video-jav.net

Wystrzałowe dzieciaki czyli jak posłać owce między wilki

Nasze dzieci mogą wejść w życie z impetem i mocą lecącej strzały. I to nie pomimo naszych wartości, ale dzięki nim.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jakie myśli towarzyszą zwykle nam – wierzącym rodzicom – przed wypuszczeniem w świat naszych dzieci? I nie chodzi tu o to ostateczne wyfrunięcie piskląt z gniazda w wieku dorosłym, ale nasze pierwsze przedszkolne kroki. Co myślimy, wybierając worek na gimnastykę i zanosząc ukochany jasiek do spania? Nie wiem jak Wy, ale kiedy nasza najstarsza Marynia przekraczała próg przedszkola, jej mama miała przed oczyma neon wielkości boiska futbolowego z jednym, w kółko wyświetlanym napisem „Przecież mi ją tam zjedzą”. Te wilki. Te rozpychające się, wykłócające o wszystko dzieciory. Moją małą, nieumiejącą walczyć o swoje owieczkę. Zjedzą. Schrupią. Kostki pogruchocą. Oj mamuś, mamuś. Chowaj ty ją szybko z powrotem pod kiecę. Wywieź w las głuchy i głęboki, postaw mur, wykop fosę, wznieś barykady, przebierz za amisza, zainwestuj w kozy i będzie spokój.

Kiedy dzisiaj przypominam sobie tamto moje rozgorączkowanie uśmiecham się do siebie litościwie. I wcale nie dlatego, że życie pokazało jak bezpodstawne były moje obawy, a dziecię dało sobie świetnie radę. Ale dlatego, że ten neon mówił tak naprawdę o mnie. To ja miałam poczucie, że cały świat jest wrogi moim wartościom. Że tylko dybie, jakby im łeb ukręcić i z triumfem ogłosić moje nieprzystosowanie.

 

Na szczęście, kiedy przestałam zajmować się swoim lękiem, odkryłam, że w tym obrazie owcy i wilka kryje się dla nas – chrześcijan – źródło największej siły. I, że z tego źródła mogą także pić nasze dzieci.

Owca jest wątła i krucha i nie ma szans w starciu nawet z ledwie wilczym podrostkiem, ale przecież o to chodzi! Właśnie o to. Moc może się doskonalić tylko w słabości. Każda sensowna owca wreszcie kiedyś usłyszy, Kto ją posłał między te wilki. Jeżeli jeszcze do tego doda Ostateczne Zwycięstwo Posyłającego nad wszelkiej maści potworami – o wilkach nie wspominając – to z Psalmem 23 na ustach może śmiało ruszać do najciemniejszej wilczarni. Bo nic, ale to nic nie mogą jej zrobić.

Kiedy już zatem matka – oślica – zrozumiała, gdzie ma szukać siły i mocy, doczytała jaką koncepcję naszych latorośli przedstawia samo Pismo Święte. I tu dopiero się zdziwiła.

 

Psalm 127 nazywany jest solą w oku ateisty. Zasadniczy wydźwięk: ty harujesz – mówi Bóg – siedzisz w korpo po godzinach, a Ja moim wierzącym, kiedy słodką śpią w łóżeczkach wszystko na talerzu wykładam. Ale kiedy miniemy te powszechnie znane pierwsze wersety natkniemy się na obraz dzieci, które są tam przedstawione jako „strzały w ręku wojownika” (Ps 127, 4a). Nasze dziecko, dziecko wierzących, ufających Bogu rodzicom jest strzałą. I to w ręku wojownika. Myśleliście kiedyś tak o waszych pociechach?

Nie da się ukryć, że zasadniczą rolę odgrywa tu rodzic wojownik. Kiedy jestem wojownikiem Pana? Kiedy walczę do krwi o miłość, o cierpliwość. Kiedy gryzę się w jęzor, żeby nie osądzać mojej sąsiadki. Kiedy nie wykorzystuję męża jako darmowej pocieszanki. Kiedy myślę najpierw, jak być dla niego pomocą i wsparciem. Kiedy nie dopuszczam myśli o tym, że nikt nie szanuje takich mam, jak ja. Kiedy wierzę, że Bóg jest większy od kryzysu ekonomicznego w naszym domu i całego rynku pracy. Wtedy walczę jak wojownik, a moje dziecko może być strzałą.

Co mam z nią zrobić? Najpierw trzeba ją w kołczanie trochę ponosić, wytarmosić, wytulić. Potem pozwolić podpatrzeć jak żyją rodzice. Czasem zostawić uchylone drzwi na czas małżeńskiej modlitwy, czasem pozwolić uczestniczyć w rozmowie jak pomóc niani, której spłonął dom. A potem wziąć strzałę w swoje ręce i – ze świadomością, że nie jest i nigdy nie była moją własnością – wypuścić ją z łuku, którym jest nasz dom.

 

Moje dziecko jest owieczką, ale od maleńkości wyposażaną w moc z wysoka. Jego wrażliwe, ufne serce pozwoli mu przebić się przez każdy mur, jaki napotka na swojej drodze. Jego czujne oczy wypatrzą z daleka zbliżającą się przeszkodę zniewolenia i pozwolą mu poszybować nad nią.

Nie, nie programuję dziecka na sukces bez upadków. Programuję na miłość, a w nią wpisane są wątpliwości i potknięcia. Ten obraz strzały daje jednak ogromną nadzieję, że moje dziecko może wejść w życie z impetem i mocą. I to nie pomimo naszych wartości, ale właśnie dzięki nim. I że jego zadaniem nie jest pójść w moje ślady, ale przegonić mnie o cały lot strzały.

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Abp Ryś: Nie ma idealnych kandydatów do małżeństwa

- Pan Bóg dając ludziom miłość, nie szuka dla nich idealnych kandydatów na partnerów, ale tworzy historię z nimi takimi, jakimi są. - mówi abp Grzegorz Ryś.

Polub nas na Facebooku!