Bł. Karolina Kózkówna: modlitwa, praca, heroizm

W grudniu 1914 r. chłopi z niewielkiej podtarnowskiej wioski Wał Ruda odnaleźli ciało współmieszkanki, którą dwa tygodnie wcześniej, 18 listopada, rosyjski żołnierz wywlókł z domu żeby ją zgwałcić w pobliskim lesie. Choć ranił ją wielokrotnie, dziewczyna stawiała zacięty opór i zbrodnicza próba się nie powiodła. Dziś w liturgii wspominamy bł. Karolinę Kózkównę.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Szesnastoletnia Karolina Kózkówna była jedną z wielu ofiar wojennego zdziczenia. O tym, że była wyjątkowa, pokazała jej śmierć – nie tylko heroiczna obrona dziewictwa, ale także przeświadczenie mieszkańców okolicznych wiosek – na jej pogrzeb do parafii Zabawa mimo działań wojennych przybyło ponad 3 tys. żałobników. Od tego dnia lud Boży nie miał wątpliwości – to męczennica. Niektórzy twierdzili, że widzieli snującą się po okolicy opromienioną postać zakrwawionej dziewczyny.

Bł. Karolina Kózkówna: modlitwa, praca, heroizm

Urodzona 2 sierpnia 1898 r. Karolina wychowywała się w atmosferze modlitwy i pracy. Dni rodziny wyznaczały rytm prac polowych i rok liturgiczny. Dzień rozpoczynali od śpiewania Godzinek, w południe odmawiali Anioł Pański, kończyli zaś wieczornym pacierzem. Kózkowie mieli w domu modlitewniki, czytali prasę religijną. Byli członkami kilku bractw i stowarzyszeń kościelnych, znajdowali na to czas, choć praca od świtu do nocy pochłaniała ich siły. Od świtu do nocy pracowała też Karolina – ich czwarte z jedenaściorga dzieci. Żeby pomóc finansowo rodzicom najmowała się do pracy, ale gdy uznała, że pracowała krócej, nie brała całej dniówki – była sumienna i drobiazgowa, pracę wykonywała z wielką starannością, nie znosiła bylejakości.

Na mieszkańcach wioski robiła wrażenie jej stała modlitwa. Pracując czy idąc przez pola śpiewała pobożne pieśni i odmawiała różaniec. Tak została zapamiętana przez jedną z mieszkanek. Blisko stuletnia Maria Kotwa całe życie pamiętała, jak będąc dzieckiem przestraszyła się ptaków w polu, a Karolinka, która wracała z kościoła i pięknie śpiewała, przytuliła ją i oddała mamie. Pomagała biednym i chorym. Była w praktyce świecką katechetką, bo katechizowała nie tylko dzieci, ale przygotowywała chorych do przyjęcia Komunii św. w domu przed przyjściem księdza z sakramentami. Była łagodna, ale i bezkompromisowa i stanowcza. Koleżankę, która wybierała się na wiejską zabawę, przestrzegała przed “szmaceniem”.

Karolina Kózkówna, dziewica i męczennica, została beatyfikowana przez Jana Pawła II 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie. W kazaniu opisywał jej dramat, jej trwogę i modlitwy o ratunek, cytatami z psalmów. Zostały one później wykorzystane w stacjach Drogi Krzyżowej, ustawionych na szlaku jej męczeństwa w lesie pod Wał Rudą. Jan Paweł II mówił też, że święci są po to, żeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. A ona zginęła w obronie tej godności.

Heroizm skromnej mieszkanki wioski bardzo mocno przemówił nie tylko do zwykłych wiernych. O jej świętości od początku przeświadczony był proboszcz Zabawy ks. Władysław Mendrala. To on wyczuł niezwykłość swej młodej parafianki. Kilka dziesięcioleci przed Soborem Watykańskim nie wahał się świeckiej dziewczynie powierzyć katechizację dzieci i młodzieży, a także dorosłych. Choć Karolina nie studiowała teologii, jej wiedza musiała być bardzo kompletna, skoro w pełni zaakceptował jej kompetencje jako katechetki. Po jej śmierci proboszcz Zabawy powtarzał, że Karolina to chłopski doktor wiary. Nie pisała rozpraw teologicznych, ale swoim życiem pokazała, na czym polega istota chrześcijaństwa. “Anioł” i “pierwsza dusza do nieba” – mówił o niej ks. Mendrala.
Ksiądz Zbigniew Kucharski, asystent generalny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, któremu patronuje męczennica z Wał Rudy sprzeciwia się przedstawianiu Karoliny wyłącznie jako ofiary przemocy. – A co tam, nie dała się zgwałcić – mówią ludzie, którzy słyszą o niej, ale dokładnie nie wiedzą, kim naprawdę była. W rzeczywistości na długie lata przed Soborem była świecką liderką życia kościelnego, katechetką, współpracowała z proboszczem w dziele ewangelizacji. Realizowała już wówczas soborową wizję świeckich w Kościele.

Dla mnie jest wzorem nauczycielki, bo ciężko jest w dzisiejszych czasach zgromadzić dzieci tak, jak ona to robiła – mówi Jadwiga Bieś, wieloletnia dyrektorka szkoły, do której chodziła Karolina, obecnie pracująca w Radłowie. Mimo że nie miała wykształcenia pedagogicznego i nie studiowała psychologii, czytała Pismo Święte i inne książki. Jest wzorem współczesnego nauczyciela, który powinien wiedzieć, że dziecko potrzebuje innego spojrzenia na nie – z miłością. Dziś trzeba dzieciom pokazywać pracowitość, uczciwość, skromność – tego jest za mało. Dziś promowany jest ten, co coś pokaże, zabłyśnie. Mówię uczennicom żeby nie malowały paznokci, bo jeszcze jest czas na to, popatrz na swoją patronkę, na Karolinę – mówi Jadwiga Bieś.

To naturalne, że do Zabawy przyjeżdżają ludzie młodzi, gdyż, jak mówią tutejsi duszpasterze, potrafią dogadać się ze swoją rówieśnicą, a ona z nimi. Męczennica z Wał Rudy jest patronką KSM i Ruchu Czystych Serc, w diecezji tarnowskiej Szkolnych Kół Caritas, a także przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się za dwa lata w Krakowie. Co roku po rekolekcjach, organizowanych w Zabawie, około 300 młodych składa przyrzeczenia dochowania czystości do chwili zawarcia małżeństwa
Karolina będzie też patronką polskiej młodzieży. Ks. Kucharski uważa, że wiejska dziewczyna wspaniale uzupełnia się ze św. Stanisławem Kostką, który był synem potężnego rodu. Jest przekonany, że kult św. Stanisława ożywi się dzięki Karolinie. Stanowią piękną parę – on z pałacu, ona spod strzechy i obydwoje są fajni i pokazują, że można być wspaniałym człowiekiem, niezależnie od stanu konta.


KAI/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Wincenty Pallotti – święty, który ożywiał wiarę

Jako kapłan nie mógł patrzeć na rutynę wiernych, przyzwyczajenie, brak duchowego życia, kontaktu z Bogiem. Dlatego chciał ożywić wiarę wśród wierzących. Niektórzy nawet mówili, że Pallotti chciał „obudzić olbrzyma”.

Polub nas na Facebooku!

Wincenty Pallotti doskonale rozumiał ludzi, którzy popadli w rutynę modlitwy, którzy chodzą do Kościoła na niedzielną Eucharystię z przyzwyczajenia. Doskonale rozumiał tych, którzy uważali, że nauka Jezusa z Nazaretu jest już jakby „nie na nasze czasy”. Rozumiał również ludzi, których wiara już wygasła, albo ledwo co się tliła. Spotykał ich na co dzień na ulicach Rzymu, gdzie urodził się i przeżył 55 lat, z czego więcej niż połowa była naznaczona gorliwą posługą kapłańską. Jako kapłan nie mógł patrzeć na ów rutynę, przyzwyczajenie, brak duchowego życia, kontaktu z Bogiem. Dlatego chciał ożywić wiarę wśród wierzących. Niektórzy nawet mówili, że Pallotti chciał „obudzić olbrzyma”. Wzywał więc wszystkich do ożywiania wiary, szukał przy tym i wykorzystywał wszelkie możliwe środki. Najlepiej jednak czynił to, pociągając za sobą rzesze ludzi, poprzez świętość i przykład własnego życia. On jako pierwszy dawał świadectwo swojej wiary, do niego należał pierwszy krok. Nie czekał aż inni to za niego zrobią. Co więcej, uświadamiał sobie, że inni czekają na jego świadectwo, na jego przykład, że od kapłana oczekują takiej właśnie postawy. Wyrywał się, aby zanieść Chrystusa tym, którzy żyją wokół niego. Miał jednak w sobie niezwykłe wyczucie, jakiś ów dodatkowy zmysł – zrozumiał, że ożywianie wiary to nie tylko zadanie kleru, nie dokonuje się to wyłącznie poprzez konferencyjne nauki czy kazania. Świadectwa wiary nie można przecież wymagać tylko od kapłanów, ale od wszystkich wierzących.

 

Fenomenalne dzieło

Pallotti swoimi myślami, planami wyprzedzał epokę, a żył na przełomie XVIII i XIX wieku. Dążył do zjednoczenia, do połączenia sił, do współpracy. Był świadomy, że działanie w pojedynkę to za mało. Dzięki współpracy, wspólnym wysiłkiem możemy więcej. Pragnął, aby świadków Jezusa Chrystusa było jak najwięcej. Dlatego założył w 1835 roku Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego, które gromadziło kapłanów, osoby konsekrowane, ale przede wszystkim świeckich (co na tamte czasy było czymś zupełnie nowym). Członkowie tego dzieła odczytywali znaki czasu – wsłuchiwali się w potrzeby chwili, a następnie poprzez różne akcje wychodzili z inicjatywą, próbowali rozwiązać bieżące problemy, szli z pomocą potrzebującym. A w tle tych wszystkich inicjatyw było jedno fundamentalne zadanie – ożywić wiarę, przybliżyć do Boga.

 

Być wszystkim dla wszystkich

Angażując wielu ludzi i różne środowiska w jedno dzieło, sam napotykał wiele zadań do pracy apostolskiej. Pallotti nigdy nie uciekał od ludzkich problemów, od ludzkiej biedy i cierpienia. Pragnął być wszystkim dla wszystkich. Był kapelanem dla przestępców w więzieniach, dla chorych w szpitalach, dla pełniących swoją służbę w fortach wojskowych. Był ojcem dla sierot. Dobroczyńcą dla bezdomnych i biednych. Spowiednikiem dla największych łajdaków. Podporą i wsparciem tych, którzy próbowali odebrać sobie życie. Pocieszeniem dla strapionych i przygnębionych. Dawał świadectwo Miłości Nieskończonej, której najpierw sam doświadczył, a później się nią dzielił. Pallotti nigdy nie stawiał na siebie, nie pokazywał siebie. Nie on, lecz Bóg. On był jedynie odbiciem Jezusa. Tym świadectwem wiary Pallottiego zachwycamy się do dziś, od niego wciąż możemy się uczyć, co to znaczy ewangelizować, żyć po chrześcijańsku, angażować się w życie Kościoła.

Jeden z artystów namalował portret św. Wincentego Pallottiego ubranego w czarną sutannę z pasem i peleryną, w lewej ręce trzymającego krzyż, a prawą ręką wskazującego na Ukrzyżowanego. Można by zadać pytanie: Dlaczego akurat w ten sposób artysta przedstawił Pallottiego? Dlaczego z krzyżem? Rozważając całe życie Pallottiego – jego słowa, sposób postępowania, jego pisma – łatwo można dostrzec, że całym swoim życiem świadczył on i wskazywał na Chrystusa. Był Jego wiernym apostołem i świadkiem. Wszystko co robił Pallotti, ostatecznie miało doprowadzić do Chrystusa – życiowym priorytetem Pallottiego było obudzić, potrząsnąć, ożywić wiarę.

 

Kontynuacja misji

Pragnienie Pallottiego kontynuują poprzez swój charyzmat i zadania apostolskie księża i bracia pallotyni (Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego). Już na pierwszych stronach Prawa Stowarzyszenia znajduje się zapis, że charyzmatem wspólnoty jest ożywianie wiary i rozpalanie miłości. Do dzisiaj pallotyni jednoczą wysiłki i realizują wiele inicjatyw w ścisłej współpracy ze świeckimi. Bo razem możemy więcej.

 

ps/Centrum Animacji Misyjnej

 


Zobacz więcej: Pallotyńskie Centrum Młodzieży Apostoł >>>

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap