Fot. wikiwand

Modlitwa i góry. Lekcja od Pier Giorgio Frassatiego

To, w jak genialny sposób Pier Giorgio Frassati łączył górską wędrówkę z modlitwą - zachwyca i jednocześnie… zawstydza.

Reklama

“Pragnąłbym spędzać całe dni w górach, podziwiając w ich czystym powietrzu wielkość Stwórcy”. To chyba jeden z moich ulubionych cytatów tego błogosławionego, który idealnie oddaje cel jego górskich wędrówek. Góry to z pewnością przestrzeń sprzyjająca wyciszeniu i modlitwie. Jednak to, w jak genialny sposób Pier Giorgio Frassati łączył górską wędrówkę z modlitwą – zachwyca i jednocześnie… zawstydza.

Niedzielne „okno pogodowe” kontra niedzielna Msza święta

Wakacje w górach, zaplanowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a za oknem… deszcz. Ba! Cały tydzień deszczu. Aż w końcu przychodzi niedziela, a wraz z nią – wymarzone, upragnione “okno pogodowe”. W końcu okazja, by zrealizować ambitne, długie trasy. Kto choć raz nie miał pokusy, by tym razem odpuścić sobie niedzielną Eucharystię, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Dla Piera Giorgia Frassatiego Eucharystia była zupełnym must have. Pier zawstydza w tym, jak potrafił łączyć górskie wędrówki z obecnością na niedzielnej Mszy świętej. Mieliśmy udać się na górę Kind, więc razem z jego siostrą poszliśmy wcześniej do kościoła poprosić o dyspensę z niedzielnej mszy, bo wiedzieliśmy, że nie uda nam się na nią pójść – tak jedną z wypraw wspominał Attilio Piccioni. Pier Giorgio był w złym nastroju i choć walczył ze sobą, żeby coś nam powiedzieć, wyraził swoje niezadowolenie milczeniem. Sam natomiast nie wyruszył z nami, ale dotarł do nas nieco później.

Reklama
Reklama

W kwestii obecności na niedzielnej Eucharystii Pier Giorgio był bezkompromisowy. Przy okazji niedzielnych wypraw w góry nie wahał się nalegać, choć wciąż z dużym taktem, nawet na samych organizatorach wędrówki, aby zmienić plan dnia w taki sposób, by uczestnicy mogli udać się na mszę – wspominał nauczyciel Piera Giorgia, Massimo Fenoglio.

Pier Giorgio Frassati wspinający się na Rocca Sella (Turyn 1929) | Fot. Wikipedia

Zebrać zgubione owieczki w jedną zagrodę

To, co porusza mnie w nim do głębi, jest to, że dbał w tym obowiązku (i nie tylko w tym!) o wszystkich uczestników wyprawy. Tak zapamiętała go nauczycielka, Camilla Mesturini. Byłoby to dla niego zbyt proste, żeby dbać w tej kwestii tylko o siebie. To nie byłoby w jego stylu, prawdziwą radość dawała mu pewność, że wszyscy mogą uczestniczyć w tym błogosławieństwie ołtarza. Byliśmy jak zgubione owieczki zebrane w jednej zagrodzie. Nie było dla niego tak ciężkich poświęceń ani tak trudnych barier, z którymi by się nie zmierzył.

Reklama
Reklama

Szukał i zbierał informacje o Mszy św. dla siebie i innych, zwoływał wszystkich o świcie – mówił Massimo Fenoglio. Znajdował sposób nawet na wymówki o zbyt dużej odległości od kościoła! Jeśli ktoś z towarzyszy mieszka dalej, bierze samochód, jedzie go obudzić i przywozi do kościoła, a jeśli wyruszają w sobotę, upewnia się, że będą mogli wypełnić chrześcijański obowiązek w którymś z górskich kościółków, gdzie skromni proboszczowie już dobrze go znają i przyjmują jak przyjaciela czytamy we wspomnieniach Federico Marconcini.

W służbie Bogu…

We wspomnieniach towarzyszy jego wypraw na pierwszy plan wyłania się postawa, z jaką służył do Mszy świętej. Co ważne i warte podkreślenia – w całej tej postawie daleko było mu do opinii fanatyka religijnego. Był w tym szczery. Któregoś wczesnego ranka w Sauze obudził nas cały rozradowany, roześmiany i dobrze znany z wesołego usposobienia przez wszystkich mieszkańców, alpinistów i narciarzy. Wszyscy udaliśmy się do kościoła, a ja, ponieważ znałam go od niedawna, byłam zaskoczona, widząc, jak służy do mszy, kiedy kilka chwil wcześniej brał udział w… bitwie na śnieżki na zewnątrz – wspomina Gianna Chiappo Barbero.

Trochę z niego żartowano ze względu na wagę, jaką przykładał do mszy świętej przy organizowaniu wypraw górskich, i na to, że wszystko temu podporządkowywał. Te jego pomysły, wobec których nie było dyskusji, przeszkadzały tym, którzy nie byli tak sumienni w sprawach wiary. Pier Giorgio natomiast, choć nie był fanatykiem, był bezkompromisowy – wspominał Carlo Enrico Galimberti.

Reklama

…i ludziom

Niesamowite jest to, jak Pier Giorgio dbał o to, by góry były także dla jego przyjaciół okazją do spotkania z Bogiem. Jedna z uczestniczek jego wypraw, która żeby zachęcić mnie do zaimpregnowania górskich butów, mówiła: “Wyobraź sobie, że Pier Giorgio Frassati wszystkim impregnował buty! Wystarczyło go zapewnić o tym, że dotrzymamy obietnicy i odmówimy z nim wspólnie różaniec– wspomina Clotilde Marietti.

Frassati śpiewał aż do zdarcia gardła, zmuszając nas czasem do zatykania uszu, miał zawsze w zanadrzu ciasteczka, często nosił bagaże za wszystkich (był naszym mułem – tragarzem), ale też zachęcał nas wszystkich podczas wspinaczki na Oulx do odmawiania różańca, tak, że stało się to stałym punktem dnia – wspomina Agnela Montafia.

W góry bez spowiedzi?

Być może wielu osób nie trzeba przekonywać do szukania kompromisów i rozwiązań, by być jednocześnie w górach i na niedzielnej Eucharystii. Ale Pier Giorgio stawia kolejne wyzwanie. Łaska uświęcająca i spowiedź przed każdą wędrówką. Kiedy się idzie w góry trzeba najpierw dojść do ładu z własnym sumieniem, bo nigdy nie wiadomo, czy się wróci. A jednak przy tym wszystkim wcale się nie boję, raczej pragnę coraz bardziej piąć się na góry, zdobywać najzuchwalsze szczyty, doświadczać tej czystej radości, jakiej się tylko w górach doznaje – mówił Pier Giorgio.

Tak pewną sytuację wspominał ks. Mario Frassati. Któregoś wieczoru przyszedł cały przemoczony i zziębnięty w stroju alpinisty. Na zewnątrz padał śnieg, a on jak zawsze był bez czapki, ze śniegiem we włosach. Nie chciał ruszać w góry bez wcześniejszej spowiedzi i prośby o opiekę Jezusa. Udowodnił w ten sposób, że nawet każdą przyjemność i rozrywkę podporządkowywał obowiązkom religijnym, ponieważ wiara była jego światłem i ścieżką, którą kroczył. Wiara światłem i ścieżką. Także w górach.

“Zawsze można zrobić coś dobrego”

Na koniec praktyczna lekcja od Piera Giorgia. Pamiętam, jak któregoś dnia, opowiadając mi o swoich towarzyszach, nie wszystkich cechujących się świętością, być może wyjaśniając powód swojej obecności pośród nich, powiedział: “Wie ksiądz, zawsze można zrobić coś dobrego!– wspomniał ks. Pietro Plastier.

Być może to właśnie my mamy szansę stać się tymi, którzy podczas wakacyjnego odpoczynku zadbają o obecność na niedzielnej Eucharystii, zaproponują wspólną modlitwę różańcową na szlaku czy nawet poniosą plecak tym, którzy już nie mają sił. W górach, nad morzem czy jeziorem, w domu – niezależnie od tego, gdzie spędzimy wakacyjny odpoczynek, warto pamiętać, że „prawdziwe dobro czyni się niepostrzeżenie, powoli, codziennie, w zwykłych sprawach.”

Wspomnienia o Pier Giorgio Frassatim pochodzą z książki “Mój Brat Pier Giorgio. Wiara” opracowanej przez siostrzenicę błogosławionego, Lucianę Frassati


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę