7 pomysłów na dobre przeżycie karnawału

Jak spędzić karnawał? Najbliżej mi do wyborów tych atrakcji dnia codziennego, które wypływają z tego, co dla nas ważne, bliskie, budujące i wartościowe. Pomysłów jest wiele!

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Festiwal pączków i faworków

I nie chodzi mi o to, żeby iść na rekord i pęknąć z przejedzenia puchatych chemicznych gąbek. Chodzi o celebrację smażonej słodyczy, gorącej konfitury z róży i doświadczenie zlepienia ust lukrem. U mnie w domu tylko raz w roku robiliśmy faworki i róże karnawałowe, było to święto wyczekiwane przez wszystkie pozostałe 364 dni roku i nie miało sobie równych. Świętowanie lepiej smakuje jeśli jest wyczekane i… spędzone z najbliższymi. Jestem wielką fanką przeżywania ważnych i granicznych momentów w towarzystwie dobrego jedzenia, a fakt, że powszechnym postanowieniem wielkopostnym jest niejedzenie słodyczy potęguję mój gorący apel o prawdziwego pączka!

 

2. Tańce w dobrym stylu

Lata dwudzieste same się nie przeżyją – zakończymy karnawał w prawdziwie zaangażowanym stylu. Dobra zabawa nie musi równać się dużej ilości alkoholu. Zorganizowanie poczciwej, ale stylowej i obfitej we wspomnienia na lata domówki paradoksalnie nie zajmuje miliona godzin i nie wiąże się z rozsypaniem worka pieniędzy na kosztowne jednorazowe dekoracje. W internecie można znaleźć mnóstwo pomysłów na imprezy tematyczne, szybkie przekąski i stroje w zasięgu ręki.

 

3. Ale dlaczego nie… Rio?

Parady, festyny, muzyka i śpiew to jest to, czym stoi karnawał. I tak naprawdę Wenecja nie jest aż tak daleko i nie jest tam aż tak drogo. A klimat Rio spokojnie można znaleźć w Niemczech czy Belgii, wystarczy chwilę poszukać, wziąć dzień wolnego i city break gotowe. Kiedyś zupełnie przypadkiem, tuż u progu karnawału znalazłam się bladym świtem na placu Świętego Marka. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Wielkie maski, stroje, przebrani ludzie wyłaniający się z małych uliczek. Zdjęcia dawno temu gdzieś zginęły, ale ten obraz jest ciągle żywy.

 

4. Odrobinę… kultury

Większość teatrów w okresie karnawału ma na afiszach stylowe, pełne blichtru i artystyczne flirtu spektakle. Zdobycie ostatnich dostępnych miejsc jest jak wygrana w loterii kulturalnego szczęścia. Doświadczenie żywej sztuki zawsze ma sens, a połączone z kabaretowym klimatem, muzyką na żywo i czasem tylko dla piękna to w całym tym zestawieniu najsmaczniejszy kąsek. Podobnej oferty można też szukać w filharmonii, operze, a nawet lokalnym domu kultury.

 

5. Ludzie, dajcie mi święty spokój. Czyli o karnawale z Leo

Dla wrażliwców i tych ograniczających ilość bodźców polecam seans Wielkiego Gatsbiego w towarzystwie kogoś bliskiego albo samemu. Tu nie trzeba szukać więcej argumentów. Kinematografia zaopatrzyła nas w bogaty wybór pozycji z karnawałem, cekinami i fontanną szampana w tle.

 

6. Boże szaleństwo

Ostatnia sobota karnawału to też czas by zadbać nie tylko o ciało, ale i o ducha. Liczne duszpasterstwa, wspólnoty, parafie, ruchy, stowarzyszenia organizują bale karnawałowe poprzedzone Mszą świętą, modlitwą czy uwielbieniem. Wystarczy wyszukać duszpasterstwo w swojej okolicy i… podjąć decyzję o Bożym szaleństwie!

 

7. Zaplanuj swój Wielki Post

Jeśli karnawałowe szaleństwa już za wami, to nieodmiennie zachęcam do wykorzystania ostatnich dni karnawału na spokojne przygotowanie się do Wielkiego Postu. Spowiedź, zaplanowanie rekolekcji (może wyjazdowe?), znalezienie czystego notesu na dziennik? U progu Wielkiego Postu warto spotkać się z Ojcami Pustyni, których mądrość i wskazówki mogą stać się kompasem najbliższych czterdziestu dni.

 

 

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Rodzeństwo – najważniejsze laboratorium społeczne

Nie mamy, jako ludzie, innej takiej relacji. Nasi rodzice odejdą od nas po jakichś 50 może 60 latach. Nasi współmałżonkowie pojawią się w okolicy naszych 30. urodzin. A to nasi bracia i nasze siostry są z nami od początku do końca. Ogrom czasu, który spędzamy z rodzeństwem, unikalny, znany tylko nam „kod rodzinny”, a przede wszystkim wspólne przeżycia, czynią tę więź absolutnie wyjątkową

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Za długo jestem już wielo-mamą, żeby robiły na mnie wrażenie kąśliwe uwagi otoczenia na widok naszej gromadki. Bez mrugnięcia oka na wszelkie „O Jezu, to wszystko pani?” odpowiadam – „Drugie tyle zostało w domu”, albo „Mam nadzieję, że to dopiero początek”. Jest jednak tekst, który mnie szczerze drażni: „O matko! Jak oni się wszyscy muszą kłócić! Pewnie ma ich pani ciągle dość”. Skąd się bierze stereotyp rodzeństwa prowadzącego zażarte wojny pozycyjne, wykańczającego się wzajemną rywalizacją? Prawdopodobnie z naszych własnych trudnych doświadczeń. Deficyt rodzicielskiej uwagi, faworyzowanie, porównywanie, nieumiejętne rozwiązywanie sporów, to wszystko ma ogromny wpływ na jakość więzi między rodzeństwem. Jednak pomimo wszelkich trudności związanych z wychowywaniem liczniejszej gromady, nigdy nie mieliśmy z mężem wątpliwości, że nie ma – poza wiarą – większego skarbu jaki możemy dać naszym dzieciom jak właśnie rodzeństwo.  

Od momentu pojawienia się ich na świecie nasze siostry i bracia to nasi najwięksi sprzymierzeńcy, wspólnicy i obrońcy. Są niezbędni przy każdej zabawie, wygłupie, a przede wszystkim przy wszystkim, co zakazane. Kto kiedyś wylał z siostrą wszystkie szampony, płyny do kąpieli i pianki do golenia do wanny ten wie, że bez niej zbrodnia nie smakowałaby tak rozkosznie. I kto wspólnie knuł za plecami mamy strategię jak dostać się po ostatnie żelki do najwyższej szafki w kuchni, ten ma świadomość jakim skarbem jest rodzeństwo. To najlepsze antidotum na nudę i rozwój kreatywnego myślenia. I pewnie, sąsiad – jedynak ma może wszystkie zestawy Lego, łącznie z seriami limitowanymi, ale to twój syn ma w młodszym bracie żywego Chewbaccę.

 

 

Przywykliśmy – my wyedukowani, oczytani rodzice do przywiązywania bardzo dużej wagi do naszych relacji z dziećmi upatrując w tym najważniejszy czynnik kształtujący ich poczucie własnej wartości. I oczywiście, nie ma badań które podważyłyby kluczową dla rozwoju psychicznego człowieka relację rodzic – dziecko. Ale sęk w tym, że w naszym uważnym rodzicielstwie zdarza nam się przeoczyć jeszcze jeden czynnik, który ma na rozwój naszych dzieci ogromny wpływ. Nim w ich świecie pojawią się rówieśnicy, zwykle jest już obok brat lub siostra. Są to relacje, których nie dano im wybrać: wobec rodzeństwa każdy z nas zostaje postawiony jak wobec faktu dokonanego. Obwieszczając radośnie swoim dzieciom: “Będziecie mieć rodzeństwo!” często nie zdajemy sobie sprawy jak brzemienna w skutki jest ta wiadomość.

Interakcja między rodzeństwem jest potężnym czynnikiem kształtującym naszą osobowość. Relacja z bratem lub siostrą to najważniejsze laboratorium społeczne, w jakim przyjdzie nam się znaleźć. Szkoła, rówieśnicy zwykle przychodzą później. Poprzedzają je niekończące się kłótnie i zaczepki, histeryczne wrzaski i prawdziwe wojny pozycyjne o “moje, mojsze, najmojsze”. Ale z drugiej strony – poprzedza je także najbardziej szczere „Przepraszam”, najwspanialsze ramię starszej siostry tulące przed szczepionką i spontaniczna modlitwa brata na korytarzu szpitala za „Młodego”, któremu za ścianą składają złamaną rękę. I jeszcze ta lojalność wobec współwinowajcy powodzi u sąsiada i te najbardziej urocze ciche konszachty za plecami rodziców. To z pokoju dziecinnego wynosimy nasze pierwsze umiejętności negocjacyjne, zdolności do wykładania swojej racji i do bronienia jej. To nasze rodzeństwo może uczynić nas w przyszłości zdolnymi do budowania zdrowych emocjonalnych więzi ze współmałżonkiem, do rozpoznawania i wyrażania swoich potrzeb.

Nie mamy, jako ludzie innej takiej relacji. Nasi rodzice odejdą od nas po jakiś 50 może 60 latach. Nasi współmałżonkowie pojawią się w okolicy naszych 30 urodzin. A to nasi bracia i nasze siostry są z nami od początku do końca. Ogrom czasu, który spędzamy z rodzeństwem, unikalny, znany tylko nam “kod rodzinny”, a przede wszystkim wspólne przeżycia, czynią tę więź absolutnie wyjątkową.

Bardzo lubię wyobrażać sobie spotkania Pana Jezusa z rodzeństwem z Betanii. Myślę, że pośród wszystkich wyjątkowych cech, które posiadali Maria, Marta i Łazarz – jedna szczególnie zaskarbiła sobie przyjaźń Chrystusa: ich naturalność. Kiedy jest się blisko swojego rodzeństwa nie sposób udawać kogoś kim się nie jest. Wobec rodzeństwa wszelkie sztuczki z zakładaniem masek, odgrywaniem wyuczonych ról po prostu nie przejdą. Jeśli istnieje naturalny sprzymierzeniec Ducha św. w oduczaniu nas gry pozorów, będzie to w pierwszej kolejności nasze rodzeństwo.

Mam ogromne szczęście przeżywać moje dorosłe życie razem z dwiema siostrami i bratem. Z nikim nie śmieję się tak jak z nimi i nikt mnie, poza mężem, nie rozumie tak dobrze jak oni. Nie potrafię nawet opisać jak ogromną wdzięczność czuję do naszych rodziców za to, że dali nam siebie. Jedyne co mogłam zrobić to z premedytacją pójść w ich ślady. I dzisiaj, kiedy nasza słodka piątka daje nam do wiwatu, przyjmujemy to wszystko z dużym spokojem. Bo tak, jak teraz trzymają się za ręce podczas przebijania uszu, tak kiedyś będą razem przeżywać pierwsze miłości, zaręczyny, choroby, porody. Kiedy trzeba – będą ze sobą płakać, kiedy indziej – śmiać się do rozpuku. Mamy jako ich rodzice tylko jedno pragnienie: żeby potrafili stworzyć taką drużynę, wobec której Sam Bóg będzie bezradny: ilekroć będzie w pobliżu – nie będzie umiał odmówić sobie przyjemności odwiedzenia ich i siedzenia z nimi przy jednym stole.

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki – prawnik, z naprawionego błędu – dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap