video-jav.net

“Europejczycy nie mogą się wyrzekać podstawowych wartości”

„Ludzie w świecie, a także w Europie i w Polsce odcinają się od swoich korzeni, od tego co jest stałą, absolutną podstawą bytu ludzkiego i jego piękna” – ocenił w rozmowie z KAI bp Tadeusz Pieronek. Hierarcha pełnił rolę Przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego XV Międzynarodowej Konferencji z cyklu „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej”, która odbywała się w Krakowie-Modlnicy w dniach 25-26 września.

AdrianW
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Biskup przestrzegł, że w dzisiejszej Europie bardzo widoczne jest wyrzekanie się wartości, będących najgłębszymi dla rzeczy przemijalnych i słabych, o które człowieka codziennie zabiega. „Godność ludzka traktowana jest po macoszemu – często uznaje się ją dla jednych, a dla drugich już” – powiedział.

 

Hierarcha wskazał, że podczas konferencji starano się dostrzec różnice między pojmowaniem pojęć godności, wolności i praw człowieka w świecie laickim. „Okazuje bowiem, się że jeśli nie będziemy potrafimy zachować własnej tożsamości chrześcijańskiej i ukazać jej głębi – zostaniemy skazani na zastąpienie inną wizją świata, mniej lub bardziej ekstremistyczną” – przestrzegł.

 

Bp Pieronek stwierdził, że obecny kryzys imigracyjny w Europie obnaża prawdziwość naszego chrześcijaństwa. „Są ludzie, którzy nie dostrzegają tragedii, która dotyka uchodźców. Rozdzielenie ludzi, wysiedlenia, śmierć bliskich – często mam wrażenie, że jedynie osoby starsze, które pamiętają jeszcze czasy wojny, są w stanie pojąć ten dramat” – ocenił. Dodał, że nie może zrozumieć postawy spokojnego siedzenia w fotelu, przy obojętności i braku chęci do podzielenia się z potrzebującym własnymi dobrami.

 

„Musimy się kierować miłością do człowieka, kimkolwiek on by nie był” – odpowiedział na pytanie o obawy niektórych przeciwników imigrantów o ich religię. Wytłumaczył, że przez wieki chrześcijanie i muzułmanie w różnych krajach potrafili żyć względnie spokojnie. „To jest do zrobienia, tylko trzeba mieć dobrą wolę i otwarte serce” – zachęcił na zakończenie rozmowy biskup.

 

Tegoroczna konferencja “Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej” przebiegała pod hasłem: „GODNOŚĆ – WOLNOŚĆ – PRAWA CZŁOWIEKA”. Wydarzenie współorganizowali: Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie, Fundacja im. Roberta Schumana w Luksemburgu, Fundacja Konrada Adenauera, Europejska Partia Ludowa, Grupa EPL, Komisja Konferencji Biskupów Unii Europejskiej oraz Wydawnictwo „Wokół nas”.


luk / Kraków

AdrianW

Adrian Wawrzyczek

Zobacz inne artykuły tego autora >
AdrianW
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Czy ktoś zdecydował o moim samobójstwie?

O tej „wędrówce ludów” XXI w. mówi się w tonie sentymentalnym. Uchodźców porównuje się do Świętej Rodziny, a ten, co nie chce ich przyjąć, to zły chrześcijanin, niesolidarny, odrzucający przesłanie papieża, który nie pamięta, że Polacy też pukali i wciąż pukają do obcych drzwi.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wioska na granicy Bułgarii z Turcją, w której od lat spędzamy z mężem wakacje zamieniła się tego lata w garnizon. Pogranicznicy, żandarmeria, policja. Wysokie ogrodzenia, z ulgą demontowane po upadku reżimu w 1989 r., znów powstały.

W Sofii, moim mieście rodzinnym, odbywają się naloty policji i żandarmerii na hostele i dziuple w poszukiwaniu nielegalnych emigrantów. W telewizji każdy program zaczyna się od informacji, co dzieje się na granicy bułgarsko-tureckiej, ile nielegalnych emigrantów zatrzymano. Bogatym, udaje się przejechać ten najtrudniejszy odcinek, do pierwszego unijnego kraju, ubodzy wędrują pieszo przez zieloną granicę. Rynek zareagował błyskawicznie. Już powstała grupa, zwana w Bułgarii „kanalarzami”, którzy za duże pieniądze szmuglują migrantów. Powstaną nowe fortuny?

W drodze powrotnej przejechaliśmy szlak, którym idą i oni – od naszej wioski do Horgosz. W Bułgarii tylko raz widzieliśmy kilkuosobową grupę uchodźców, mężczyzn ubranych na czarno, za to towarzyszyli nam stale w Serbii poczynając od Pirot i Niszu, do węgierskiej granicy. Nasza Europa zmieniła się bardzo i to zaledwie w ciągu roku. Co będzie dalej? Zastanawialiśmy się, czy za rok wrócimy do naszej ulubionej, nadgranicznej wioski?

20643264303_2eb040a793_k

fot. FreedomHouse / flickr.com

Siedzieli na poboczach drogi, rozmawiali przez telefon. Nie zauważyliśmy napięcia, niepewności, przerażenia. Luz i dobre samopoczucie. Czy tak wyglądają ludzie, którzy uciekając przed wojną, zabierają w panice zaledwie kilka najbardziej niezbędnych rzeczy? Przypominałam sobie filmy dokumentalne z II wojny światowej, pokazujące uchodźców oraz opowieści członków mojej rodziny. Błyskawicznie spakowana walizeczka mojej mamy, tobołki ciotek z Wołkowyska, przymuszonych przez enkawudzistów do opuszczenia domu w ciągu 30 minut, ale też całkiem świeże opowieści Ukraińców o objętych wojną wschodnich regionach kraju. Ich przerażenie i pytania, co będą jeść, gdzie przenocują, rozpacz i brud. I patrząc na ludzi na poboczu wciąż pytałam: Czy tak wyglądałaby moja mama, ciotki z Wołkowyska, czy tak wyglądają Ukraińcy, przerażeni wojną?

Dwa dni po przekroczeniu przez nas granicy w Horgosz wybuchły tam zamieszki. Kamienie i wszystko co się da, poszły w ruch w kierunku węgierskiego terytorium. Uchodźcy pokazali zupełnie inne oblicze.

O tej „wędrówce ludów” XXI w. mówi się w tonie sentymentalnym. Uchodźców porównuje się do Świętej Rodziny, a ten, co nie chce ich przyjąć to zły chrześcijanin, niesolidarny, odrzucający przesłanie papieża, który nie pamięta, że Polacy też pukali i wciąż pukają do obcych drzwi i byli i są przyjmowani…

GREECE-EUROPE-MIGRANTS

fot. FreedomHouse / flickr.com

I ten sentymentalizm w narracji o uchodźcach niepokoi najbardziej. Mogę zrezygnować z wielu rzeczy, żeby posunąć się, by zrobić miejsce dla ludzi, którzy są w dramatycznej sytuacji. Ale naprawdę mnie niepokoi całkowity chaos, brak analiz, pomysłu i ogólnej strategii naszych biurokratów z Unii Europejskiej. Czy ktoś zadał sobie trud, by naprawdę dowiedzieć się, ile osób podąża do Europy, ilu dotarło, czy i kiedy ta fala się skończy? Media wciąż informują, że nie są to tylko Syryjczycy, uciekający przed ISIS, a emigranci ekonomiczni – i takich chyba widzieliśmy na poboczach dróg w Serbii. Jest wśród nich bardzo wielu Kosowian, czyli mieszkańców Europy. A jeżeli ta fala nie ustanie, co wtedy zrobi Europa? A jeżeli ustanie, co dalej z uchodźcami? Co z budżetami państw przyjmujących? One przecież nie są bez dna. Czy muzułmanie integrują się ze społeczeństwami, do których przybywają, czy respektują ich prawa?

To wszystko pytania ludzi, płynących na wspólnej szalupie, którzy zastanawiają się, do jakiego stopnia może być obciążona, a w którym momencie zacznie tonąć wraz z nowymi przybyszami. Jeśli pomagać, to racjonalnie, planując i koordynując z innymi krajami Europy wspólne działania. Jeśli budżet w Polsce będzie przeznaczany na obcych, nie naszych ubogich i chorych, jeśli mamy się ograniczyć, musimy otrzymać szczegółowe informacje, jak decydenci widzą przyszłe losy naszej szalupy.

Jeżeli analitycy europejscy nie dadzą niebawem odpowiedzi na te elementarne pytania zamiast rzucać oskarżeniami o ksenofobię, szowinizm, brak serca, zacznę zastanawiać się nad spiskową teorią dziejów. Gdyż mam ponure poczucie, że dzieje się coś bardzo ważnego, ale bez wiedzy większości Europejczyków.

Syrian Refugees

fot. FreedomHouse / flickr.com

Zapytam, czemu tak się dzieje teraz właśnie, choć wojny i destabilizacja na Bliskim Wschodzie trwają od wielu lat, skąd bierze się ów sentymentalno-szantażujący ton dyskusji, który ma wyeliminować racjonalne argumenty, czemu zainteresowana jest w chaotycznym przyjmowaniu uchodźców europejska lewica? I zapytam, czy ktoś nie podjął, nie pytając nikogo o zdanie, decyzję o moim przymusowym samobójstwie, gdyż to co się dzieje to droga do chaosu i destabilizacji całej Europy? Ale jeśli taka decyzja zapadła, muszę stanowczo się sprzeciwić z bardzo wielu powodów, wśród których jest mniej ważny – wyjazd do mojej nadgranicznej wioski.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Klarę Szczęsną ogłoszono błogosławioną

W Sanktuarium św. Jana Pawła II odsłonięto wizerunek bł. Klary Szczęsnej i uroczyście wniesiono jej relikwie – w ten sposób po raz pierwszy publicznie oddano cześć współzałożycielce zgromadzenia sióstr sercanek, której uroczystości beatyfikacyjne trwają w Krakowie.

AdrianW
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie trwa Msza św. beatyfikacyjna Klary Szczęsnej. Po akcie pokutnym kard. Stanisław Dziwisz powtórzył wobec papieskiego legata kard. Angelo Amato prośbę, skierowaną wcześniej do Ojca Świętego, o beatyfikację czcigodnej służebnicy Bożej.

 

Kilka zasadniczych faktów z życia Klary Szczęsnej przedstawiła s. Olga Ewa Podsadnia SłNSJ, postulator procesu beatyfikacyjnego. W odpowiedzi na to legat papieski odczytał uroczyście i po łacinie List Apostolski z oczekiwaną decyzją papieża. Radość wspólnoty wyraził śpiew Amen.

 

Po raz pierwszy publicznie oddano cześć bł. Klarze Szczęsnej poprzez odsłonięcie jej wizerunku. W papieskim sanktuarium rozległy się brawa i zabrzmiał śpiew „Błogosławiona Klaro Szczęsna – módl się za nami”. Do prezbiterium przyniesiono także relikwie bł. Klary Szczęsnej. Relikwiarz wniósł Michał – cudownie uzdrowiony za wstawiennictwem Klary Szczęsnej.

 

 

Dominantą obrazu beatyfikacyjnego jest postać Klary Szczęsnej, w zarzuconej na habit pelerynie i z charakterystycznym dla zgromadzenia, którego stała się współzałożycielką, sercem symbolizującym Serce Jezusa. Na piersiach Błogosławionej widoczny jest również krzyż profesyjny, który od momentu ślubów zakonnych stanowi nierozłączną część sercańskiego habitu. W lewej ręce bł. Klara trzyma książkę – katechizm, który kształtował jej duchowość, a także symbolizujący prawdy wiary, których nauczała służące.

 

Bł. Klara Szczęsna przedstawiona została na tle krakowskiego kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa i klasztoru sióstr sercanek, w którym żyła, modliła się, pracowała i zakończyła swą ziemską wędrówkę. Powyżej postaci Błogosławionej, po jej lewej stronie, ukazana jest postać Pana Jezusa w tajemnicy Jego Serca, z którego emanuje światło. Po prawej stronie bł. Klary, z lekko wyciągniętymi dłońmi splecionymi w geście prośby stoi dziewczyna symbolizująca wszystkich, którzy doświadczali od Błogosławionej wsparcia moralnego, materialnego i duchowego. Autorem obrazu jest Maciej Sancewicz.

 

Relikwiarz z cząstką kości Klary Szczęsnej w czasie liturgii beatyfikacji wniósł Michał, którego uzdrowienie stało się cudem potrzebnym do zakończenia procesu kanonicznego. Relikwiarz wieńczy serce – symbol duchowości zgromadzenia. Wypisane są na nim imię i nazwisko Błogosławionej oraz lata jej życia. Relikwiarz jest bardzo podobny do tego, w którym umieszczono relikwie św. Józefa Sebastiana Pelczara, głównego założyciela zgromadzenia sióstr sercanek.

 

Relikwiarz bł. Klary Szczęsnej zaprojektował prof. Czesław Dźwigaj a wykonała go jego pracownia.

 

S. Sebastiana Choroś SłNSJ poinformowała, że jeszcze przed beatyfikacją do zgromadzenia napłynęło wiele próśb o przekazanie relikwii Klary Szczęsnej do wspólnot parafialnych w różnych częściach Polski. Relikwie Błogosławionej z pewnością trafią do ponad 40 wspólnot sercańskich w kraju a także za granicę, m.in. na Jamajkę czy do Boliwii.

 

Ludwika Szczęsna pochodziła z diecezji płockiej. Urodziła się 18 lipca 1863 r. w Cieszkach. Uczestnicząc w rekolekcjach w Zakroczymiu zetknęła się z o. Honoratem Koźmińskim, który pomógł jej rozeznać powołanie. W 1885 roku podjęła decyzję o wstąpieniu do tworzącego się Zgromadzenia Sług Jezusa. Przez osiem lat posługiwała w Warszawie, a potem w Lublinie. Na prośbę ks. prof. Józefa Sebastiana Pelczara o przysłanie sióstr Sług Jezusa do pracy w przytulisku dla służących przyjechała do Krakowa.

 

Będąc pod duchowym kierownictwem ks. Pelczara, stała się wkrótce jego najbliższą współpracownicą, bo już 15 kwietnia 1894 r. wspólnie założyli nową rodzinę zakonną – siostry sercanki. Jako pierwsza sercanka Ludwika przyjęła imię s. Klara. Zmarła 7 lutego 1916 r. w Krakowie, w opinii świętości; miała 53 lata. Zgromadzenie liczyło już wówczas ponad 120 sióstr i było zatwierdzone przez Stolicę Apostolską.


pra / Kraków

AdrianW

Adrian Wawrzyczek

Zobacz inne artykuły tego autora >
AdrianW
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >