Czy potrafisz bronić zasad i wartości, które wyznajesz?

Pytania, które stawiam sobie za każdym razem, kiedy myślę o postawie Karoliny, to czy ja, współczesna nastolatka potrafiłabym bronić zasad i wartości nawet za cenę życia?

Polub nas na Facebooku!

Bł. Karolina Kózkówna żyła na początku XX wieku we wsi Wał-Ruda. Była czwartym z jedenaściorga dzieci Jana i Marii. Od dziecka dziewczynka wychowywana była w duchu wartości chrześcijańskich, uczestniczyła aktywnie w życiu Kościoła. Jako szesnastolatka została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza broniąc się przed gwałtem.

Pytania, które  stawiam sobie za każdym razem, kiedy myślę o postawie Karoliny, to czy ja, współczesna nastolatka potrafiłabym bronić zasad i wartości nawet za cenę życia? Czy mam w sobie ten szacunek do siebie i mojego ciała, który sprawił, że Karolina mała odwagę oddać życie za czystość?

Dla większości młodych ludzi zachowanie bł. Karoliny jest zupełnie niezrozumiałe i niedzisiejsze. Ale ja osobiście uważam, że warto próbować dochować wierności zasadom, w które się wierzy. Nawet jeśli wymagać to będzie od nas poświęceń.

 

Nie znosiła bylejakości

Szesnastoletnia Karolina Kózkówna była jedną z wielu ofiar wojennego zdziczenia. O tym, że była wyjątkowa, pokazała jej śmierć – nie tylko heroiczna obrona dziewictwa, ale także przeświadczenie mieszkańców okolicznych wiosek – na jej pogrzeb do parafii Zabawa mimo działań wojennych przybyło ponad 3 tys. żałobników. Od tego dnia lud Boży nie miał wątpliwości – to męczennica. Niektórzy twierdzili, że widzieli snującą się po okolicy opromienioną postać zakrwawionej dziewczyny.

Bł. Karolina Kózkówna: modlitwa, praca, heroizm

Urodzona 2 sierpnia 1898 r. Karolina wychowywała się w atmosferze modlitwy i pracy. Dni rodziny wyznaczały rytm prac polowych i rok liturgiczny. Dzień rozpoczynali od śpiewania Godzinek, w południe odmawiali Anioł Pański, kończyli zaś wieczornym pacierzem. Kózkowie mieli w domu modlitewniki, czytali prasę religijną. Byli członkami kilku bractw i stowarzyszeń kościelnych, znajdowali na to czas, choć praca od świtu do nocy pochłaniała ich siły. Od świtu do nocy pracowała też Karolina – ich czwarte z jedenaściorga dzieci. Żeby pomóc finansowo rodzicom najmowała się do pracy, ale gdy uznała, że pracowała krócej, nie brała całej dniówki – była sumienna i drobiazgowa, pracę wykonywała z wielką starannością, nie znosiła bylejakości.

Na mieszkańcach wioski robiła wrażenie jej stała modlitwa. Pracując czy idąc przez pola śpiewała pobożne pieśni i odmawiała różaniec. Tak została zapamiętana przez jedną z mieszkanek. Blisko stuletnia Maria Kotwa całe życie pamiętała, jak będąc dzieckiem przestraszyła się ptaków w polu, a Karolinka, która wracała z kościoła i pięknie śpiewała, przytuliła ją i oddała mamie. Pomagała biednym i chorym. Była w praktyce świecką katechetką, bo katechizowała nie tylko dzieci, ale przygotowywała chorych do przyjęcia Komunii św. w domu przed przyjściem księdza z sakramentami. Była łagodna, ale i bezkompromisowa i stanowcza. Koleżankę, która wybierała się na wiejską zabawę, przestrzegała przed “szmaceniem”.

 

Miała w sobie niezwykłą prostotę

Karolina Kózkówna, dziewica i męczennica, została beatyfikowana przez Jana Pawła II 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie. W kazaniu opisywał jej dramat, jej trwogę i modlitwy o ratunek, cytatami z psalmów. Zostały one później wykorzystane w stacjach Drogi Krzyżowej, ustawionych na szlaku jej męczeństwa w lesie pod Wał Rudą. Jan Paweł II mówił też, że święci są po to, żeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. A ona zginęła w obronie tej godności.

Heroizm skromnej mieszkanki wioski bardzo mocno przemówił nie tylko do zwykłych wiernych. O jej świętości od początku przeświadczony był proboszcz Zabawy ks. Władysław Mendrala. To on wyczuł niezwykłość swej młodej parafianki. Kilka dziesięcioleci przed Soborem Watykańskim nie wahał się świeckiej dziewczynie powierzyć katechizację dzieci i młodzieży, a także dorosłych. Choć Karolina nie studiowała teologii, jej wiedza musiała być bardzo kompletna, skoro w pełni zaakceptował jej kompetencje jako katechetki. Po jej śmierci proboszcz Zabawy powtarzał, że Karolina to chłopski doktor wiary. Nie pisała rozpraw teologicznych, ale swoim życiem pokazała, na czym polega istota chrześcijaństwa. “Anioł” i “pierwsza dusza do nieba” – mówił o niej ks. Mendrala.
Ksiądz Zbigniew Kucharski, asystent generalny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, któremu patronuje męczennica z Wał Rudy sprzeciwia się przedstawianiu Karoliny wyłącznie jako ofiary przemocy. – A co tam, nie dała się zgwałcić – mówią ludzie, którzy słyszą o niej, ale dokładnie nie wiedzą, kim naprawdę była. W rzeczywistości na długie lata przed Soborem była świecką liderką życia kościelnego, katechetką, współpracowała z proboszczem w dziele ewangelizacji. Realizowała już wówczas soborową wizję świeckich w Kościele.

 

Młodzi potrzebują spojrzenia pełnego miłości

– Dla mnie jest wzorem nauczycielki, bo ciężko jest w dzisiejszych czasach zgromadzić dzieci tak, jak ona to robiła – mówi Jadwiga Bieś, wieloletnia dyrektorka szkoły, do której chodziła Karolina, obecnie pracująca w Radłowie. Mimo że nie miała wykształcenia pedagogicznego i nie studiowała psychologii, czytała Pismo Święte i inne książki. Jest wzorem współczesnego nauczyciela, który powinien wiedzieć, że dziecko potrzebuje innego spojrzenia na nie – z miłością.

To naturalne, że do Zabawy przyjeżdżają ludzie młodzi, gdyż, jak mówią tutejsi duszpasterze, potrafią dogadać się ze swoją rówieśnicą, a ona z nimi. Męczennica z Wał Rudy jest patronką KSM i Ruchu Czystych Serc, w diecezji tarnowskiej Szkolnych Kół Caritas, a także przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się za dwa lata w Krakowie. Co roku po rekolekcjach, organizowanych w Zabawie, około 300 młodych składa przyrzeczenia dochowania czystości do chwili zawarcia małżeństwa Karolina będzie też patronką polskiej młodzieży. Ks. Kucharski uważa, że wiejska dziewczyna wspaniale uzupełnia się ze św. Stanisławem Kostką, który był synem potężnego rodu. Jest przekonany, że kult św. Stanisława ożywi się dzięki Karolinie. Stanowią piękną parę – on z pałacu, ona spod strzechy i obydwoje są fajni i pokazują, że można być wspaniałym człowiekiem, niezależnie od stanu konta.

 

Joanna Pawlak, KAI, zś,ad/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

ŚWIĘCI

Bł. Chiara Luce Badano uczy jak w ciemności cierpienia znaleźć światło nadziei

Kim była ta radosna, młoda i często otoczona wianuszkiem przyjaciół kobieta? Gdy kończyła życie, dojrzałą dziewiętnastolatką. Nie poważną czy nudną, ale pełną pokoju i miłości. Pogodzoną ze swym losem, nawet gdy przyszło jej cierpieć i umierać.

Agata Burghardt
Agata
Burghardt
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jasna jak Światło

Młoda Włoszka przyszła na świat na początku lat 70. Była długo wyczekanym, uproszonym i jedynym dzieckiem Marii Teresy i Rugera Badano. Od najmłodszych lat dziewczynka przejawiała głęboką troskę o innych i ponadprzeciętną wrażliwość, która pozwalała dostrzegać jej ludzkie potrzeby i cierpienie. Z ochotą niosła im pomoc i otuchę.

 

Jak każda nastolatka

Chiara chodząc do gimnazjum, starała się dobrze uczyć. Nie przychodziło jej to łatwo. Musiała powtarzać klasę, co w tym wieku jest nie lada trudnością. Nie była wolna od konfliktów i niedogadywania się z rodzicami. Ważni byli dla niej przyjaciele i spędzanie z nimi wieczorów na mieście. A tych miała wielu i była lubiana. Pociągały ją sportowe aktywności, taniec i śpiew. Na brak energii nie mogła narzekać. Fascynował ją świat, myślała nawet o zostaniu stewardesą. Dbała o urodę i miała swoje młodzieńcze sympatie. Doświadczała tych wszystkich radości i niepokojów, tak zwyczajnych dla nastolatków.

 

Ruch Focolari

Inaczej znany jako Dzieło Maryi. Jest to ruch katolicki, który w 1943 r. założyła Chiara Lubich. Ta kobieta, uznana dziś za służebnicę kościoła katolickiego, za swoje życiowe powołanie przyjęła dzielenie bólu ludzkości. Razem z dziennikarzem Igino Giordano założyli ruch łączący świeckich przeróżnych zawodów, by przybliżać Boga ludziom każdego dnia. Była to również odpowiedź na wezwanie papieża Piusa XII o niesienie Boga w zwykłą codzienność. Do tego właśnie ruchu przyłączyła się dziewięcioletnia Chiara Luce. Lubich po spotkaniu z nią określiła Badano „Jasnym Światłem” (wł. Chiara Luce). Tak samo zachwyceni „Ideałem jedności”, przyjmowanym jako wzór życia przez wspólnotę Focolari, byli rodzice dziewczynki. Ta młoda chrześcijanka już w wieku 12 lat deklarowała wybór i umiłowanie ponad innych opuszczonego Jezusa i pragnienie zjednoczenia się z Bogiem.

 

Wojowniczka dla światła

Młoda córeczka państwa Badano wyróżniała się ogromną wrażliwością na Ewangelię. Mając 14 lat, mówiła o tym, jak bardzo chciałaby zgłębiać Ewangelię i żyć nią autentycznie do samego końca. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że nastąpi on tak szybko.

Ta młoda dziewczyna, jak wielu jej rówieśników wchodząc w dorosłość, snuła plany na przyszłość. Miała do zrealizowania i ambitne plany, i wiele radosnych chwil do przeżycia. Niestety przyszłość stanęła dla niej pod znakiem zapytania, gdy przyszła choroba. W dodatku była to choroba niepoddająca się kontroli i nieszczędząca ofiar. U Chiary zdiagnozowano złośliwy nowotwór kości. To, jak ta nastolatka zareagowała w jej obliczu, można nazwać zadziwiającą, a wręcz zdumiewającą postawą.

Wszystko zaczęło się od bólu, który odczuła, grając w tenisa. Początkowo nikt się tym nie przejął, nawet lekarze. Jednak ten nie ustępował. Wykonano wiele badań. Gdy dzielna dziewczyna usłyszała wyrok, długo milczała, po czym odparła, dodając wszystkim otuchy: Będzie dobrze. Jestem młoda. Chorując i przebywając w szpitalu, nie straciła na swojej wielkoduszności. Zaangażowała się w pomoc koleżance cierpiącej na depresję i z powodu narkotyków. Nie użalała się nad sobą, wciąż chciała żyć jak najpełniej!

 

Przygotowana na koniec

Nie obwiniała Boga za chorobę. Powierzała się mu i dziękowała. Odwiedzający ją rodzina i przyjaciele oraz lekarze wspominali, że to nie ją trzeba było pocieszać. To ona zarażała radością, nadzieją i ufnością. Mimo postępującej choroby i nieskuteczności leczenia pozostawała pełna wdzięczności. Utratę swoich włosów, które z lubością pielęgnowała, ofiarowywała Jezusowi, a oszczędności oddała na misje w Afryce. Chciała być świadoma tego, co się z nią dzieje i przeżywać swoje cierpienie. Odmówiła nawet morfiny, by nie odebrała jej tej świadomości. Umierając, życzyła jeszcze mamie, by była szczęśliwa, bo ona teraz jest. Odeszła 07.10.1990 r.

Swój pogrzeb zaplanowała już wcześniej. Chciała, by był radosnym świętem. Zażyczyła sobie białej sukni z czerwonym paskiem. Chiara wybrała również muzykę, czytania, wystrój kościoła i własną fryzurę. Swoje prośby przekazała mamie. Nazwała tę uroczystość zaślubinami.

 

Kto by nie chciał takiej pocieszycielki?

Ta odważna nastolatka pokazuje nam, jak wykorzystywać każdą chwilę życia dzieląc się radością i wsparciem z ludźmi, którzy są wokół nas. Ogromna empatia, jaką była obdarzona, pozwoliła jej pięknie współtowarzyszyć cierpiącym i troszczyć się o nich. Jej dobre, aktywne życie, zwieńczyło niesamowite pogodzenie się ze swoim losem i wykorzystanie ostatnich chwili do pomnażania dobra.

 

Agata Burghardt

Agata Burghardt

Dziennikarka, w trakcie zdobywania wykształcenia. Pociągnięta do pisania, ponieważ uwielbia kontakt z drugim człowiekiem i płynące z niego różnorodne doświadczenia, a także bogactwo i piękno języka polskiego. Wrażliwa na świat, piękno i wiarę. Chce się tym wszystkim dzielić przy pomocy swoich talentów.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Agata Burghardt
Agata
Burghardt
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap