Bł. Karolina Kózkówna: modlitwa, praca, heroizm

W grudniu 1914 r. chłopi z niewielkiej podtarnowskiej wioski Wał Ruda odnaleźli ciało współmieszkanki, którą dwa tygodnie wcześniej, 18 listopada, rosyjski żołnierz wywlókł z domu żeby ją zgwałcić w pobliskim lesie. Choć ranił ją wielokrotnie, dziewczyna stawiała zacięty opór i zbrodnicza próba się nie powiodła.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bł. Karolina Kózkówna: modlitwa, praca, heroizm
W grudniu 1914 r. chłopi z niewielkiej podtarnowskiej wioski Wał Ruda odnaleźli ciało współmieszkanki, którą dwa tygodnie wcześniej, 18 listopada, rosyjski żołnierz wywlókł z domu żeby ją zgwałcić w pobliskim lesie. Choć ranił ją wielokrotnie, dziewczyna stawiała zacięty opór i zbrodnicza próba się nie powiodła.

Szesnastoletnia Karolina Kózkówna była jedną z wielu ofiar wojennego zdziczenia. O tym, że była wyjątkowa, pokazała jej śmierć – nie tylko heroiczna obrona dziewictwa, ale także przeświadczenie mieszkańców okolicznych wiosek – na jej pogrzeb do parafii Zabawa mimo działań wojennych przybyło ponad 3 tys. żałobników. Od tego dnia lud Boży nie miał wątpliwości – to męczennica. Niektórzy twierdzili, że widzieli snującą się po okolicy opromienioną postać zakrwawionej dziewczyny.

Bł. Karolina Kózkówna: modlitwa, praca, heroizm

Urodzona 2 sierpnia 1898 r. Karolina wychowywała się w atmosferze modlitwy i pracy. Dni rodziny wyznaczały rytm prac polowych i rok liturgiczny. Dzień rozpoczynali od śpiewania Godzinek, w południe odmawiali Anioł Pański, kończyli zaś wieczornym pacierzem. Kózkowie mieli w domu modlitewniki, czytali prasę religijną. Byli członkami kilku bractw i stowarzyszeń kościelnych, znajdowali na to czas, choć praca od świtu do nocy pochłaniała ich siły. Od świtu do nocy pracowała też Karolina – ich czwarte z jedenaściorga dzieci. Żeby pomóc finansowo rodzicom najmowała się do pracy, ale gdy uznała, że pracowała krócej, nie brała całej dniówki – była sumienna i drobiazgowa, pracę wykonywała z wielką starannością, nie znosiła bylejakości.

Na mieszkańcach wioski robiła wrażenie jej stała modlitwa. Pracując czy idąc przez pola śpiewała pobożne pieśni i odmawiała różaniec. Tak została zapamiętana przez jedną z mieszkanek. Blisko stuletnia Maria Kotwa całe życie pamiętała, jak będąc dzieckiem przestraszyła się ptaków w polu, a Karolinka, która wracała z kościoła i pięknie śpiewała, przytuliła ją i oddała mamie. Pomagała biednym i chorym. Była w praktyce świecką katechetką, bo katechizowała nie tylko dzieci, ale przygotowywała chorych do przyjęcia Komunii św. w domu przed przyjściem księdza z sakramentami. Była łagodna, ale i bezkompromisowa i stanowcza. Koleżankę, która wybierała się na wiejską zabawę, przestrzegała przed “szmaceniem”.

Karolina Kózkówna, dziewica i męczennica, została beatyfikowana przez Jana Pawła II 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie. W kazaniu opisywał jej dramat, jej trwogę i modlitwy o ratunek, cytatami z psalmów. Zostały one później wykorzystane w stacjach Drogi Krzyżowej, ustawionych na szlaku jej męczeństwa w lesie pod Wał Rudą. Jan Paweł II mówił też, że święci są po to, żeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. A ona zginęła w obronie tej godności.

Heroizm skromnej mieszkanki wioski bardzo mocno przemówił nie tylko do zwykłych wiernych. O jej świętości od początku przeświadczony był proboszcz Zabawy ks. Władysław Mendrala. To on wyczuł niezwykłość swej młodej parafianki. Kilka dziesięcioleci przed Soborem Watykańskim nie wahał się świeckiej dziewczynie powierzyć katechizację dzieci i młodzieży, a także dorosłych. Choć Karolina nie studiowała teologii, jej wiedza musiała być bardzo kompletna, skoro w pełni zaakceptował jej kompetencje jako katechetki. Po jej śmierci proboszcz Zabawy powtarzał, że Karolina to chłopski doktor wiary. Nie pisała rozpraw teologicznych, ale swoim życiem pokazała, na czym polega istota chrześcijaństwa. “Anioł” i “pierwsza dusza do nieba” – mówił o niej ks. Mendrala.
Ksiądz Zbigniew Kucharski, asystent generalny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, któremu patronuje męczennica z Wał Rudy sprzeciwia się przedstawianiu Karoliny wyłącznie jako ofiary przemocy. – A co tam, nie dała się zgwałcić – mówią ludzie, którzy słyszą o niej, ale dokładnie nie wiedzą, kim naprawdę była. W rzeczywistości na długie lata przed Soborem była świecką liderką życia kościelnego, katechetką, współpracowała z proboszczem w dziele ewangelizacji. Realizowała już wówczas soborową wizję świeckich w Kościele.

Dla mnie jest wzorem nauczycielki, bo ciężko jest w dzisiejszych czasach zgromadzić dzieci tak, jak ona to robiła – mówi Jadwiga Bieś, wieloletnia dyrektorka szkoły, do której chodziła Karolina, obecnie pracująca w Radłowie. Mimo że nie miała wykształcenia pedagogicznego i nie studiowała psychologii, czytała Pismo Święte i inne książki. Jest wzorem współczesnego nauczyciela, który powinien wiedzieć, że dziecko potrzebuje innego spojrzenia na nie – z miłością. Dziś trzeba dzieciom pokazywać pracowitość, uczciwość, skromność – tego jest za mało. Dziś promowany jest ten, co coś pokaże, zabłyśnie. Mówię uczennicom żeby nie malowały paznokci, bo jeszcze jest czas na to, popatrz na swoją patronkę, na Karolinę – mówi Jadwiga Bieś.

To naturalne, że do Zabawy przyjeżdżają ludzie młodzi, gdyż, jak mówią tutejsi duszpasterze, potrafią dogadać się ze swoją rówieśnicą, a ona z nimi. Męczennica z Wał Rudy jest patronką KSM i Ruchu Czystych Serc, w diecezji tarnowskiej Szkolnych Kół Caritas, a także przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się za dwa lata w Krakowie. Co roku po rekolekcjach, organizowanych w Zabawie, około 300 młodych składa przyrzeczenia dochowania czystości do chwili zawarcia małżeństwa
Karolina będzie też patronką polskiej młodzieży. Ks. Kucharski uważa, że wiejska dziewczyna wspaniale uzupełnia się ze św. Stanisławem Kostką, który był synem potężnego rodu. Jest przekonany, że kult św. Stanisława ożywi się dzięki Karolinie. Stanowią piękną parę – on z pałacu, ona spod strzechy i obydwoje są fajni i pokazują, że można być wspaniałym człowiekiem, niezależnie od stanu konta.


Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa / KAI / skrót redakcja S7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Widzenia Katarzyny

Francuski filozof Henri Bergson powiedział, że mistycy katoliccy, a wśród nich Katarzyna ze Sieny, osiągnęli szczyt duchowego rozwoju jednostki. Dlaczego? Ponieważ - jego zdaniem - potrafli w sposób niezwykły połączyć dwie, wydawałoby się nieprzystawalne, rzeczywistości: głębokie życie kontemplacyjne i niesłychaną energię działania praktycznego

Jan Andrzej
Kłoczowski OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Widzenia Katarzyny
Francuski filozof Henri Bergson powiedział, że mistycy katoliccy, a wśród nich Katarzyna ze Sieny, osiągnęli szczyt duchowego rozwoju jednostki. Dlaczego? Ponieważ - jego zdaniem - potrafli w sposób niezwykły połączyć dwie, wydawałoby się nieprzystawalne, rzeczywistości: głębokie życie kontemplacyjne i niesłychaną energię działania praktycznego

Jezus nad Dominikanami

Święta Katarzyna ze Sieny jest drugim, obok św. Tomasza z Akwinu, Doktorem Kościoła, którego wydał zakon Dominikanów. Różni ich to, że on był świetnie wykształconym teologiem, a ona, jedynym jak dotąd, Doktorem Kościoła – analfabetą.

Urodziła się w Sienie 25 marca 1347 r. w rodzinie farbiarza. Była przedostatnim z dwadzieściorga pięciorga dzieci. W wieku sześciu lat – jak opisuje to w jej życiorysie bł. Rajmund z Kapui OP – Katarzyna miała pierwsze w życiu widzenie Chrystusa. Idąc ulicami Sieny ujrzała nad klasztorem Dominikanów Jezusa w stroju papieskim, w płaszczu i z tiarą. Wpadła w zachwyt, w ekstazę, i na jakiś czas straciła kontakt z rzeczywistością. Widzenie to było niejako przygotowaniem, zapowiedziąjej późniejszej działalności. Po pierwsze Chrystus pojawił się nad klasztorem Dominikanów, z którym mistyczka była związana niemal przez całe życie, po drugie – pojawił się w stroju papieskim, który symbolizował działalność Katarzyny na drodze odbudowy i reformy Kościoła, znajdującego się w tym czasie w kryzysie.

Katarzyna od wczesnego dzieciństwa była zafascynowana życiem zakonnym, a szczególnie pustelniczym. Duże znaczenie dla jej formacji duchowej miała lektura „Złotej legendy” Jakuba de Voragine, którą czytywał jej spokrewniony z rodziną dominikanin, Tommaso de la Fonte. Był to zbiór żywotów świętych, w którym znalazła się m.in. historia św. Dominika. Katarzyna nie tylko słuchała opowieści o pustelnikach i świętych, ale również radykalnie wprowadzała w życie ideały, którymi oni żyli. Była niezrównana w postach i modlitwach. W domu, pełnym przecież ludzi, potrafiła wygospodarować dla siebie mały pokoik, by tam w ciszy oddawać się modlitwie. Często udawała się także do pustych pieczar poza miastem, aby osobiście przeżyć doświadczenie życia pustelniczego, które ją tak fascynowało. Gdy z żywota św. Dominika dowiedziała się, że oddawał się ostrej ascezie i regularnie się biczował, postanowiła go naśladować. W jej młodym, jeszcze dziecięcym umyśle zrodziło się pragnienie, żeby zostać dominikaninem – nie dominikanką, ale właśnie dominikaninem.

fot. watchsmart (mod.)

Katarzyna od wczesnego dzieciństwa była zafascynowana życiem zakonnym, a szczególnie pustelniczym. Duże znaczenie dla jej formacji duchowej miała lektura „Złotej legendy” Jakuba de Voragine, którą czytywał jej spokrewniony z rodziną dominikanin, Tommaso de la Fonte. Był to zbiór żywotów świętych, w którym znalazła się m.in. historia św. Dominika. Katarzyna nie tylko słuchała opowieści o pustelnikach i świętych, ale również radykalnie wprowadzała w życie ideały, którymi oni żyli. Była niezrównana w postach i modlitwach. W domu, pełnym przecież ludzi, potrafiła wygospodarować dla siebie mały pokoik, by tam w ciszy oddawać się modlitwie. Często udawała się także do pustych pieczar poza miastem, aby osobiście przeżyć doświadczenie życia pustelniczego, które ją tak fascynowało. Gdy z żywota św. Dominika dowiedziała się, że oddawał się ostrej ascezie i regularnie się biczował, postanowiła go naśladować. W jej młodym, jeszcze dziecięcym umyśle zrodziło się pragnienie, żeby zostać dominikaninem – nie dominikanką, ale właśnie dominikaninem.

za ładna na zakonnicę

W wieku dwunastu lat wdała się w poważny konflikt z matką, Monną Lapa. Jak na średniowieczne realia była już dojrzałą dziewczyną, rodzice postanowili więc wydać ją za mąż. Katarzyna była urodziwą, silną dziewczyną, miała piękne długie włosy. Potrafiła – jak czytamy u Rajmunda z Kapui – wnieść na drugie piętro domu ciężar, który normalnie wnosił niezły osiłek. Mimo iż żyła przede wszystkim modlitwą i sprawami duchowymi, nie uciekała od myśli o założeniu rodziny. Jednak wstrząs, jakim była śmierć siostry, Bonawentury, spowodował, że w jej postawie życiowej dokonał się radykalny zwrot.

fot. bark (mod.)

Pewnego dnia Katarzyna ścina swoje piękne włosy. Za karę zrozpaczona matka odbiera jej możliwość mieszkania w osobnym pokoiku, a na domiar złego czyni ją służącą w jej własnym domu. Młoda mistyczka składa ślub dziewictwa i zdecydowanie odmawia wyjścia za mąż. Wyraża także pragnienie przyjęcia habitu trzeciego zakonu dominikańskiego. Udaje się nawet do klasztoru, ale nobliwe siostry stwierdzają, że jest za młoda i za ładna, by mogły ją przyjąć. Po pewnym czasie rodzina wybacza Katarzynie. Odtąd przestaje być służącą i z powrotem otrzymuje mały pokoik tylko dla siebie. Zapada jednak na ciężką chorobę, prawdopodobnie na ospę. Po powrocie do zdrowia ponawia próbę wstąpienia do trzeciego zakonu. Siostry, widząc Katarzynę już nie piękną, ale oszpeconą przez chorobę, przyjmują ją z otwartymi ramionami. Otrzymuje habit i zostaje tercjarką. Nie mieszka jednak w klasztorze, ale pozostaje w domu.

prawdziwe Spotkanie

Pierwszy okres zakonnego życia upływa jej pod znakiem samotności. Nie wychodzi ze swej domowej celi nawet na posiłki, zachowuje ścisłe milczenie i post. Jednocześnie jest to dla niej okres bardzo intensywnego dojrzewania duchowego i spotkania z Bogiem.

Wyznaje bł. Rajmundowi: „Niech ojciec będzie pewien, że wszystko, co wiem o drogach duszy, wiem od Pana mego i Mistrza, najsłodszego Oblubieńca mej duszy”. Chrystus mówił do Katarzyny nie tylko przez natchnienia wewnętrzne, ale także ukazywał się jej: „Mówił do mnie tak, jak ja teraz do ojca mówię”. Katarzyna była osobą mocno stąpającą po ziemi, nie ma więc wątpliwości, że nie były to urojenia na tle psychicznym. Jej więź ze Zbawicielem była niezwykle głęboka i intensywna, stąd spisane przez jej spowiednika, Rajmunda z Kapui, słowa: „Uczył mnie przez natchnienia wewnętrzne i ukazując się wprost” należy brać jak najbardziej dosłownie.

Podobnie jak wszyscy prawdziwi mistycy, Katarzyna odnosiła się z nieufnością do wszelkich nadprzyrodzonych zjawisk, takich jak widzenia czy objawienia. Zawsze badała, czy dana wizja jest prawdziwa, czy może jest tylko szatańskim złudzeniem. Podała nawet sposób na sprawdzenie autentycznego charakteru niezwykłych zdarzeń. Składały się nań dwa elementy. Pierwszy to zapomnienie o sobie; fałszywe przeżycia mistyczne, widzenia, umacniają bowiem nasz egocentryzm. Drugi element to tzw. most; Katarzyna uważała, że nasze życie przypomina rwącą rzekę, przez którą należy przejść, by dojść do Boga, znajdującego się na jej przeciwnym brzegu. Rzeka może nas jednak porwać i nie osiągniemy naszego celu. By tak się nie stało, Bóg postawił pomiędzy nami a Sobą most, którym jest ukrzyżowany Chrystus. Jeśli pojawia się w nas całkowite zapomnienie o sobie i miłosne przylgnięcie do Ukrzyżowanego – doświadczenie jest autentyczne.

Widzenia Katarzyny

oblubienica Chrystusa

Opieka duchowa, jaką Katarzyna ze Sieny otrzymywała ze strony Zakonu Kaznodziejskiego, przez długi okres jej życia była bardzo marna. Zdarzało się, że gdy po przyjęciu Komunii zapadała w ekstazę i przez długi czas nie mogła się poruszyć, dominikanie, którzy chcieli wreszcie wyjść ze świątyni, brali ją zaręce i nogi i wynosili przed kościół. Sytuacja zmieniła się dopiero po 1374 r., kiedy to na Kapitule Generalnej Dominikanów we Florencji wyznaczono dla niej stałego spowiednika, Rajmunda z Kapui.

Najtrudniejsze doświadczenia miały miejsce w czasie nowicjatu, kiedy przyszła święta była niejako bezpośrednio prowadzona przez Chrystusa. Kulminacją tego okresu formacji był koniec karnawału w 1367 r. Gdy cała Siena rozbrzmiewała śpiewem, radością i zabawą, ona osamotniona modliła się w swojej celi. W pewnym momencie ukazał się jej Jezus, by obrać ją sobie za Swoją oblubienicę. Na znak tego na palcu Katarzyny pojawił się pierścień; jest rzeczą osobliwą, że tylko ona go widziała. Żądaniem Oblubieńca był powrót tercjarki do życia czynnego: ma przestać się zamykać całymi godzinami w celi, by schodzić tylko na Mszę. Pierwszym krokiem ma być pojawianie się Katarzyny na posiłkach i spożywanie ich z całą rodziną.

Giorgio Vasari

Tak też się dzieje. Co ciekawe, Katarzyna staje się Martą, która zachowuje w sobie kontemplacyjne spojrzenie Marii. Niezwykle trafnym komentarzem do takiej postawy jest jedno z kazań Mistrza Eckharta (żyjącego przed Katarzyną). Stwierdził on, że wbrew temu, co się mówi, to Marta była bardziej dojrzała niż Maria, a najlepiej byłoby połączyć obie postaci w jedną. Taką niewątpliwie była Katarzyna ze Sieny. Podjęła intensywną działalność społeczną, pomagała chorym i ubogim. Praca ta nie była bynajmniej radosna i nie przynosiła satysfakcji. Zdarzało się, że prócz komplementów obsypano ją obelgami, jedna z chorych oskarżyła ją nawet o czyny lubieżne, co spowodowało wnikliwe śledztwo ze strony zakonu. Jednak z czasem znaczenie i sława tercjarki ze Sieny zaczęły rosnąć. W 1378 r. powierzono jej — z dobrym skutkiem – wynegocjowanie w imieniu papieża Grzegorza XI pokoju z Florencją, zwaśnioną z Państwem Kościelnym. Ale jej największym sukcesem dyplomatycznym było nakłonienie papieża do powrotu z Awinionu do Rzymu. Niestety, po jego powrocie kardynałowie francuscy wybrali antypapieża i rozpoczęła się w Kościele schizma zachodnia.

duchowe stygmaty

Katarzyna doświadczyła jeszcze dwóch wyjątkowych łask mistycznych. Pierwszą z nich była wymiana serc. Gdy wyznała swemu spowiednikowi – poprzednikowi bł. Rajmunda – że nie ma już swojego serca, ale bije w niej serce Jezusa Chrystusa, została całkowicie zignorowana. Tymczasem, było to dla niej rzeczywiście bardzo głębokie przeżycie mistyczne. Drugie zdarzenie miało miejsce w 1380 r. Katarzyna w głębokiej ekstazie doznała przeszycia w miejscu ran Chrystusa. I tutaj znowu, podobnie jak w przypadku pierścienia, stygmaty widziała tylko ona. Zresztą o to, by tak się stało, sama zabiegała. Stygmaty miały mieć dla niej charakter czysto duchowy i nie wzbudzać sensacji – jej powołanie realizowało się przecież w dużej mierze poprzez działanie.

Św. Katarzyna zmarła w Rzymie 22 kwietnia 1380 r. Papież Pius II kanonizował ją 26 czerwca 1461 r. w rzymskiej bazylice św. Piotra i Pawła, a Jan Paweł II ogłosił 4 października 1980 r. Doktorem Kościoła. Jest patronką Sieny, współpatronką Rzymu, Włoch (od 1939) i Europy (od 2 października 1990).

poznanie Boga poznaniem siebie

stworzenie człowieka wg Michała Anioła

Główną osią, wokół której koncentrowała się myśl mistyczna świętej, były słowa, które usłyszała od Chrystusa, i które wielokrotnie powtarzała:

„Wiedz córko, że Ja jestem tym, który jest. Ty jesteś tą, która nie jest”. Oczywiście, jest to nawiązanie do sytuacji wypowiedzenia Imienia Bożego w Księdze Wyjścia (3, 14), ale chodzi tu przede wszystkim o ukazanie przepaści pomiędzy byciem odwiecznego, potężnego, wszechmogącego Boga, a kruchością istnienia człowieka jako stworzenia. Według Katarzyny najważniejszą sprawą w życiu człowieka jest poznanie siebie, swojego miejsca w świecie, ale proces ten musi być zakorzeniony w Bogu. Słowa: „Ja jestem tym, który jest. Ty jesteś tą, która nie jest” są do tego kluczem. Słowa, które usłyszała Katarzyna, oznaczają dla niej, że jest stworzona, to znaczy, że sama z siebie nie posiada swego bytu. By poznać prawdę o sobie, musimy uznać naszą zależność od Boga, od Tego, który nas podtrzymuje. Jeśli jesteśmy stworzeni przez Boga, to także w naszym istnieniu jesteśmy przez Niego nieustannie podtrzymywani. Można powiedzieć: każdy z nas w każdym momencie jest stwarzany. Bóg jest Tym, Który Jest – oznacza to, że wszystko, co poza Nim istnieje, Jemu zawdzięcza swoje istnienie.

Równocześnie człowiek jako stworzenie jest ułomny, zarówno w sensie fizycznym, jak i moralnym. Nie jest taki, jakim chciał go widzieć Sokrates – znajomość dobra nie oznacza jego realizacji.

Człowiek nie czyni bowiem dobra, którego pragnie, ale zło, którego niechce. Jedynym, który potrafi zaradzić potrzebom jego duszy, jest Bóg. Dlatego poznawanie samego siebie bez Boga może prowadzić jedynie do rozpaczy.

Natomiast poznawanie Boga prowadzi nie tylko do poznania siebie i własnej kruchości, ale też do odkrycia Bożego miłosierdzia. „W sobie samej poznałaś Mnie, a z poznania tego płynie dla ciebie wszystko, czego ci potrzeba. Znajomość siebie, którą zdobywa dusza, powinna się łączyć z poznaniem Mnie Samego, aby nie wpadła w niepokój i zamieszanie” – słyszy od Jezusa Katarzyna.

władze duszy

Owocem poznania samego siebie jest pokora, owocem poznania Boga – ufność w Jego nieograniczone miłosierdzie. Mamy tu do czynienia z bardzo mocnym związkiem miłosierdzia i pokory. Aby zrozumieć, czym jest poznawanie samego siebie, Katarzyna rozbudowuje tradycyjną naukę o władzach duszy, chrześcijańską próbę zrozumienia tego, co znaczy być stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Odpowiedzi szuka w trzech władzach duszy: w pamięci, rozumie i woli. Stanowią one dla Katarzyny odbicie Trójcy Świętej.

Pamięć przedstawia Boga Ojca, dlatego że jest miejscem przechowywania wszelkich poruszeń wewnętrznych, zarówno w historii Zbawienia, jak i w historii osobistej każdego człowieka. Dostarcza ona rozumowi materiału do spokojnego rozważania myśli, które ją wypełniają. Wola natomiast uzdalnia do czynienia tego, co ukazuje wzrok umysłu. Pamięć powinna zachowywać wspomnienie faktów, ale równie mocno świadomość nieskończonej Bożej dobroci. Rozum powinien kierować swój wzrok ku niewysłowionej Miłości, którą jest Jezus. Katarzyna bardzo pięknie definiuje wiarę: jako „źrenicę oka rozumu”. Czyni ją niejako samym sercem, jądrem widzenia. I w tym sensie akt wiary jest dla niej aktem rozumu – powstaje pod wpływem pamięci i woli, ale jest jednak aktem rozumu.

Jej doświadczenie Boga w Trójcy Świętej jest skorelowane z poznawaniem samej siebie i tych władz, które otwierają na Boże działanie. Poznanie nadprzyrodzone jest poznaniem płynącym z miłości. Mądrość jest bowiem owocem miłości, dlatego najwięcej o Bogu wiedzą ci, którzy Go miłują.

trzy stopnie mostu

Charakterystycznym elementem doktryny mistycznej Katarzyny jest wspomniany motyw mostu. Most jest traktowany przez Katarzynę także jako rodzaj mapy, wskazującej drogi rozwoju duchowego. Posiada on trzy stopnie, w których rozpoznajemy trzy stany duszy wznoszącej się ku Bogu.

Matthias Grünewald

Pierwszy stopień to stopy Ukrzyżowanego. Jest to stan, w którym człowiek widzi przede wszystkim swoją grzeszność i jest poruszany niewolniczą obawą o karę za grzechy. Dlatego na grzechu skupia swoje władze: pamięć przypomina o grzechu, rozum rozważa słuszność kary, wola skupia się na uniknięciu kary. Według Katarzyny o wiele ważniejsze od skupiania się na grzechu jest skupienie się na nagrodzie i miłości. Dopiero bowiem w miłości możliwe jest odejście od grzechu i zanurzania się w „pobożnym egocentryzmie”, kiedy to człowiek zajmuje się głównie samym sobą, zamiast koncentrować się na Bożej miłości. Stanięcie u stóp krzyża powoli wyzwala z obawy o to, czy uniknę kary i zaczyna prowadzić wyżej: „Stopy przybite do krzyża służą za stopień, abyś mogła wspiąć się do boku, do tajemnicy serca”

Eugeniusz Kazimirowski

Tak oto przechodzimy do drugiego stopnia. Św. Katarzyna w swoim widzeniu ujrzała przebity bok Chrystusa, do którego wchodzili zarówno wierzący, jak i niewierzący, i doświadczali Bożego miłosierdzia. Serce Jezusa jest bowiem otwarte dla wszystkich. Poznanie i dotknięcie Bożej miłości wyzwala z patrzenia na siebie i swój grzech. Tym niemniej, tu też kryje się niebezpieczeństwo dla duszy: „Gdy sługa kocha mnie niedoskonale, zadowolenie w miłowaniu Mnie przenosi na miłość Moją, a to jest złudzenie” – usłyszy Katarzyna. Człowiek przez szukanie własnego zadowolenia oszukuje się: jestem w porządku, jestem lepszy od innych itp. Aby uleczyć nas z koncentrowania się na sobie, Bóg zsyła często niezwykle mocne doświadczenia, uczucie duchowej posuchy, odbiera radość modlitwy i świadomość Swojej Obecności. Człowiek czuje się wtedy porzucony. Nie jest to jednak porzucenie, ale droga do wyzwolenia i służenia Bogu bez osobistej korzyści: „Aby wyzwolić duszę z tej niedoskonałości, oddala się On i pozbawiając ją pociechy, nie odbiera jej łaski, ale radość, której doznawała”.

Chrystus na płótnie Rembrandta

Gdy dusza potrafi to przejść, wchodzi w doskonałą miłość trzeciego stanu, w którym następuje ścisłe zjednoczenie z Bogiem i doświadczenie Bożego miłosierdzia. To już nie jest doświadczenie przebitego serca, ale pocałunku Jezusa – rozpatrywanie goryczy Bożej miłości. Miłosierdzie bowiem najpełniej objawiło się na krzyżu. Bóg, który nieustannie podtrzymuje nas w istnieniu, dąży do przyjaźni z nami, do zjednoczenia z nami w miłości przez swoje stopy, bok i ostatecznie usta. Miłosierdzie Boże objawia się przez uniżenie, przez zejście Boga do głębi ludzkiej duszy, do naszego grzechu.

Wczytując się w rozważania św. Katarzyny trudno nie odnieść wrażenia, że to ona, a nie św. Faustyna, była pierwszą sekretarką Bożego miłosierdzia. Tyle że sekretarką nietypową, nie tylko zapisującą słowa Mistrza, ale także dyktującą innym.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika List

Zapraszamy również na fanpage Miesięcznika List na Facebooku

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Jan Andrzej Kłoczowski OP

Ojciec prof. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, filozof religii, historyk sztuki, wykładowca UPJP II w Krakowie i Kolegium Filozoficzno – Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie, ceniony duszpasterz i kaznodzieja.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jan Andrzej
Kłoczowski OP
zobacz artykuly tego autora >