video-jav.net

Najlepszy Osobisty Trener

Sumienie. Wielcy tego świata pochylają się nad nim od zarania dziejów. Jak je usłyszeć? Jak o nie zadbać?

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pokolenie smartfonu, Internetu i Facebooka; pokolenie wyzwolone z PRL, pokolenie wojny polsko-polskiej; pokolenie przed i po smoleńskie; pokolenie JPII i Franciszka, jakkolwiek zbiorczo by nazwać nasze społeczeństwo – to pokolenie nadal jest po prostu wspólnotą ludzi. A zatem niezależnie od technologicznych zmian, niezależnie od historycznych przełomów, politycznych sporów czy cywilizacyjnych chorób, niezależnie od czasu ani miejsca, to wciąż krąg ludzi, utkanych na obraz i podobieństwo Boże. I w każdej z osób tworzących to społeczeństwo znajduje się miejsce, o którym piszę.

 

Czynne 24h

Filozofowie od zarania dziejów pochylają się nad tym miejscem. Teolodzy mniej lub bardziej zgrabnie je opisują i uczą, jak o nie dbać. Napisano o nim wiele naukowych książek. Wygłoszono referaty i homilie. Nie wiem, czy przez to stało się ono nam bliższe, czy może mamy do niego respekt i wydaje nam się takie tajemnicze, nieodgadnione, niepojęte. Ma różne nazwy. Sanktuarium. Głos Boga w człowieku. Świadek. Sędzia. Stróż. A chodzi tylko i aż o sumienie. Definicja naukowa nie powie, że to miejsce, uzna raczej, że sumienie jest sądem (oceną) rozumu, dzięki któremu człowiek rozpoznaje, jaka jest moralna wartość czynu, który zamierza wykonać, którego dokonuje i którego już dokonał. A zatem, że jest to potrójna weryfikacja tego, co się robi. Zarówno przed, w trakcie, jak i po. To dzięki sumieniu człowiek wie, czy to co chce zrobić, to co robi i to co zrobił było dobre, czy też ma ocenić to jako coś złego. Twoje sumienie jest czynne całą dobę.

 

DNA sumienia

Ciało dziecka w łonie matki od chwili poczęcia aż do porodu powiększa się około jedenaście milionów razy. W ciągu roku ludzkie serce bije nawet czterdzieści milionów razy. A każdego dnia ciało dorosłego człowieka produkuje trzysta miliardów nowych komórek. Takich i podobnych ciekawostek o naszym ciele nauka zna wiele. A jak jest z sumieniem? Czy ono się zmienia?

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że sumienie ma nierozerwalny związek z obiektywną prawdą o dobru moralnym (np. Osoba i czyn czy Veritatis splendor). Innymi słowy – sumienie nie tworzy swojej prawdy, swoich norm, ale je odczytuje i rozpoznaje, będąc związane z prawdą niezależną od własnych poglądów, wiedzy czy wykształcenia. Z kolei Sobór Watykański II wypowiedział się o sumieniu w ten sposób: W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nadaje, lecz któremu winien być posłuszny, i którego głos, nawołując go zawsze do miłowania i czynienia dobra oraz unikania zła tam, gdzie należy, rozbrzmiewa we wnętrzu człowieka: Czyń to, tamtego unikaj. Człowiek bowiem ma w sercu wpisane przez Boga prawo. To bardzo pozytywna koncepcja, która ukazuje, że Bóg ukierunkował człowieka na dobro i obdarował go narzędziami, pozwalającymi do tego dążyć i to dobro zdobyć. Można by powiedzieć, że sumienie jest skonstruowane w bezbłędny sposób i jest jak doskonały system antywirusowy, który wyłapuje niebezpieczeństwo i rozprawia się z nim, zanim infekcja przedostanie się do systemu. Skąd zatem kłopoty z sumieniem? I czemu tak często wybieramy zło?

 

 

Defekty sumienia

Człowiek uczy się chodzić, mówić, jeździć na rowerze, gotować i niezliczonej liczby innych rzeczy. Właściwie nie jest truizmem stwierdzenie, że uczymy się przez całe życie. Każde doświadczenie w jakiś sposób nas formuje, kształtuje. Podobnie sumienie rozwija się wraz z naszym osobistym rozwojem. I niestety na drodze dojrzewania i wzrastania mogą wystąpić usterki, jednak na szczęście da się je naprawić. Kiedy mamy płaskostopie, chodzimy na ćwiczenia, kupujemy odpowiednie wkładki i robimy wszystko, by zniwelować problem. Kiedy mamy krzywy kręgosłup, chodzimy na basen, na rehabilitację i w ten sposób ćwiczymy postawę. Kiedy więc mamy zbyt wąskie, zbyt szerokie, błędne i niewłaściwie uformowane sumienie możemy robić to samo, tylko na gruncie duchowym. Możemy włożyć tyle samo pracy, energii i wysiłku, by zadbać o sumienie.

Pomocą w tym jest pogłębione życie sakramentalne, osobista lektura Pisma Świętego, adoracja Najświętszego Sakramentu, relacja ze stałym kierownikiem duchowym czy spowiednikiem, częsta modlitwa. Inaczej grozi nam to, o czym piszą ojcowie soborowi: Nierzadko zdarza się jednak, że sumienie błądzi z powodu nieprzezwyciężonej niewiedzy, nie tracąc przy tym swojej godności. Nie można zaś tego powiedzieć, gdy człowiek niewiele troszczy się o dochodzenie do prawdy i dobra, a sumienie na skutek przyzwyczajenia do grzechu stopniowo ulega niemal zupełnemu zaciemnieniu. Czym innym jest nieprzezwyciężona niewiedza – czyli sytuacja, gdy popełniliśmy błąd, ale nie mieliśmy możliwości wiedzieć, że tak się dzieje. A czym innym, gdy z ospałości, z lenistwa, z ignorancji, czy z obojętności „odpuściliśmy” sobie kształtowanie sumienia i wybieramy źle, choć moglibyśmy podejmować inne decyzje. Każda chwila, gdy „łamiemy” swoje sumienie, próbując je zagłuszyć, sprawia, że zasypujemy jego wrażliwość. Bóg jednak nawet z bardzo krzywego sumienia może zrobić proste, jeśli tylko zechcemy Mu na to pozwolić, jeśli podejmiemy decyzję, że tak samo jak o ciało, będziemy dbać o ducha.

 

Codzienny trening

Żeby osiągnąć sukces, trzeba włożyć wiele wysiłku i pracy, przezwyciężać trudności, pokonywać swoje własne słabości i ograniczenia. Żeby mieć prawe sumienie, trzeba robić to samo. Istnieją pokusy, by usprawiedliwiać własne niepowodzenia, by wybielać grzechy albo by wszystko traktować jako przekroczenie bożego prawa. Obie skrajności nie są dobre i stanowią zagrożenie duchowe. Dlatego ważny jest codzienny trening sumienia, najlepiej w obecności Osobistego Trenera – samego Boga. To Jego głos słychać w sumieniu, to z Nim można się tam spotkać, w najintymniejszej z możliwych relacji.

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

4 największe dolegliwości. Jak im zaradzić?

Brak akceptacji i zrozumienia, ciągłe ocenianie, egocentryzm... Jak uleczyć to, co nas najbardziej boli?

Agnieszka
Kozak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Brak akceptacji

Jak bardzo nasze serca tęsknią za byciem przyjętym! Acceptatio z łaciny to dosłownie przyjmowanie. Oznacza więc zgadzanie się na to, „co jest”, zamiast ciągłego żądania „by było inaczej”. Jako rodzice oczekujemy od dzieci najczęściej jednego, czyli posłuszeństwa – dziecko ma być posłuszne, czyli robić to, „co jest słuszne”, czyli po naszemu, bo tylko nasze jest ważne, prawdziwe, mądre, dobre i słuszne…

W praktyce oznacza to sytuację, w której nasze zawsze jest słuszne w tu i teraz, a jeśli druga osoba postępuje inaczej to, jest: niegrzeczna, egoistyczna, roszczeniowa, arogancka – można by mnożyć etykiety wynikające z bezradności bez końca. Wygląda na to, że akceptacja kończy się tam, gdzie zaczyna się inność – w zachowaniu, przeżywaniu, rozumieniu, czy chociażby funkcjonowaniu w relacjach. Bardzo trudno jest nam zaakceptować wolność drugiej osoby, czyli to, że ona w danym momencie wybiera coś innego, bo coś innego jest dla niej ważne niż aktualnie jest ważne dla nas. Nie akceptujemy zachowań odbiegających od normy społecznej.

Deklarujemy bezinteresowną i akceptującą miłość, ale ciągle chcemy, by inni robili to, co w danym momencie zaspokaja nasze potrzeby i tylko w sposób, który mamy aktualnie w głowie. Dziecko ma posprzątać w pokoju teraz, córka powinna być wdzięczna matce, mąż powinien rozmawiać o uczuciach i pytać żonę jak się czuje, rodzicami należy się opiekować – jeśli ktoś robi inaczej niż głosi przekonanie tkwiące w naszej głowie, będziemy starali się go zmienić. Zaczyna się wtedy rzeźbienie drugiego człowieka na nasz obraz, a brakuje przyjęcia tego, jaki obraz złożył w nim Bóg.

Od czego zacząć pracę nad akceptacją drugiego człowieka?

Pierwszy krok to dostrzeżenie, że jest odrębnym, wyjątkowym i pięknym człowiekiem i że ma inne niż my potrzeby i sposoby ich realizacji. W odmienności zachowań warto dostrzec fakt, że ma on w sobie siłę i odwagę do tego, by w wolności realizować swój własny scenariusz na bycie szczęśliwym.

 

2. Oceny i osądy moralne

Patrząc na drugiego człowieka i widząc jego zachowanie bardzo szybko wystawiamy mu ocenę. Patrząc na człowieka już po kilku minutach jesteśmy w stanie powiedzieć, czy jest: mądry, głupi, pracowity, leniwy, niepewny, słaby itd… Co gorsza wypowiadamy te oceny wobec innych w pewien sposób programując ich sposób widzenia danej osoby. Jeśli jest to zachowanie niezgodne z naszym oczekiwaniem nadajemy negatywną etykietę. Ocena jest zwykle porównaniem z jakąś normą, która aktualnie jest dostępna i zwykle niedościgniona dla danej osoby. Uderza więc w jej poczucie własnej wartości i rodzi przekonanie o tym, że wszystko podlega ocenie i że na pozytywną ocenę trzeba zasłużyć.

Patrzymy, oceniamy i nie podejmujemy trudu sprawdzenia, czy nasza ocena jest słuszna. Zupełnie nie jesteśmy zainteresowani historią, która doprowadziła do danego zachowania, nie ma w nas zaciekawienia tym, dlaczego ktoś robi to, co aktualnie obserwujemy. Zupełnie nie interesuje nas jaka za tym stoi historia.

Wydajemy osąd będąc jednocześnie prokuratorem i sędzią, przy czym osądzony nie dostaje prawa do adwokata ani nie ma szans na przedstawienie swojej perspektywy. Ponieważ sami oceniamy zaczynamy bać się oceny innych i rośnie w nas lęk przed odrzuceniem. Błędne koło zaczyna toczyć się coraz szybciej. Lęk, który w nas rośnie popycha nas do negatywnej oceny innych, by wypaść choć trochę lepiej na jej tle. Nie robimy tego oczywiście specjalnie, jest to mechanizm, z którego nie zdajemy sobie najczęściej sprawy.

Jak można wyjść z pułapki oceniania?

Zacznijmy zadawać pytania: dlaczego to robisz? Co jest w tym dla Ciebie ważne? Czego potrzebujesz?

 

 

3. Egocentryzm

Przestajemy widzieć ludzi dookoła nas i nie wyrażamy wobec nich wdzięczności, ponieważ uznajemy za oczywiste, że mają być, bo ich obecność nam się należy. Mało doceniamy, rzadko dziękujemy, prawie zupełnie nie wyrażamy wdzięczności. Jesteśmy skoncentrowani na sobie, własnych trudnościach i potrzebach i bardzo trudno przychodzi nam pozytywna informacja zwrotna do innych. Stajemy się przez to roszczeniowi i porzucamy potrzeby ważnych dla nas ludzi. W rozmowach z innymi nieustannie narzekamy, mówimy źle o innych, przez co oni faktycznie w naszych głowach stają się źli i nie można na nich liczyć.

Jak pozbyć się egocentryzmu?

Zacznijmy od zrobienia listy osób, którym możemy być za coś wdzięczni – rodzicom, nauczycielom, dzieciom, znajomym i przyjaciołom i każdego dnia wypowiedzmy komunikat wdzięczności.  

 

4. Brak zrozumienia

Mówimy, opowiadamy, wymieniamy opinie, ale rzadko zastanawiamy się, jakie potrzeby stoją za słowami, które wypowiadamy. Trudno jest nam zrozumieć drugiego człowieka, ponieważ mało rozumiemy siebie samych. Mamy głód w środku, ale nie wiemy co mogłoby go zaspokoić, więc uciekamy od tego, co ważne a biegniemy ku czemuś nieokreślonemu, gubiąc ludzi i relacje. Zabiegani, zmęczeni, przestajemy mieć czas na słuchanie, ponieważ ciągle coś trzeba załatwić, kupić, odebrać. Zamiast słuchać dajemy innym rady jak mają żyć i co powinni zrobić, ponieważ doskonale wiemy, co my zrobilibyśmy na ich miejscu, zapominamy jednak, że nie jesteśmy na ich miejscu. Ludzie kupują godziny w gabinecie terapeutycznym, ponieważ potrzebują, żeby ktoś ich wysłuchał i zrozumiał o co im chodzi, potrzebują uważności drugiego człowieka, bliskości i zrozumienia, czyli zatrzymania się nad tym co aktualnie jest dla nich ważne.

Od czego zacząć, by zrozumieć siebie i innych?

Najlepszym sposobem jest poznanie siebie i swoich motywów działania poprzez psychoterapię. Zrozumienie siebie stanowi punkt wyjścia do zrozumienia drugiego człowieka. Empatia dla innych zaczyna się od empatii dla siebie.

Agnieszka Kozak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka
Kozak
zobacz artykuly tego autora >