Te straszne niedziele

Niedziela ze swoją leniwą bezczynnością, nicniemuszeniem i nadmiarem wolnego czasu wprawia człowieka ery Internetu w prawdziwy popłoch.

Natalia
Schiller
zobacz artykuly tego autora >

Zastanawialiście się kiedyś, jaki jest najbardziej nielubiany dzień tygodnia? Jeśli uważacie, że hasło: „Nienawidzę poniedziałków” jest wciąż aktualne, spróbujcie wpisać do wyszukiwarki frazę „Nienawidzę niedziel”. Liczba rekordów może spokojnie konkurować z deklaracjami niechęci dla jesiennej pluchy, herbaty z mlekiem czy Justina Biebera. Tę zadziwiającą tendencję odkryłam przypadkiem, poszukując odpowiedzi na pytanie, czym jest niedziela dla młodego pokolenia. Choć od początku wiedziałam, że w dzisiejszym, poszatkowanym pod względem ideologii i stylu życia społeczeństwie odpowiedź na nie nie będzie łatwa, okazało się, że samo to społeczeństwo ma z niedzielą nie lada problem.

We wzajemnych rozmowach młodych ludzi, na blogach i forach internetowych pojawiają się pełne konsternacji pytania: Co robić w niedzielę? Czym ją zająć?. Niedziela ze swoją leniwą bezczynnością, nicniemuszeniem i nadmiarem wolnego czasu wprawia człowieka ery Internetu w prawdziwy popłoch. Bo faktycznie siódmy dzień tygodnia, na tle innych, jest zadziwiająco bezpostaciowy. Od poniedziałku do czwartku harujemy, w piątki odpoczywamy, w sobotę się bawimy. Niedziela, sądząc po medialnych przekazach, jest wielkim znakiem zapytania.

Te straszne niedziele

Dlaczego? Najbardziej oczywistą odpowiedzią byłaby oczywiście postępująca laicyzacja. Rzeczywiście romańska domenica, domingo, dimanche, a więc Dzień Pański, dla chrześcijan uzasadnia swoje istnienie głównie religijnie, jako dzień świąteczny na pamiątkę Zmartwychwstania Chrystusa. Rzeczywiście ilość praktykujących wierzących spada, w związku z czym można byłoby uznać, że obcość niedzieli jest konsekwencją utraty jej funkcji religijnej. Do tego nam jednak jeszcze bardzo daleko.

Z procentowym wzrostem niepraktykującej młodzieży z 4,5% w 1988 roku do 10% w 2001 roku można chyba uznać, że kryzys niedzieli leży jednak gdzie indziej.

Te straszne niedziele

Choć według Starego Testamentu to wcale nie niedziela, a sobota była siódmym dniem tygodnia, na pamiątkę którego świętuje się żydowski szabas, funkcja tego szczególnego dnia jest w obu religiach podobna. Według tradycji chrześcijańskiej niedzielę poświęca się Bogu, ale i rodzinie. I, choć wytyczne niedzielnego harmonogramu nie są nawet w połowie tak restrykcyjne, jak przykazania szabasu, to i tu należy powstrzymać się od wykonywania prac, które mogłyby przeszkadzać w oddawaniu czci Bogu i umacnianiu wspólnoty rodzinnej. Niedziela, tak jak czeska neděle czy chorwacka nedjelja, to dzień, w którym „nie działamy” – czas wyciszenia i odpoczynku.

I tu jest pies pogrzebany. My, dzieci nowych technologii, od dawna mamy już problemy z bezczynnością. Nie żebyśmy byli jakimiś tytanami pracy.

Czas marnotrawimy z upodobaniem i na tysiąc różnych sposobów, zdążyliśmy jednak zatracić właściwe rozumienie słowa „odpoczynek”.

Odprężenie, relaks, wypoczynek dziś istnieją dla nas niemal wyłącznie w kontekście rozrywki, a każda niezagospodarowana godzina uwiera nas jak za ciasne buty. W ramach zakrojonej na szeroką skalę akcji zagospodarowywania niedziel,

Amerykanie stworzyli już na swoje potrzeby nową, świecką tradycję. Sunday Funday, jak to nazywają to dość barbarzyński zwyczaj przedłużania sobotnich imprez na kolejny dzień.

Ze względu na poniedziałkowe obowiązki miłośnicy zabawowych niedziel konsumpcję napojów wyskokowych rozpoczynają już rano, żeby móc skończyć fiestę po południu, a do następnego poranka być już w miarę na chodzie.

Dla młodych Polaków ciężar gatunkowy niedziel jest pewnie wciąż zbyt duży, by je spędzać na całodziennych libacjach, ale nawet my zostawiamy sobie bufor, mający chronić nas przed niedzielną nudą – otwarte hipermarkety. Te centra wszelakiej rozrywki siódmego dnia tygodnia stają się schronieniem nie tylko dla zblazowanych niewierzących, ale i całych rodzin, które po powrocie z liturgii nie mają pomysłu, jak wypełnić resztę dnia swoim towarzystwem.

Oblicze niedzieli faktycznie się zmienia, ale dużo wyraźniej, niż zwyczaj uczestnictwa w Mszy Świętej zanika nasza umiejętność wyciszenia się, zatrzymania, zwolnienia kroku.

I może właśnie na to powinniśmy przeznaczyć swoje niedziele. W końcu to rzadka okazja, by po prostu być – z Bogiem, z rodziną albo sami ze sobą.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Natalia Schiller

Zobacz inne artykuły tego autora >
Natalia
Schiller
zobacz artykuly tego autora >

Brońmy niedzieli! Niech żyje niedziela!

Filmowy felieton Zofii Wituckiej

Zofia Pinchinat-Witucka, Prezes Fundacji Polska-Haiti, mama trójki dzieci, honorowy konsul Haiti w Polsce:

Niedzielę świętuje się od zamierzchłych czasów ludzkości. Myślę, że trzeba jej bronić!

Pamiętam niedziele spędzane w domu mojego dziadka na Haiti, który był tak naprawdę domem dla szeroko pojętej rodziny. Wszystkie ciotki, wujowie, kuzyni schodzili się na obiady, w czasie których prowadziliśmy pewnego rodzaju debaty. Dzięki nim nauczyłam się rozmawiać.

Babcia robiła zawsze rosół z kluskami domowej roboty, a na drugie danie sztukę mięsa z borówkami z lasu…. Dzisiaj moje menu już się zmieniło. W naszym domu centralnym momentem dnia stały się śniadania i przygotowuje je mąż… Tradycją się stało, że tata Maciej robi serek ze szczypiorkiem i jajecznicę z cebulą. Dzieci są bardzo do tego przywiązane.

Z trudem, ale udaje nam się póki co chronić niedzielę, jako czas spotkania rodzinnego. Dlatego staram się zbierać różne książki kucharskie i ubogacać nasze debaty wokół stołu, jakimś ciekawym menu.

Niedziela naprawdę jest innym dniem tygodnia. Ona jest po prostu wyjęta z tygodnia. Można powiedzieć jest chwilą zatrzymania.

Dla mnie teraz, ważnym momentem w niedzielę jest msza święta i właściwie to odróżnia ją od pozostałych dni. Dość starannie wybieramy to miejsce, do którego pójdziemy się modlić i na ogół napawa nas to jakimś optymizmem, poczuciem jedności, tego że jest nas więcej, że  tyle osób wyznaje podobne wartości. I zawsze to przesłanie pokoju, jedności bardzo akcentuje ten dzień.

Niedziela jest też chyba wyjątkowa ze względu na spotkanie najbliższej rodziny, ale też bardzo często przeznaczamy niedzielę na spotkania z szeroko pojętą rodziną oraz przyjaciółmi, którzy siłą rzeczy są jej częścią. Z wieloma z nich jesteśmy związani tak, jak z naszymi braćmi i siostrami… Także, niech żyje niedziela!


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas