Nasze projekty
Fot. Ramon Fuchs/Unsplash

„Po co oni tam poszli?”. Góry, pasja i 5 przykazanie

Kiedy słyszymy takie historie jak ta Wandy Rutkiewicz czy Jerzego Kukuczki, albo jak dochodzą do nas informacje takie jak ostatnio z masywu Gerlacha, gdzie zginęła trójka Polaków, na usta samo nasuwa się pytanie: „Po co oni tam poszli?”.

Reklama

Najwyższa góra świata Mount Everest (8848 m n.p.m.) zabrała życie ponad 300 osobom podczas całej historii jej zdobywania, nasz alpejski olbrzym Mount Blanc (4810 m n.p.m.) zabija rocznie około 100 osób, a w polskich tatrach co roku ginie około 20 osób. Czy te smutne statystyki nie podpowiadają nam, że lepiej nie powinniśmy się pojawiać na ich terenie? Wśród wspinaczy często można usłyszeć, że jak góra nie chce, to nie wpuści cię na swój szczyt, a jak zechce cię zostawić na jej zboczach to cię zostawi. Ta możliwość zmierzenia się z górą i z samym sobą sprawia, że ludzie podejmują ryzyko.

Cena za marzenia

Wśród tych, którzy zapłacili najwyższą cenę za swoje marzenia jest Wanda Rutkiewicz, jedna z najwybitniejszych światowych himalaistek, która jako pierwsza Europejka, a trzecia kobieta w ogóle, stanęła na Mount Everest 16 października 1978 r. Notabene, w tym samym dniu, kiedy wybrano kard. Karola Wojtyłę na papieża. Osiem miesięcy później Jan Paweł II podczas prywatnego spotkania powiedział do niej: „Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko. Oboje po raz pierwszy z Polski”. Osiem lat później, 23 czerwca 1986 r. stanęła na szczycie K2 jako pierwsza kobieta na świecie i pierwszy Polak. Pokazała tym samym, że kobiety mogą przekraczać górskie granice i robią to wyjątkowo sprawnie.  Zginęła 13 maja 1992 r. w drodze na swój dziewiąty ośmiotysięcznik – Kanczendzongę. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.

Podobny los podzielił jeden z najwybitniejszych himalaistów Jerzy Kukuczka. Jako drugi człowiek na świecie zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników pobijając rekord świata o ponad 8 lat. Zdobył jako pierwszy trzy ośmiotysięczniki zimą – Dhaulagiri, Kanczendzongę, Annapurnę i jako jedyny człowiek na świecie stanął na dwóch ośmiotysięcznikach w ciągu jednej zimy. Zginął 24 października 1989 r. podczas wejścia nową drogą na Lhotse. Spadł w dwukilometrową przepaść. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Reklama
Reklama

„Po co oni tam poszli?” 

Kiedy słyszymy takie historie jak Rutkiewicz czy Kukuczki, albo jak dochodzą do nas informacje takie jak ostatnio z masywu Gerlacha, gdzie zginęła trójka Polaków, na usta samo nasuwa się pytanie: „Po co oni tam poszli?” Odpowiedzi na podobnie postawione pytanie udzielił kiedyś inny wybitny polski himalaista Piotr Pustelnik: „Kiedyś ktoś mnie zapytał: Dlaczego chodzisz po górach? Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje: na tych, którym tej pasji nie trzeba tłumaczyć i na tych, którym się jej nie wytłumaczy”. 

Wielu ludzi krytykuje wspinaczy za to, że stawiają swoje życie na szali z powodu swojego egoizmu, współzawodnictwa i wygórowanych ambicji. Prawda jest zgoła inna. Góry to nie tylko rywalizacja, to przede wszystkim doświadczenie prawdziwej wolności połączonej z braterstwem, ciągłym rozwijaniem swoich umiejętności i nabieranie doświadczenia pod okiem bardziej doświadczonych wspinaczy. Każde wyjście w góry, próba zdobycia szczytu, to nie poranna inspiracja, ale niejednokrotnie kilkumiesięczne przygotowania. Choć do bezpieczeństwa swojego i partnerów przykłada się najwyższa wagę, to jednak zdarzają się wypadki, spowodowane przez lawiny, niezwiązany śnieg, spadające kamienie czy szczeliny lodowcowe. Nie da się wszystkiego przewidzieć. Ryzyko jest zawsze.

Pasja kontra rodzina

Ci, którzy giną w górach, pozostawiają swoje rodziny – małżonków, dzieci, a także swoich przyjaciół. Wielu pyta: czy tak powinno się robić? Czy góry są ważniejsze? Na te pytania często musiała odpowiadać Cecylia Kukuczka, żona Jerzego. W licznych wywiadach podkreśla, że wiedziała, że góry to pasja jej męża i że nie przestanie się wspinać. Myślę, że ona rozumiała doskonale, że małżeństwo polega na akceptacji drugiej osoby taką jaka jest i jeśli to możliwe, nie można ograniczać jej wolności i pasji, bo wtedy taki człowiek przestanie być sobą. Choć przeżywała każdą wyprawę górską męża i martwiła się powodzeniem wyprawy (zwłaszcza, że komunikacja międzynarodowa w latach 80 była mocno ograniczona), to kibicowała mu i dodawała otuchy. Śmierć Jurka na Lhotse, to moment, którego przywołanie w pamięci wywołuje łzy małżonki, ale chętnie wraca pod tę górę (stara się tam być raz na 10 lat). Tam może się z nim duchowo spotkać i porozmawiać, a do domu wraca szczęśliwa i podniesiona na duchu. Zginął robiąc to, co kocha, ale żona jest przekonana, że taką samą, wielką miłością kochał ją i dzieci. 

Reklama
Reklama

Ja sam i wszyscy moi znajomi wspinacze mamy nadrzędną zasadę, która mówi, że musimy zrobić wszystko, żeby bezpiecznie wrócić do domu. Jeśli ktoś naprawdę kocha góry to wie, że jeśli dzisiaj odpuszczę wspinaczkę i wycofam się – nawet kilkanaście metrów przed szczytem – to góra na mnie poczeka. Zdobywanie trudnych technicznie gór to coś, co jest wyzwaniem, ale też staje się późniejszą opowieścią. Kiedy w lipcu 2020 r. wraz z moim kolegą księdzem zdobyłem Matterhorn, spełniliśmy nasze marzenie, ale też wielokrotnie mogliśmy opowiadać innym ludziom o tej wyprawie, dzielić się przeżyciami. Większość z naszych słuchaczy nigdy tam nie stanie, ale wspólnie z nami dzielą ogromne szczęście. Rodzina i przyjaciele wiedzą jakie to jest ryzyko, ale cieszą się z sukcesów, bo każdy szczyt to przekraczanie własnych barier, ograniczeń i strachu. Mój tata zawsze lubił patrzeć jak przygotowałem sobie sprzęt na wyprawę. Oglądał każdą rzecz i dopytywał o jej działanie i kwestię bezpieczeństwa. Jeśli będąc w górach długo się nie odzywałem, sam brał telefon do ręki i dzwonił z zapytaniem czy wszystko w porządku. 

Przeciwko 5 przykazaniu?

A co na to wszystko Pan Bóg? Czy wspinaczka górska nie jest wystąpieniem człowieka przeciwko 5 przykazaniu Dekalogu? To pytanie, na które nie jest łatwo odpowiedzieć. Kiedy ktoś mi go zadaje w kontekście, że się wspinam i że jestem księdzem, często odpowiadam, że równie ryzykowna jest jazda na rowerze czy samochodem, pływanie czy jazda na nartach. Wszędzie giną ludzie. Nie znaczy to jednak, że jako ludzkość mamy z tego wszystkiego rezygnować. 

W Biblii, w Starym Testamencie, słowo „góra” występuje 558 razy. W historii Izraela góry zajmują bardzo ważną pozycję, bo przecież na Synaju Mojżesz rozmawiał z Bogiem i otrzymał Dekalog; na górze Karmel Eliasz pokonał 450 proroków Baala; na górze Moria Abraham miał dokonać ofiary ze swojego syna Izaaka. Choć dzisiaj te i inne góry wymienione w Biblii są łatwe do zdobycia, to dawniej mogły być to bardziej wymagające. Mimo wszystko Bóg wybierał je, by spotkać się z człowiekiem. Góry stają się symbolem duchowej wspinaczki i wznoszeniem się ku Bogu, aby w samotności i w pięknym otoczeniu wejść z Nim w głębszą relację. 

Reklama

Na temat gór i wędrowania po nich wypowiadał się także nasz rodak Jan Paweł II, mówił m.in. „Góry są wyrazistym symbolem wędrówki ducha, powołanego, aby wznosić się z ziemi ku niebu, ku spotkaniu z Bogiem”, „Góry pozwalają doświadczyć trudu wspinaczki, strome podejścia kształtują charakter, kontakt z przyrodą daje pogodę ducha”. Ciekawostką jest również fakt, że jedna z dróg wiodących na Mont Blanc nazywana jest „Drogą papieską”, ponieważ wytyczył ją w 1890 roku alpinista, ks. Achille Ratti, późniejszy Papież Pius XI.

Kiedy usłyszysz, że ktoś zginął w górach…

Kiedy usłyszysz, że ktoś zginął w górach to postaraj się nie krytykować, nie stawaj się ekspertem w dziedzinie wspinaczki górskiej, która zapewne jest ci obca. Ci, którzy się wspinają, rzadko krytykują takie sytuacje, raczej wyciągają wnioski i starają się przestrzegać przed kolejnymi wypadkami tego typu w przyszłości. Pamiętaj o dwóch rzeczach. Po pierwsze – ginąc w górach ktoś prawdopodobnie realizował swoje marzenia i za nie zapłacił najwyższą cenę. Wspinaczka górska to wspaniała pasja, ale nikt nie nazwie się taternikiem czy alpinistą kiedy wyjdzie ze sklepu z nowymi rakami i czekanem. Zdobywanie szczytów, na które nie prowadzą turystyczne szlaki, to tak na prawdę lata ciężkiej pracy, niejednokrotnie wielogodzinne treningi i długie spotkania szkoleniowe. Wspinaczki nie da się nauczyć z książki, umiejętność poruszania się w górach nabywa się z czasem, stawiając sobie coraz to wyższe i trudniejsze cele. Po drugie – po tragicznie zmarłych pozostaje rodzina i przyjaciele. Pozwól im w spokoju przeżyć żałobę. Dobrze ujął to Łukasz, jeden z internautów, odnosząc się do tragedii spod Gerlacha, pisząc jedno zdanie: „Ciszej nad tą trumną…”.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę