кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Święty Jacek. Wpływowy cudotwórca

Mógł zrobić karierę biskupa i dobrze się urządzić w Krakowie, ale wybrał się z wujem do Rzymu, spotkał św. Dominika i został żebrzącym zakonnikiem. W kategoriach współczesnego mu świata wiele razy był przegranym, a jednak, ostatecznie jest zwycięzcą.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Jacek Odrowąż pochodził z bardzo wpływowego rodu. Jego majątek rodzinny pozwoliłby mu zrobić karierę na skalę europejską. Obracał się wśród elit rządzących, ale też od najmłodszych lat żył blisko ludzi świętych. W Krakowie kończył szkołę katedralną, w tym samym czasie, gdy uczył tam bł. Wincenty Kadłubek. Później studiował teologię, prawo kanoniczne w Paryżu i Bolonii.

Otoczony opieką wuja, biskupa Iwona Odrowąża, zaczął robić karierę w Kościele – został kanonikiem katedry wawelskiej. Ale ta kariera nie była ani dla niego ani dla wuja najistotniejsza. Priorytetem dla nich było poszukiwanie nowego sposobu docierania z Ewangelią do ludzi, szczególnie do tych, którzy nie poznali jeszcze chrześcijaństwa. I jeżeli ktoś myśli, że szukanie nowego języka, nowych form duszpasterskich jest problemem przede wszystkim współczesnego Kościoła, jest w błędzie.

Już w średniowieczu prorokowano zmierzch chrześcijaństwa. Narzekano, że Kościół nie pociąga młodych, że używa sztywnego języka i jest zbyt sformalizowany. Pojawiały się liczne błędy w wierze – herezje. Odpowiedź na tę sytuację znaleźli tacy ludzie jak: Dominik i Franciszek (działający w tym samym czasie). Ale każdy z nich wybrał – mówiąc językiem współczesnym – inny target. Franciszek poszedł do ubogich, Dominik do elit intelektualnych.

Święty Jacek. Wpływowy cudotwórca

Biskup Iwon Odrowąż poznał św. Dominika w Rzymie w 1216 roku. I tak zafascynował się jego działalnością, ofertą jaką wtedy ten święty złożył Kościołowi, że dwa lata później powrócił z polskimi kandydatami na dominikanów (swoimi bratankami): św. Jackiem i bł. Czesławem.  Obaj byli wykształceni i obaj byli już wtedy kanonikami (zaczęli awansować w hierarchii kościelnej), po spotkaniu ze św. Dominikiem, Jacek stracił wszelką chęć do awansów. Do końca życia, pomimo, iż zakładał klasztory w różnych częściach Europy (nie tylko w Polsce!), nie pełnił funkcji przełożonego.

Po kilku miesiącach formacji i przyjęciu w Rzymie na Santa Sabina habitu dominikańskiego, wrócił pieszo do Krakowa, po drodze ewangelizował i zakładał wspólnoty dominikańskie. Szedł prawie pół roku (razem z bł. Czesławem Odrowążem, Hermanem Niemcem i Henrykiem Morawianinem). Żebrali o chleb, wchodzili do domów i klasztorów. Kroniki historyczne podają, że pierwszy klasztor założyli w miasteczku Fryzak – Jacek opiekę nad nim oddał Hermanowi i Henrykowi, a sam z bł. Czesławem poszedł dalej. Kiedy wrócił do Krakowa z pomocą wuja założył pierwszy w Polsce klasztor dominikanów przy kościele Trójcy Świętej. Tu właśnie zaczęła się historia polskich dominikanów.

Święty Jacek był jednym z ważniejszych zakonników w historii Kościoła powszechnego. Spełniał pragnienia samego św. Dominika. Brał udział w kapitułach generalnych i był obecny przy omawianiu ważnych planów rozwojowych. Sam wyruszył zakładać klasztory na Rusi i ziemiach Pruskich. W tamtych czasach odnowił działalność Kościoła, promował nowy kierunek, jakim było duszpasterstwo środowisk uniwersyteckich.

Jego prawdziwa historia przeplata się dzisiaj z licznymi legendami. I można naprawdę stworzyć super barwną biografię! Ale sam św. Jacek chował się za życia w cieniu Pana Boga. Priorytetem dla niego było przemierzanie świata na piechotę, bez grosza przy duszy i porywanie ludzi siłą wiary oraz siłą głoszonego Słowa.

Przeglądając legendy o licznych cudach, jakie czynił św. Jacek Odrowąż – włącznie ze wskrzeszaniem umarłych i umiejętnością chodzenia po wodzie! – mnie osobiście najbardziej przejmuje historia o tym, jak uciekając z Rusi (z powodu najazdu Tatarów), zabrał ze sobą Najświętszy sakrament i figurę Matki Bożej. Czego więcej potrzebuje zakonnik?! Czego więcej potrzebują ludzie, by wierzyć?…

Modlitwa do św. Jacka

„Wszechmogący, wieczny Boże,

dzięki Twojej łasce święty Jacek

przez wytrwałe głoszenie Ewangelii

odnowił i umocnił w wierze wiele narodów,

za jego wstawiennictwem pomnóż naszą wiarę,

abyśmy byli zdolni pracować dla Twojej chwały i zbawienia ludzi”

(Liturgia Godzin, t. IV, s. 1084).

O drogocennej śmierci męża Bożego, Jacka

Bóg błogosławiony wyznaczył liczbę, miarę i wagę wszystkiemu, co stworzył. Sobie zastrzegł liczbę miesięcy człowieka; jego życie i śmierć. W swojej ręce zostawił decyzję o początku i końcu ludzkiej natury. Nie inaczej było w wypadku męża Bożego, którego wspaniałe owoce dobrych czynów domagały się nagrody. Wiele się napracował św. Jacek dla zbawienia dusz, wiele napościł, a całe jego życie było jakby nieustanną pielgrzymką (nigdy bowiem nie dosiadł konia ani nie jeździł wozem, podobnie zresztą jak jego towarzysze), wielu też cudów dokonał. Wreszcie, porwany słodyczą Boskiej kontemplacji, dniami i nocami w ustawicznych modlitwach błagał Boga i z całej duszy pragnął być rozwiązanym i pozostać z Chrystusem [por. Flp 1, 21-24]. Często ze łzami i łkaniem modlił się, aby Bóg wyprowadził go z więzienia tej śmierci do ojczyzny, zwłaszcza że ciało podlegające zniszczeniu obciąża duszę, a ziemskie zamieszkiwanie przytępia zmysł rozumienia rzeczy wyższych. Wiedział również, wraz z nauczycielem pogan, Apostołem Pawłem, że w członkach ciała znajduje się inne prawo, które sprzeciwia się prawu ducha; chce ono podbić ciało w niewolę grzechu i tylko Boża łaska może je pokonać. Dlatego sen uciekał od oczu męża Bożego. Wypełnione jękiem noce składał on nieustannie w ofierze Bogu i błagał, aby mógł w pokoju opuścić ten świat.

Usłyszał Bóg, Ojciec miłosierdzia, jego tęsknotę; On go bowiem od wieków przewidział dla siebie na wiernego sługę. Wyjawił mu kres jego życia i słodko pocieszył, że za kilka dni przyjmie go od razu do radowania się Nim wraz ze wszystkimi aniołami.

Nazajutrz po uroczystości św. Dominika, naszego ojca, zaczął błogosławiony Jacek nieco chorować i z dnia na dzień choroba coraz bardziej się wzmagała. W wigilię Wniebowzięcia Chwalebnej Dziewicy Maryi zwołał starszych braci konwentu krakowskiego (którego był założycielem) i zapowiedział im swoje odejście z ciała. Kiedy ci zaczęli bardzo płakać, ojciec dołączył słowo pociechy: "Nie płaczcie nade mną, najdrożsi synowie, bo Pan mnie wzywa, abym jutro przeszedł do Ojca. Bo jak nie godzi się zadawać sobie śmierci, ale każdemu wyznacza ją Bóg, tak samo nie wypada, aby chrześcijanin, a zwłaszcza prawdziwy zakonnik, bał się śmierci, skoro przecież kiedyś umrzeć musi. Radujcie się raczej, bracia, i winszujcie mi, bo dla mnie żyć — jest Chrystus, a śmierć — to zysk. Pragnę już być rozwiązanym i złączyć się z Chrystusem. Uspokójcie się, bracia, bo po zrzuceniu ciężaru tego ciała będę wam pomagał nie mniej, niż to czyniłem w tym życiu nieszczęsnym, kiedy wraz z wami dźwigałem obraz tej śmierci".

Odchodząc z tego świata, nie sporządził błogosławiony Jacek żadnego testamentu, bo nie miał niczego, czym mógłby rozporządzić. "Pozostawiam wam — powiedział — zbawienne napomnienie ojca naszego Dominika, które słyszałem z ust ojca naszego. Zachowujcie je w całości: Bądźcie łagodni, miłujcie się nawzajem, posiądźcie dobrowolne ubóstwo. To jest testament wiecznego dziedzictwa.

Po czym wobec modlących się braci i płaczącego ludu, w dzień Wniebowzięcia Chwalebnej Dziewicy Maryi, około godziny dziewiątej, dopełniwszy kanoniczne godziny służby Bożej, wypowiadając ze łzami słowa Psalmu: "Tobie, Panie, zaufałem" oraz: "W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mojego" — odszedł z tego świata do Chrystusa i oddał swą szczęśliwą duszę w ręce świętych aniołów, którzy mu się częstokroć, kiedy jeszcze przebywał w śmiertelnym ciele, objawiali.

Odszedł z tego świata w Roku Pańskim 1257, wypełniwszy święte dni swego życia. Żył lat siedemdziesiąt jeden, urodził się w roku 1186, do zakonu wstąpił w roku 1220, umarł w roku 1257. Ciało jego, przeczyste świętością i dziewictwem, zostało pogrzebane uroczyście w konwencie Zakonu Kaznodziejskiego. Pogrzeb zaś prowadził czcigodny biskup krakowski, Jan Prandota, jego krewny.

 

 

Więcej o świętych poczytaj w kategorii "Święci".



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Święty Dominik. Mądry i wierny zakonnik

Człowiek nieprawdopodobny! Uwielbiał przebywać wśród młodych kobiet a wewnętrznie był czystym; degustował dobre wino, ale też jednocześnie żebrał i żył w ubóstwie. Kochał Prawdę i grzeszników. W nocy modlił się nieustannie, a dzień spędzał pośród ludzi.

Maciej
Biskup OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co o nim mówili inni?

Prawdziwie ewangeliczny mąż: „Znałem go jako człowieka, który wiernie wypełniał wskazania Apostołów, i nie wątpię, że wraz z nimi dzieli chwałę niebios” – uważał papież Grzegorz X.

„Wyróżniała go niezachwiana równowaga ducha z wyjątkiem chwil, kiedy ogarniało go współczucie i miłosierdzie. Ponieważ zaś radosne serce wyraża się w pogodzie oblicza, dlatego pełna pokoju wewnętrzna postawa objawiała się w serdeczności i wesołości spojrzenia (…). Dwa albo trzy razy wyznaczany był na stolicę biskupią. Za każdym razem odmawiał, przedkładając ponad biskupstwo życie w ubóstwie z braćmi” – tak z kolei pisał o świętym Dominiku błogosławiony Jordan z Saksonii.

„Gdy spytał go ktoś, skąd czerpie tak piękne słowa, odrzekł: z Księgi Miłości”  – wspominał podczas kazania Sawonarola.

W aktach procesu kanonizacyjnego napisano: „Żarliwie pragnął zbawienia wszystkich dusz, zarówno wiernych, jak i niewiernych”.

Żeby poznać postać św. Dominika najlepiej sięgnąć do kilku źródeł, cytatów, wypowiedzi świadków jego życia i… legend:

Legenda o świętym Dominiku

Życie tego świętego było przedstawiane też w legendach. Oto jedna z nich:

Było stałym zwyczajem tego czcigodnego Ojca, że cały dzień wykorzystywał na pozyskiwanie dusz, bądź to wytrwale nauczając, bądź słuchając spowiedzi, bądź też pełniąc inne uczynki miłosierdzia. Wieczorem zaś przychodził do sióstr i w obecności braci wygłaszał im konferencję lub kazania i uczył je czym jest Zakon, nie miały bowiem żadnego innego mistrza, który by je wprowadził w życie Zakonu.

Otóż pewnego wieczoru przyszedł jeszcze później niż zazwyczaj, toteż siostry sądząc, że już nie przyjdzie, zakończyły modlitwę i poszły spać. A tu nagle bracia zaczęli dzwonić małym dzwonkiem, który służył jako znak zwołujący siostry, gdy błogosławiony Ojciec do nich przychodził. Słysząc to wezwanie, wszystkie siostry spiesznie pobiegły do kościoła; gdy otworzono kratę, on już siedział wraz z braćmi i czekał na nie. „Moje córki – powiedział do nich – wracam z połowu, a Pan obdarzył mnie grubą rybą!”. Mówił zaś w ten sposób o bracie Gaudionie, jedynym synu pewnego możnego obywatela rzymskiego, którego właśnie był przyjął do Zakonu. Następnie powiedziała im długą konferencję i wydawał się być pełen pociechy.

Po tej rozmowie powiedział: „Dobrze byłoby, moje córki, trochę się czymś orzeźwić”. I przywoławszy brata Rogera, szafarza, polecił mu przynieść wina oraz czaszę. Gdy brat przyniósł to, co mu polecono, brat Dominik kazał mu napełnić czaszę aż po brzegi. Potem ją pobłogosławił, sam wypił z niej pierwszy, a potem wszyscy bracia, którzy byli tam obecni. A było ich dwudziestu pięciu, zarówno kapłanów, jak i współpracowników; wszyscy pili do woli, lecz kielich bynajmniej się nie opróżnił i pozostawał wciąż również pełny. Gdy już wszyscy bracia się napili, rzekł błogosławiony Dominik: „Chcę, aby napiły się także wszystkie moje córki”. I przywołując siostrę Nubię, powiedział do niej: „Idź do koła, weź to naczynie i daj pić wszystkim siostrom”. Poszła więc z drugą jeszcze siostrą i przyniosła czaszę pełną po brzegi. A chociaż tak pełne było naczynie, ani jedna kropla się nie wylała. Wszystkie więc siostry napiły się: pierwsza przeorysza, potem inne, ile chciały. A błogosławiony Ojciec powtarzał im co chwila: „Pijcie, ile wam się podoba, moje córki”. Sióstr zaś było podówczas sto cztery i wszystkie piły, ile chciały, ale naczynie się nie opróżniło, co więcej pozostawało tak napełnione, jak gdyby ciągle dolewano doń wina. Potem polecił oddać z powrotem czaszę przez koło, a była tak samo pełna jak wówczas, gdy ją podano. Do dzisiaj nie wiadomo, w jaki sposób to się zdarzyło.

Modlitwa za wstawiennictwem św. Dominika Guzmana:

Przedziwną nadzieję dałeś braciom Cię opłakującym, że i po śmierci przybędziesz ku pomocy wzywającym.

Spełń, Ojcze, coś rzekł na ziemi, wspomóż nas modłami swymi.

Alleluja.

Co tylekroć potwierdziłeś dziwnymi uzdrowieniami,

nieść nam pomoc Chrystusa,

ulecz nas w naszych słabościach.

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu….

Święty Dominik. Mądry i wierny zakonnik


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Maciej Biskup OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej
Biskup OP
zobacz artykuly tego autora >