video-jav.net

Rabat 33% dla pierwszych 100 osób!

Na koniec czerwca mamy specjalny rabat dla czytelników Stacji7.pl. Dla pierwszych stu osób - 33% zniżki na 29 nowości i bestsellerów wydawnictwa Znak!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zobacz wszystkie tytuły objęte promocją dla czytelników Stacji7!


Z rabatem 33% kupisz między innymi:

 

Koziol_Wyrzuc-chemie-z-domu3Ewa Kozioł – Wyrzuć chemię z domu

Ewa Kozioł pokazuje, że Twój dom może być czysty, zadbany i bezpieczny bez chemicznych środków czyszczących. Podkreśla, że by wyglądać młodo i zdrowo, Twoje ciało nie potrzebuje nasyconych konserwantami drogich kosmetyków. Na zwykłe dolegliwości zdrowotne Twojej rodziny poleca bezpieczne naturalne leki, które z łatwością przygotujesz sama w domowym zaciszu.

W książce znajdziesz konkretne porady, wiele łatwych przepisów na kosmetyki, środki czystości i preparaty ziołowe. Dowiesz się, jakie substancje są niebezpieczne dla organizmu, czego unikać, by żyć zdrowo i chronić rodzinę przed alergiami i rakiem.

Dzięki tym radom nie tylko nie zrujnujesz swojego domowego budżetu, ale zyskasz czas dla siebie i swoich najbliższych. Zobaczysz, jak niewiele trzeba, żeby z dnia na dzień zamienić chemię na zdrowie!

 

 


 

Mela_Bog-dal-mi-kopaKatarzyna Węglarczyk, Urszula Mela – Bóg dał mi kopa w górę

Mama najmłodszego zdobywcy dwóch biegunów, która nie rozczulała się nad sobą po wypadku syna. Silna kobieta, która po serii tragicznych wydarzeń nieraz budowała wszystko od nowa. Twarda babka z charakterem, która nie boi się mocnych słów. Optymistka, która nie wierzy w łatwe rady i „pozytywne myślenie”. Doświadczona terapeutka, która już wie, gdzie kończy się psychologia, a zaczyna działanie dobrego Boga.

Ula Mela szczerze opowiada o tym, co spotkało jej rodzinę. O śmierci młodszego syna, ostrych zakrętach w małżeństwie i odkrytej po latach wierze. O byciu matką do bani, o ryzyku, które warto podjąć i o momentach przełomowych, dzięki którym nauczyła się żyć pełnią życia.

 

 


 

swieci codziennegoSzymon Hołownia – Święci codziennego użytku

Szymon Hołownia przyjaciół ma głównie w niebie, a ich liczba rośnie w postępie geometrycznym. Nic dziwnego, w końcu kontakty pielęgnowane przez lata przynoszą efekty. W swojej najnowszej książce dzieli się przepisem na skuteczne korzystanie z pomocy świętych. Każdy z nich ma swoją specjalizację. Z konkretnymi problemem warto zwrócić się do eksperta.

Święty Mojżesz Etiopczyk – szef gangu, który z troski o mięśnie przerzucił się na trening duszy – to idealny patron wszystkich zmagających się z własnym koślawym życiorysem. Geniuszowi organizatorskiemu świętej Teresy z Avila – temperamentnej Hiszpanki, która postanowiła zreformować zakon karmelitanek – możesz powierzyć sprawy niemożliwe do ogarnięcia. Święty Charbel – pustelnik, mimo życia w ekstremalnej ascezie niekomu nie odmawiający uśmiechu – czule zajmie się twoim zdrowiem, czy chodzić będzie o katar, czy sprawę większego kalibru.

Znajdziesz tu ponad pięćdziesiąt życiorysów świętych kobiet i mężczyzn. Jest spora szansa, że wśród nich trafisz na kogoś, kto ma z Tobą wiele wspólnego. Może warto z nim pogadać?

 

 

Zobacz wszystkie tytuły objęte promocją dla czytelników Stacji7!

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Pan Bóg złapał za słowo

Michał Heller - ksiądz i wybitny kosmolog - w wywiadzie-rzece opowiada kilka anegdot o swoim ojcu. Przeczytaj jak przyszły naukowiec został uratowany spod lokomotywy, albo dlaczego dostał imię Archanioła!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ratunek ojca

 

Z podróży pociągiem masz za to pamiątkę.

Tak, drugą bliznę. Na lewym kolanie. Nie wiedzieliśmy, dokąd nas wiozą, cieszyliśmy się, że na zachód, ale poza tym nie było żadnej informacji. Znów jechaliśmy w wagonach bydlęcych, co jakiś czas pociąg stawał na jakiejś stacji, ale nigdy nie było wiadomo, na jak długo. No i na stacji Omsk, a może Ufa, nie pamiętam już dokładnie, wyskoczyłem razem z innymi i pobiegłem przez tory do toalety. Te toalety na stacjach to był obraz nędzy i rozpaczy,

już lepiej było w polu… No, ale załatwiłem, co miałem załatwić, i biegiem z powrotem. Żeby dojść do naszego pociągu, musiałem przejść przez tor, na którym stał inny pociąg, osobowy. Przechodziłem jakieś kilka metrów przed lokomotywą, kiedy nagle semafor się podniósł. Okazało się, że w tym drugim pociągu zmieniano lokomotywę. Ja przyspieszyłem, potknąłem się i upadłem tak, że rozkwasiłem sobie kolano o szynę. Nie mogłem wstać, bo mnie sparaliżował ból, a tu widzę, że lokomotywa rusza. Pamiętam: taka ładna, nowa maszyna, para bucha na boki – i jedzie wprost na mnie. Szarpnąłem się, tak że ciało zdołałem jeszcze wyrzucić na zewnątrz, ale nogi zostały wewnątrz… I w tym momencie pojawił się ojciec. Porwał mnie na ręce i wyciągnął.

 


Zobacz jak potoczyły się dalsze losy Michała


 

Bóg który chwyta za słowo

 

Wspomniałeś o „mszach” w obozie i o tym, jak po wojnie zacząłeś chodzić do kościoła. Jak wyglądało życie religijne w Twojej rodzinie?

Zarówno mama, jak ojciec byli bardzo religijni, tyle że każde trochę inaczej. Rodzina mamy to była typowa rodzina kresowa, w której dominowała religijność patriotyczno-sienkiewiczowska.

Na przykład moja kuzynka ze Lwowa ma na pierwsze Gryzelda, po żonie księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, o której pisał Sienkiewicz. Ona bardzo tego imienia nie lubi i używa drugiego – Barbara.

Religijność mamy, którą określiłbym jako instynktowną, a jednocześnie niezłomną i bardzo głęboką, była w chwilach trudnych ratunkiem rodziny. Mama zawsze wiedziała, jaką decyzję moralną należy podjąć. I decydowała bezbłędnie. Ojciec był filozofem z natury, który – tak podejrzewam, ale nie wiem tego na pewno – w wieku późnomłodzieńczym przeżył coś w rodzaju nawrócenia. Sądzę, że najpierw wpływ na niego miał pozytywizm wiedeński, a potem szkoła lwowska. W końcu jednak wylądował w twardym, zdecydowanym katolicyzmie, choć jak na owe czasy na pewno otwartym. Zawsze mi mówił, nawet wtedy, kiedy jeszcze o moim pójściu do seminarium mowy nie było, że brak jest księży dla inteligencji. Są księża, którzy potrafią służyć maluczkim, ale dla inteligencji nie ma, nie są do tego przygotowani, nie mają wspólnego języka.

 

Kiedyś  powiedziałeś,  że  ważniejsze  jest,  aby  nawrócić dwóch profesorów niż setkę innych ludzi. Czy to był cytat z ojca?

Nie wiem, czy takie sformułowanie dosłownie padło, ale ojciec uważał, że jaka jest inteligencja dziś, takie będą masy za dwa pokolenia. I dlatego warto pracować nad inteligencją.

 

Niestety, jest odwrotnie: jakie masy dziś, tacy profesorowie za dwa pokolenia.

Nie jestem tego tak całkiem pewien. Ale w XIX wieku ateizm się zaczął od inteligencji, potem się rozszerzał.

 

Ojciec wybrał ci imię?

Tak. Opowiadał mi, że modlił się o syna, bo córek miał już dużo. I postanowił, że da mu na imię Michał – żeby walczył ze złem. Potem zresztą był pewien kłopot, bo kiedy postanowiłem pójść do seminarium, ojciec się sprzeciwił, głównie ze względów rodzinnych. Jestem ostatni z rodu, a ojciec miał bardzo silne poczucie ciągłości.

 

Nazwisko powinno przetrwać.

Tak – i dlatego nie chciał się zgodzić. Nie zabraniał, ale bardzo mnie od tego odwodził. W końcu jednak, widząc mój upór, powiedział: „Dobrze, nie stawiam weta, modliłem się, żeby mieć syna, który będzie walczył ze złem, i Pan Bóg mnie chwycił za słowo”.

 


 Specjalnie dla Ciebie przygotowaliśmy rabat na wywiad-rzekę z ks. prof. Michałem Hellerem. Sprawdź!


http://www.znak.com.pl/s7heller?utm_source=stacja7&utm_medium=Wklejka&utm_content=Kod%20rabatowy%20-%2033%&utm_campaign=Heller

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >