Po zamachu kościoły w Austrii pod większą ochroną policji

Po zapoznaniu się z wynikami dochodzenia w sprawie zamachu terrorystycznego z 2 listopada w Wiedniu austriacki minister spraw wewnętrznych Karl Nehammer zapowiedział większy nadzór nad kościołami i miejscami spotkań religijnych.

Polub nas na Facebooku!

Austriacka agencja katolicka Kathpress podała, że w związku ze wzmożonymi wymogami bezpieczeństwa katolickie diecezje kraju pozostają w kontakcie z właściwymi organami państwowymi, takimi jak Urząd Ochrony Konstytucji i kierownictwo policji.

Zamachowiec, który wieczorem w Dniu Zadusznym zastrzelił w centrum stolicy czworo przechodniów, mógł celowo szukać swoich ofiar w kościołach, zanim zastrzeliła go policja – powiedział minister Nehammer.

Według ministra spraw wewnętrznych może się okazać, że atak terrorystyczny mógłby znaleźć naśladowców. Nehammer nie mówił o tym szczegółowo, gdyż – jak podkreślił – „wyłączne prawo” do informowania społeczeństwa o nowych ustaleniach ma prokuratura. Zdaniem władz zagrożenie nie zmniejszy się w okresie Bożego Narodzenia.

W zamachu w stolicy Austrii, który miał miejsce 3 listopada, zginęło w sumie 5 osób – czterech przypadkowych przechodniów oraz 20-letni napastnik, a kilkanaście osób zostało rannych.

 

PRZECZYTAJ TEŻ: Wiedeń modli się za ofiary zamachu. “Kiedy brakuje słów, pozostaje modlitwa”

 

ah, KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

COVID-19 nie może odzierać z godności umierania

Podczas gdy z powodu nasilenia pandemii kolejne regiony Włoch stają się czerwonymi strefami, wiele organizacji szuka sposobu na to, by nie odzierać chorych na koronawirusa z godności umierania. Powstają pilotażowe projekty umożliwiające rodzinom pacjentów wejście na covidowe oddziały i towarzyszenie bliskim w ich ostatniej drodze.

Polub nas na Facebooku!

Umieranie w samotności i niemożność pożegnania się z bliskimi, to jedno z najboleśniejszych doświadczeń trwającej pandemii. Ojciec Guidalberto Bormolini, przewodniczący stowarzyszenie „Wszystko jest życiem”, wyznaje, że właśnie z bólu wiosennego lockdownu zrodził się obecny projekt, który jest już testowany w jednym ze szpitali Toskanii.

Ponieważ minęło już wiele miesięcy pandemii, jesteśmy przekonani, że trzeba stawić czoło temu problemowi. Ludzie umierają bez rodzin, w samotności szpitala, gdzie z powodu podłączenia do respiratorów i personelu w maseczkach, kontakt ludzki jest bardzo ograniczony. Chcemy by rodziny, respektując reżim sanitarny, mogły mieć dostęp do bliskich – mówi Radiu Watykańskiemu ojciec Guidalberto Bormolini. Będzie przeszkolenie sanitarne, ale i specjalne przygotowanie psychologiczne, by pomóc im zapanować nad emocjami w czasie spotkania, by uniknąć np. rzucania się w objęcia chorych. Pomagają nam w tym przeszkoleni wolontariusze. Chcemy pomóc chorym godnie odchodzić, a ich rodzinom zrozumieć, że nie jest to ich ostatnie spotkanie i dać im nadzieję.

Ojciec Bormolini zauważa, że wsparcia potrzebuje również personel szpitali, który jest coraz bardziej przemęczony. To druga strona medalu, o której często zapominamy, a o którą powinniśmy zadbać. Bez nich chorzy nie mają szans – podkreśla włoski kapłan. Wskazuje, że musimy zrozumieć, że jesteśmy od siebie zależni, a obecne doświadczanie powinno nasz nauczyć wzajemnej troski.

 

Kapelani gotowi służyć

W polskich szpitalach chorzy z powodu epidemii nie mają możliwości kontaktu z rodziną. W wielu miejscach udało się jednak zorganizować opiekę kapelanów szpitalnych. Pracujemy jak pracowaliśmy, służymy jak służyliśmy dotychczas – mówi ks. Arkadiusz Zawistowski, krajowy duszpasterz służby zdrowia. Z wiadomych względów ich posługa wygląda inaczej, niż przed pandemią, ale starają się robić, co tylko w ich mocy, aby przynieść ulgę chorym i ich rodzinom. Do chorych codzienne nie wchodzimy, chyba, że na prośbę samego zainteresowanego, czy rodziny. Takie spotkanie z wiadomych względów trwa krótko. Zawsze mogę liczyć na wsparcie personelu medycznego, aby odpowiednio się ubrać. Lęk zawsze nam towarzyszy. Wirus to niewidzialny wróg. Boli mnie, kiedy słyszę o pacjentach odchodzących bez naszej posługi  powiedział ks. Mirosław Bandos, kapelan w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym.

 

PRZECZYTAJ TEŻ: Nie mógłbym ich zostawić. Rozmowa z kapelanem szpitala zakaźnego

 

ah, KAI, vaticannews/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap