnie oglądać, słuchać rekolekcji i uczestniczyć w modlitwie. I właśnie to jest magnesem tych rekolekcji. "Jest tu modlitwa wielu tysięcy ludzi. Dla nas, ludzi w kościele, bardzo potrzebne jest wydarzenie, które będzie nas umacniało w wierze. W szczególny sposób święty Jan Paweł II pokazał to podczas Światowych Dni Młodzieży, kiedy gromadził młodych ludzi w jednym czasie i w jednym miejscu, by zobaczyli, jak ważna jest wspólna modlitwa: ja modlę się za ciebie, ty modlisz się za mnie" – mówi nam ks. Tadeusz Aleksandrowicz, który przyjechał z posługą duszpasterską.

Bashobora na Stadionie. Uwielbienie na całego!

Do spowiedzi przez wiele godzin ustawiały się  długie kolejki. Gdzieniegdzie widać było pojedynczych kapłanów, do których podchodzili pojedynczy ludzie prosząc o spowiedź. Podczas konferencji wygłaszanej przez o. Johna, na stadionie panuje cisza. Wszystko zmienia się w chwili rozpoczęcia wspólnej modlitwy. W górę wędrują ręce, tłum faluje. Jedni mają zamknięte oczy, inni wpatrują się w telebimy.

"Jest lepiej niż na meczu piłki nożnej! Czuć tutaj Ducha, a serce się raduje. Zaprosiłem moją rodzinę. Oni też ogromnie przeżywają to wydarzenie. Tu widać, że ludzie się modlą, tu jest żywa wiara. Ludzie traktują poważnie to, co się tu dzieje. A śmiechy to radość wlana przez Ducha Świętego. Przecież w życiu chodzi o miłość, radość, a reszta to poboczne rzeczy, które nam towarzyszą" – opowiada swoje wrażenia Jan, z Międzyrzecza Podlaskiego. Jak dodaje, nawet chwila wystarczy, by zmienić człowieka: "Jak Pan Bóg chce przemienić czyjeś serce, to wystarczy jedno słowo."  

Uśmiechnięta, młoda dziewczyna, Magda z podwarszawskich Marek zaskakuje nas porównaniem: "Lubimy takie eventy religijne, to jest zupełnie coś innego niż msza święta w normalnym kościele" – opowiada. Przyjechała tu drugi raz, razem z mamą. "To jest prawdziwe spotkanie z Bogiem. Tutaj weselisz się, wstajesz, tańczysz, czujesz Ducha Świętego. Podczas modlitwy czułam bliskość Boga: że Bóg jest, opiekuje się nami, że nad nami czuwa. Wokół nas były śmiechy, nasza rodzina była z nami i oni też się śmiali. To jest dowód na istnienie Boga. Bóg jest wśród nas. Często opowiadam moim znajomym o tym, co tutaj się dzieje – oni są zafascynowani. Zarażam ich wszystkich wiadomościami, które stąd przynoszę. Wierzą mi".

Bashobora na Stadionie. Uwielbienie na całego!

Rzeczywiście podczas modlitwy słychać śmiechy. Najpierw jeden. Potem kolejne. Echo rozprowadza je po stadionie. Jakaś kobieta, kilka krzesełek od nas, wpada w konwulsje. Śmieje się nieprzerwanie. Rzuca nią w przód i w tył. Człowiek, który chciałby udawać, nie byłby wstanie wykonywać takich ruchów. Kobieta śmieje się niepohamowanie, ale ma zamknięte oczy. Tutaj nikogo to nie dziwi. Ludzie obok niej mają wyciągnięte ręce w górę. Modlą się spokojnie.

Ktoś, kto widzi to pierwszy raz mógłby się przestraszyć. Ale to najzupełniej normalne reakcje podczas bardzo głębokiej modlitwy. Kuba i Paweł, studenci Politechniki Wrocławskiej przyjechali na rekolekcje z o. Bashoborą po raz pierwszy. Zachęciła ich mama Pawła: "Chciała nam pokazać coś innego, niż Msza w kościele. Warto było przyjechać" – mówi Kuba. A jego kolega dopowiada: "Podczas modlitwy wokół nas słychać było energiczne śmiechy, ludzie bawili się, weselili.  Widzieliśmy coś takiego po raz pierwszy – na początku było zdziwienie, ale potem zrozumieliśmy, że to jest śmiech uwielbienia. Zaraźliwy!" – opowiadają ze … śmiechem. "Jeśli ktoś chce przeżyć coś innego, niż cotygodniowa Msza, bliżej poznać Boga – zachęcamy, by przyjechał".  


Ciotka postawiła przed małym, czarnoskórym chłopcem, miskę owsianki. Chłopiec, zanim zjadł, modlił się i zrobił znak krzyża. Miska się rozpadła. Owsianka się rozlała. Zatruta owsianka… Mały John Babtist Bashobora miał umrzeć tak jak jego ojciec. Otruty. Za rodzinną tragedią stała ciotka. To ona najpierw otruła ojca Boshobory a potem próbowała zamordować młodego Johna. Prawdę wyznała dopiero, gdy Bashobora przyjmował święcenia kapłańskie. Poprosiła go o wybaczenie. I mimo, że dramat był ogromny, ojciec John przebaczył. Tak rodził się kaznodzieja, charyzmatyk, rekolekcjonista z Ugandy.


"Pytamy się: Dlaczego jest w nas lęk? Lęk przed drugim człowiekiem? Odpowiedź jest prosta: utraciliśmy naszą jedność z Bogiem. Ona daje nam miłość. (…) Tylko relacja z Bogiem może nas wyzwolić z lęku" – mówił do ponad 40 tysięcy katolików ugandyjski ksiądz. I przypomniał coś, o czym rzadko mówi się we współczesnym świecie. "Wąż wprowadził zamieszanie w ludzkość. Szatan przebrany za sprytnego węża ukradł serca ludzkości. Teraz Bóg, który kocha nas miłością stałą i wieczną, pragnie byśmy zostali odbudowani. Bóg Cię kocha, niezależnie od tego, co zrobiłeś. (…) Bóg nas wezwał, by nas zachęcić, żebyśmy jak Dawid byli nieustannymi uczniami emocji i pragnień Boga. Serca Boga".  

Po co to wszystko? Po co abp Henryk Hoser i diecezja warszawsko-praska po raz kolejny wynajmują Stadion Narodowy i organizują rekolekcje? Trójka młodych ludzi z Kielc – dwie dziewczyny i chłopak – ze śmiechem mówią w prosty sposób: "Po co tu przyjechaliśmy? Uwielbiać Jezusa!!"  

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >