Nasze projekty
fot. Cicero Moraes / wikimedia commons, CC BY-SA

Św. Marcin de Porres. Dominikanin z sercem św. Franciszka

Wzór pokory i patron najbardziej upokorzonych. Nazywano go “murzyńskim psem”, a stał się najsłynniejszym w Peru “psem pańskim”. Pokazał, jaką wielkość niesie za sobą bycie najmniejszym.

Reklama

Można go rozpoznać po stroju nieco innym niż dominikański. Nosił bowiem czarny szkaplerz. Otrzymują go w Zakonie Kaznodziejskim bracia konwersi – ci, którzy składają śluby zakonne ale nie przyjmują święceń. Dziś nazywani są oni kooperatorami (współpracownikami) i pełnią funkcję zakrystianów czy ogrodników, prowadzą księgi parafialne.

Wyróżniają go także nietypowe rysy twarzy. Marcin de Porres był bowiem Mulatem. Z jego pochodzeniem wiąże się historia o tym, dlaczego został bratem konwersem, a nie ojcem dominikaninem.

Marzenie o Zakonie

Marcin de Porres urodził się w Limie, w Peru, jako nieślubne dziecko czarnoskórej Anny Velasquez i hiszpańskiego szlachcica Juana de Porres. W parafialnej księdze chrztów zapisano, że jego ojciec jest nieznany. Juan wyparł się bowiem swoich dzieci z tego związku, uważając, że to wstyd mieć ciemnoskóre potomstwo. Nadal jednak łożył na utrzymanie i wykształcenie syna. 

Reklama
Reklama

Kiedy Marcin miał 12 lat, zaczął pracować jako balwierz u doktora Marcela de Ribery. Nauczył się tam nie tylko sztuki fryzjerskiej, ale także pomagał w procedurach medycznych. Niektóre podania mówią, że wtedy też Marcin odkrył w sobie dar uzdrawiania i zapragnął wstąpić do Zakonu Kaznodziejskiego. Miał wtedy 15 lat. Dominikanie nie mogli go jednak przyjąć ze względu na jego rasę oraz niewiadome pochodzenie ojca. Ówczesne prawo zabraniało potomkom Murzynów czy Indian być pełnoprawnymi członkami zakonów w wicekrólestwie Hiszpanii. Marcin marzył o życiu wśród dominikanów i prosił, by przyjęli go choćby jako służącego. Przełożony wspólnoty zakonnej w Limie uznał, że ważniejsze od przestrzegania prawa jest miłosierdzie i zgodził się przyjąć Marcina. 

Walka o powołanie

Wiadomość o tym dotarła do jego ojca. Juan de Porres, wtedy już gubernator Panamy, nie mógł pogodzić się z tym, że jego syn będzie sługą u zakonników. Chciał go zabrać z klasztoru, jednak Marcin pozostawał niewzruszony, czym zdobył sobie uznanie u dominikanów. Ostatecznie Marcina przyjęto w szeregi Zakonu Kaznodziejskiego, złożył on śluby, jednak za wszelką cenę chciał pozostać bratem konwersem. Zadziwiał braci dominikanów swoją pokorą i niezwykłą pobożnością.

Był niezwykle wrażliwy na potrzeby ludzi, potrafił okazać troskę i współczucie. Marcin otworzył w Limie sierociniec, a w klasztorze prowadził szpital, gdzie przyjmował nie tylko dominikanów, ale i świeckich – także Indian i czarnoskórych niewolników, którzy byli mu za tę otwartość bardzo wdzięczni. Ubogich, których nie mógł przyjąć w klasztorze, umieszczał w domu swojej siostry. Marcin chciał pomagać ludziom bez względu na ich kolor skóry, pochodzenie czy status społeczny. 

Reklama
Reklama
fot. Lawrence OP / FLICKR; CC BY-ND-NC

“Współczucie jest lepsze od czystości”

Dobrze czuł się na furcie i w szpitalu, ponieważ w obu tych miejscach mógł służyć potrzebującym – a w tym odnajdywał się doskonale. Rozdawał biednym jedzenie przeznaczone dla braci, oddawał im swoje porcje, zadowalając się chlebem i wodą. Pewnego razu udostępnił nawet trędowatemu własną celę, ponieważ nie było już dla niego miejsca w szpitalu. Bardzo nie spodobało się to przeorowi klasztoru i zganił on za to Marcina. Brat odpowiedział mu, że „współczucie jest lepsze od czystości”.

Oprócz prowadzenia szpitala Marcin de Porres kwestował na rzecz chorych i potrzebujących, wykupywał z niewoli Murzynów, a biedakom kupował ubrania. Dopiero z czasem współbracia zaczęli rozumieć, że Marcinowi zależało tylko na tym: by okazać bliźnim jak najwięcej miłości.

Dzień – na pomoc ludziom, noc – na modlitwę

W końcu przyciągał do siebie ludzi także swoją mądrością. Zaczęli się oni coraz liczniej pojawiać na furcie, prosząc brata o duchową radę. Wśród nich, jak można dowiedzieć się z przekazów, był sam biskup Limy. Brat Marcin miał niezwykły dar czytania w ludzkich sercach i sumieniach.

Reklama

Choć nie był teologiem, dobrze orientował się w sztuce życia wiarą – sam spędzał godziny na modlitwie, a szczególnie upodobał sobie rozważanie Męki Pańskiej – zupełnie tak, jak św. Dominik. A ponieważ nie miał zbyt wiele czasu na modlitwę w ciągu dnia, poświęcał na nią swoje noce. Zdarzało się, że w czasie kontemplacji bracia widywali go zalanego łzami lub unoszącego się w powietrzu. Siła jego modlitwy przyniosła mu niemałą popularność, przypisywano mu wiele cudów.

Św. Franciszek Ameryki

Marcin de Porres pomagał jednak nie tylko ludziom. Nie bez powodu nazywa się go amerykańskim św. Franciszkiem. Założył pierwsze schronisko dla bezdomnych psów i kotów, troszczył się o ptaki, karmił nawet myszy i szczury. Jedna z legend opowiada, że tak dobrze było im przy Marcinie, że rozmnożyły się bez liku i przełożony kazał bratu pozbyć się gryzoni. Według tej opowieści wszystkie myszy posłusznie wraz z Marcinem opuściły klasztor i więcej się w nim nie pojawiły. Prawdopodobnie z tego powodu dominikanin wzywany jest dziś w modlitwach właśnie w przypadku plag myszy i szczurów.

Brat Marcin dożył w Zakonie Kaznodziejskim 70 lat. Zmarł z powodu malarii. 

Papież Pius XII ogłosił go patronem wszystkich dzieł społecznych w Peru. Był pierwszym kanonizowanym Mulatem w historii Kościoła. Św. Marcin de Porres jest patronem obu Ameryk oraz pielęgniarek, robotników i dominikańskich braci współpracowników. Uznawany jest także za patrona zgody na tle rasowym, sprawiedliwości społecznej i ludzi o rasie mieszanej. 

os, dominikanie.pl, brewiarz.pl, deon.pl gosc.pl, bp.ecclesia.org.pl / Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę