Seweryn Bidziński - Barbara Rusowicz (1992) Wszystko o Wandzie Rutkiewicz/Wikipedia

“Każdy ma do pokonania swój Everest”. Nieprzewidywalna jak góry historia Wandy Rutkiewicz

Z zawodu była elektronikiem. Była dobrze zapowiadającą się siatkarką - grała na pozycji atakującej w drużynie AZS Wrocław, była także kapitanem w juniorskiej reprezentacji Polski. Zdobyła nawet licencję kierowcy rajdowego! Najbardziej jednak pokochała góry - to właśnie im oddała się całkowicie. Mija 30 lat od wyprawy, podczas której zaginęła Wanda Rutkiewicz.

Reklama

Jak zginęła Wanda Rutkiewicz?

Jest 12 maja 1992 roku, godzina 3:30. 49-letnia Wanda Rutkiewicz wraz z Carlosem Carsolio wyruszają z obozu IV na wysokości 7950 m i rozpoczynają atak szczytowy na Kanczendzongę, ośmiotysięcznik stanowiący najwyższy punkt Indii, drugi co do wysokości szczyt w Himalajach, trzeci najwyższy szczyt na Ziemi. Wanda nie jest w dobrej dyspozycji – wymiotuje, ma biegunkę. Pomimo złego samopoczucia – nie zawraca. Czeka ją najważniejszy moment wyprawy. Jest powolna, Carlos idzie zdecydowanie szybciej. Wanda proponuje więc, by szedł swoim tempem, by na nią nie czekał.

Mija 12 godzin trudnej wędrówki. Carlos Carsolio staje na szczycie. Jest około godziny 20, gdy w drodze powrotnej, na wysokości 8200-8300 m spotyka Wandę. Namawia ją, by zrezygnowała i zeszła z nim do bazy. Odmawia. Przedstawia swój plan na rozbicie biwaku, choć właściwie nie ma ze sobą ani śpiwora, ani namiotu, ani gazu, ani jedzenia. Jak później przyzna Carols – wiedział, że żegna się z nią wtedy na zawsze.

Carlos czekał na Wandę najpierw 12 godzin w czwartym obozie, potem dwa dni w drugim. Zostawił tam dla niej namiot, śpiwór, gaz, jedzenie i radio. Gdy zszedł do bazy, pogoda już się psuła. Wkrótce Kanczendzonga zniknęła w śnieżnych chmurach. Carlos był bez sił. Wanda nie wróciła. Została uznana za zaginioną 13 maja 1992 roku, a za zmarłą w 1996 roku. Jej ciało nigdy nie zostało odnalezione…

Reklama
Reklama

Uparta, odważna i ambitna

Wanda Rutkiewicz była niezwykle doświadczoną alpinistką. Swoją poważną przygodę z górami rozpoczęła już w wieku 19 lat – to właśnie w 1962 roku ukończyła kurs taternicki. Po Tatrach były Alpy (od 1964), Pamir, Hindukusz i Himalaje. Była członkinią Klubu Wysokogórskiego we Wrocławiu, wrocławskiej Sekcji Grotołazów oraz Klubu Wysokogórskiego w Warszawie. 

Sprawiała wrażenie cichej i nieśmiałej kobiety, jednak to ambicja, nieustępliwość, upartość i odwaga w wyrażaniu swojego zdania były cechami, którymi się odznaczała. Jej charakter i siłę woli ukształtowała historia życia. Jej brat zmarł na skutek wybuchu miny, a ojciec został zamordowany przez pijanych lokatorów, którym wynajmował pokój w Łańcucie. W 1990 roku tragicznie zmarł jej ówczesny partner Kurt Lyncke, który spadł w przepaść podczas wyprawy na Broad Peak. Po tym wydarzeniu na pewien czas alpinistka znienawidziła góry.

„Bóg chciał, że tego samego dnia zaszliśmy tak wysoko” 

16 października 1978 roku Wanda Rutkiewicz jako pierwsza Europejka zdobyła Mount Everest. Wspominając swoje osiągnięcie mówiła: „Poczułam dziwny ucisk w okolicach żołądka. Bałam się, że spadnę i nikt tego nie zauważy. (…) Stałam w najwyższym punkcie Ziemi. Byłam taka szczęśliwa… Gdy się rozejrzałam wokół, wydawało mi się, że widzę zakrzywienie kuli ziemskiej. Najwięcej znaczyło dla mnie to, że jako pierwsza osoba z Polski weszłam na Everest – i to w tym samym dniu, w którym Karol Wojtyła został papieżem”.

Reklama
Reklama

„Bóg chciał, że tego samego dnia zaszliśmy tak wysoko” – skomentował Jan Paweł II podczas spotkania z alpinistką. W trakcie tego spotkania Wanda Rutkiewicz podarowała papieżowi kamyk z Mount Everest. Jan Paweł II cenił sobie ten prezent – umieścił go na swym biurku. Po śmierci papieża, dar Wandy Rutkiewicz znalazł się w Ośrodku Dokumentacji Pontyfikatu Jana Pawła II w Domu Polskim w Rzymie, skąd kolejno trafił na ekspozycję w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach, gdzie można oglądać go do dziś.

Fot. domjp2.pl

Rekord na miarę Księgi Guinnessa

23 czerwca 1986 roku dokonała historycznego wyczynu – jako pierwsza kobieta stanęła na szczycie K2. Za to osiągnięcie została wpisana do Księgi rekordów Guinnessa. Na K2 stanęła o 10.15 i spędziła na szczycie niemal dwie godziny. 

Zostawiła kartkę ze swoim imieniem, nazwiskiem i godziną zdobycia wierzchołka. Cieszyła się. Mimo osłabienia i dużej wysokości, miała w głowie, że jest pierwszą w historii kobietą i pierwszym w ogóle obywatelem Polski, który stanął na K2. 

Reklama
Fot. K2 – widok od południa/Wikipedia

Miłość do gór aż do końca – głupota czy imponująca pasja?

Czy da się zrozumieć pasję do gór i towarzyszące jej ryzyko? Jedni nazwą to głupotą, drudzy będą podziwiać niezwykłą pasję, determinację, siłę i umiejętności. Warto jednak podjąć próbę zrozumienia czym były góry dla Wandy Rutkiewicz. O swoich wyprawach i płynących stamtąd przemyśleniach często pisała w czasopismach o tematyce alpinistycznej i książkach. W jednym z artykułów pisała: “Czasami myślę, że wspinam się dlatego, aby przekonać się, jak droga jest mi nasza szara codzienność. Wracając poznaję, jak smakuje kubek gorącej herbaty po dniach pragnienia, sen po wielu nieprzespanych nocach, spotkanie z przyjaciółmi po długiej samotności, cisza po godzinach przeżytych w przeraźliwej wichurze. (Wierchy: rocznik poświęcony górom, rok 58, 1992).

Wiedziała, że jest inspiracją dla osób, którzy chcą realizować swoje marzenia, które często wydają się nierealne, odległe, zbyt trudne. “Każdy ma przecież do pokonania swój Everest. Mój sukces był dowodem na to, że każdemu może się udać to, co sobie postanowi.” – przekonywała.

Odwoływała się także do tego, że to właśnie góry kształtują jej osobowość, uczą solidarności, radości z życia ale także obnażają egoizm. “Góry kształtują bardzo silną więź między wspinającymi się partnerami, uczą solidarności. Ale przy wyższym stopniu umiejętności występuje pewne zobojętnienie na los partnera i niebezpieczeństwo. Stajemy się trochę zadufani we własne siły i wierzymy, że każdy z tych dobrych da sobie radę. Niebezpieczeństwo chcemy pokonywać wspólnie, ale zostawiamy każdemu jakby pewną strefę indywidualną na przeżywanie go”. (“Na jednej linie”)

Dzięki górom była szczęśliwa. “Moje życie ma wartość dopiero wtedy, kiedy jest takie, jakie chciałabym aby było. Wolałabym nie zmarnować swojego życia, wolę je narażać.” (“Himalaiści – Karawana marzeń”).

“Najbardziej drażni ludzi to, że ryzykujemy życie dla czegoś, co wydaje się kompletnie bezużyteczne, nikomu niepotrzebne. Ale może to jest potrzebne tym, którzy to robią! Może oni po prostu potrzebują tego, żeby żyć.” (Anna Kamińska, Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz).

Źródła: national-geographic.pl,wspinianie.pl,domjp2.pl,sport.onet.pl,Wikipedia

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę