video-jav.net

Święto Głupców

Jeżeli ktoś myśli, że karnawał w Rio jest kontrowersyjnym i najbardziej szalonym świętem w historii wszech czasów, to jest w błędzie!

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W średniowieczu – tak, w tym mrocznym średniowieczu – mniej więcej od Bożego Narodzenia, aż do Środy Popielcowej prości ludzie, żacy, mieszczanie, a nawet przedstawiciele duchowieństwa uczestniczyli w świętach, przy których dzisiejsze zabawy karnawałowe wyglądają jak niewinna herbatka u cioci. Określa się mianem święta głupców. Co podczas nich robiono, a raczej czego się dopuszczano?

 

Przykładowo w Święto Młodzianków, które obchodzono 28 grudnia, jeden ze studentów wybrany przez innych uczniów na Biskupa Młodzianków wkraczał do katedry w przebraniu biskupa, odprawiał prześmiewczą liturgię i wygłaszał parodię kazania. Po tym nabożeństwie żacy wyruszali na miasto, by hucznie bawić się i ucztować.

 

W Krakowie w 1230 r. uczniowie szkoły katedralnej tak się do tej zabawy przyłożyli, że opat tyniecki, przerażony występkami młodzieży, napisał w tej sprawie do papieża Grzegorza IX. Jego relację znamy z listu Ojca Świętego, który został skierowany do przeora dominikanów i opata norbertanów w Krakowie.

Święto Głupców

W korespondencji czytamy: „(…) uczniowie mieszkający w Krakowie, naśladując niecny i odrażający zwyczaj, który zakorzenił się w tych stronach w tym klasztorze (…), oddając się pijaństwu, hulankom, śpiewaniu nieprzystojnych pieśni i widowiskom oraz innym obrzydliwościom, kłócili się między sobą aż do przelania krwi, niszczyli klasztorne dobra, a także dopuszczali się innych okropnych bezecnych wybryków. W ten sposób wyrządzali klasztorowi ogromne szkody, burząc spokój braci i gorsząc serca licznych spośród nich”.

 

Święta głupców szczególnie popularne były we Francji. Podczas nich biegano w kościołach, tańczono przed ołtarzem, palono „kadzidła” ze starych butów.

 

Uczestnicy robili głupie miny i wykrzykiwali niezrozumiałe słowa lub udawali odgłosy zwierząt. Księża wygłaszali kazania w wymyślonych przez siebie językach. Zakładano ubrania na lewą stronę lub szaty dostojników kościelnych, mężczyźni przywdziewali też kobiece suknie. W czasie zabaw nie brakowało oczywiście alkoholu, który rozluźniał obyczaje.

Święto Głupców

Jan Gerson, rektor Uniwersytetu Paryskiego, pisał w 1400 r., że podczas Święta Głupców „dochodzi do rzeczy, które powinny zdarzać się tylko w tawernach i burdelach”.

Kościół oficjalnie potępiał oczywiście te praktyki, kary jednak nie skutkowały, skoro brali w nich udział także duchowni.

 

Święta te wpisywały się w okres karnawału – przed nadejściem Wielkiego Postu na kilka dni zapominano o wszelkich zakazach. Bogaci bawili się z pospólstwem, duchowni z grzesznikami, a uczeni z prostakami, zgodnie z zasadą, że karnawału się nie ogląda, karnawał się przeżywa.

 

Jak pisał rosyjski badacz literatury i kultury ludowej, Michaił Bachtin, karnawał to czas nowych relacji między ludźmi, przeciwstawiający się hierarchicznym stosunkom poza tym czasem.

Miastem rządził wówczas oficjalnie „król karnawału”, koronowany publicznie, a zostawał nim (sic!) często jakiś skazaniec, a więc ktoś, kto w normalnym czasie był wyłączony ze społeczności.

Święto Głupców

Prawdziwym władcą tego czasu był jednak śmiech, który pozwalał choć na krótko przezwyciężyć wszechobecny strach przed władcą, przed Bogiem, przed karą. Śmiano się ze wszystkich, bez wyjątku, i ze wszystkiego. Śmiech oczyszczał, wyzwalał, dodawał odwagi. Śmiechem obnażano hipokryzję i nadużycia, których na co dzień doświadczano.

Kiedy karnawał się kończył, nadchodziły znów dni strachu, poniżenia i trudnej egzystencji.

 

Święta Głupców, mimo oburzenia, jakie wywoływało, było jednak tolerowane. Choć Kościół, próbował potępiać te praktyki, to kary jednak nie skutkowały, a w szaleństwach tych brali udział także duchowni.

 

Święta Głupców stawały się wentylem bezpieczeństwa, rozładowywały społeczne napięcie, sprawiały, że na krótki czas życie stawało się zupełnie inne.

Święto Głupców

Wszystko było dozwolone, nie obowiązywały zasady, zniesiono wszelkie granice. To był czas prawdziwej radości i swobody. Aby ten stan podkreślić, gdzieniegdzie w kulminacyjnym punkcie karnawału palono specjalną drewnianą budowlę zwaną „piekłem”. Potem wszystko – jak gdyby nic – wracało do normy. Chłopi do pracy w gospodarstwie, rzemieślnicy do warsztatów, a duchowni do swoich oficjów. Po tych szaleństwach Ci sami ludzie zaczynali Wielki Post – czas refleksji, ascezy, pokuty. Tu też intensywność praktyk była o wiele mocniejsza niż nasza.

 

W XVII w. Świąt Głupców zakazano, a tych, którzy próbowali je wskrzesić, osadzano w więzieniach albo zakładach dla obłąkanych. Dziś pewnie zrobilibyśmy tak samo…

Nasze karnawały i święta nie są tak huczne, podobnie jak posty nie są tak gorliwe. Śmiem twierdzić, że szkoda.

 

Nawet Biblia, ustami mądrego Koheleta, mówi: Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, (…) czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich (Koh 3, 1-5).

Święto Głupców

Korzystałem m.in. z:

Anna Zajchowska, Czy w średniowieczu wagarowano?, LIST 9/12, Kraków 2012, s. 35-37

Jacek Sieradzan, Szaleństwo w religiach świata, Inter esse, Kraków 2007 r.

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek?

"Kiej ostatki, to ostatki, Niech się trzęsą babskie zadki!”.

Iwona Podgórska
Iwona
Podgórska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czytając słowa jednej z ludowych przyśpiewek można się spodziewać, że Tłusty Czwartek kiedyś obchodzony był z większym, i to nie tylko kulinarnym, rozmachem. Dziś jemy pączki i chrust zapominając o jeszcze niedawno poczynionych noworocznych postanowieniach: „będę jeść mniej”, „zacznę żyć zdrowo i ćwiczyć regularnie”.

No dobrze, a skąd właściwie pomysł na Tłusty Czwartek? Okazuje się, że w niektórych krajach na odrobinę szaleństwa ludzie pozwalają sobie tylko we wtorek poprzedzający Środę Popielcową, a zwyczaje Tłustego Czwartku są im zupełnie obce.

Rzeczywiście, pierwotnie hucznie obchodzono pożegnanie z karnawałem we wtorek. Ale jak to bywa, i dziś, gdy zabawa zaczęła się rozkręcać trzeba było ją kończyć bo wybijała północ. Dlatego nasi pomysłowi dziadowie zaczęli żegnać karnawał od poniedziałku. Niestety, ale i to co bardziej zabawowo nastawionym przodkom wydawało się zbyt krótkim czasem na „godne” rozstanie z pląsami i wykwintniejszym menu. No więc może od niedzieli –  z niedzielą problem był taki, że jako dzień święty wymagała należnej świątecznej oprawy i przygotowania, które rozpoczynało się już od sobotniego popołudnia. No więc również źle! Piątek? Piątek na pamiątkę dnia śmierci Jezusa wymagał powagi, więc hulanek trzeba było w ten dzień zaprzestać.

Został więc czwartek jako najodpowiedniejszy dzień na rozpoczęcie rozstawania się z karnawałem. Oj, nasi dziadowie mieli fantazję!

A właściwie fantazję miały nasze babki, bo do XIX wieku Tłusty Czwartek zwany też Combrem, był dniem zarezerwowanym dla kobiet, w którym to właśnie one przejmowały rządy.

Tańcom i przyśpiewkom nie było końca.

Nazwa Comber nie została zaczerpnięta od przyprawy jakiej używamy w kuchni – czyli od cząbru (co mogłoby pchać nasze rozumowanie w kierunku kobiecych rewirów, czyli kuchni), ani od części półtuszy z okolicy lędźwiowej – o czym mogłyby świadczyć trzęsące się zadki z cytowanej przyśpiewki.

Nazwę zaczerpnięto od niemieckich określeń zampern, schampern lub schempern, oznaczających dosłownie „swawolenie w maskach na ulicy”.

Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek?

Swawoliły dodajmy kobiety, a „w skórę” dostawali przede wszystkim kawalerowie. Tych, którym nie udało się umknąć przywiązywały do drewnianej belki, którą młodzi mężczyźni mieli za sobą ciągnąć po wiosce lub miasteczku. Była to „delikatna” sugestia by mężczyźni porzucili kawalerski stan, gdyż w małżeństwie będzie im lżej i nikt im combrów – bo tak nazywano również ciągnięte belki – wiązać nie będzie. Trzeba przyznać, że nasze prababki może najsubtelniejsze nie były, ale działania perswazyjne wychodziły im nieźle!

W niektórych regionach w tym dniu przygotowywano kukłę zwaną również Combrem lub Judaszem, a uosabiającą wszelkie wady ducha i ciała mężów, ojców, braci czy narzeczonych. Gdy zabawa sięgała zenitu, kobiety wśród śpiewów i tańców niszczyły kukłę, co miało symbolizować zwycięstwo kobiecego wdzięku, sprytu i powabu nad męskim nieokrzesanym światem.

Ale wróćmy do pączków, bo przecież to one na dzień dzisiejszy wygrywają historyczno-obyczajową batalię o symbol Tłustego Czwartku! Nieustające spory o pierwszeństwo w „wynalezieniu” pączków nie prowadzą do jakichkolwiek pewnych ustaleń.

O kreplach (czyli o pączkach właśnie) pisał już Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”:

„Mnieysi stanowie pieką kreple, więtsi torty”.

Pączki znajdujemy też w „Opisie obyczajów i dziejów za panowania Augusta III” ks. Jędrzeja Kitowicza (1727-1804), pamiętnikarza i historyka, który odnotował:

„Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko mógłby go podsinić."

Zwolennicy rzymskiej teorii pochodzenia pączka odnajdą recepturę do jego przygotowania w dziele Marka Porcjusza Katona „O gospodarstwie wiejskim” datowanym na 149 r. p.n.e.!!!!

Obecnie nie zdajemy sobie sprawy, ale kończące post, odbywające się z dyskretnym przyzwoleniem Kościoła obżarstwo, miało również wymiar ekonomiczny. Pączki, faworki oraz tłuste racuchy były doskonałym sposobem pozbycia się zmagazynowanego na zimę tłuszczu i innych produktów pochodzenia zwierzęcego.

Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek?

„Kto z pogardy dla chrześcijaństwa nie zachowuje czterdziestodniowego postu, winien umrzeć” – czytamy w średniowiecznych pismach.

Te gromiące lud słowa niewątpliwie mobilizowały do tego, by zrezygnować z jedzenia mięsa, ale i pozostałych produktów, takich jak:  jajka, mleko, ser, masło, smalec, zalegających w spiżarniach i wodzących na pokuszenie słabe ciało.

Na kilka dni przed Popielcem rozpoczynało się więc wielkie smażenie i gotowanie. Nie można się najeść na zapas, ale spróbować zawsze warto, stąd kilkudniowy maraton kulinarny urządzany przed nastaniem postu.

Dziś pewnie żadna z pań nie przyczepi koledze lub bratu belki by ją ciągnął za sobą po mieście (oczywiście tylko z tego powodu, że nie ma jej aktualnie pod ręką).

Prawdopodobnie też żadna nie zrobi kukły symbolizującej wady męskiej połowy świata.

Świat się zmienia, my mamy nową przyśpiewkę:

 „2 minuty w ustach, 2 godziny w  żołądku i całe życie w biodrach”.

Ale pączki są niezmiennie pyszne!

Smacznego!

Iwona Podgórska

Iwona Podgórska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Iwona Podgórska
Iwona
Podgórska
zobacz artykuly tego autora >