video-jav.net
KOŚCIÓŁ

Wołanie o głos rozsądku – psycholog Ewa Kusz

O skrajnych narracjach, narastającej złości, grupach skrzywdzonych i oczekiwaniu na odpowiedź - Ewa Kusz, psycholog ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich zabiera głos w sprawie krytyki Kościoła w związku z nadużyciami niektórych duchownych.

Polub nas na Facebooku!

Wołanie o głos rozsądku, aby wspólnie budować kulturę ochrony dzieci i młodzieży

Głos krytyki Kościoła w związku z ujawnieniami przypadków wykorzystywania seksualnego przez niektórych duchownych staje się coraz mocniejszy. Krytyka dotyczy nie tylko samych czynów krzywdzących dzieci i młodzież, ale coraz wyraźniej także niewłaściwych działań przełożonych kościelnych a nawet ich bezczynności, jak również ukrywania faktów przez innych księży oraz świeckich.

 

Skrajne narracje

W przestrzeni publicznej w Polsce, funkcjonują dwie skrajne narracje. Z jednej strony broni się Kościoła w Polsce wskazując, że całemu skandalowi winne jest lobby homoseksualne w Kościele, które korzysta z bezkarności. Są głosy, które powołują się na przekonanie, że polski Kościół nie ma takiego problemu jak Zachód, bo u nas komunizm zlikwidował szkolnictwo katolickie, internaty, zakłady wychowawcze itp., przez co został wyeliminowany instytucjonalny, słabo kontrolowany dostęp księży i zakonników do dzieci i młodzieży. Inni argumentują, że polską religijność – inaczej niż na „zlaicyzowanym” Zachodzie – cechuje mocna więź wiernych z duchowieństwem, która miałaby zdecydowanie osłabiać ryzyko występowania takich przestępczych działań. Poza tym, zdaniem niektórych, radzimy sobie w Polsce lepiej niż w innych krajach, bo już od 2009 r. mamy własne wytyczne i robimy, co należy, by umożliwić osobom poszkodowanym zgłoszenie doznanej krzywdy, a od 2015 r. mamy wyszkolonych delegatów i duszpasterzy oraz dokument o prewencji, który stopniowo jest wprowadzany w życie i na szeroką skalę – jak żadna inna instytucja w Polsce – szkolimy duchowieństwo w zakresie ochrony dzieci.

Z drugiej strony lansowana jest narracja, że przyczyną „pedofilii w Kościele” jest celibat, co miałoby uzasadniać pogląd, że wykorzystywanie seksualne małoletnich jest przede wszystkim problemem duchowieństwa katolickiego, zaś przełożeni kościelni nic z tym nie robią, chronią sprawców, przenosząc ich z parafii do parafii, nie słuchają ofiar, a nawet się z nimi nie spotykają. Nabożeństwa w intencji ofiar to obłuda i udawanie, że coś się dla ofiar robi. Zdaniem niektórych rozwiązania kryzysu należy szukać we włączeniu świeckich, zwłaszcza kobiet, w zarządzanie Kościołem. Pomysłów tak po jednej jak i po drugiej stronie na to, jak Kościoła bronić lub jak go atakować jest z pewnością jeszcze więcej. Zwolennicy jednej i drugiej narracji okopali się w swoich uprzedzeniach i zrozumienie zjawiska wciąż się oddala ze szkodą dla oczyszczania się Kościoła i ze szkodą dla całościowej profilaktyki nie tylko w Kościele, ale przede wszystkim w społeczeństwie.

 

Narastająca złość

Nie zrobiliśmy jak dotąd skutecznego rozeznania skali zjawiska. Ten brak niepokoi sumienia wielu wierzących. Nie znając skali, nie jesteśmy w stanie przeprowadzić analizy czynników ryzyka typowych dla Kościoła w Polsce, co za tym idzie mamy utrudnione budowanie systemu prewencji

Tematyką wykorzystania seksualnego w Kościele zajmuję się od około 10 lat, ale nie dlatego, że ktoś mnie „mianował”, tylko dzięki różnym spotkaniom. Zależało mi, i nadal zależy, aby Kościół, którego jestem częścią, wyciągnął wnioski z doświadczeń złych i dobrych w USA, Irlandii, w Niemczech i w innych krajach, gdzie krzywdzenie dzieci przez duchownych zostało zauważone wcześniej i gdzie mimo błędów i dramatycznych zahamowań podjęto szereg dobrych działań, aby naprawiać krzywdy z przeszłości ułatwiając zdrowienie ofiar, podejmować dialog przełożonych z wiernymi i tworzyć system prewencji, aby skutecznie chronić dzieci i młodzież przed potencjalną krzywdą również poza środowiskiem kościelnym. Ze smutkiem muszę powiedzieć, że jako Kościół w Polsce nie uczymy się wiele od innych. Nie zrobiliśmy jak dotąd skutecznego rozeznania skali zjawiska i ten brak niepokoi sumienia wielu wierzących. Nie znając skali zjawiska, nie jesteśmy w stanie przeprowadzić analizy czynników ryzyka typowych dla Kościoła w Polsce, w tym specyfiki kultury klerykalnej i co za tym idzie mamy bardzo utrudnione budowanie koherentnego systemu prewencji. Pomimo wyszkolenia dużej grupy delegatów ze wszystkich diecezji i z wielu prowincji zakonnych, dane kontaktowe większości z nich nie są opublikowane. Mimo uwrażliwiania, że osobę skrzywdzoną należy przyjąć, wysłuchać i zapewnić jej pomoc, co jest zapisane również w Wytycznych, to zdarza się, że gdy osoba zgłaszająca swoją krzywdę jest dorosła, traktuje się ją jak przeciwnika, a nie jak osobę, która pomaga Kościołowi się oczyścić. Bywa, że związana z tym ponowna trauma odnawia całe cierpienie i upokorzenie. Nie wszędzie jest oferowana pomoc psychologiczna, prawna i duszpasterska. Dlaczego tak się dzieje – do końca nie wiem. Myślę jednak, że oprócz typowych również dla innych kościołów mechanizmów obronnych, sporym utrudnieniem jest wyobrażenie o jakiejś szczególnej misji polskiego Kościoła wobec zlaicyzowanego Zachodu.

Nie jest jednak prawdą, że nic się nie robi, że nikt nie słucha ofiar, że wszyscy w Kościele boją się rozpoznania skali zjawiska.

Wobec nie dających się ukryć błędów i wobec milczenia przełożonych kościelnych, w społeczeństwie, którego większość należy do Kościoła, narasta złość i oburzenie, i oczekiwanie na jasną odpowiedź na zło, które potwierdzone przez wyroki sądowe, jest ujawniane z wieloma szczegółami. Nie jest jednak prawdą, że nic się nie robi, że nikt nie słucha ofiar, że wszyscy w Kościele boją się rozpoznania skali zjawiska. Są diecezje i zakony, gdzie niezależnie od tego, jaką dany delegat ma funkcję, z pełną wrażliwością słucha ofiar, zapewnia wsparcie i w sposób kompetentny podejmuje swoje zadania. Wielu delegatów prowadzi lub organizuje szkolenia w różnym wymiarze godzin i w różnych konfiguracjach. Część szkół katolickich jest coraz bardziej świadoma zadań związanych z ochroną dzieci i młodzieży i wprowadza własne programy.

 

Grupy skrzywdzonych

Czy delegaci i przełożeni kościelni odpowiadają na potrzeby ofiar? To pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo nie ma jednej „grupy ofiar”.  Każda z tych osób jest inna. To, co je łączy to krzywda, której doświadczyli, pragnienie sprawiedliwości i potrzeba wsparcia

Czy delegaci i przełożeni kościelni – diecezjalni i zakonni – spotykają się z ofiarami, słuchają ich i odpowiadają na ich oczekiwania i potrzeby? Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo nie ma jednej „grupy ofiar” i w związku z tym jednego głosu. Każda z tych osób jest inna. To, co je łączy to krzywda, której doświadczyli, pragnienie sprawiedliwości i potrzeba wsparcia. Jednakże każda z osób pokrzywdzonych przeżywa i rozumie to inaczej. Jeśli miałabym dokonać jakichś rozróżnień i jakiegoś „podziału na grupy”, to rozróżniłabym trzy podstawowe grupy. Do pierwszej należą osoby, których głosem jest pan Marek Lisiński, przewodniczący Fundacji „Nie Lękajcie Się”, jedynej jak dotąd zorganizowanej grupy dorosłych już ofiar wykorzystania przez księży. Jest to głos, którego podstawową tezą jest twierdzenie, że biskupi nic nie robią. Słowa lub nabożeństwa się nie liczą, prewencja jest na dalszym planie. Chcą konkretów, z których najważniejszym wydaje się być wypłacenie ofiarom odszkodowań.

Do drugiej grupy zaliczyłabym osoby, które mają kontakt z przełożonymi i delegatami, czują się wysłuchane i mają wsparcie wewnątrz Kościoła. Są w procesie zdrowienia i nie mają silnej potrzeby ujawniania się poza kręgiem bliskich i wspierających ich osób. Jest też trzecia grupa osób, które nie odnajdują się w narracji Fundacji „Nie Lękajcie Się”, i mają trudność uwierzyć, że Kościół jako instytucja będzie chciał im pomóc. Te osoby jeszcze nie zgłosiły doznanej krzywdy ani do organów ścigania ani do przełożonego kościelnego. Im mogłyby pomóc konkretne przykłady pozytywnych doświadczeń. Nierzadko boją się zgłosić do Kościoła, bo wiedzą, że ich zgłoszenie w każdym przypadku trafi do prokuratury, nawet jeśli jest przedawnione. Może też roznieść się w środowisku, w którym żyją. Potrzebują czasu i skutecznej pomocy, by mogły przejść przez procedurę zgłoszenia. O tych osobach wiedzą psychoterapeuci i duszpasterze. Obydwie opisane w pierwszej części komentarza uproszczone narracje – ani ta tłumacząca lub wybielająca Kościół, ani ta uważająca kler katolicki za środowisko najwyższego ryzyka – nie pomagają tym, którzy skrzywdzeni, dzisiaj jeszcze milczą.

Wezwania, by opublikować listę księży oskarżonych oraz udostępnić archiwa kurialne budzą we mnie niepokój. Uważam, że należy przeprowadzić systematyczne badania tak statystyczne, jak i analityczne (jakościowe), które powinny zostać zlecone fachowcom, przeprowadzone z poszanowaniem praw wszystkich, których mogą dotyczyć i przedstawione publicznie. Krytyczne reakcje różnych środowisk, w tym prawniczych i terapeutycznych, na publikację przez Ministerstwo Sprawiedliwości jawnej części rejestru osób skazanych w Polsce za najcięższe przestępstwa seksualne na szkodę osób małoletnich powinny być w tej sprawie ostrzeżeniem. Wystarczy zajrzeć do internetu, gdzie są publikowane listy księży, których łatwo zidentyfikować, by się przekonać, że są środowiska, dla których samosąd nie jest kategorią niewyobrażalną.

 

Oczekiwanie na odpowiedź

Przenosząc spojrzenie na to, o czym począwszy od raportu australijskiej komisji królewskiej z początku 2018 r. dowiadujemy się z doniesień pochodzących z różnych części Kościoła powszechnego, coraz bardziej uzasadnione wydają się głosy, że odpowiedź na kryzys w ramach istniejącego systemu sprawowania władzy w Kościele i rozumienia roli duchowieństwa jest niewystarczające. Kryzys pokazuje bowiem nie tylko istnienie przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich wymagających odpowiedniej reakcji, lecz także ujawnia nadużycia władzy i sumienia, które tę reakcję uczyniły grą pozorów jak w Chile albo jednostronną, jak w USA. Kryzys jest zawsze szansą rozwoju, który wymaga głębokiego rozeznania poprzedzonego modlitwą i pokutą nas wszystkich. Pomysły, że wystarczy dopuścić do władzy więcej świeckich, najlepiej kobiet, i zminimalizować rolę duchownych, są powierzchowne i naiwne, tak jakby tylko duchowni byli „skażeni” klerykalizmem a świeccy – w tym szczególnie kobiety – były bez grzechu pierworodnego. Jeśli zmiana ma być głęboka i utrwalająca nową mentalność i kulturę przejrzystości i troski, to trzeba zacząć od tego, o czym w liście do Ludu Bożego pisze papież Franciszek – od postu i pokuty towarzyszącego rozeznaniu.

 

Jeśli chodzi o nasze polskie podwórko, to od przełożonych kościelnych oczekuję, aby bez dalszej straty czasu podjęli działania naprawcze i profilaktyczne. Nie ma alternatywy dla przejrzystej i odważnej komunikacji z wiernymi opartej na wyzwalającej mocy prawdy. Od mediów oczekuję szczerości wolnej od wybielania Kościoła za wszelką cenę, ale też wolnej od „dowalania” Kościołowi. Agresja zamyka wielu w postawach obronnych a innych upewnia, że to tylko Kościół ma problem oddalając w odległą przyszłość budowanie wszędzie kultury ochrony dzieci i młodzieży. Trzeba się nam tak angażować, w naprawianie zła, by przezwyciężać już i tak głębokie podziały.

***


Ewa Kusz – psycholog, seksuolog, terapeutka, wicedyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie. Należy do Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, prowadzi gabinet psychologiczny w Katowicach, jest biegłym sądowym sądu okręgowego w Gliwicach.

Ten Kościół jest mój

Właśnie taki, poorany, pokancerowany, wymordowany i grzeszny. Zwłaszcza taki. To jest mój dom, to jest moje miejsce. To jest moja troska, moja radość i moja nadzieja. Choćby nie wiem co

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy dziś czyta się prasę i słucha komentarzy wielu dziennikarzy, publicystów i blogerów tzw. “katolickich”, łatwo można znaleźć analogie… 

Tak już było

“Nie pasuję do Kościoła”, “nie lubię tego Łagiewnickiego”, “o Toruńskim lepiej zapomnieć”, “Licheń a fe”, “okno Papieskie już mnie nie pociąga” a “Franciszek to generalnie jest jakiś podejrzany”. 

 

Odpowiedź św. Pawła

Odpowiedź przychodzi wprost z Pisma Świętego – 1 List do Koryntian: “Myślę o tym, co każdy z was mówi : «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?”

W świetle nauki świętego Pawła to, co my dziennikarze próbujemy zrobić dziś w Kościele, powinno w nas raczej wywoływać dreszcze i przerażenie niż dumę na twarzy i radość ze swej popularności i świeżości myślenia: och jakże ładnie przejechaliśmy się po Kościele, który jest do bani. Przecież liczy się tylko człowiek i nasza wiara, a ten Kościół o tym zapomina.

Tyle że jak mówi abp Ryś: Kościół to konkretne osoby, twarze, imiona. Kościół to nie jest jakiś abstrakcyjny tłum, to nie jest jakaś masa, to nie jest jakaś zbieranina tylko wspólnota konkretnych ludzi, imion, twarzy, historii życiowych.

 

Nasz dom

Kościół to nasz dom, on jest taki. Dokładnie taki. Ten konkretny. Inny nie będzie. Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski. Ten, który toruje nam drogę do Nieba. Ten, który udziela nam sakramentów. Ten, w którym z braćmi jesteśmy wspólnotą. Ten, w którym następcą św. Piotra, wybranym z natchnienia Ducha Św. jest papież Franciszek.

My, którzy nazywając się dziennikarzami katolickimi najbardziej powinniśmy rozumieć naukę – którą przecież ludziom dalej przekazujemy – podejmujemy próby zdobycia popularności na uderzeniu we własny dom. Nie lubię tego czy tamtego kościoła, nie lubię tego czy tamtego biskupa, ludzie też nie lubią, więc coś napiszę, podeprę to nauką o miłości bliźniego i niemiłości Kościoła, lajki jak nic murowane, będą cytować i promować.

A może by tak naprawdę pokochać Kościół – swój dom – swoją wspólnotę konkretnych ludzi? 

 

By “błyszczeć” słowem

Stawanie na rogach ulic i rogatek i wykrzykiwanie, pisanie listów otwartych i nakrzyczenie na biskupów przez media, poza chwilową popularnością (przecież krytyka wszystkiego zawsze się sprzeda) niczego nam nie przyniesie. Tu znów św. Paweł: wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść.

Kościół jest grzeszny? Ludzie w Nim są grzeszni? Tak. Dlatego nasz Pan Jezus Chrystus dał się ukrzyżować… A my sami? Czy “błyszcząc” słowem i “mądrością” chcemy głosić słowo Boże, zapominając o Jezusie i to ukrzyżowanym?

“Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”.

 

 

Dobro Kościoła – nasze dobro

W świetle dalszej nauki św. Pawła nasze widoki są marne i dość mroczne: Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.

A czy nam w tych tekstach i wypowiedziach chodzi o dobro Kościoła? Czy  przypadkiem nie o popularność, którą przebiegle chcemy zdobyć?

Jeśli kocha się swój dom, jeśli traktuje się go jak swój, nie mówi się o nim: nie chcę w nim być. Mamy ogromny problem. Mamy ogromną lekcję do odrobienia. Mamy wielkie poczucie bólu i wstydu za naszych braci. Jednak  puste słowa, obrażanie się, strzelanie focha i wtykanie drzazgi w oko drugiego to chyba nie nauka naszego Pana Jezusa Chrystusa. Czy przypadkiem nie dopadła nas pokusa zbudowania na naszym wspólnym problemie i nieszczęściu własnej pozycji? Fajowo napiszemy źle o Kościele, czy o papieżu, ludzie klikną, miło skomentują, błyśniemy w środowisku… tyle, że może tym właśnie ludziom robimy krzywdę.

Każda wspólnota, każda rodzina (a przecież nią jesteśmy), potrzebuje domu. Domu, który może nie jest doskonały, ale mamy gdzie mieszkać. Jeśli chce się coś naprawiać, trzeba to robić tam, gdzie się da, narzędziami jakie się ma do dyspozycji. Stopniowo, krok po kroku robić swoje, wspierać innych, walczyć o swój dom. A już broń Boże nie wolno nam używać swoich wpływów, narzędzi i możliwości do zgorszenia i pozbawiania ludzi nadziei na dom, w którym mogą czuć się bezpieczni i do którego zostali powołani. 

Aby naprawdę, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi. 

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >