Nasze projekty
Fot. Wikipedia

„Trzeba doskonalić serce zanim się je komuś ofiaruje”. Bł. Marceli Call, patron ŚDM w Lizbonie

Wojna rozdzieliła go z jego ukochaną narzeczoną. Gdy się żegnali powiedziała mu, że zostanie męczennikiem. "Nigdy na to nie zasłużę" - odrzekł. Zmarł w wieku zaledwie 24 lat. Nieco ponad 40 lat później został ogłoszony błogosławionym. Jego historia życia przypomina fabułę niezwykle poruszającego filmu! Bł. Marceli Call, patron ŚDM w Lizbonie.

Reklama

Urodził się we francuskim Rennes 6 grudnia 1921 roku. Miał aż 8 rodzeństwa! Jego rodzice nie byli zamożni, dlatego od wczesnych lat pomagał mamie w gospodarstwie. W wieku 13 lat podjął swoją pierwszą pracę zarobkową w drukarni. Nie lubił swojej pracy, bo jak sam zaznaczał, nie potrafił odnaleźć się w panującej tam atmosferze, wulgarnym językiem współpracowników. Szukając alternatywy do tego zajęcia zapisał się na zajęcia organizowane przez Stowarzyszenie Młodych Robotników Katolickich. Wstąpił do harcerstwa. Później wstąpił do wspomnianego stowarzyszenia, by ewangelizować w środowisku robotników.

CZYTAJ: ŚDM Lizbona 2023 [PROGRAM]

„Wiedziałem, że muszę czekać na prawdziwą miłość”

Długo nie miał dziewczyny? Powód zdradził swojemu przyjacielowi.  „Aż do dwudziestego roku życia nie chodziłem z dziewczyną, bo wiedziałem, że muszę czekać na prawdziwą miłość. Trzeba doskonalić serce zanim się je ofiaruje komuś, kogo wybrał mi sam Chrystus”. Później poznał Małgorzatę Derniaux i zakochał się w niej bez pamięci – z wzajemnością.

Reklama

Zakochani Marceli i Małgorzata przyrzekli sobie nawzajem, że będą dla siebie wsparciem duchowym, odmawiając te same modlitwy i często przystępując do Komunii świętej.

„Zostaniesz męczennikiem”

Najgorszym czasem po wybuchu wojny, był dla niego rok 1943. To właśnie wtedy, w wyniku bombardowania zginęła jego siostra, a on sam został wysłany na roboty do Niemiec. Był zmuszony wyjechać i pożegnać się ze swoją ukochaną.

Pożegnanie zakochanych na dworcu w Rennes odbyło się dokładnie na dwa lata przed śmiercią Marcelego. Małgorzata powiedziała mu wtedy, że zostanie męczennikiem, on jednak pokręcił głową. „Nigdy na to nie zasłużę” – odrzekł.

Reklama

ZOBACZ: Jak być szczęśliwym pomimo trudności? Poznaj rady bł. Carlo Acutisa

Msza święta wytchnieniem w cierpieniu

W Niemczech Marceli został przydzielony do Zella Melis, do fabryki produkującej rakiety. Początek był bardzo trudny. Ogarnęło go przygnębienie. Pracował w fabryce po 11 godzin dziennie! Intensywna praca spowodowała, że zaczął podupadać na zdrowiu.

Wtedy znalazł w okolicy kaplicę, w której sprawowano w niedziele Mszę świętą – to sprawiło, że odzyskał siłę ducha. Wkrótce zorganizował wśród kolegów grupę sportową i teatralną, także Msze święte w języku francuskim.

Reklama

„Jest pan za bardzo katolicki”

Jego zaangażowanie ewangelizacyjne i przyznawanie się do wiary nie pozostały niezauważone. W kwietniu 1944 roku został aresztowany. Oskarżenie brzmiało: „Jest pan za bardzo katolicki”. Ale ta sytuacja sprawiła tylko, że Marceli stał się dojrzalszy w swojej wierze.

Z więzienia napisał do swego brata, który dopiero co przyjął święcenia kapłańskie: „Na szczęście On jest przyjacielem, który nigdy mnie nie opuszcza i wie, jak mnie pocieszyć. Z Nim mogę przejść najgorsze chwile. Jakże wdzięczny jestem Chrystusowi za to, że przyprowadził mnie w miejsce, w którym obecnie przebywam”.

CZYTAJ: Nigdy nie zapominał o modlitwie. Ta siła doprowadziła go do ołtarza. Fenomen świętości Carla Acutisa

Zmarł w uroczystość św. Józefa

Marceli został wywieziony do obozu w Gotha, a później do obozu koncentracyjnego we Flossenburgu, a na koniec w Mathausen-Gusen. Jeszcze w Gotha koledzy z Stowarzyszenia Młodych Robotników Katolickich podali mu w ukryciu Komunię świętą. Marcel zanotował wtedy w dzienniczku: „16 lipca… Komunia… wielka radość”.

W Mathausen-Gusen warunki obozowe były znacznie gorsze. Marceli stale chorował, ale znosił wszystko spokojnie, w duchu ufności w Bożą wolę. Wszystkich zachęcał do modlitwy. Skrajnie wycieńczony, zmarł 19 marca 1945 roku, w uroczystość św. Józefa.

Patron tych, którzy są wyśmiewani przez swoją wiarę

4 października 1987 roku Jan Paweł II ogłosił Marcela Callo błogosławionym. Został on podany młodym jako wzór świadectwa wiary, orędownik tych, którzy wahają się i obawiają, że ich wybór Chrystusa zostanie wyśmiany przez środowisko.

„Marcel nie od razu osiągnął doskonałość ewangeliczną. Utalentowany i pełen dobrej woli, musiał stoczyć długą walkę z duchem świata, z samym sobą, z ciężarem rzeczy i ludzi. Był jednak w pełni otwarty na łaskę i pozwolił, by Pan stopniowo prowadził go aż do męczeństwa. Jego miłość do Chrystusa osiągnęła dojrzałość pośród prób. (…) Osiągnąwszy wieczną radość w Bogu, Marcel Callo świadczy, że wiara chrześcijańska nie oddala ziemi od nieba. Niebo przygotowuje się już tutaj, na ziemi, w sprawiedliwości i miłości. Kiedy kochamy, jesteśmy «błogosławieni»” – powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II w homilii podczas Mszy św. beatyfikacyjnej.

brewiarz.pl, adonai.pl, zś/Stacja7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę