Nasze projekty
Reklama
Fot. Screen Yotube/EWTN/ Instagram Mateusz Ochman

Mateusz Ochman: Czy od modlitwy papieża z dziećmi przestaną spadać bomby?

Leon XIV razem z dziećmi powierza losy świata Bogu. Jeśli patrzymy tylko na małe dłonie i paciorki, cała ta modlitwa musi nam się wydawać bezsilna. Dopiero ufność pozwala dostrzec, co naprawdę się tu dzieje.

Trzyma w rękach barani róg i patrzy na mur. Kamień leży na kamieniu, wysoko nad jego głową. Spogląda na Jozuego, potem na żołnierzy, potem znów na mur. Jozue tłumaczy plan. Mają obchodzić miasto. Przez sześć dni po jednym okrążeniu, siódmego dnia siedem. Cierpliwie czeka na tę część, w której dowie się, jaki taran rozbije bramę. Tymczasem Jozue zaczyna coś mówić o trąbieniu…

Aha. Czyli mur mają najpierw obejść, a potem ogłuszyć.

Obraca róg w dłoniach. Zna jego możliwości. Można nim narobić hałasu, dać sygnał, a w bardzo krytycznej sytuacji być może nawet kogoś ukłuć. Kamienie pozostają jednak kamieniami. Byłby znacznie spokojniejszy, gdyby dostał coś, czym można porządnie uderzyć. Dowódca tymczasem oczekuje, że przyłoży do ust kawałek barana i pójdzie na spacer pod miastem, które zamierzają zdobyć.

Reklama

ZOBACZ >>> Tysiąc dzieci odmówi Różaniec z papieżem. Dziś wyjątkowa modlitwa o pokój w Watykanie

Co to da? Słabość do sześcianu

Podobne niedowierzanie pojawiało się w komentarzach wokół wspólnej modlitwy Leona XIV i dzieci w Ogrodach Watykańskich. Także ze strony wierzących. Doceniano inicjatywę, wzruszający widok, dobre intencje. Zaraz potem przychodziło jednak pytanie: co to da? Przecież od tego nie przestaną spadać bomby. Trzeba zrobić coś konkretnego. Można wyznawać wiarę w Boga i jednocześnie z góry zakładać, że w tej sprawie niczego od Niego nie należy oczekiwać.

Z zewnątrz rzeczywiście wygląda to jak słabość do sześcianu. Najpierw modlitwa, której nie sposób ustawić na granicy ani wpisać do tabeli uzbrojenia. Potem Różaniec, spokojny rytm tych samych słów, gdy wiadomości z wojny przynoszą kolejne obrazy zniszczenia. Wreszcie dzieci, które nie podpiszą traktatu, nie zarządzą rozejmu, nie wysadzą w powietrze czołgu ani nie zestrzelą drona. Dłonie z różańcami wydają się straszliwie małe wobec tego wszystkiego.

Reklama

No właśnie. Co one mogą?

Samymi paciorkami pokoju nie wywalczymy

Nawet tymi metalowymi, wokół których kilka lat temu zrobiło się tyle hałasu. Kiedy jednak dziecko prosi Boga o pokój dla kogoś, kogo nigdy nie spotkało, wkłada w tę prośbę bezinteresowną miłość i ufność, że zostanie usłyszane. To właśnie tę ufność tak łatwo przeoczyć, kiedy oceniamy modlitwę według siły tego, kto ją wypowiada.

W Fatimie Maryja poprosiła troje dzieci o codzienny Różaniec w intencji pokoju na świecie i zakończenia wojny. Łucja, Hiacynta i Franciszek nie mieli wpływu na decyzje generałów, ale otrzymali konkretne zadanie wobec wojny: mieli prosić Boga, żeby się skończyła. Ich małość nie była powodem, by odsunąć ich od tak wielkiej sprawy. Właśnie im powierzono tę prośbę. Bóg bierze dziecięcą ufność znacznie poważniej, niż my czasem potrafimy.

Reklama

Dlatego jestem Leonowi XIV wdzięczny

Ojciec Święty, dźwigający odpowiedzialność za Kościół, dołącza do modlitwy dzieci własny głos. Jest w tym coś głęboko ojcowskiego: bierze ich modlitwę poważnie, bo zna Tego, do którego jest skierowana. Dziecięce głosy i głos następcy Piotra spotykają się w prośbie o ocalenie ludzi.

ZOBACZ TAKŻE >>> Różaniec w intencji pokoju przez cały październik. Papież wzywa do modlitwy

Ale przecież świat potrzebuje siły. Biblia zna jednak siłę, której nie zmierzymy po obwodzie ramienia.

Ręce Mojżesza

Mojżesz siedzi na kamieniu. Na dole Jozue walczy z Amalekitami, a na wzgórzu ręce Mojżesza stają się ciężkie. Dopóki je wznosi, przeważa Izrael; kiedy je opuszcza, przewagę zyskuje Amalek. Każdy, kto niósł cięższe zakupy albo worek ze śmieciami, zna tę chwilę: ciężar pozostaje ten sam, a ręka coraz usilniej podpowiada, żeby już to postawić. Mojżeszowi też kończą się siły. Aaron i Chur podtrzymują jego ręce, jeden z jednej strony, drugi z drugiej, aż do zachodu słońca.

Przywódca potrzebuje kamienia pod sobą i dwóch ludzi obok. Jego ramiona mają granicę wytrzymałości. Bóg o niej wie, a mimo to właśnie ten zmęczony człowiek ma trwać z rękami wzniesionymi ku Niemu. Na dole nadal trzeba walczyć, na górze trzeba pomóc Mojżeszowi wytrzymać. W tej historii Boża moc działa pośród ludzkiego wysiłku, zmęczenia i zależności od innych.

Ręce Jezusa

W chrześcijaństwie ten obraz prowadzi jeszcze dalej, ku rękom przybitym do krzyża. Rękom, które dotykały chorych i podnosiły ludzi, błogosławiły dzieci, a teraz są unieruchomione. W Ukrzyżowanym łatwo było zobaczyć człowieka, którego pokonano. Wyznajemy przecież, że właśnie przez Jego śmierć i zmartwychwstanie zostaliśmy odkupieni. A potem dziwimy się, że Bóg może posłużyć się czymś, co w naszych oczach wygląda bezsilnie.

Paweł pisał o Bogu, który wybiera to, co niemocne, i sam usłyszał od Niego: „Moc bowiem w słabości się doskonali”. Siła modlitwy papieża i dzieci płynie właśnie od Tego, do którego wspólnie się zwracają. Dlatego modlitwa, Różaniec i dziecięca ufność, ta słabość do sześcianu, są bronią, którą Pan Bóg uwielbia: przez tak niepozorne ludzkie środki działa Jego moc.

Co więc konkretnie ma z tego wyniknąć? 

Modlimy się za ludzi, żeby przeżyli, i za dzieci, żeby mogły wrócić do szkoły i bezpiecznie zasnąć; prosimy o ustanie bombardowań. Powierzamy Bogu ich życie i od Niego oczekujemy pomocy. Leon XIV przypomniał również o dobrych czynach i gestach miłości. To przecież ta sama troska o drugiego człowieka: przynosimy ją przed Boga w modlitwie i mamy ją wyrazić również w tym, co sami dla tego człowieka zrobimy.

Pod Jerychem mur w końcu runął. Róg pozostał rogiem; nie odkryto w nim żadnych nowych właściwości. Plan Jozuego miał jednak sens, najwyższy z możliwych, bo opierał się na zaufaniu Bogu. To On miał moc, której człowiek tak rozpaczliwie szukał w tym, co trzymał w rękach. Wiem, że Bóg ma moc powstrzymać wojnę. Właśnie dlatego warto Go o to prosić.

Paciorki też pozostają paciorkami

Leon XIV razem z dziećmi powierza losy świata Bogu, prosząc: „Obdarz nas pokojem!”. Cieszę się, że pośród naszego niedowierzania przypomina nam, do Kogo mówimy. Bo jeśli patrzymy tylko na małe dłonie i drobne koraliki, cała ta modlitwa musi nam się wydawać bezsilna. Dopiero ufność pozwala dostrzec, co naprawdę się tu dzieje: w tych dziecięcych głosach Bóg dostaje do dyspozycji swoją ulubioną broń.

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas