video-jav.net
WIARA

Tabliczka Zachariasza

Dzięki milczeniu Zachariasz znów zaczął czuwać

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na ten szczegół warto zwrócić uwagę: skoro Zachariasz zamilkł zaraz po spotkaniu z aniołem i odzyskał mowę dziewięć miesięcy później, przy narodzeniu Jana – to ze swoją żoną, Elżbietą przez cały ten czas musiał się porozumiewać za pomocą tabliczki.

I w taki też sposób musiał ją poinformować o poleceniu anioła, że ich syn ma mieć na imię Jan. Przecież to Elżbieta jako pierwsza zakomunikowała wszystkim, że imię nowo narodzonego ma tak brzmieć. Nie ma innego sposobu, w jaki mogłaby się ona dowiedzieć od męża o szczegółach rozmowy z aniołem. Musiał jej to napisać na tabliczce.

***

Św. Łukasz na początku swej Ewangelii zestawia dwie osoby: Maryi i Zachariasza. Obu postaciom ukazuje się archanioł Gabriel i zwiastuje narodziny potomka. Oba opisy są na tyle do siebie podobne, że trudno doprawdy zrozumieć, czym pytanie Maryi Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? różni się od pytania Zachariasza: Po czym to poznam? Bo sam jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku.

 

A kwestia to o tyle istotna, że ze względu na tę odpowiedź Gabriel zapowiedział Zachariaszowi: a oto będziesz niemy… bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie.

Zachariasz, w przeciwieństwie do Maryi, nie uwierzył słowom anioła. Nie chodzi o sam czas zwiastowania i dania wiary zapowiedzi Gabriela. Chodzi o coś więcej, chodzi o coś o wiele głębiej zakorzenionego w historii Zachariasza i jego żony Elżbiety. By to zrozumieć, cofnijmy się kilkadziesiąt lat wstecz, kiedy Elżbieta poślubiła Zachariasza, kiedy zaczęli tworzyć dom i oczekiwali, po prostu pragnęli mieć dzieci. Mijały najpierw miesiące, potem lata. I nic. Elżbieta okazała się bezpłodna.

 

Jakże wielkie musiało być pragnienie i jej, i jej męża. Wyobraźmy sobie najpierw ich oczekiwanie, pragnienie, potem coraz wyraźniej rysującą się niespełnioną nadzieję. Ich modlitwy, prośby, w których musiała tkwić nadzieja: Bóg nie opuszcza swoich wiernych. Bóg wysłuchuje modlitw. W swoim czasie.

Kiedy ten czas nastał i Bóg zapowiedział spełnienie pragnień Zachariasza, ten odpowiedział pytaniem: Po czym to poznam? Bo sam już jestem stary, a moja żona jest w podeszłym wieku.

Możemy tu odnaleźć z jednej strony taką zwykłą niewiarę w to, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Ale możemy też zobaczyć coś więcej: zestarzałe marzenia, umierające pragnienia. Obietnicę, która, owszem, kiedyś była przedmiotem pragnień, modlitw i błagań, ale po latach stała się nieaktualną przeszłością. Jestem już stary.

Tak, Zachariasz przestał czuwać. Odszedł z peronu, na którym tyle czekał na przyjazd spóźniającego się pociągu, zobojętniał na przybycie upragnionej osoby. I dlatego Bóg zaaplikował mu najlepsze na to lekarstwo: milczenie.

Milczenie to czas, który uczy słów. Nie da się wypowiedzieć wszystkiego, trzeba wybrać tylko najważniejsze słowa. O ileż lepsze byłyby nasze relacje z innymi, gdybyśmy nie mieli możliwości wypowiedzieć tego wszystkiego, co zupełnie niepotrzebnie z naszych ust padło. Milczenie pozwala też dostrzec, jak wiele rzeczy nieistotnych podnosimy do rangi najważniejszego, a to co powinno być trwałe po prostu jest nietrwałe.

Utrwalone tradycje, utarte schematy, wydrążone koleiny. Wszelka zmiana to wręcz zamach, wykroczenie. Tymczasem dlaczego wybór imienia ma zależeć od tego, czy ktoś w rodzie posiadał już takie imię w przeszłości?

Dzięki milczeniu, Zachariasz znów zaczął czuwać. Wrócił do priorytetów i odrzucił ludzkie drugorzędności. Znów zaczął słuchać, zaczął ważyć słowa, zaczął słuchać Boga, czego dowodem były ostatnie słowa, jakie zapisał na tabliczce: Jan będzie mu na imię.

***

Potrafisz czuwać?

Pewnie i Ty, wiele razy w swoim życiu, doświadczyłeś, co znaczą słowa “w swoim czasie”. To te niewysłuchane z pozoru modlitwy, te niespełnione pragnienia. Doświadczenie, że Bóg nie wysłuchuje tak, jak robili to rodzice, gdy kupowali zabawkę niemal od razu, po tym gdy wskazałeś ją na wystawie sklepowej.

 

Bo właśnie przez to doświadczenie Bóg uczy czuwać. Czuwać to czekać na czas Boga zamiast czas człowieka, mój czas. Czuwać to być wolnym nawet się od ludzkich przykazań, reguł i prawidłowości.

 

Adwent to czas czuwania. Nie ma piękniejszego doświadczenia w życiu człowieka, jak to, gdy przekonuje się, że jego pragnienie, najskrytsze marzenie stało się faktem. Bóg wypełni daną Tobie obietnicę. W swoim czasie. Wierzysz w to?


Przeczytaj pozostałe odcinki ↓↓↓


 

I. Spotkanie. Człowiek na drodze

 

 

III. 82 Sekundy

Zwiastowanie czyli odwaga

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Oczekiwanie. Adwentowy tryptyk

Obietnica, czuwanie, spotkanie. Każde z tych słów jest integralną częścią oczekiwania. Bez jednego z nich czekanie staje się własną karykaturą. Wszystkie razem tworzą Adwent

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Adwent to czas oczekiwania. To oczekiwanie na przyjście Pana, w wielu znaczeniach tego wyrażenia. Inaczej czekali Izraelici, którzy oczekiwali zapowiadanego Mesjasza, Zbawcy. Inaczej czekała Maryja, od momentu, gdy stało się jej wiadome, iż ten Oczekiwany w jej przypadku będzie Kimś naprawdę Jej bliskim: Synem.

Inaczej czekali ci przed wiekami, dla których Narodzenie Pana było wyczekiwaną obietnicą, inaczej my, którzy czekamy na celebrację wydarzenia – jakby nie było – już dokonanego. A jednak nawet dla nas adwent to wciąż czekanie na Tego, który przyjdzie, po raz drugi. Jedno jest pewne. Całe życie chrześcijanina to adwent, oczekiwanie na Jego przyjście.

 

W samym pojęciu: “oczekiwanie” zawartych jest kilka kluczy. Czasem się mówi: cel, droga i pójście tą drogą ku celowi. Ale ja zaproponuję inne trzy słowa. Oto one: obietnica, czuwanie, spotkanie. Każde z nich jest integralną częścią oczekiwania. Bez jednej z nich czekanie staje się własną karykaturą. Źle rozumiana też prowadzi do wykoślawienia Adwentu.

Te trzy słowa niech staną się częściami tryptyku, którego treść wyznaczy nam Ewangelia na ostatnie dni Adwentu. Niech zatem nie dziwi, że ich kolejność nie będzie chronologiczna, ale podyktowana przez rytm Słowa.

 

I. Spotkanie. Człowiek na drodze

 

 

I. Tabliczka Zachariasza

 

III. 82 Sekundy

Zwiastowanie czyli odwaga

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >