Fot. Stacja7

Anna Hazuka: wszystko mi jedno, czy ja będę kimś, czy ja będę nikim, bo moje serce jest pełne miłości

"Mam takie wrażenie, że w świecie, w którym jesteśmy dzisiaj, jak powietrza brakuje głosu człowieka, który żyje czymś i pokazuje: to działało, a to nie działało (...). Wszystko mi jedno, czy ja będę kimś, czy ja będę nikim, bo moje serce jest pełne miłości" - tak Anna Hazuka opowiadała o swojej książce "Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie" w rozmowie z red. Weroniką Kostrzewą w programie "Kościół- Wydarzenia- Komentarze" w Radiu Plus.

Reklama

W czasie audycji Anna Hazuka opowiedziała między innymi o tym, jak docierała do odkrycia siebie, czego owocem jest także książka „Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie”. Miałam taki pomysł na siebie – bardzo typowy – kariera, chciałam pracować naukowo, wykładać. Wydawało mi się, że o to chodzi w byciu szczęśliwą, że chodzi o jakieś sukcesy. Z czasem zrozumiałam, że być może chodzi też o to, żeby być kochaną, gdy na horyzoncie pojawił się mój mąż. Dopiero potem, nagle, przy dzieciach, pojawiło się dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Odkryłam, że z jednej strony moje serce jest cały czas głodne i cały czas za czymś goni. I po cichutku zaczęła się pojawiać taka myśl – gdzieś pomiędzy bardzo ciężką pracą, pełnym wyzwań życiem – że to bycie dla kogoś bardzo skutecznie karmi serce. Nagle okazało się, że moje serce przestaje tęsknić, przestaje chcieć nie wiadomo czego i że się uspokajam. To było takie doświadczenie, które doprowadziło mnie do piątki dzieci i do absolutnego szaleństwa, oddania się, ustawienia kogoś innego przede mną i pokazania, że ja dokładnie za tym tęskniłam – mówiła w rozmowie z red. Weroniką Kostrzewą w programie „Kościół- Wydarzenia- Komentarze” w Radiu Plus.

Odnosząc się do słów o odkrywaniu siebie w macierzyństwie, ale i rezygnacji z życia zawodowego red. Weronika Kostrzewa nawiązując do tytułu książki „Druga” zapytała o to, jak czuć spełnienie w tym stanie. Trzeba uwierzyć, że strata nie jest końcem. Tak sobie myślę, że coś, co najbardziej mi pomogło w tym całym procesie, to jednak wiara w to, że na Wielkim Piątku, czyli na wielkiej katastrofie się nie skończyło. Tak na dobrą sprawę, to była jedyna droga do tego, żeby doświadczyć niedzielnego poranka zmartwychwstania – podkreśliła autorka książki „Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie”.

„To serce rwało się, żeby udowadniać sobie, światu, rodzinie, ile to ja nie potrafię”

Anna Hazuka opowiadając dalej o swojej drodze podkreśla, że wiele dało jej nauczanie św. Jana od Krzyża i choć nie ma on za wiele wspólnego z macierzyństwem, to właśnie jego słowa trzymały ją w trudnych momentach. Cały czas chciałam być tym wspaniałym, odjechanym prawnikiem, obsługującym wielkie fuzje. Moje serce rwało się do tego, żeby uczestniczyć w życiu mojego miasta, bo ja kocham Wrocław i te wszystkie imprezy, które się tam dzieją. To serce rwało się, żeby udowadniać sobie, światu, rodzinie, ile to ja nie potrafię. Nagle zostałam w tym fartuchu, w tych czterech ścianach, z dzieciakami… I w takich momentach najtrudniejszych, chwytałam się wizji Jana od Krzyża – tego, że jest droga, która wiedzie do szczęścia, która jest bardzo krótka i bardzo prosta i to jest droga ogołocenia. Tak, to jest hasło z rozwoju duchowości, hasło, które jest w naszej pięknej tradycji Kościoła Katolickiego – ogołocenie, wypalenie – wspomina.

Reklama
Reklama

Tak naprawdę to nagle do mnie przyszło. Zrezygnuj. Kiedy ten wzrok mojego serca i wzrok moich oczu naprawdę jest na moich dzieciach, kiedy widzę, jak bardzo nasze światy są od siebie zależne… Bo tak naprawdę mama i tata to są te dwie osoby najbliższe dzieciom, które mogą sprawić, że ich życie, że ich świat będzie wspaniałym światem. Ja bardzo w to wierzyłam od początku. Kiedy się tak na nie patrzy i kiedy się widzi jak oni rosną w mądrość, w siłę, w radość i to w którymś momencie zaczyna karmić i nagle okazuje się, że droga w ciemno, w wielką niewiadomą – przynosi niesamowite, spektakularne owoce w postaci tych pięciu, niesamowitych istot – dodaje.

„To pytanie doprowadziło mnie do napisania książki, a pytanie brzmiało: “czemu mi nikt o tym nie powiedział?””

W dalszej części rozmowy red. Weronika Kostrzewa wraz z Anną Hazuką zastanawiają się czy kluczem w błędnym rozumowaniu nie jest przypadkiem przypisywanie życia pod hasło „poświęcenie”. Jestem w miejscu, w którym wiem, że żyłam w dużym kłamstwie. I o nim piszę, że kiedy zaczęłam odkrywać, jak niezwykłe jest bycie mamą, jak fantastyczne jest to, co mnie spotkało, to wtedy takie głuche pytanie pojawiało się w mojej głowie. I to pytanie doprowadziło mnie do napisania książki, a pytanie brzmiało: “czemu mi nikt o tym nie powiedział?”. Dlaczego nikt nie mówi młodym mamom o tym, że naprawdę nie trzeba się bać dzieciaków. Że takie przeświadczenie, że właściwie dzieci są jednoznaczne z jakimś zastojem życiowym, z jakimś wsadzeniem na boczny tor. Ja nagle odkryłam, że to wszystko inne, to był jakiś dodatek, jakaś naprawdę mało znacząca rzeczywistość w porównaniu z tym, jaka energia atomowa urodziła się we mnie, jaka siła we mnie powstała przez zwykłe rzeczy – rosoły, zwykłe spacery, zwykłe-niezwykłe spędzenie czasu z dziećmi – mówiła Anna Hazuka.

Podczas audycji poruszono także temat pracy nad sobą i podkreślono, że nie zawsze wszystko jest idealne. Zdarzają się gorsze momenty. Warto też powiedzieć, że kiedy się wytrwale nad sobą pracuje – mądrze pracuje, to znaczy nie katując siebie jako mamy i mając wokół siebie życzliwe kobiety, to jest straszliwie ważne, nie być samej w tym wszystkim. Więc kiedy ma się takie zaplecze i samej też coś się przerobi, to wówczas potrafi się wysiąść z tego pociągu – takiego szalonego, rozpędzonego. Rozpoznaje się łatwiej i szybciej sygnały ostrzegawcze – jeszcze jeden obiad i zwariuję, albo niech one się kłócą, ja pójdę z psem. Człowiek też się tego uczy, żeby rzeczywiście ogarniać. Natomiast ja myślę, że to jest w ogóle ważne, żeby dzieciaki widziały, że mama jest normalna. Ja strasznie dbam o to, żeby moje dzieci nie miały lukrowanego obrazu mnie jako mamy. Jestem jaka jestem, mam lepsze dni i gorsze dni. Czasem wybuchnę, czasem nakrzyczę, czasem o czymś zapomnę. I to jest dla mnie ważne, bo ja mam cztery córki. Strasznie chcę, żeby one ominęły chociażby tę jedną przeszkodę, z którą ja sobie długo nie radziłam – czyli z byciem perfekcjonistką. To jest straszne kłamstwo i sprawia naprawdę wiele cierpienia, którego można uniknąć, gdy człowiek sobie uświadomi – nie jestem idealna i to jest w porządku – podkreśliła.

Reklama
Reklama

Wiedziałam, że jeżeli cokolwiek mam mówić i mam pisać – to przeświadczenie we mnie tak rosło latami – to ja chcę świadczyć.

Rozmowa w programie „Kościół- Wydarzenia- Komentarze” dotyczyła przede wszystkim książki Anny Hazuki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Stacja7. Red. Weronika Kostrzewa postanowiła więc zadać także pytanie o to, dlaczego autorka postanowiła w ogóle napisać tak osobistą książkę. Nie wiem jak ty, ale ja jestem bardzo zmęczona takim światem ekspertów, który nas otacza. Ja wiedziałam jedno, że jeden ekspert mówi tak, a drugi mówi tak. I gdzieś się rodzi w nas mętlik i w naszych głowach i w naszych sercach. Wiedziałam, że jeżeli cokolwiek mam mówić i mam pisać – to przeświadczenie we mnie tak rosło latami – to ja chcę świadczyć. Łatwiej jest się schować za wiedzą i ja też tę książkę mogłam napisać z ukrycia, bo na dobrą sprawę znalazłabym teorię na wszystkie te rzeczy, o których piszę (…). Mam takie wrażenie, że w świecie, w którym jesteśmy – dzisiaj jak powietrza brakuje głosu człowieka, który żyje czymś i pokazuje – to działało, a to nie działało (…). Wszystko mi jedno, czy ja będę kimś, czy ja będę nikim, bo moje serce jest pełne miłości. Nie boję się tego powiedzieć. Takiej miłości absolutnie nie jakiejś romantycznej czy wzniosłej, ale miłości, która oznacza wstawanie w nocy, miłości, która oznacza rezygnację z wyjścia do kina z mężem, bo właśnie ktoś zagorączkował, itd… Miłości, która też oznacza, że śmiejesz się od rana do nocy i miłości, która cię po prostu przepełnia i każe ci lecieć i skakać – zaznaczyła.

Następnie Anna Hazuka odpowiedziała także na pytanie: czy kobietom wierzącym łatwiej jest przeżyć macierzyństwo? Odpowiadając zwróciła uwagę, że jeśli kobieta prawdziwe wierzy, nie cukierkowo, to ma świadomość, że w pewnym momencie może dojść do jakiegoś krzyża. Będąc na to przygotowaną, może być jej łatwiej ten trud podejmować. Źródła nadziei są większe, ta siła, ten spokój w końcu przyjdą, w końcu zaświeci słońce. To jeden taki ważny powód, gdzie wiara pomaga. Drugi to jest środowisko i warto o tym powiedzieć, że jak się troszeczkę poszuka, to znajdzie się w katolickich kręgach kobiety, które czują tego samego bluesa. Życie tak mnie poprowadziło, że otaczają mnie kobiety starsze ode mnie, które etap wielodzietności mają już za sobą i to jest fantastyczne! Widzieć takie starsze kobiety od siebie o 10, o kilkanaście czy kilkadziesiąt lat i widzieć, że naprawdę to nie jest tak, że te lata oddane dzieciom gdzieś je wysadziły na peron zapomnienia i już naprawdę nic więcej się w ich życiu nie wydarzyło. Tylko widzieć jak mądre, jak silne i jak wciąż pełne aktywności one są na bardzo wielu polach. No i to mi dało bycie w Kościele katolickim – powiedziała.

Reklama

CZYTAJ: „Druga” to książka, której słowa ratują mi życie

„Ja się strasznie bałam, że się skończy świat”

Anna Hazuka opowiadała również o tym, jakie myśli towarzyszyły jej podczas pisania książki. To było absolutne moje marzenie, żeby tą książką otulić strzaskanych, niepewnych, wątpiących, żeby popchnąć niepewne, młode dziewczyny, które się strasznie boją… Bo ja pamiętam, jak ja się bałam. Ja się strasznie bałam, że się skończy świat. I tak sobie pomyślałam: matko, no skoro ja się tak bałam, to napiszę, żeby one się nie bały. Po prostu naprawdę nie ma czego się bać. Myślę, że można się bać życia przeżytego nie dla miłości. Można się bać takich sytuacji, w których możemy sobie powiedzieć, wobec jakiejś takiej trudności, że o matko nie mam, nie zbudowałem, nie zbudowałam gdzieś w moim życiu szczęścia, nie postawiłam na właściwego konia. Jeżeli chodzi o dzieciaki, jeżeli chodzi o rodzinę – to jest najwłaściwszy koń – powiedziała.

Anna Hazuka odpowiedziała także na pytanie co zrobić, aby to macierzyństwo, które nie zawsze jest kolorowe – uskrzydlało. Podkreśliła, że może to, co powie będzie bardzo niepopularne, ale prawdziwe. Stwierdziła, że w takiej sytuacji trzeba po prostu zapomnieć o sobie. To znaczy, jeżeli ja będę miała cały czas na tapecie siebie, moje potrzeby, to, co tracę, albo nawet to, co mogę zyskać, ale to będzie wciąż kalkulacja wokół mnie. Tak było u mnie naprawdę przez wiele lat. Gdzie ja jestem, gdzie moje potrzeby? Przecież wszyscy naokoło nas uczą o tym, że należy ze sobą deliberować i jak to na nie odpowiadać, że one nie znikają w macierzyństwie, tylko trzeba znaleźć inny sposób na ich realizację. To jest błędne koło. (…)

Zapomnieć o sobie, schować siebie – to jest trudne. Na początku to jest ta ciężka walka, o której pisze pięknie ojciec Piotr Rostworowski. O locie rakiety, która żeby mogła wreszcie polecieć, to musi pokonać bardzo ciężki opór przywiązania i to jest ten opór przywiązania do ziemi, do siebie. Więc kiedy ja pomyślę o tych innych, najpierw będzie to walka, będzie trudno, będą pytania gdzie ja jestem. Zniknę, a potem znowu się ukażę. Kiedy zaryzykuję i naprawdę zniknę i naprawdę innych postawie przed sobą, to gdzieś tam na końcu ktoś inny mi samej o mnie przypomni i to jest Bóg. Przypomni z takim przytupem i tak się mną zaopiekuje, że ja sama bym siebie tak nie obsłużyła, jak obsługuje mnie On każdego dnia, dając mi naprawdę w zamian za to, że ja zdecydowałam się poświęcić i stać się druga, zdecydowałam się o sobie zapomnieć, On daje mi naprawdę nieporównywalnie więcej – zaznaczyła.

ZOBACZ TEŻ: Anna Hazuka: Postawiłam na miłość. I mam wszystko!

Na koniec rozmowy opowiedziała także o wielodzietności, czym dla niej jest, ale i o tym, jak reagują ludzie. Miałam kiedyś rozmowę z mamą, która podobnie jak ja rodziła przez cesarskie cięcia i kiedyś przyszła do mnie taka trochę roztrzęsiona i mówi: “Słuchaj, chcielibyśmy mieć czwarte dziecko, ale strasznie się boję tego, co będą mi mówić lekarze na porodówce i strasznie się boję tego, że będę wyśmiana”. Rzeczywiście to jest rodzaj “szydery”, jaka pojawia się od strony ginekologów i spada na takie mamy, które rodzą kolejne dziecko przez cesarskie cięcie. Ja wtedy na nią spojrzałam I” powiedziałam: wiesz co? Dzisiaj jest (to był Wielki Post) czytanie o sponiewieraniu Sługi Pańskiego z Izajasza. Czemu my się tak boimy tego, że nas czasem ktoś opluje, czy nam to coś robi? Prawda jest taka, że kiedy człowiek się postara, to znajdzie też środowisko, takie, które będzie wiwatować na kolejną ciążę. I ja bardzo, bardzo do tego zachęcam. To było wtedy, kiedy u nas była piąta ciąża, to ja zrobiłam sobie najlepszy prezent, jaki mogłam zrobić. Naprawdę przedzwoniłam, przeparadowałam się do wszystkich naszych znajomych, którzy mają dzieciaków tyle, że wiedziałam, że oni mój garnuszek dobrostanu i poczucie szczęścia wypełnią tą swoją radością – powiedziała. 

Książka „Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie” jest do kupienia  >>>TUTAJ<<<.

pa/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę