video-jav.net

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

Kiedy katolik spotyka Świadków Jehowy, może odczuwać zakłopotanie, widząc z jaką łatwością odnajdują biblijne wersety na poparcie głoszonych tez. Może również z zawstydzeniem skonstatować, że oto spotkał ludzi, którzy naprawdę znają Biblię. W rzeczywistości jednak znajomość Biblii przez Świadków Jehowy jest na ogół ograniczona do wyrwanych z kontekstu wersetów, które podczas szkoleń zostały im podane do wyuczenia się na pamięć.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


http://www.znak.com.pl/poczatek?utm_source=stacja7&utm_medium=pasek&utm_content=rabat-35&utm_campaign=Biblia%20Poczatek


O nierzetelności cytowania Pisma Świętego przez „Strażnicę”, można by pisać długo. Szczegółową polemikę z naukami tego czasopisma podejmują liczne publikacje. Tutaj podam jedynie kilka przykładowych, największych „ściem” w nauczaniu Świadków Jehowy.

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

Ściema 1 – Biblia Świadków Jehowy

Świadkowie Jehowy posługują się własną wersją Pisma Świętego, która nosi nazwę „Przekładu Nowego Świata” (wyd. przez Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania, czyli centralny zarząd Organizacji Świadków Jehowy).  Nie byłoby w tym nic niestosownego, ale niestety w przeciwieństwie do Biblii katolickich czy protestanckich, jest to przekład wysoce zmanipulowany, pełen przeinaczeń, mających na celu „dopasowanie” Pisma Świętego do nauk, które wykreowało Towarzystwo Strażnica. W rezultacie dokonano skrajnego zafałszowania Słowa Bożego. Świadkowie Jehowy trwają w przeświadczeniu, że jest to najdoskonalszy i najwierniejszy z możliwych przekładów, bo tak napisano w „Strażnicy”, został on jednak dokonany z pogwałceniem wszystkich zasad współczesnej hermeneutyki i lingwistyki.

Pismo Święte powinno być tłumaczone z języków oryginalnych, tymczasem polskie wydanie Biblii Świadków Jehowy jest tłumaczeniem z języka angielskiego. To tak, jakby ktoś „Trylogię” Sienkiewicza przetłumaczył z języka niemieckiego na język węgierski. Tak się we współczesnej biblistyce nie postępuje, bo to po prostu jest niepoważne.

Zaglądając do „Przekładu Nowego Świata”, nigdzie nie znajdziemy nazwisk tłumaczy, a więc jest to opracowanie anonimowe. Świadkowie Jehowy twierdzą, że nie jest konieczna wiedza o kompetencjach tłumaczy, bo o wartości przekładu w sposób wystarczający świadczą jego zalety. Można podejrzewać, że główną zaletą jest tu zgodność z nauczaniem „Strażnicy”. Przekład Nowego Świata powstał bowiem po to, aby nauki Świadków Jehowy mogły być bardziej „zgodne” z Pismem.

Ściema 2 – Jehowa – imię Boga

Świadkowie Jehowy wielką wagę przywiązują do imienia Boga, objawionego w Starym Testamencie. Uważają, że wszystkie wyznania chrześcijańskie są odszczepieńcze, bo nie używają go.

Słowo Jehowa jest jednak słowotwórczym dziwolągiem, powstałym w wyniku pomyłki!

Alfabet hebrajski składa się wyłącznie ze spółgłosek. W Biblii Hebrajskiej imię Boże zapisywane jest czterema spółgłoskami JHWH, (tzw. tetragram), ale Żydzi przez szacunek i ze strachu przed niegodnym wymawianiem imienia Bożego, czytając tekst biblijny, zastępczo używali innych określeń Boga, takich jak Adonaj czy Elohim.

W średniowieczu żydowscy masoreci wymyślili system oznaczania także samogłosek i dopisali do tetragramu znaki samogłoskowe wzięte z imion AdonajElohim, aby w ten sposób zaznaczyć, że właśnie te słowa powinno się wymówić zastępczo. Ludzie niedouczeni odczytali tetragram jako „Jehowah”. To mniej więcej tak, jakbyśmy pod spółgłoski słowa „Łódź” podłożyli samogłoski słowa „miasto”, wyjdzie nam wtedy jakieś „Łidaźo”.

Obecnie nie znamy pierwotnego brzmienia imienia Bożego, ale najbardziej prawdopodobna jest wersja Jahwe.

Świadkowie Jehowy przyparci do muru, twierdzą, że ostatecznie nie jest przecież ważna wymowa, tylko wymawianie imienia Bożego, a zarazem z uporem obstają przy niewątpliwie błędnej formie, chyba dlatego, że musieliby zmienić nazwę swego związku wyznaniowego.

„Strażnica” natomiast nie zapomniała dostosować swej Biblii do nauki o imieniu Bożym. W tym celu Świadkowie Jehowy odważyli się na wręcz niewyobrażalną bezczelność: wstawili  imię Jehowa (w sumie aż 273 razy!) do Nowego Testamentu na miejsce występującego w oryginale greckim określenia Kyrios (co tłumaczy się na polski jako Pan). To niedopuszczalna ingerencja! Bo o ile imię Boże znajdujemy w tekstach Starego Testamentu, to w Nowym Testamencie ono nigdy nie występuje poza greckimi transliteracjami hebrajskiej aklamacji alleluja (hebr. Hallelu Jah).

Broszura Świadków Jehowy pt. „Imię Boże, które pozostanie na wieki” wyjaśnia, że tłumacz miał prawo „przywrócić” to imię, nawet jeśli  nie ma go w żadnych istniejących dziś manuskryptach, bo pierwotnie musiało znajdować się w Nowym Testamencie, ale zostało usunięte. Podczas tłumaczenia należy opierać się na istniejącym tekście oryginalnym, a nie na fantastycznych pomysłach.

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

Dysponujemy wyłącznie manuskryptami greckimi Nowego Testamentu, które nie zawierają imienia Bożego, więc w przekładzie również nie powinno go być. To kwestia elementarnej uczciwości wobec tekstu, który przekładamy. Argument, że w cytatach ze Starego Testamentu z całą pewnością można wprowadzić słowo Jehowa, jeśli znajduje się ono w tekście hebrajskim, jest pogwałceniem zasad translatorskich, ponieważ w greckim tekście Nowego Testamentu cytaty ze Starego są zazwyczaj według greckiej Septuaginty, która tetragram oddawała terminem Kyrios (PAN) i tak samo mamy w Nowym Testamencie.

Słowo Jehowa zostało wprowadzone do Nowego Testamentu przez Świadków Jehowy także w miejscach, które nie są cytatami ze Starego Testamentu.  Uczynili tak jednak tylko tam, gdzie im było potrzebne.

Ponieważ tytuł Kyrios (PAN) odnosi się w NT zarówno do Boga Ojca jak i do Jezusa, za pomocą wybiórczego potraktowania terminologii zneutralizowano wiele wersetów podkreślających Bóstwo Jezusa i jego tożsamość z Jahwe.

Dla przykładu w Dziejach Apostolskich (7,59n.) Szczepan modli się: Panie Jezu przyjmij ducha mego! i Panie nie poczytaj im tego grzechu! Świadkowie Jehowy w tym drugim wersecie uważają, że Szczepan wzywał imienia Jehowy.

W Liście do Rzymian (10, 13) fragment mówiący o zbawieniu w imieniu Pańskim, został w Biblii Świadków Jehowy zmieniony w ten sposób, aby można było odczytać, że zbawienie dokonuje się w imieniu Jehowy, choć jeśli uwzględni się kontekst, widać, że od wiersza 9 mowa jest o Jezusie.

Dalej 1Kor 2, 16 mówi o poznaniu zamysłu Pańskiego i chodzi tu o zamysł Chrystusowy. Świadkowie Jehowy mówią o zamyśle Jehowy. Łk 1, 16n. mówi o Janie Chrzcicielu, który nawrócił wielu do „Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim”. Zaś Świadkowie Jehowy głoszą, że Jan szedł przed Jehową, choć Nowy Testament wyraźnie wskazuje, że przed Chrystusem (Mt 3, 11; Mk 1, 7; Łk 1,76).

Jedynym kryterium, które decydowało, że tłumacze Przekładu Nowego Świata wpisywali lub pomijali imię Boże do miejsc nie będących cytatami ze Starego Testamentu, były powody ideologiczne, ponieważ przekład Świadków Jehowy konsekwentnie zmienia teksty odnoszące się do Bóstwa Jezusa, tak, by miały inne znaczenie. Innymi słowy dopasowuje tekst do doktryny głoszonej przez Strażnicę.

Świadkowie Jehowy „poprawili” również Stary Testament. Do ogólnie znanych 6828 miejsc występowania imienia Jahwe, dodali jeszcze 141 innych, twierdząc, że żydowscy pisarze usunęli imię z pierwotnych tekstów i zastąpili słowem Elohim, czego nie potwierdzają oczywiście żadne zachowane hebrajskie manuskrypty tekstu biblijnego.

Ściema 3 – Jezus jest „mniejszym” bogiem i archaniołem

Świadkowie Jehowy odrzucają fundament chrześcijaństwa, jakim jest wiara w Bóstwo Jezusa Chrystusa, uważając go za pierwszego stworzonego przez Boga anioła. Chętnie powołują się na fragmenty sugerujące podporządkowanie Jezusa Bogu Ojcu, które przecież łatwo można wytłumaczyć tym, że odnoszą się do  Syna Bożego po wcieleniu, a więc po przybraniu ludzkiej natury.

Bóstwo Jezusa to oczywiście zbyt obszerny temat, aby go tu omówić, a ilość tekstów biblijnych, które je potwierdzają jest zaiste ogromna. Ograniczę się do pokazania przykładowych manipulacji, jakich dopuszczają się Świadkowie Jehowy we własnej Biblii. W oryginalnym (greckim) początku prologu Ewangelii św. Jana  (J 1,1) wyraz „Bóg” (gr. Theos) występuje dwa razy. Najpierw dotyczy Boga Ojca, a następnie – Przedwiecznego Słowa, czyli Jezusa.

W przekładzie Świadków Jehowy werset ten jest zapisany tak: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Bogabogiem było Słowo”, a więc Jezus jest bogiem przez małe „b”. Świadkowie Jehowy argumentują to brakiem rodzajnika przy drugim słowie „Theos”. Tymczasem taki zapis wynika z zasad gramatyki greckiej. Jezus zresztą jest w innych miejscach określony słowem Theos z rodzajnikiem, co widać choćby w wyznaniu „niewiernego” Tomasza (J 20, 28). Z drugiej strony, są też miejsca, kiedy rodzajnika nie ma przy słowie „Bóg” odnoszącym się do Ojca (np. J 1,6 i J 1,13).

Skoro Świadkowie Jehowy, uważają Jezusa za boga przez małe „b”, są politeistami, bo wierzą w dwóch bogów: większego, przez duże „B” i mniejszego, przez małe „b”. Odrzucając wiarę Jedynego Boga w Trzech Osobach popadają tym samym w wielobóstwo.

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

W przekładzie Świadków Jehowy zmieniono wiele wersetów podkreślających Bóstwo Jezusa.

List do Kolosan (1, 16-17) w Przekładzie Nowego Świata brzmi: „za jego pośrednictwem zostało stworzone wszystko inne w niebiosach i na ziemi, co widzialne i co niewidzialne czy to trony, czy zwierzchnictwa, czy rządy, czy władze. Wszystko inne zostało stworzone poprzez niego i dla niego. On też jest przed wszystkim innym i za jego pośrednictwem wszystko inne zostało powołane do istnienia”. Dodano tu nie występujące w oryginale słowo „inne”. W Starym Testamencie czytamy, że Stwórcą jest Jahwe, więc Jezus nie mógł być Stwórcą wszystkiego, tylko tego, co pozostało do stworzenia po stwórczym akcie Boga. Tłumaczenie: „za jego pośrednictwem zostało stworzone” to również manipulacja, bo tekst grecki wyraźnie stwierdza: „w Nim zostało stworzone wszystko”.

Kolejny przykład można znaleźć w Liście do Hebrajczyków (1, 8) cytat ze Starego Testamentu odnoszący się do Syna czyli do Jezusa według Przekładu Nowego Świata brzmi: „Bóg jest twoim tronem na wieki”. W oryginale greckim mamy: „Ho thronos sou HO THEOS eis ton aiona” czyli „tron Twój, Boże, na wieki” (por. LXX – Ps 45, 7-8).

W Dziejach Apostolskich (20,28) jest mowa o społeczności Boga, „którą pozyskał dla siebie przez krew swoją”. Ponieważ werset ten nazywa Jezusa Bogiem, Świadkowie Jehowy dodali do niego na końcu słowo „Syna”, które całkowicie zmieniło sens tego wersu i w Przekładzie Nowego Świata mamy: „zbór Boga, nabyty przez niego krwią jego własnego Syna”.

Dość kuriozalnym pomysłem Świadków Jehowy jest pogląd, że Jezus to ta sama osoba, co archanioł Michał.

Jest to naprawdę oryginalne, bo na pytanie Chrystusa: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” i „A za kogo wy Mnie uważacie” (Mt 16,13.16) nikt nie odpowiedział, że za Michała. Taką odpowiedź dają jedynie Świadkowie Jehowy.

Biblia pokazuje wyraźnie wyższość Jezusa nad wszystkimi aniołami (Hbr 2,5. 8 ; Ap 14, 10 i in.). List do Kolosan przestrzega nas przed przesadną czcią dla aniołów (Kol 2,18  por.  Hbr 1,4-7), a Chrystusowi powinniśmy oddawać taką samą cześć jak Bogu Ojcu (J 5,23). W 1Tes 4,16 czytamy  „Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej”. A zatem archanioł jest osobą różną od Pana. Potwierdza to 2 Tes 1,7: „gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swej potęgi”. Świadkowie Jehowy, by łatwiej zidentyfikować Jezusa z Michałem zmienili w swojej wersji Biblii ten werset i oddali go następująco: „sam Pan zstąpi z nieba (…) z głosem archanielskim oraz z trąbą Bożą…”. I na podstawie tego fałszerstwa dowodzą, że skoro Jezus ma głos archanielski, to jest archaniołem.

Ściema 4 – Duch Święty jest jak energia elektryczna

Świadkowie Jehowy w publikacjach i własnej Biblii określenie „Duch Święty” piszą z małej litery. Uważają bowiem, że jest to nazwa „czynnej bezosobowej mocy Boga“, czegoś na podobieństwo energii elektrycznej. Biblia odróżnia jednak Ducha Świętego od siły czy mocy Bożej por. (Za 4,6 ; Dz 10, 38; 1Tes 1,5; 2Kor 6,4. 6n i in.)  Moc jest przymiotem Ducha Świetego, a On jest jej Dawcą. (por. „abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15, 13), „Nie odważę się jednak wspominać niczego poza tym, czego dokonał przeze mnie Chrystus w doprowadzeniu pogan do posłuszeństwa słowem, czynem, mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego” (Rz 15, 18n).

Duch Św. nazywany jest „Pocieszycielem” (gr. Parakletos), ktory wszystkiego nauczy i wszystko przypomni  (J 14,16. 26, 15,26; 16,7). Tak też określony jest Bóg Ojciec (2Kor 7,6; Iz 51,12) i Syn Boży (J 14,16 i 1J 2,1).

Nowy Testament naucza o Bóstwie Ducha Świętego, a Świadkowie Jehowy negują je.

W 1Kor 6,19 cztamy: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?”, a  w w wersie 20 „Chwalcie więc Boga w waszym ciele”. Jesteśmy świątynią Boga, bo  Duch Boży mieszka w nas (1Kor 3, 16). Skłamanie Duchowi Świętemu to skłamanie Bogu (Dz 5,3).

W przekładzie Świadków Jehowy dokonano licznych manipulacji, aby z Ducha Świętego jako Kogoś uczynić ducha jako coś. W 1Tm 4,1 w ogóle usunięto słowo „duch”. W greckim oryginale czytamy: „To de pneuma retos legei”, a więc dosłownie „zaś Duch wyraźnie mówi”. Zamiast tego u Świadków Jehowy mamy zdanie: „natchniona wypowiedź wyraźnie mówi”. Rzeczownik „pneuma” oddano tu za pomocą słów „natchniona wypowiedź” ponieważ Świadkowie uczą, że Duch Święty nie jest osobą, a więc nie może mówić.

Ściema 5 – Jezus umarł na palu

Jeśli ktoś przeglądał kiedyś „Strażnicę”, z pewnością zauważył ilustracje ukazujące Jezusa przybitego do prostego pala. Świadkowie Jehowy twierdzą, że greckie słowa stauros, tłumaczone jako krzyż, oznaczało pal. W klasycznej grece (czyli w okresie do V-IV w p.n.e.) faktycznie stauros to  „pal” lub „słup”. Od czasów Homera język grecki jednak zmienił się. Słowo stauros ma wiele znaczeń, w czasach Jezusa określano nim wszystko co wspierało się na pionowym palu, a więc odnoszono go również do krzyża. W przypadku samego „pala” raczej używano terminu skolps. Krótko mówiąc słowo stauros nie jest jednoznaczne. Jak więc powinno zostać przetłumaczone? Z danych archeologicznych i historycznych wiemy, że podczas egzekucji skazańców przybijano zarówno do prostych słupów jak i słupów o kształcie litery X, +, T, itp. Jezus został jednak przybity do dwóch skrzyżowanych belek i wiemy o tym nie tylko z przekazu tradycji. Łamanie nóg skazańcom nie miałoby przecież żadnego sensu, po przybiciu ich do prostego słupa. Po przybiciu z rozpostartymi ramionami do krzyża człowiek dusił się i musiał podciągać się na przybitych przegubach, aby zaczerpnąć powietrze. Śmierć na krzyżu następowała przez uduszenie, gdy skazaniec nie miał już siły, aby się podciągnąć. Połamanie nóg powodowało, że cały ciężar ciała przenosił się na ręce i śmierć następowała bardzo szybko, gdy nie było wsparcia ze strony stóp.

Jezusowi co prawda nie łamano nóg, ale nie dlatego, że był przybity do prostego słupa lecz dlatego, że już nie żył. Ponadto czytamy, że nad głową Jezusa był umieszczony napis (Mt 27, 37), a nie nad wyciągniętymi do góry rękami. Napis mógł być dodany tylko wówczas, jeśli ręce były rozpostarte. Ponadto na rękach Zmartwychwstałego były ślady gwoździ a nie jednego tylko gwoździa, jak sugerują ilustracje w „Strażnicy” (J 20, 25).

Można postawić pytanie, czemu Świadkowie Jehowy tak bardzo upierają się, że narzędzie egzekucji Jezusa nie miało kształtu krzyża? Otóż jest to świadoma próba zerwania z symboliką chrześcijańską. W ten sposób odcinają się od wszystkich chrześcijan, negując znak określający naszą tożsamość.

Ściema 6 – Życie po śmierci nie istnieje

Znamy wypowiedź Jezusa skierowaną do ukrzyżowanego, a zarazem skruszonego łotra: „Zaprawdę, mówię ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23, 43).

Świadkowie Jehowy przekręcają sens obietnicy Chrystusa, przenosząc ją daleko w przyszłość. Według nich łotr po śmierci nie istniał, bo nie ma duszy nieśmiertelnej, ale po ustanowieniu raju na ziemi zostanie ponownie powołany do istnienia.

Dlatego wspomniany werset w Biblii Świadków Jehowy brzmi: „Zaprawdę mówię ci dzisiaj: Będziesz ze mną w Raju”. Wydaje się, że znak interpunkcyjny w innym miejscu to błahostka, ale „diabeł tkwi w szczegółach“. W tym wypadku przesunięcie interpunkcji zmienia sens wypowiedzi Chrystusa. Oczywiście w grece nowotestamentalnej nie stosowano jeszcze znaków interpunkcyjnych, teoretycznie można było więc i tak odczytać ten tekst, jednak wówczas konstrukcja wypowiedzi byłaby dziwaczna.

Ściema 7 – Bóg przeciwnikiem transfuzji?

Na koniec jeszcze jedna „ściema”, którą można by potraktować jak nieszkodliwe dziwactwo, gdyby nie fakt, iż pomysł ten, doprowadził do licznych tragedii. Świadkowie Jehowy głoszą, że ci którzy spożywają pokarmy zawierające krew, jak i poddający się transfuzji popełniają grzech równy bałwochwalstwu. Faktem jest, że Stary Testament nakazywał powstrzymywać się od spożywania krwi, co wiązało się między innymi z jej przeznaczeniem ofiarniczym (Hbr 9,7; 13,11; Kpł 17,11).  Krew i powstrzymywanie się od niej, jak i jej wartość kultyczna utraciły znaczenie z chwilą przelania krwi ofiarniczej Jezusa (por. 1J 1,7).  Zalecenie Jakuba, aby nie spożywać pokarmów z krwią (Dz 15, 20), dotyczące chrześcijan, jest uzasadnione wyłącznie kontaktami z wyznawcami judaizmu (Dz 15, 21). Chodziło o nie gorszenie tych, którzy pozostawali wyłącznie przy Starym Testamencie (por. 1Kor 10,32). Tak postępował św. Paweł, który pisał: „Dla Żydów stałem się jak Żyd, aby pozyskać Żydów”  (1Kor 9,20). W Dz 15, 29 czytamy: „Dobrze uczynicie jeżeli powstrzymacie się od tego”, a więc zakaz spożywania krwi nie był bezwzględnym nakazem, lecz wskazówką taktownego postępowania wobec Żydów. Jednak w Piśmie Świętym czytamy także: „Cokolwiek w jatce sprzedają, spożywajcie, niczego nie dociekając dla spokoju sumienia”(1 Kor 10, 25), a w innym miejscu: „wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre i niczego, co jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać. Staje się bowiem poświęcone przez słowo Boże i przez modlitwę” (1 Tm 4,4). „Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije”  (Rz 14, 17).

Dla Świadków Jehowy nie jadanie potraw z krwią (np. kaszanki) ma znaczenie fundamentalne (choć bynajmniej nie praktykują uboju rytualnego), ale doprawdy trudno zrozumieć, czemu „Strażnica” powiązała spożywanie krwi zwierzęcej z transfuzją krwi ludzkiej. Jezus nauczał, że ratowanie życia ludzkiego ma prymat nawet nad przestrzeganiem szabatu, dlatego tym smutniejsze jest odmawianie zgody na transfuzję krwi, tylko dlatego, że w latach czterdziestych XX wieku na taki pomysł wpadł ówczesny prezes Towarzystwa Strażnica Nathan Knorr.

Rozmawiając ze Świadkami Jehowy, powinniśmy pamiętać, że szeregowi członkowie to na ogół ludzie, zmanipulowani i oszukani przez ich Organizację. Powinniśmy okazywać im jednak szacunek oraz miłość bliźniego, a zarazem robić sobie rachunek sumienia, czy nie przyczyniliśmy się do tego, że niektórzy katolicy woleli odejść do sekty (kierowanej przez jakiegoś Prezesa) niż trwać w Kościele założonym przez Chrystusa i kierowanym przez następcę św. Piotra.

Roman Zającbiblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”.


Więcej zdjęć i informacji na stronie: www.wobroniewiary.cal.pl


Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Wiara i rozum – część druga

Prawdę w relacji między osobami najlepiej oddaje obraz skały, na której można spokojnie postawić stopę, budować i mieć pewność, że budowla się nie zachwieje. A jak to jest w relacji do Boga? Czy wiara nie jest przyjęciem za prawdę Jego słów i uznaniem, że można się na tych słowach oprzeć?

Włodzimierz
Zatorski OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


http://www.znak.com.pl/poczatek?utm_source=stacja7&utm_medium=pasek&utm_content=rabat-35&utm_campaign=Biblia%20Poczatek


Warto w tym momencie zastanowić się nad znaczeniem słowa „wiara”. Tym słowem tłumaczymy zasadniczo wyrazy hebrajskie wywodzące się z dwóch różnych rdzeni znaczeniowych: amanba-tah. Aman wyraża pewność i siłę. To słowo kojarzymy z często powtarzanym w modlitwie „Amen”, które ma to samo źródło. Wyraża ono właściwie: „tak jest”, „niech tak się stanie” albo mówiąc żargonowo: „murowanie pewne”.

Drugie słowo batah wyraża natomiast bezpieczeństwo i zaufanie. W przekładach greckich używane są odpowiednio dla batah: elipis, elpidzo, pepoitha, co po łacinie odpowiada: spes, sperare, confido. Natomiast dla aman używane są w języku greckim: pistis, pisteuo, aletheia (łac.: fides, credere, veritas).

Wiara i rozum - część druga

Widać wyraźnie, że pojęcie wiary posiada dwa zasadnicze bieguny znaczeniowe: jedno związane z poznaniem (hebr. aman) wiąże się z pewnym aktem intelektualnym, dzięki któremu przez słowo i odpowiednie znaki można dotrzeć do rzeczywistości oraz drugie związane z zaufaniem (hebr. betah), którym się obdarza osobę „wierną” i które angażuje całego człowieka.

Warto się zastanowić nad prawdą, o którą nam chodzi w wierze. Nawiązując do sytuacji słuchacza radia (o czym pisałem w pierwszej części) widzimy, że dla niego istotne jest to, czy słyszane wiadomości, komentarze, opinie są wiarygodne i rzetelne. Kto je podaje? Jaki ma punkt widzenia? Jakie założenia? Czy nie kieruje się jakimiś interesami? Czy się zna na temacie? Przy czym w odniesieniu do radia możemy sprawdzić przynajmniej niektóre informacje.

Natomiast w odniesieniu do treści wiary, takich jak obietnica królestwa Bożego, życie po śmierci, niczego tutaj nie da się sprawdzić metodami naukowymi. Prawdą zatem nie może być „zgodność myśli z rzeczywistością” w rozumieniu jej widzenia, eksperymentalnego potwierdzenia. W Starym Testamencie utrwalone było przekonanie, że jeżeli by ktoś zobaczył Boga, to musiałby umrzeć. W Ewangelii Pan Jezus mówi:

Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11,27; por. Łk 10,22).

Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył (J 1,18).

Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca (J 6,46).

Prawdą tych wypowiedzi jest ich rzetelność, czyli ostatecznie prawdomówność tego, który to powiedział.

Wiara w istocie jest zawierzeniem Bogu, przyjęciem za prawdę Jego słów, uznaniem, że można się na tych słowach oprzeć i osiągnąć dzięki nim to, co one głoszą.

Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że taka jest nasza zwykła sytuacja w relacjach z innymi ludźmi. W naszym życiu nieustannie musimy komuś zawierzyć, przyjąć za prawdę, to, co nam mówi. Najlepiej widać, że tak jest, wtedy, gdy zostaniemy oszukani. Jeżeli na przykład ktoś otrzyma fałszywy czek, myśli że ma pieniądze o tej wartości, ale w momencie realizacji czeku okazuje się, że to nieprawda. Pieniądze, czyli rodzaj takich czeków bankowych, są o tyle wartością, o ile mają w banku pokrycie. Bywają momenty, w których następuje całkowity krach i nagle okazuje się, że stają się one bezwartościowymi papierkami. Widzimy, jak całe społeczeństwo funkcjonuje w oparciu o takie pojęcie prawdy. Jeszcze bardziej odnosi się to do naszych relacji szczególnie z osobami bliskimi. Małżeństwo jest oparte na przyrzeczeniach ślubnych, czyli ostatecznie na zawierzeniu. Podobnie w relacjach przyjaźni zawierzenie jest wartością podstawową. Przyjacielem jest ten, który mi mówi prawdę, któremu mogę zawierzyć.

Wiara i rozum - część druga

Jeżeli by przedstawić te dwie prawdy w formie metafor, to:

– prawdę będącą domeną nauki przedstawia metafora światła: prawdą jest to, co ujawnia światło, co staje się widoczne dla każdego

– prawdę w relacji między osobami najlepiej zaś oddaje obraz skały, na której można spokojnie postawić stopę, na której można spokojnie budować i mieć pewność, że budowla się nie zachwieje.

Otóż w życiu ta druga prawda jest dla nas ważniejsza, gdyż samo widzenie czegoś jeszcze nie daje życia, natomiast zawierzenie od razu odnosi się do życia i je buduje. Tak jest na przykład w małżeństwie. Akt wzajemnego zawierzenia stwarza nową rzeczywistość: rodzinę. Prawda w metaforze światła ma bardzo ważne znaczenie wspierające, ale jeżeli w życiu chodzi o samo życie, to jemu służy przede wszystkim prawda w metaforze skały. I o tym trzeba koniecznie pamiętać, a niestety bardzo rzadko się na ten temat mówi.

Wychowani na metaforze światła chcielibyśmy „pewności”, jaką daje prawda poznawana naukowo. Jeżeli jesteśmy skazani na prawdę w metaforze skały, to wydaje się nam, że jesteśmy wystawieni na niepewność. Czy można osiągnąć pewność w metaforze skały? Jeżeli spojrzymy na zwykłe relacje ludzkie, to stopień naszej pewności zależy od znajomości osoby, której musimy zawierzyć.

Niewątpliwie ideałem przyjaźni jest absolutna pewność przyjaciela. Doświadczenie uczy jednak, że nawet najwięksi przyjaciele bywają zawodni i to z różnych powodów, nie koniecznie z tego powodu, że moralnie zawiedli. Nikt z nas nie ma absolutnego poznania, istnieje wielkie niebezpieczeństwo pomyłki, nieporozumienia, chwile słabości, zwątpienia, itd. To nas zniechęca do prawdy w metaforze skały. Trzeba jednak wiedzieć, że nie mamy wyboru. W relacjach międzyludzkich zawierzenia nie da się zastąpić pewnością. Niestety w relacjach ludzkich „pewnym można być tylko trupa”. On już na pewno nie zrobi niczego bo niczego nie może zrobić. Jednak trzeba też popatrzeć od drugiej strony, że: „Uparte dążenie do absolutnej pewności w relacjach ludzkich prowadzi do śmierci tej relacji”. Pewność naukowa w tej dziedzinie zabija, a nie buduje. Buduje natomiast zaufanie, przebaczenie, miłość.

Jak to jest w relacji do Boga?

Otóż, Bóg domaga się od nas absolutnego zawierzenia, ale nie jest to wymaganie postawione ni stąd ni z owąd. Za tym wymaganiem stoi cała historia spotkania człowieka z Bogiem oraz wewnętrzna prawda złożona w naszym sercu. Podobnie jak w przyjaźni, nasze zaufanie wzrasta wraz ze wzrostem pozytywnych doświadczeń wierności, tak samo jest w relacji z Bogiem. Cały Stary Testament opowiada historię spotkań człowieka z Bogiem i pokazuje jak Boże obietnice zawsze się wypełniały.

Wiara i rozum - część druga

Słowo Boże jest pewne, jest niezawodne, jest skałą na której się można oprzeć. I w tym duchu działa także Pan Jezus.

Znamy historię paralityka, którego przyjaciele spuścili na noszach przed samego Jezusa. Widząc wiarę tych ludzi powiedział:

Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy (Mt 9,2).

Wobec zgorszenia, że ośmielił się odpuścić grzechy, powiedział:

Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu (Mt 9,5–7).

Pierwsza wypowiedź wyraźnie wymagała zawierzenia (prawda w metaforze skały), a następnie prawda w metaforze światła została wykorzystana do potwierdzenia prawdy w metaforze skały. I właściwie taki sens mają wszystkie cuda dokonywane przez Pana Jezusa. Podobnie wszystkie obietnice i proroctwa, jakie Bóg wypowiadał przez usta proroków. Historia narodu wybranego jest historią wierności Boga mimo wielu niewierności Izraela. Podobnie jest w naszym osobistym życiu. Warto zauważyć, że prawda w metaforze skały jest związana z doświadczeniem życiowym. Nie da się jej poznać bez takiego doświadczenia. Polskie przysłowie mówi, że przyjaciela poznaje się dopiero po zjedzeniu z nim beczki soli, to znaczy po długim czasie i wielu rozmaitych doświadczeniach życiowych. W ten sposób wzrasta nasze poznanie prawdy w metaforze skały. Taka też jest droga poznania Boga.

Sprawa się nieco komplikuje przez to, że okazuje się, iż my sami siebie nie znamy. Prawdziwe poznanie siebie także dokonuje się w podobny sposób: przez obserwację własnych postaw, emocji, jakie się w nas budzą, zachowań, w różnych sytuacjach, jakie spotykamy. Poznajemy siebie nie w naszej głowie po tym, co o sobie myślimy, ale po naszych reakcjach. Dlatego ani sami siebie, ani tym bardziej inni nie są w stanie nas przekonać do rzetelności własnych deklaracji. W życiu osobistym prawdę poznajemy nie po zamiarach, czy deklaracjach, ale po owocach. Sami jesteśmy dla siebie tajemnicą, a tym bardziej inni taką tajemnicą dla nas pozostają. Prawda jako naoczność w relacjach międzyludzkich pojawia się bardzo rzadko.

Rozum dla wiary

W tym momencie warto wrócić do samego określenia rozumu. Dotychczas mówiliśmy jedynie o rozumie w perspektywie nauki. Ale sam rozum nie sprowadza się do racjonalizmu naukowego.

„Rozum – zdolność ludzkiego umysłu do operowania pojęciami abstrakcyjnymi lub zdolność analitycznego myślenia i wyciągania wniosków z przetworzonych danych. Używanie zdobytych doświadczeń do radzenia sobie w sytuacjach życiowych” (Wikipedia).

Na drodze wiary potrzebny jest rozum jako „zdolność do użycia zdobytych doświadczeń, do radzenia sobie w sytuacjach życiowych” na podstawie umiejętności wyciągania wniosków logicznych. Jest to jednak inne rozumowanie, niż w racjonalizmie naukowym. Tam na podstawie obserwowanych zjawisk wyciąga się wnioski, które da się wyrazić w postaci formalnego zapisu matematyczno-logicznego i na podstawie tych zapisów tworzyć pewną strukturę matematyczną. Następnie tę strukturę, czyli teorię naukową, sprawdza się z pomocą eksperymentów.

Racjonalizm naukowy jest wpierw i przede wszystkim przedmiotowy, to znaczy zakłada ścisły rozdział pomiędzy podmiotem, a przedmiotem. Ponadto zakłada możliwość formalizowania treści do postaci jednoznacznych stwierdzeń. Natomiast racjonalizm egzystencjalny stoi wobec zupełnie innego zadania. W nim istnieją po pierwsze zagadnienia wieloznaczne i wielowątkowe, a ponadto takie, w których nie ma podziału na przedmiot i podmiot. Tematem refleksji racjonalnej jesteśmy my sami włącznie ze swoim myśleniem. A ponadto, jeżeli przyjmiemy za św. Augustynem, że „Bóg jest bliżej nas niż my sami siebie”, to wszelka refleksja na temat Boga musi być egzystencjalna, a nie przedmiotowa. Myślenie przedmiotowe może jedynie służyć za pomoc do refleksji. W myśleniu egzystencjalnym nie można mówić także o oddzieleniu myślenia od wyboru, każda decyzja niesie ze sobą doświadczenie, jak również rzutuje na sposób rozumienia doświadczenia. Nie mogę być „niezależnym obserwatorem” w czymś, co stanowi o mnie samym. Każda myśl wymaga wyboru, który zawsze jest ryzykiem. Eksperymentujemy nie na czymś, ale eksperyment dokonuje się w nas, a nawet trzeba powiedzieć, że to sami jesteśmy eksperymentem przez to, co wybieramy. Racjonalizm wiary jest racjonalizmem egzystencjalnym, a nie racjonalizmem przedmiotowym, choć i ten racjonalizm jest potrzebny w myśleniu wiary.

Racjonalizm egzystencjalny miała w sobie Maryja Panna. Święty Łukasz pisał o Niej w Ewangelii dwukrotnie:

Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19.51).

Ona doświadczała Bożej obecności i Bożych obietnic oraz rozważała je w sercu, patrząc jaka jest ich logika i konsekwencja. W Jej życiu można zobaczyć stopniowy wzrost w mądrości. Racjonalizm egzystencjalny bowiem prowadzi do mądrości, a nie do samej wiedzy o czymś. Prowadzi do przemiany serca, czyli przemiany siebie samego. Jest to najtrudniejsza sztuka i praca, ale o nią ostatecznie w życiu chodzi, bo cała reszta przemija.


Wiara i rozum – część pierwsza


Włodzimierz Zatorski OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Włodzimierz
Zatorski OSB
zobacz artykuly tego autora >