LUDZIE

Lejeune – dostaniemy cię!

Kiedy prof. Jerome Lejeune opowiedział się przeciwko zabijaniu nienarodzonych, spotkał się z falą krytyki, protestami i pogróżkami. Miał poparcie, ale na wysokich szczeblach jako jedyny występował przeciwko aborcji. Przez swoje poglądy, jak sam napisał, stracił nawet szansę na Nobla.

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

“Nie” dla zabijania nienarodzonych

Muszę powiedzieć, że we Francji była wielka konsternacja, gdy Lejeune powiedział: ‘nie’ wobec propozycji legalizacji zabijania nienarodzonych – mówi dr Anna Tylki, która odbywała staż w klinice kierowanej przez profesora. Jednym z argumentów w tej dyskusji była możliwość wykonania badania prenatalnego. Dla wielu ludzi nie ulegało dyskusji, że stwierdzenie zespołu Downa w wyniku badania prenatalnego jest równoznaczne z eksterminacją dziecka, czy też – jak mówiono – z zakończeniem ciąży. A tu okazuje się, że ten człowiek, który wykrył chorobę jest przeciwnikiem takiego postawienia sprawy. Co więcej, Lejeune był przyjacielem ginekologa, Anglika zresztą, który opracował technikę amniopunkcji – podstawową do badań prenatalnych. I cały czas zdecydowanie występował przeciw aborcji. Powiedział, że gdyby wiedział, do czego to się przysłuży, to nigdy nie opublikowałby wyników swoich badań.

ZOBACZ TAKŻE: Coraz bliżej beatyfikacji lekarza, który odkrył przyczynę zespołu Downa

 

Lejeune – dostaniemy cię!

Walka nasila się. Jeden z popularniejszych francuskich dzienników „Le Nouvel Observateur” publikuje listę 343 znanych osób ze świata showbiznesu, które otwarcie przyznają się do przerwania ciąży. Lejeune redaguje „Deklarację lekarzy francuskich”. Głosi ona, że „umyślne przerwanie ciąży z powodów eugenicznych lub w celu rozwiązania konfliktu moralnego, ekonomicznego lub społecznego nie jest działaniem lekarskim.” Pod tekstem składa swój podpis 18 tys. lekarzy.

Konsekwencja profesora budzi agresję, ale także szacunek u jego przeciwników. W czasie jednego z programów telewizyjnych z jego udziałem Birthe Lejeune znalazła się w reżyserce. Tam ktoś nieświadomy, że słucha go żona profesora powiedział: „Lejeune? Co za łajdak! Ale jaki talent! Jest za dobry, już go nie zaprosimy!” 

„Miałam wtedy 12 lub 13 lat – pisze jedna z córek Jerome’a Clara – Do szkoły jeździliśmy z siostrą na rowerach. Gdy przejeżdżałyśmy obok Wydziału Medycyny widziałyśmy na murach napisy: ‘Lejeune morderca. Trzeba zabić Lejeune’a’. Albo: ‘Trzeba zabić Lejeune’a i jego potworki’.

Agresja zwolenników aborcji nie ograniczała się do słów. (…) Podczas jednej z debat wzniesiono taki rumor, że ojciec nie mógł dojść do słowa. Cała sala wyła, o ojcu rzucono w twarz surową wątrobę cielęcą i pomidory. Nie zraziło go to. Gdy zrobiło się trochę ciszej krzyknął najgłośniej ze wszystkich: ‘Ci którzy mnie popierają niech opuszczą salę! Po kilku chwilach niezrozumienia ludzie zaczęli wychodzić. Pozostało może piętnaście osób, które rozmieściły się po przekątnej, aby robić wrażenie, że jest ich dużo. Gdy stało się oczywiste, że można było ich policzyć opuścili salę, a w chwilę potem publiczność powróciła i konferencja mogła się rozpocząć.”

Doszło do tego, że konferencje prowadzone przez profesora musiała chronić policja. Wielu ludziom źle kojarzyła się obecność funkcjonariuszy oddziałów CRS, które w 68 roku interweniowały w studenckiej rewolcie na ulicach Paryża. Lejeune odpowiadał z humorem, że na spotkania z nim przychodzi zawsze wielu lewicowców skandujących: Lejeune – ty świnio, kobiety cię dostaną!” (franc.: „Lejeune salaud, les femmes auront ta peau!”) . „Nic zatem dziwnego – dodawał – że to przyciąga także innych widzów”.

 

“Straciłem mojego Nobla”

Nie ogranicza się tylko do publicznych wystąpień. Wraz z Genevieve Poulot tworzy pierwsze stowarzyszenie, które ma przychodzić z materialną pomocą przyszłym matkom znajdującym się w trudnej sytuacji. Genevieve Poulot w czasie wojny została postrzelona. Na rękach umarło jej dziecko. Drugie, które nosiła w swoim łonie uratowała. W trzydzieści lat później stała się sojuszniczką profesora w jego niemal samotnej walce. W 75 roku dotknął go już straszliwy ostracyzm środowiska medycznego – mówi doktor Anna Tylki – Po prostu był pomijany milczeniem. Wtedy już wiedział, że nie dostanie nagrody Nobla, chociaż odkrycie trisomii 21 i w ogóle trisomii jako rodzaju aberracji chromosomalnej jest odkryciem absolutnie kluczowym w genetyce i w ogóle w medycynie.”

Clara Lejeune: „Ojciec często jeździł na konferencje do Stanów Zjednoczonych, jako oficjalny francuski ekspert do spraw ‘ skutków promieniowania atomowego’. Pewnego dnia w gronie naukowców rozgorzała dyskusja na temat aborcji. Przytaczano zwykłe argumenty: o śmierci kobiet na skutek nielegalnych zabiegów, o dzieciach opóźnionych w rozwoju, o moralnych i psychicznych cierpieniach kobiet. Jerome Lejeune jako jedyny zabrał głos w obronie dzieci. Mówił, że każde z nich jest jedyne w swoim rodzaju, że kwestionuje się tutaj wartość życia człowieka. Na koniec powiedział: ‘Oto instytut, który miał służyć życiu przekształca się w instytut śmierci. W angielskim była to gra słów: ‘Institute of Health, Institute of Death’. Wieczorem ja zwykle pisał list do mamy. Umieścił tam również te słowa: ‘Dziś po południu straciłem mojego Nobla”.

 

CZYTAJ TEŻ: Nie pozwolił, by odkrycie trisomii wykorzystywano do zabijania chorych dzieci. Jérôme Lejeune

 

 

Paweł Zuchniewicz

Paweł Zuchniewicz

Dziennikarz, pisarz, autor powieści biograficznych o św. Janie Pawle II, Prymasie Wyszyńskim (Ojciec wolnych ludzi) i innych świadkach wiary. Wicedyrektor ds. wychowawczych w szkole “Żagle” Stowarzyszenia STERNIK.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >
LUDZIE

Nie pozwolił, by odkrycie trisomii wykorzystano do zabijania chorych dzieci. Jérôme Lejeune

Kiedy Jérôme Lejeune odkrył trisomię 21, od razu podjął działania, by jak najlepiej pomóc rodzicom dzieci z zespołem Downa przygotować się na ich narodziny i opiekę. Nie chciał pogodzić się z tym, by jego odkrycie wykorzystywać w diagnostyce prenatalnej do “usuwania niepożądanych dzieci”. Wszystkie swoje siły włożył w obronę nienarodzonych. Dziś Papież Franciszek zatwierdził dekret mówiący o heroiczności cnót tego niezwykłego lekarza.

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tylko jeden mały chromosom

8 grudnia 1962 roku. W Waszyngtonie ma miejsce niezwykła uroczystość. Pierwszy w historii francuski genetyk otrzymuje z rąk prezydenta Johna F. Kennedy’ego nagrodę jego imienia. To wyróżnienie jest uznaniem dla wielkiego odkrycia, którego Jerome Lejeune jest głównym autorem. Trisomia 21 – przyczyna choroby zwanej do tej pory zespołem Downa lub mongolizmem. Odkrycia profesor dokonał kilka lat wcześniej – latem 1958 roku.

Wioząc nas na wakacje do Danii ciągle powtarzał: ‘znalazłem, znalazłem’ – wspomina Birthe Lejeune, żona genetyka – Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce wywołał zdjęcia, które zrobił tuż przed wyjazdem. Przy 21 parze chromosomów widać było jeszcze jeden – trzeci.

W zwykłym kariotypie – czyli układzie chromosomów u zdrowego człowieka znajduje się 46 chromosomów – tłumaczy profesor Alina Dobrzańska, która współpracowała z profesorem w prowadzonej przez niego klinice w Paryżu – U dzieci chorych jest tych chromosomów 47. To właśnie determinowało ich gorszy rozwój fizyczny i psychiczny.

W 1960 roku Jerome Lejeune publikuje umieszcza całość swoich badań w pracy doktorskiej. W 1961 roku w słynnym czasopiśmie Lancet ukazuje się artykuł, którego sygnatariusze (jest wśród nich oczywiście Lejeune) proponują, aby termin „mongolizm” zastąpić nową nazwą – „trisomia 21”. Jej odkrywcy szczególnie zależy na zmianie nazwy ponieważ podkreśla ona, że choroba jest efektem – jak mówi – „wypadku genetycznego”, za który rodzice nie są odpowiedzialni.

Nigdy nie zapomnimy tego lipcowego dnia – wspominają rodzice jednego z małych pacjentów szpitala Necker – kiedy przyjechaliśmy tam przestraszeni i pełni niepokoju. Cóż bowiem mogliśmy tam usłyszeć? Po co w ogóle tam jechaliśmy. Przecież nie da się historii napisać raz jeszcze: nasza córeczka jest chora i będzie taka do końca życia.

Profesor przywitał nas bardzo ciepło w swoim laboratorium: ‘Pani jest mamą? Proszę położyć dziecko na kolanach.’ Co za ulga – przecież mógł kazać położyć ją na przygotowanym do tego stole. A potem zaczął mówić o wszystkim, co jest nie tak, o wszystkim, co jest konsekwencją trisomii 21, z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy. Jak zatem na to reagować – przecież wszystko wydaje się stracone. I właśnie wtedy – jak ojciec i nauczyciel – cierpliwie, w kilku słowach wypowiadanych prosto z serca a jednocześnie z wielkim autorytetem zaczął nas zachęcać do podjęcia wysiłku, do rozpoczęcia na nowo. Tych kilka zdań przekonało nas, że trzeba walczyć, ze nie wolno opuszczać rąk.

CZYTAJ TAKŻE: Coraz bliżej beatyfikacji lekarza, który odkrył przyczynę zespołu Downa

 

fot. Denis Soto, wikimedia

Oni chcą nas zabić

W 1964 roku Lejeune obejmuje katedrę genetyki na Paryskim Fakultecie Medycznym. Praktykuje w jednym z największych dziecięcych szpitali na świecie – Necker Hopital des Enfants Malades. Na blisko dziewięć tysięcy pacjentów osobiście miał kontakt z pięcioma tysiącami i – jak twierdzą jego współpracownicy – wszystkie potrafił nazwać po imieniu.

Pewnego dnia przyszedł do niego jeden z jego małych podopiecznych. Chłopczyk rzucił mu się w ramiona i powiedział: „Oni chcą nas zabić, musisz nas chronić, my jesteśmy za słabi, nie potrafimy się bronić”. Chłopiec poprzedniego dnia wieczorem oglądał z rodzicami program na temat aborcji. Wyjaśniano w nim, że dzięki diagnostyce prenatalnej będzie można wykryć trisomię 21 i – jak to określono – usunąć niepożądane dziecko.

Jerome Lejeune wiedział już o tzw. ustawie Peyret, w której proponowano usuwanie dzieci opóźnionych w rozwoju. Wracał właśnie samolotem ze Stanów Zjednoczonych, gdy wpadła mu w ręce gazeta z tą informacją. „Miałem łzy w oczach – wspominał – przecież pierwsze ofiary to mieli być moi pacjenci”.

Następnego dnia po odwiedzinach chłopca, który prosił go o pomoc, Lejeune informuje swoich współpracowników: „Będę musiał publicznie zabrać głos, aby bronić naszych chorych. Nasze odkrycie będzie użyte po to by ich niszczyć. Jeśli nie będę ich bronił – zdradzę ich, wyrzeknę się tego, kim się rzeczywiście stałem: ich naturalnym obrońcą.”

 

Lekarz musi współczuć

W kilka tygodni później bierze udział w telewizyjnym programie „Dossiers de l’ecran”. Pada pytanie: „Co powie pan na codzienną męczarnię, jaką przeżywają rodzice ciężko upośledzonego dziecka?”

„Każdy lekarz musi współczuć rodzicom. Jeśli tak się nie dzieje, to nie jest on niczym innym jak swego rodzaju komputerem, maszynką do wydawania recept. Człowiek, który powiadamia rodziców o tym, że ich dziecko jest ciężko chore i nie czuje głębokiego poruszenia serca na myśl o ich bólu nie byłby godny wykonywania naszego zawodu. Ale nie można kogoś chronić przed nieszczęściem popełniając zbrodnię. A przecież zabicie dziecka jest morderstwem. Nie przynosi się ulgi w cierpieniu jednego człowieka zabijając innego. Jeśli medycyna to utraci, to już nie będzie medycyną. Być może będzie ją można nazwać jakąś sztuka biologiczną, tak jak weterynaria, ale to nie będzie medycyna. Dla nas nakaz: „Nie zabijaj” tłumaczy się przez słowa: Nie wolno szkodzić – Primum non nocere. Tak duży nacisk na przestrzeganie przysięgi Hipokratesa jest potrzebny, aby chory wiedział, że lekarz nie zrobi nic, aby mu zaszkodzić. Jeśli by tak nie było, to jak pacjent mógłby mieć zaufanie do lekarza?”
powiedział Lejeune.

 

Paweł Zuchniewicz

Paweł Zuchniewicz

Dziennikarz, pisarz, autor powieści biograficznych o św. Janie Pawle II, Prymasie Wyszyńskim (Ojciec wolnych ludzi) i innych świadkach wiary. Wicedyrektor ds. wychowawczych w szkole “Żagle” Stowarzyszenia STERNIK.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap