Zdjęcie ilustracyjne | Fot. Yuri Efremov/Unsplash

„Druga” to książka, której słowa ratują mi życie

Książka "Druga" dodała mi otuchy, przytuliła, otworzyła szerzej oczy i uszy, czasem podszczypywała, parzyła jak pokrzywa. Mamy różną historię życia, czasami inaczej czytamy rzeczywistość, ale zdecydowanie podłączam się do “tych samych rejestrów wrażliwości” co Ania Hazuka. Łapiesz ze mną te fale i płyniemy?

Reklama

Obudziła się we mnie wdzięczność

Pierwsze zdania i od razu wiedziałam, że trzymam w rękach książkę dla mnie. Obudziła się we mnie wdzięczność. Za “zwykłe” usunięcie migdałka u mojego syna kilka lat temu. Nie odbywało się ono w znieczuleniu miejscowym z wkładaniem do krzyczącej buzi na zmianę: nożyczek, nożyków i innych ostrych przyrządów. Nie miał na siłę przywiązanych rąk i nóg. Uff! Choć po zabiegu synek krzyczał, płakał, wyrywał się, a z nosa ciekła mu krew, to całe okoliczności wizyty szpitalnej były zgoła inne niż te, które na początku książki wspomina Ania Hazuka – autorka “Drugiej”.

Wdzięczność. Choć próbowałam ją praktykować już dawno temu, ciągle czułam, że to nie to, że chyba coś ze mną nie tak skoro chcę, a nie umiem być wdzięczna za zdrowie, śpiew ptaków, tęczę… Nie mówiąc o wdzięczności za trudne doświadczenia. Miałam wrażenie, że wdzięczność w moim życiu jest chwiejna, chwilowa, ulotna. Pomimo moich starań, podjętej decyzji, by była obecna w moim życiu.

Teraz moja wdzięczność jest praktyką każdego dnia (z nielicznymi wyjątkami). Jest trwała i dająca szczęście. Musiałam przejść drogę, podobnie jak autorka książki, od wystraszonego kurczaka do… Z resztą sami przeczytajcie jaką życiową podróż odbyła Ania i gdzie doszła. Nie będę wam tu spoilerować.

Reklama
Reklama

CZYTAJ: Anna Hazuka: nie da się wszystkiego przewidzieć i zaplanować, czasem trzeba zaryzykować

Czy idę w dobrym kierunku?

Ja sama w wielu momentach książki odnalazłam swoje doświadczenie, podobne mety, które osiągnęłam. Inne fragmenty dały mi nadzieję, że idę w dobrym kierunku. Były też i takie zdania, które stały się dla mnie wyzwaniem, wręcz czasem ością w gardle, którą trudno przełknąć. Jak ziarenka piasku muszlę, tak niektóre słowa podrażniały moje słabsze miejsca. Nieprzyjemne to, ale konieczne, by powstała perła, coś drogocennego. Ufam i wierzę.

Moimi ziarenkami piasku są często moi synowie – małe lwiątka jak nazywa ich pani psycholog. W domu czują się bezpiecznie, dlatego uczą się rywalizacji, samostanowienia, rozwiązywania konfliktów, wyrażania emocji przy użyciu rąk, nóg, buzi i przedmiotów napotkanych po drodze. Poza oczywiście wieloma innymi naukami, te są zdecydowanie wyzwaniem (albo może okazją do wzniesienia się na wyżyny rodzicielskiej mądrości i cierpliwości?). W każdym razie bywa trudno.

Reklama
Reklama

Nie wiem czy “codziennie widzę, jak tu w tym domu, między nami zwycięża dobroć” („Druga”, s. 284). Ten fragment czytałam dokładnie w momencie, w którym usłyszałam krzyki spowodowane walką chłopców. W moim gardle pojawiła się przysłowiowa ość, która przeszkadzała w przyjęciu tych czytanych właśnie słów. A może tak właśnie miało być? Może miały się we mnie uruchomić te wszystkie emocje i pytanie jak to u nas, w naszym domu jest?

To słowa, które ratują mi życie

“[…] obyś był pobłogosławiony trudnym dzieckiem […]. Twoje trudne dziecko, które zapędzi cię w najdziksze rejony rodzicielskiej wścieklizny, które połknie na śniadanie wszystkie twoje zasoby empatii, a potem będzie się pastwić nad resztkami twojej cierpliwości, właśnie to dziecko będzie dla ciebie pomostem do lepszego świata! Do świata matki nieidealnej” („Druga”, s.106-107).

Oj, tak! To słowa, które ratują mi życie już od pierwszych chwil, kiedy je przeczytałam. Te kilka zdań wywarło na mnie największe wrażenie, bo doskonale je rozumiem. Przynajmniej tą część o śniadaniu, empatii i cierpliwości. Druga połowa tego fragmentu koi moje skołatane serce matki nieidealnej. Nawraca mnie. Daje siłę i nadzieję.

Reklama

By być druga, obie – autorka i ja – stawiamy na miłość wyrażoną szczególnie służbą. Generalnie, bo w szczegółach, jak to przez naszą ludzką naturę skażoną grzechem, różnie bywa. Anię kształtuje w dużej mierze małżeństwo i wielodzietność, mnie – doświadczenie choroby i śmierci męża oraz wychowywanie synów. Przyznaję, że rozdział o małżeństwie, choć jestem przekonana wartościowy, pominęłam. Być może wrócę do niego, jak będę na to gotowa.

ZOBACZ: Anna Hazuka: Postawiłam na miłość. I mam wszystko!

Niewiele przeczytałam takich książek

Niewiele przeczytałam takich książek z kategorii rozwojowo-duchowych, które by mnie tak wciągnęły od pierwszych zdań i puściły dopiero po ostatnich słowach (choć tak naprawdę “Druga” nadal mnie trzyma). Pewnie dlatego, że to czyste świadectwo. Wyczuwalny jest jego autentyzm, prawda. Ja czytałam książkę, a ona rozczytywała mnie. Pomagała wrócić do siebie. “Druga” dodała mi otuchy, przytuliła, otworzyła szerzej oczy i uszy, czasem podszczypywała, parzyła jak pokrzywa.

Mamy różną historię życia, czasami inaczej czytamy rzeczywistość, ale zdecydowanie podłączam się do “tych samych rejestrów wrażliwości” co Ania Hazuka. Łapiesz ze mną te fale i płyniemy? Razem raźniej!


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę